środa, 2 maja 2012

Kaja od Radosława czyli Historia Hubalowego Krzyża


Aleksandra Ziółkowska-Boehm




KAJA OD RADOSŁAWA, CZYLI HISTORIA HUBALOWEGO KRZYŻA




Wyd. MUZA, Warszawa 2006, 2014

ISBN 83-7319-975-6;
ISBN 978-83-7758-635-8





KSIAZKA NAGRODZONA TYTULEM NAJLEPSZEJ KSIAZKI ROKU 2006 PRZEZ LONDYNSKI ZWIAZEK PISARZY NA OBCZYZNIE.



Cytat:  "Jury Zwiazku Pisarzy przyznalo Nagrode Literacka Aleksandrze Ziólkowskiej-Boehm za ksiazke napisana z prawdziwa pasja i zyczliwoscia do swiata, za celny wybor bohaterki, ktorej koleje zycia odzwierciedlaja pogmatwane i dramatyczne losy naszej ojczyzny".

Jury: Krystyna Bednarczyk - przewodnicząca, Magda Czajkowska, Juliusz Englert, Andrzej Krzeczunowicz, Anna Maria Mickiewicz, Krzysztof Rowiński, Nina Taylor-Terlecka, Regina Wasiak-Taylor-sekretarz.

pierwsze wydanie, Wyd MUZA 2006




drugie wydanie, Muza, Warszawa 2014




Amerykańskie wydanie 
 Lexington Books, 2012 
2012  ISBN 978-0-7391-7270-4 • Hardback
2014  ISBN 978-0-7391-9053-1 • Paperback

2012 ISBN 978-0-7391-7271-1 • eBook



FRAGMENTY RECENZJI

I LISTOW
.

"

„Autorka korzysta z róznych form wypowiedzi z wielu różnych gatunkow artystycznych – po to, aby być najblizej prawdy o człowieku, w  środku spraw, które opisuje. Rolę pisarza traktuje z całą powagą, tak jak to było w najlepszej tradycji polskiego piśmiennictwa. Jest zdolną dokumentalistką, ma „reporterski pazur”, wywodzący się od Jana Chryzostoma Paska „apetyt do widzenia świata” i nie mniejsze umiłowanie pracowitości. We wstępie do książki przywołuje spotkanie, jakie odbyła z Isaakiem Bashevisem Singerem, który powiedział jej, że pisarz ma do spełnienia trzy warunki: ”Po pierwsze, musi znaleźć historię do opowiedzenia. Po drugie, posiąść pasję, potrzebę opowiedzenia tej właśnie, a nie innej historii. Po trzecie, mieć przekonanie, że nikt inny, tylko właśnie on, ma ją opowiedzieć”. (... ) W historii Hubalowego krzyża przegladają się losy Kai, historia jej pokolenia i zawiłe dzieje naszej ojczyzny. Ten zasadniczy rekwizyt książki, po proustowsku przywołuje odchodzący świat, odsłania z mroku postacie, a te ożywają i ożywiają wspomnienia. Większość opowieści Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm ma taką szkatułkową budowę, pełną dygresji, wolną od skrępowań konwencjonalnych struktur fabularnych, pękajacą od faktograficznego surowca, jakim jest dokument, przypis, cytat naukowy, rysunek, dziennik, zdjęcie itd.(...) Aleksandra Ziółkowska-Boehm doskonali formę reportażu literackiego, nadaje swoim opowieściom-reportażom własny styl. „Kaja od Radosława...” jest pieknie napisaną, wzruszającą historia losów Polaków i losów naszej ojczyzny widzianych oczyma Kai. Pisarka ma szczęście do ludzi i miejsc, tak umiejętnie bowiem porusza się w czasie i przestrzeni, co nazwałabym „światowością” naszej laureatki. Jednak przy całej swej nowoczesności potrafi po staroświecku usiąść ze starszą panią i słuchać jej uważnie, potrącić uśpione struny, które przywołują melodie, smaki i zapachy...Kto przeczyta tę książkę, nigdy nie zapomni malowanych słowem obrazów z dzieciństwa Kai: Chińczyków na polach makowych, Kirgizów z ich wielbłądami, kiszonych arbuzów, no i lukrecji. (...)”

Regina Wasiak-Taylor, Dwukrotny sukces Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm – książka i  nagroda. PAMIĘTNIK LITERACKI, Tom XXXV, Londyn Nr 6, 2008. Str 65-66

(…) ”Książka Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm pisana jest – jak to powiedział poeta Harasymowicz – „uczuć drapakiem”, sercem. Dlatego też czyta się ją „jednym tchem”! Autorka wyznaje we wstępie, iż przystępując do jej pisania, poczuła to, o czym opowiadał jej w 1985 r. w wywiadzie do jednej z książek Isaac Bashevis Singer. Mówił, że chcąc napisać książkę, musi spełnić trzy warunki: trafić na prawdziwą historię, poczuć pasję opowiedzenia jej i w końcu, nabrać pewności, że tę historię prawdziwie może opowiedzieć tylko ona. Tak się też stało w przypadku tej książki. Ziółkowska znała Kaję niemal trzydzieści lat. Jednak dopiero teraz „dojrzała” do spisania jej losów. Opowiadając życie Kai, stanęła już na zawsze na straży jej pamięci.

Ta piękna opowieść bohaterki o dzieciństwie, dla której tło stworzyła Aleksandra Ziółkowska, przekazując nam szereg informacji, przybliżających Syberię. Syberię – straszną, gdzie zginęło bez wieści tysiące Polaków zsyłanych tam za działalność narodowo-wyzwoleńczą, ale i Syberii, która stała się im drugą ojczyzną. Syberii, która stworzyła dla nich szansę pracy odkrywców i naukowców. Syberii – gdzie pozostawili po sobie trwały ślad.

Pewien młody człowiek po przeczytaniu książki pani Aleksandry, stwierdził, że czyta się ją doskonale, bo jest napisana młodzieżowym językiem… Rzeczywiście napisana jest pięknym językiem polskim, nieczęsto przez wielu współcześnie piszących używanym, a to ze względu na komercjalizację kultury, a tym samym literatury. Któż dzisiaj bowiem myśli o kulturze języka, dba o piękno wysławiania się. Wmawia się młodym ludziom, iż można zastąpić owo piękno słowami wytrychami, swoistymi skrótowcami etc. Z drugiej strony jest to też informacja dla piszących i wydawców, że do młodych ludzi można trafić z takimi jak książka Ziółkowskiej opowieściami.

Gdy spojrzymy na pisarski dorobek Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm, jej książki o reporterskim, autobiograficznym i eseistycznym charakterze, w których zamknęła losy wielu ludzi z polskimi korzeniami, żyjących na amerykańskiej, przyjaznej Polakom ziemi, można stwierdzić, iż jej Mistrz, Melchior Wańkowicz, (któremu poświęciła przecież swe pierwsze książki) byłby – jest w zaświatach – z niej dumny. Nie na darmo poszło terminowanie i ciężka praca przy choćby „Karafce La Fonteine’a”, która powinna być swoistym vademecum dla każdego reportera”.

Janusz Marian Paluch, Kaja od Oleńki, AKANT, Bydgoszcz, Nr 10 (114), Rok IX, Październik 2006.

.



Krzyz majora Hubala

Przez 54 lata Cezaria Iljin-Szymañska przechowywala krzyz Virtuti Militari majora Henryka Dobrzañskiego "Hubala".

Traktowala go niczym talizman, miala przy sobie przez cale powstanie warszawskie, w trakcie sledztwa w bialostockim oddziale NKWD, a potem w sowieckim obozie w Ostaszkowie, gdzie zostala zeslana. Od 1994 roku krzyz ten znajduje siê w Izbie Pamiêci "Hubala" w Tomaszowie Mazowieckim, a niezwykla historiê zycia Cezarii Iljin-Szymañskiej opowiedzia³a Aleksandra Ziólkowska-Boehm w swej najnowszej ksiazce "Kaja od Radoslawa".

"Mialam zycie ciekawe, wcale a wcale nie nieszczêsliwe" - oceniala sêdziwa (urodzona w 1916 roku) bohaterka ksiazki czas jej dany. Tym bardziej jest bolesne, ze ta urodzona na Syberii Polka, co najmniej dwukrotnie cudem uratowana od smierci - z rak ukraiñskich w 1939 roku, z rak sowieckich w 1944, laczniczka "Radoslawa", do której Niemcy strzelali na Woli, w Sródmiesciu, na Czerniakowie i podczas przeprawy przez Wislê, zeslana do obozu NKWD nr 41 w Ostaszkowie, skad po ponad roku wrócila do Polski z malaria i tyfusem, wazac 38 kilogramów -z przekonaniem twierdzila, ze "najgorzej jest teraz". Przemawiala przez nia gorycz schorowanej i osamotnionej starosci, niemniej jest faktem, ze juz w wolnej Polsce przezyla napad, po którym dwa miesiace lezala w szpitalu, ze dwukrotnie ja okradziono i do autorki ksiazki pisala: "Warszawa stala sie miastem bandyckim (...) Weszlismy do NATO, boimy siê wyjsc na ulice (...) Ta walka partyjna w rzadzie zamiast gospodarnego rzadzenia Krajem jest nie do zniesienia".

Za powstanie odznaczona zostala Krzyzem Walecznych, po ukonczeniu architektury na Politechnice Warszawskiej brala udzial w odbudowie stolicy, zaprojektowala wiele ciekawych obiektów, m.in. kino Wisla na Zoliborzu. Zycie dzielila z bohaterskim hubalczykiem, Markiem Szymañskim "Sêpem". Gdy stalo siê to juz mozliwe, mimo utrudnieñ jezdzila za granice, ciekawa swiata i ludzi. A teraz uwaza, ze po Polsce Ludowej nastala Polska Nieludzka.

Dlaczego wtedy, w najtrudniejszych latach okupacji, nie opuszczaly jej wesolosc i optymizm? - pyta Aleksandra Ziólkowska-Boehm i sama odpowiada, ¿e radosc zycia daje "niedajaca siê niczym zahamowana mlodosc i beztroska dwudziestu kilku lat".

Cezaria Iljin miala 24 lata, gdy do jej warszawskiej kawalerki na Pulawskiej, sluzacej jako punkt kontaktowy, najpierw dla hubalczyków, pózniej dla zolnierzy powstania, dotarla Marianna Cel, ps. Teresa, jedyna kobieta w Oddziale Wydzielonym Wojska Polskiego dowodzonym przez majora Dobrzañskiego. "Hubal" dal jej ten krzyz w przeddzieñ swojej ostatniej walki pod Anielinem, proszac, by w jakims zaufanym warsztacie przylutowano kóleczko, które odpadlo od odznaczenia. "Teresa" przywiozla krzyz majora do Warszawy i z poleceniem: "Przechowaj" dala go Cezarii, siostrze podporucznika Modesta Iljina "Klina", te¿ hubalczyka. "Klina" aresztowalo gestapo, zginal w Oswiecimiu (lub rozstrzelany zosta³ w Radomiu) w 1941 roku, laczniczka "Teresa" zaginêla rok pózniej na szlaku Warszawa - Lwów.

Krzyz "Hubala", zanim polscy szewcy w Ostaszkowie zrobili dla niego skrytkê w obcasie buta Cezarii, trafil w rece przesluchujacego ja w Bialymstoku oficera NKWD. Spytana, co to jest, sklamala, ze to krzyzyk, do którego siê modli, jedyna pamiatka po niezyjacym ojcu i spróbowala przekupiæ NKWD-zistê zlota piêciorublówka, która tez miala schowana. Oddal jej krzyz i odsunal cenna monete ze slowami: - Nam zolota nie nuzno. U nas zolota mnogo.

Nieprawdopodobne, ale prawdziwe. "I krzyz Hubala - pisze Aleksandra Ziólkowska-Boehm, w mlodosci sekretarka Melchiora Wañkowicza, autora "Hubalczyków", pierwszej i najwazniejszej ksiazki o zolnierzach, którzy po klêsce Wrzesnia '39 nie zlozyli broni - pozostal z nia, chroniac ja, jak i ona chronila jego".

Krzysztof Masloñ RZECZPOSPOLITA. 8 października 2006

.

Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża" to wydana właśnie nakładem Wydawnictwa Literackiego Muza dokumentalna opowieść o życiu Cezarii Iljin-Szymańskiej, napisana lekkim piórem i przetworzona wnikliwym umysłem Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm, reportażystki, ostatniej uczennicy i sekretarki Melchiora Wańkowicza.

Cezaria, pseudonim powstańczy Kaja, jest łączniczką, która przechowała przez okupację i obóz NKWD w Ostaszkowie krzyż Virtuti Militari należący do nieżyjącego już wówczas majora Henryka Dobrzańskiego-Hubala, dowódcy słynnego oddziału powstańczego. Ten krzyż, przywieziony z obozu w obcasie buta, był dla Kai najwyższą świętością i jak się okazało - strażnikiem jej życia. Kobieta, którą po powrocie z obozu lekarz nazwał "samożyjcem", doczekała spełnionego życia i sędziwego wieku dziewięćdziesięciu lat.
Reportaż "Kaja od Radosława" powstawał w ścisłej współpracy autorki oraz bohaterki i pewnie dlatego stanowi barwną opowieść: o szczęśliwym dzieciństwie w dalekim Ałtaju na Syberii, okresie nauki w Wilnie, okupacji w Warszawie, kontaktach z hubalczykami, do których należeli brat Modest i przyszły mąż Kai Marek Szymański ps. Sęp, o przejmującej walce w Powstaniu Warszawskim, więzieniu i dwóch latach obozu NKWD nr 41 w Ostaszkowie, a także o powojennym pragnieniu powrotu do normalnego życia, do pracy i do życia rodzinnego.
Charakterystyczne dla opowieści "Kaja od Radosława" jest to, że choć dotyczy ona najboleśniejszych wydarzeń z historii Polski, do których należy niewątpliwie Powstanie Warszawskie oraz mordy i nieludzkie więzienia Polaków w sowieckich obozach na Wschodzie, nie odbiera się jej jako przygnębiającego dokumentu, lecz jako opowieść o życiu młodej dziewczyny, która wbrew przeciwnościom postanowiła żyć.
Książka jest opowieścią o tym, jak ciężkie doświadczenia dają nadludzką siłę do budowania nowego życia. Tak jak wtedy gdy Kaja w ciężkim stanie, z leczonym w szpitalu tyfusem, podejmuje plan zakończenia studiów wyższych - zaraz zresztą po powrocie z obozu uzyskuje dyplom klauzulowy, na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej.
Jest także opowieścią o tym, że kraj lat dziecinnych, dla Kai - Ałtaj, miejsce przeznaczone dla politycznych zesłańców na Syberię, jest zawsze sielanką, której smaki i zapachy z lubością przechowywane są w pamięci przez całe życie. Z dzieciństwa bohaterka zapamiętała smak wielbłądziego mleka, kirgiskie specjały: mleczny napój musujący, zwany kumysem, i bursaki - kawałki ciasta z mąki i soli z wodą smażone na baranim tłuszczu, a także solone i kiszone arbuzy oraz lukrecję - traktowaną przez dzieci jako słodycz. Niezwykłym wspomnieniem są także święta Bożego Narodzenia przy drzewku topoli (nie choinki), prezenty w postaci lalek ze skośnymi oczami, przyszywanymi do główek przywożonych przez Chińczyków, których Kaja nie lubiła. A obraz rozległego, jednostajnego stepu i gór Ałtaju na zawsze pozostał w jej sercu.
Reportaż Aleksandry Ziółkowskiej- -Boehm jest bogato ilustrowany fotografiami z archiwum bohaterki i jej własnymi rysunkami przedstawiającymi dawną rzeczywistość. Za dbałość edytorską w ich czytelnym rozmieszczeniu chwała Wydawnictwu Muza. Dobrze się dzieje, że ta pozycja może uzupełnić biblioteki ludzi żyjących etosem powstańców, żołnierzy Hubala.
Anna Malcer-Zakrzacka: Boze Narodzenie przy drzewku topoli,  GAZETA UNIWERSYTECKA, Uniwersytet Gdanski, Nr 8 (83) listopad 2006, str. 27

.

„(...) Ksiazka poswiecona dziejom Kai jest swietnie napisana. Wciaga czytelnika, który sledzi frapujace losy bohaterki. Czujemy pelna sympatie autorki do swojej bohaterki. Liczne zdjecia i rysunki sytuacyjne (np. Plan domu na Syberii czy obozu NKWD w Ostaszkowie). Ciekawa propozycja dla polskiego czytelnika jest ankieta przeprowadzona przez Aleksandre Ziolkowska-Boehm na temat wyobrazen na temat Syberii i Powstania Warszawskiego wśród jej znajomych Amerykanow (wypowiada się m.in. gospodyni domowa, doradca studentow na uczelni, oficer Air Force, pracownica firmy ubezpieczeniowej, fotoreporterka, czlonek parlamentu, profesor literatury i kultury Slowian). (...)

Miroslawa Palaszewska MYSL POLSKA Nr 41 (1604) 8 pazdziernika 2006 str. 15

.


Opowiesc o losach uczestniczki Powstania Warszawskeigo, ktora przez 54 lata przechowywala krzyz Virtuti Militari majora Henryka Dobrzanskiego. Hubal dal go swojej kurierce, by naprawila go w Warszawie, nastepnego dnia zginal. Kurierka przekazala go Kai, sama tez zginela.

(MSZ) GAZETA KRAKOWSKA, Krakow, 27 pazdziernika 2006

.


(...) Pomimo trudnej historii to ksiazka niezwykle optymistyczna”.

PRZEWODNIK KATOLICKI, 10 wrzesnia 2006

.


„Znalezc dobra historie, posiasc pasje jej opowiedzenia oraz mieć glebokie przekonanie, ze nikt inny, tylko my powinnismy ja opowiedziec – te trzy zaslyszane od Isaaca B.Singera zasady zapadly w sercu Aleksandry Ziolkowskiej. I była im wierna, kiedy pisala swoja najnowsza ksiazke. Autorka z wyjatkowa przenikliwoscia opisuje w niej losy Cezarii Iljin-Szymanskiej, w ktorej rece trafil krzyz Virtuti Militari majora Henryka Dobrzanskiego tuz po jego smierci. (...)

SUKCES, 28 pazdziernika 2006

.


„W warszawskim wydawnictwie Muza wyszla wlasnie kolejna ksiazka „Kaja od Radoslawa, czyli historia hubalowego krzyza”. Ksiazka jest tak napisana, ze zapewne wkrotce stanie się bestselllerem. Czyta się jednym tchem. Przepiekny, literacki jezyk, niemal filmowe opisy przyrody. Pozornie nieistotne, ale stwarzajace koloryt chwili i zblizajace nas do bohaterki szczegoly z zycia codziennego, pasjionujaca opowiesc o zyciu zwyklym i niezwyklym, wiele faktow historycznycvh ,zbudowanaych i drobiazgowo opracowanych, wszystko to musi zapasc w serce i umysly czytelnikow, a jednoczesnie dac duzy bagaz wiedzy historycznej.” (...)

Joanna Sokolowska-Gwizdka LIST OCEANICZNY, dodatek kulturalny ‘GAZETY”, Toronto, wrzesien 2006, Nr 45, str. 1-4

.


„Kaja od Radoslawa” Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm to przejmujaca opowiesc o losach Cezarii Iljin-Szymanskiej, kurierki w Powstaniu Warszawskim. Jej biografia starczylaby na pare osobnych zyciorysow. Kaja zaslynela jako strazniczka pamieci po majorze Henryku Dobrzanskim – slynnym Hubalu. Os ksiazki stanowi pieczolowicie odtworzone zycie Kai, pelne bohaterskich czynow. Ziolkowska-Boehm nie stworzyla jednak panegiryku. Napisala ksiazke wolna od patosu. Bo tez sama bohaterka jawi się jako czlowiek nad wyraz skromny i niesklonny do przeceniania historii wlasnego zyvcia. Ksiazka Ziolkowskiej-Boehm uswiadamia czytelnikowi, czym może być zycie w kanalach niszczonej Warszawy, co oznacza oboz w Ostaszkowie i na czym polega poczucie historycznej krzywdy. Jest jednak przede wszystkim praca historyczna o przeszlosci. Gdyz jej bohaterka, z wyksztalcenia architekt, bez względu na rodzaj ludzkich ruin, które widziala, akceptuje jedynie prace na rzecz odbudowy swiata wartosci zdegradowanych. Trudno nie uwierzyc w taka nadzieje, chociaz zycie nie dostarczylo Kai wielu powodow do pieknych wspomnien”.

Krzysztof Siwczyk, DZIENNIK,  Nr 192/2006, 4 grudnia 2006, str 32.

.

(...)”  Ta poruszajaca historia jest obudowana przez autorke calym mnostwem wydarzen, watkow bocznych, dykteryjek, rzeczy odkrywanych, nieznanych, które razem tworza niepowtarzalny klimat powankowiczowski.
To nieprzypadkowe porownanie. Pani Aleksandra była prawa reka wielkiego pana Melchiora i odziedziczyla po nim nie tylko ten wspanialy  pazur pisarski, ale i (przekazane testamentem  archiwum tego wspanialego tworcy.   (...)    W „Kaji” Aleksandry Ziolkowskiej mamy nie tylko nurt wojenny. Autorka zarysowala nam cale wielopokoleniowe rody Iljinow, Szemiotow, które mieszaly krew (w bojach także) z nasza rodzima szlachta i nieszlachta, co dawalo rezultaty wspaniale.

Lektura pisarstwa pani Oli to istna uczta duchowa. To nie tylko wedrowka po wydarzeniach, ale i ich konsumpcja, bo autorka ma rzadki dar wyszukiwania bialych plam w sprawach – zdawac by się moglo – powszechnie znanych.  Jej pisarstwo (a jest to – obok „Kaji” – także „Blisko Wankowicza”, „Kanada, Kanada”, „Podroze z moja kotka” oraz parenascie innych tytulow) cechuje wielka przestrzen we wszystkich wymiarach. Choc pisze o sprawach polskich, nadaje im preriowy koloryt.

Choc jednym zdaniem chce tu podkreslic pietyzm wydawniczy, niesztampowe lamanie, oryginalne laczenia licznych ilustracji z tekstem, niespotykany format, a także lekkosc i to nie tylko stylu, ale i papieru,.

Obecnie autorka będzie przez kilka miesiecy przebywala w Polsce jako stypendystka bardzo prestizowej fundacji Fulbrighta”.
Cezary Chlebowski, Hubalowe Virtuti, TYGODNIK SOLIDARNOSC, NR 2 (955) 12 stycznia 2007, str. 32 
                                                                                                                                                               

.


(...) W ksiazce Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm przeglada się polski los – doswiadczany tylekroc przez historie, miazdzony w jej trybach, ale silny, dzwigajacy się z kazdej kleski. (...).  Autorka uchronila się od patosu i podwyzszonych emocji, wiec może mlode pokolenia, którym „patriotyczne czytanki” malo przypadaja do gustu, a ktore wiedzą historyczną nie grzeszą, sięgną po tę ksiazkę?

Marta Jaworska, Jedna z polskich dróg, NOWE KSIAZKI, Nr 2, 2007

.


„This is almost z detective story, based on a real event. One of the heroes of Polish Resistance in the Second World War received a Virtuti Militari Cross. In Soviet occupied Poland the protector of this Cross went to jail. The book narratives how the Cross survived Rising “44, the Soviet Gulag, and the Soviet occupation of Poland, the resurface fifty years later”.

SARMATIAN REVIEW, April 2007, pg 1314

.

”(...) Niezwykłą książką jest też opublikowana przez warszawskie wydawnictwo Muza „Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża” Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm. Piękna opowieść przedstawia losy Cezarii Iljin-Szymańskiej, zwanej Kają, dziś 90-letniej; od trzydziestu lat zaprzyjaźnionej z autorką. 

Podcza lektury wróciły do mnie refleksje związane ze „Wspomnieniami” Tatarkiewiczów. Historia Cezarii to też wspomnienia, ale wypowiadane w rozmowach z autorką, wypisywane w listach. I przede wszystkim przekazywane w późnym wieku. Przez to inne, nie pamiętnikarskie, nie pisane na bieżąco, dzień po dniu.

Bogactwem życiorysu Kai możnaby obdzielić kilka osób. A i tak dużo by jeszcze zostało. Wychowana w Zajsanie na Syberii w rodzinie polskich zesłańców, wraca po wielu perypetiach do przedwojennej Polski. W czasie wojny włącza się w konspirację. W 1940r. Tereska, kurierka majora Hubala, przywozi do mieszkania Kai, gdzie spotykali się hubalczycy, należący do majora krzyż Virtuti Militari do naprawy (wcześniej urwał mu się z piersi, co zwiastowało mu nieszczęście – rzeczywiście niedługo potem zginął). Po aresztowaniu Tereski Kaja przechowuje krzyż niczym amulet. Towarzyszy jej w kanałach podczas Powstania Warszawskiego, cudem nie zostaje odebrany w trakcie przesłuchania przez sowieckiego pułkownika. Podczas zesłania do obozu w Ostaszkowie przechowuje go w obcasie buta. Są i takie sceny:

„Nagle otoczyli nas rosyjscy żołnierze z NKWD(...). Ustawili nad niewielkim okopem przypominającym grób.

- Tu będzie wasza mogiła. – Wycelowali w nas pepesze.

Struchlałam. Boże, nie przechowam krzyża Hubala, będzie ze mną w ziemi. Nie, myślę, krzyż nie może zginąć, więc i ja ocaleję.”

Kaja wraz z krzyżem rzeczywiście ocalała. W 1946r. chora na malarię i tufus, ważąca 38 kilogramów, wraca do Polski. Zostaje cenionym architektem, odbudowuje stolicę. Wychodzi za mąż za Marka Szymańskiego - „Sępa”, hubalczyka, porucznika 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, uczestnika Powstania Warszawskiego.

Scenek o wielkiej wadze historycznej, jak chociażby ta ze spotkania Bolesława Piaseckiego albo opis znajomości z Zygmuntem Berlingiem – jest w książce mnóstwo. Autorka odtwarza wspomnienia Kai dbając o wiarygodność każdego z przedstawianych szczegółów i rozbudowując tło historyczne. Dociera do publikacji historycznych poszerzających wiedzę o przedstawianych wydarzeniach. Czasami niektóre fakty zaskakują, jak chociażby informacje o dobrowolnej emigracji Polaków na Syberię. Okazuje się, że za chlebem wyjeżdżano nie tylko na Zachód. Zdarzały się też wędrówki odwrotne – na wschód. Mamy tu więc dysonans – wspomnienie z beztroskiego dzieciństwa w Zajsłanie u stóp Ałtaju i opisywanego z sentymentem życia wśród polskich zesłanców, ale też dobrowolnych osiedleńców. Kilkadziesiąt lat później bohaterka trafia do straszliwego sowieckiego obozu w Ostaszkowie, gdzie praca „była wyróżnieniem”, a kto nie pracował ten umierał. Pojawia się widmo śmierci zgłodu i wyczerpania, warunki sanitarne uragają wszystkiemu; pojawiają się nawiązania do Katynia i Workuty.

Mimo tak wielu intensywnych przeżyć, u schyłku życia Kaja pytana o szczegóły odpowiada „w swój sposób – bagatelizująco” , a kiedy indziej mówi: „Na mnie nic nie robiło w życiu tak wielkiego wrażenia „żeby przysiąść”. I tak właśnie się te wspomnienia czyta. Widać wielką powściągliwość i skromność bohaterki. Ona patrzy na swoje losy ze spokojem i bez jednego słowa podkreślenia ich wyjątkowości czy własnych zasług. (...) Jest w tej opowieści nieco kłótni między światami męskim i żeńskim, które scharakteryzowałem przy okazji „Wspomnień” Tatarkiewiczów. Nie da się ich oddzielić, egzystują obok siebie i mają się dobrze. Czytelnik sam wybiera, co go bardziej interesuje. Autorka zostawia pełne pole do własnych przemyśleń i do zbudowania sobie własnego Kajowego obrazu. Chcąc wiernie oddać jestestwo bohaterki, nie naruszając jej przekazu. Komentarzy odautorskich tu mało. Ale gdy już są, to zawsze niezwykle ujmujące. Warto jako przykład przytoczyć jeden z fragmentów, charakteryzujący liryczny styl Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm: „Piętnastego lipca 1950 roku Cezaria Iljin pseudonim została żoną Marka Szymańskiego, dzielnego, przystojnego, prawego i szlachetnego człowieka.

Dawał jej pąsowe róże i bladoliliowe hiacynty. Róże pojawiały się na rocznice ślubu. Ostatni bukiet miał ich czterdzieści pięć”  (...). Aleksandra Ziółkowska-Boehm przytacza we wstępie słowa Isaaca B.Singera: „Kiedyś miałem dobry temat, ale nie miałem pasji i dlatego nie napisałem nic”. Była współpracowniczka  mistrza reportażu pisze o Kai od Radosława z pasją, o którą zapewne chodziło Singerowi. I pisze w sposób pasjonujący.

Krzysztof Zajączkowski : Wspomnienia napisane z pasja. PRZEGLĄD POLSKI – NOWY DZIENNIK, Nowy Jork, 13 kwietnia 2007, str.10

.



„(...) Ksiazka istotnie jest fascynujaca zarówno w swojej tresci, jak i w formie.(...) Tak, jak w swej ksiazce „Ulicy Zolwiego Strumienia” Aleksandra Ziolkowska-Boehm pisze „Kaje” jakby w dwoich warstwach, w podwojnej formie, bo co dotknie panstwa, kraju lub miasta – pisze o nich, przedstawia, maluje. To samo z ludzmi. W „Ulic Zolwiego Strumienia” piusze swój dziennik, lecz stale przerywa go obszerna narracja autobiograficzna. Dziennik uzupelnia i tlumaczy miniony czas. (...) W „Kai” Autorka narracje biograficzna uzupelnia opisami i historia miejsc, zdarzen i osob. Mamy oto obszerny, bardzo interesujacy opis Syberii, w ktorej dluzszy czas czas w swym dziecinstwie miszakala p.Cezaria. Autorka opisuje jej piekno, boagctwo flory i fauny, ale także ludzi w niej żyjących dobrowolnie, bądź z nakazu lub wyroku. (...).

Przytoczyłem „odskocznię” Pani Aleksandry w zakresie Syberii. Jest tych „odskoczni” wiele w innych częściach narracji o Pani Cezarii – „Kaji”. Można przeto powiedzieć, że  poprzez „Kaję od Radosława” poznajemy, względnie przypominamy sobie historię naszego narodu, wielu ludzi, wielu zdarzeń. (...)

Powstanie – wiele niezwykłych momentów na pograniczu śmierci. Przejście kanałami, wykonywanie rozkazów niemal niemożliwych do wykonania i wreszcie – jak się zdawało – wolność.

„Kaja” przeprawia się przez Wisłę, jedzie „kombinowymi trasami” do Białegostoku, wpada rozradowana do mieszkania babci, a wnet za nią kilku enkawudistów. Kocioł. Wyłapują młodzież, Akowców, powstańców... Miesięczna jazda w towarowych wagonach, w każdym po 40 osób obojga płci z „kozą” - piecykiem żelaznym z długą rurą – do obozu NKWD nr 41 w Ostaszkowie. Był koniec listopada, mróz siarczysty, zaspy śnieżne, a dziewczęta w letnich lub jesiennych ubraniach, w pantoflach lub sandałach...”Kaja” wyżyła dzięki schowanej złotej pięciorulówce zamienionej na buty i kożuch. Wielu młodzieńców – bohaterskich powstańców – umiera w drodze. Okrutny był to obóz.

Nadszedł rok 1946 – więźniowie mogli wrócić do Polski. Powrót barwnie przez Autorkę opisany trwał także miesiąc. „Kaja” wróciła z malarią i tyfusem, ważąc 38 kilogramów !

Jednak i tym razem wyżyła, długo dochodząc do siebie przy pomocy siostry Wiki i przyjaciół. Odzyskała swą kawalerkę i zaczęła odbudowywać Warszawę jako ceniony architekt. (...) Autorka śmiało kreśli czas  PRL, niczego nie skrywając.

W ciągu całej frapującej opowieści  Autorki  wije się nić Hubala i jego bojowego orderu Virtuti Militari. A było z nim tak: odlutowało się kółko od orderu, na nim zaś uczepiona byla wstążka liliowa z czarnymi paskami, którą się zawieszało na mundurze. Hubal polecił Mariannie Cel - „Teresie” – kurierce oddziału walczącej z karabinem w ręku – zanieść ten krzyż do zaufanego warsztatu, celem przylutowania. „Teresa” usiłowała polecenie wykonać, lecz gdy wróciła do oddziału – Hubal już nie żył, oddział był w rozsypce, dopiero nieco później zebrał się pod dowództwem kpt.Marka Szymańskiego - ”Sępa”. „Teresa” czas jakiś ukrywała się we wsi, potem przyjechała do Warszawy i krzyż zostawiła (w maju 1940 r.) u „Kaji”, siostry podporucznika Modesta Iljina - „Klina”. On zaś, aresztowany przez gestapo, zginął w Auschwitz w 1941 r. ”Teresa” zginęła bez wieści. Krzyż hubalowy został u „Kaji”, z nim wyruszyła do Powstania, ocaliła go z pożogi płonącego Starego Miasta, przeniosła kanałami ze Starówki do Śródmieścia, wreszcie z atakowanego z trzech stron Czerniakowa przez Wisłę. Krzyż był z „Kają” pięćdziesiąt cztery lata pod panterką w Powstaniu, w szpitalu polowym w Aninie, w czasie wędrówki do Wilna, w piwnicach NKWD w Białymstoku, w obozie w Ostaszkowie. Szewc zdołał zrobić mu kryjówkę w obcasie buta „Kaji” wraz z urwanym kółkiem i wstążką. Krzyż wrócił do Polski w r. 1946. Był potem – jak pisze „Kaja” - wraz z nią w wielu krajach Europy. Nie rozstawała się z nim, był jej amuletem.

Obecnie znajduje się w Izbie Pamięci majora Henryka Dobrzańskiego - „Hubala” - w Tomaszowie  Mazowieckim.

W „Kaji od Radosława, czyli historii Hubalowego krzyża” jest wiele innych wątków – jest wstęp - „przesłanie” Isaaca B.Singera, jest o Melchiorze Wańkowiczu, o Szymonie Kobylińskim, o Hubalczykach, o pułkowniku Berlingu, o wielu innych znanych osobach. Zdawało by się więc, że jest to swoiste „silva rerum”; „las” wielu ludzi i spraw. Tak, lecz przez nich „utkana została tragediami historia Polski” - tak, jak biografia C.Iljin-Szymańskiej jest jakby swoistym, cennym „zlepkiem” różnych  wyjątkowych i zwykłych, szarych postaci polskich minionego czasu. Mnie zaś ciągle upokarza, żenuje i gnębi to, że najlepsi młodzi polscy ludzie, szczerzy patrioci, walczący o niepodległość Ojczyzny, byli prześladowani, męczeni, zgładzani przez Polaków – braci narodowych - lecz z innego pochodzący „obozu”. Bratobójcza historia, która tkwi w naszym narodzie właściwie do dziś, gdy obserwuje się życie polityczne obecnego naszego kraju. Czy tak było zawsze? Tak będzie i w przyszłości? Nieszczęsny kraj, posiadający tylu znakomitych, światowej miary ludzi? Prywata stale ważniejsza od dobra i szczęścia ogółu ? Może jest to tylko „osad” wojny i okupacji ?

Książka Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm jest wielowarstwowa i przejrzysta, opowiedziana jest językiem żywym, barwnym o ludziach i sprawach wielkich i przeciętnych; jest pouczająca, syntetyzująca obszerny krąg naszego życia, naszych zmagań; jest o śmierci wielu bliskich i drogich nam osób. Poprzez życie, walkę i pracę kilku osób poznajemy względnie przypominamy sobie ubiegły czas, zaś Hubalowy krzyż towarzyszy nam w trakcie czytania „Kai od Radosława”, ożywia opis i narrację odżywczym tchnieniem.”

Jerzy Jasieński: Kaja od Radoslawa czyli historia Hubalowego Krzyza, NOWY KURIER, Toronto, Nr 7 (925) 1-15 kwietnia 2007, str. 1, 19

.

„Podobno zyciorys kazdego czlowieka nadaje się na ksiazke. (...)Podobnie jak Pani Aleksandra kierowal się wksazaniami Isaaka Sinera, tak i ja tez zapragnelam opowiedziec choc tyle co mogę. Bo kto rozglosi na caly swiatm, ze wyszla taka ksiazka, w ktorej jest nie tylko historia zycia dzielnej i niepowtarzalnej polskiej niewiasty, Cezarii Iljin zwanej kaja, ale także zawarty jest kawal historii Polski, i to historii, która dopiero do niedawna zaczyna przed wspolczesnymi odslaniac swoje prawdziwe oblicze(...)

Elzbieta Nowak, POLSKIE RADIO pr. 1, Mysli na dobry dzien, godz. 4.45, 25 kwietnia 2006

.



(...)”Dobrze się stało, ze autorka napisała te ksiązke walcząc z czasem i pokonujac przestrzeń Polska – Stany Zjednoczone. (...)Dobrze, ze przynajmniej ocalała pamięć majora Hubala i krzyz Virtuti Militari, symbol i świadectwo jego legendy”.

Monika Warneńska,, Krzyż Hubala, POLUDNIE, GLOS ,MOKOTOWA, URSYNOWA WILANOWA, Nr 20 (560), 31 maja 2007, str 3, 8.





(...)”To intrygująca opowieść o losach Cezarii Iljin Szymańskiej, ps. Kaja, która przez przeszło 54 lara przechowywała krzyż Virtuti Militari majora Henryka Dobrzańskiego” (...).
KR Losy Hubalowego krzyża, GAZETA  WYBORCZA, Łódź, Nr 117, 21 maja 2007             

.

(...)”Aleksandra Ziółkowska-Boehm opowiada o życiu Cezarii Iljin na podstawie wspomnień i listów swojej bohaterki – oczarowana jej barwną osobowością. Przytacza wiele interesujących faktów dotyczących życia rodziny Iljinów, która kilkanaście lat mieszkała u stóp Ałtaju na Syberii i dopiero po odrodzeniu się państwa polskiego mogła wrócić do kraju (osiedlili się w Białymstoku). Ujawnia trudne wojenne szczegóły na temat nauki na tajnych kompletach, pracy w konspiracji, udziału w walkach powstańczych i niewoli w obozie. Otwarcie mówi o powojennych latach prześladowań w PRL-u. Niemniej najistotniejszym przesłaniem tej opowieści jest życiowa odwaga, niezwykła wręcz pasja życia samej Kai – mimo przeciwności losu i traumatycznych doświadczeń pełna wiary, zaangażowania i optymizmu”.

Katarzyna Sipko, ODRA. Nr 5, 2007

.



(...) W sąsiedztwie Putramenta, na parterze jednej kamieniczki zamieszkiwała rodzina pewnego krawca z córkami gimnazjalistkami Haliną i Wandą. Przypomniała ich Aleksandra Ziółkowska-Boehm w „Kai od Radosława”.

Zenobiusz Ponarski: Wydobyte z zapomnienia, Romans na Tatarskiej pplk. Zygmunta Berlinga, NASZ CZAS (Wilno) Nr 6, 2007 (700)

.
.


Danuta Nowicka: Aleksandra od Wańkowicza, Rozmowa, NOWA TRYBUNA OPOLSKA Nr 151, 30 czerwca-1 lipca 2007, str. 16
.

.


"Kaja od Radoslawa" niesie w sobie wiele emocji. To ogromny hodl pamieci. Przy opisie jednego zycia dostajemy "przekroj" calego wieku XX. Powrot polskiej rodziny na ziemie ojczysta, pelne marzen lata trzydzieste, wojna, okupacyjna stolica, organizacja konspiracyjna, Powstanie Warszawskie, oboz NKWD, odbudowa Polski, komunizm, niepodleglosc. Jest wiele bardzo przyjemnych watkow, jak chocby opis zwierzat "szlachetniejszych nieraz niz ludzie, ktorzy nas otaczaja tu i teraz".  Niestety sa i te opowiesci, ktore powinny zawstydzic terazniejszosc - Kaja przeszla gehenne wojny, a mimo wszystko nie stracila radosci zycia. Przeszla gehenne wiezienia i obozu, a mimo wszystko kwitla w niej nadzieja. Doczekala niestety  tez napadow,  rozbojow w bialy dzien i wojen politycznych(...)
Na koniec Aleksandra Ziółkowska-Boehm "zaserwowała" w bardzo ciekawym aneksie "Wyobrażenia na temat Syberii i Powstania Warszawskiego". Przepytała kilka osób ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i jednego obywatela Niemiec. Wśród nich znaleźli się między innymi: gospodyni domowa, oficer Air Force, katolicki ksiądz, Indianin, pracownik firmy ubezpieczeniowej, autorka książek, professor, członek parlamentu. Nie wszyscy posiadali wiedzę na ten temat. Niektórzy mylili Powstanie Warszawskie z powstaniem w getcie warszawskim. Po lekturze tych ostatnich kilku stron stwierdziłam, że brak ich wiedzy wcale nie jest przerażający. Przerażające jest to, że również w Polsce wiele osób egzystuje z brakiem elementarnej wiedzy z tego zakresu. Może więc, zanim Polacy pójdą zobaczyć "szeroki świat", powinni przeczytać "Kaję od Radosława"?
.

Katarzyna Zarecka,  Szeroki swiat Cezarji Iljin w ksiazce "Kaja od Radoslawa", PRZYSTAN LITERACKA, 16 sierpnia 2007


 .

„Ksiazka jest wielowatkowa, ale najwazniejsze wydarzenia to udzial bohaterki w zrywie warszawskim, kontakt z  Hubalczykami podczas okupacji i przechowywanie przez 54 lata Krzyza Virtuti Militari majora Hubala – Henryka Dobrzanskiego (…) Przesledzenie jej losow i ukrytego Krzyza przedstawione jest przez autorke ksiazki w sposób wrecz fascynujacy. Dowiadujemy się o nieznanaych szczegolach z Powstania Warszawskiego. Pieknie opisane jest tez dziecinstwo Cezarii przed pierwsza wojna swiatowa na Syberii, gdzie przebywala wraz z rodzina. Basniowe dziecinstwo i tragiczne potem przejscia, to niezwykle zderzenie z marzeniami i okrutna rzeczywistoscia. Lektura ksiazki Ziolkowskiej zapewni rozrywke i poszerzy wiedze o waznych dla Polakow czasach i zdarzeniach. Ksiazka faktograficzna, napisana z talentem.

Janina Kosciow, Ksiazka wyjatkowa, PANORAMA POWIATU BRZESKIEGO, Nr 15/199, 16 kwietnia 2008”, str 17

.

„W historii Hubalowego Krzyza Virtuti Militari przegladaja się losy Kai, historia jej pokolenia i zawile dzieje naszej ojczyzny. (…)Ksiazka jest porywajacym opowiadaniem. Watek Hubalczykow, który jak w soczewce ogniskuje losy calego mlodego pokolenia Polakow, staje się pretekstem, a może okazja, do opowiedzenia historii niezwyklej kobiety. Spotkanie Kai na kartach tej ksiazki jest duzym przezyciem dla wielu czytelnikow. Autorka potrafila uchwycic „witalne”cechy osobowosci i charakteru bohaterki, które osmiele się nazwac w skrocie: pogodnym przywiazaniem do swiata przyrody intynktownie idacym za ladem i prawoscia”. Aleksandra Ziolkowska-Boehm napisala powiesc –reportaz, wolna od skrepowan konwencjonalnych struktur fabularnych, proza „pekajaca” chwilami pod naporem faktograficznego surowca, takiego jak”dokument, cytat naukowy, zdjecie, relacje obce, rysunki, dziennik i wiele innych”.

*Regina Wasiak-Taylor, O Hubalu w najlepszej polskiej ksiazce roku 2006, TYDZIEN POLSKI (Londyn), 9 grudnia 2007, str. 9




„Nagrodzona pozycja to opowiesc o losach kobiety, która przez piecdziesiat cztery lata przechowywala krzyz Virtuti Militari Henryka Dobrzanskiego, „Hubala”.(…)

* Robert Małolepszy, O dzielnej Kai i …”Podlotku”, DZIENNIK POLSKI (Londyn), 11 grudnia 2007, str. 7

.

„ Ziółkowska-Boehm po raz kolejny udowadnia, że ma szczególny talent do odszukiwania niezwykłych miejsc i ludzi. Kieruje dyskretny reflektor pióra, by prowadzić swoich bohaterów przez zwycięstwa, wstrząsy, ale i szarą codzienność. Powstaje obraz, który ocenić ma sam czytelnik. Nie ma bowiem miejsca na pouczenia czy tani morał”.

Hanna Karp. OPCJA NA PRAWO, Nr 4, 2008


*

.

Opinie: INTERNET


Historia pokazana w literacki piekny sposob

"Kaja od Radoslawa" jest ksiazka bardzo specjalna. Jest to mianiatura historii Polski ostatniego stulecia, z tematami takimi jak Syberia (pokazana w zupelnie odmienny sposob!) , 2-a wojna swiatowa, Powstanie Warszawskie, wywozy Polakow do Rosji, wiezienia zolnierzy AK w kraju po wojnie, jak i odbudowa Warszawy, ktora jest zrywem godnym wielkiego uznania.
Ksiazka jest napisana wspolczesnym, pieknym jezykiem, poparta dokumentacja i przypisami. Pokazuje postawe Polakow w czasie roznych sytuacji, a takze postawe czlowieka w ogole - w zetknieciu z losem, ktory jest czesto bezwgledny. Ciekawa filozofia zycia, madrosc i jednoczesnie kruchosc bohaterki, ktora tak wlasnie Aleksandra Ziolkowska-Boehm pokazuje. Autorka czesto przytacza ksiazke historyka Marina Kuli "Krotka historia Polski", ktora wspaniale wspolbrzmi z literacka ksiazka Ziolkowskiej-Boehm. Obie sa niedlugie, i obie sa przemyslane i madre. Sa bez uprzedzen, bez zadnych sadow. W "Kai od Radoslawa" uderza takze dystans oceanu, bo Autorka mieszka glownie w Stanach, ktory daje specjalne jakby cieplo i zrozumienie, a jednoczesnie obiektywizuje wydarzenia, ktore zdarzyly sie 20-45- 60 i 90 lat temu. Uwazam te ksiazke za specjalna perelke wsrod innych ksiazek, ktore sie ukazuja. Takze dlatego, ze mamy upragniona wolnosc, o ktora takie osoby. jak pokazane w ksiazce walczyly. Rozne pytania sie nasuwaja czytajac o tym pokoleniu Polakow, ktore odchodzi, w wiekszosci juz odeszlo. Te pytania sa zapewne inne dla kazdego z nas.


Norbert Dakowski, czwartek 7 wrzesnia, 2006

.


Niezwykla ksiazka
Tytul i temat jest przyciagajacy, dlatego kupilem, ale i dlatego, ze znam inne ksiazki tej autorki. Wspanialy sposób pisania na tematy historyczne i trudne, bezposredni, piekny literacko jezyk, budowanie scen jak malarskim pedzlem. Obrazy wzruszaja, ale i przeplataja się z ciezkimi tematami. Zadnych niepotrzebnych slów, przymiotników, ocen, tylko pokazywanie tego, co najwazniejsze - madrze i z dystansem. Ksiazka robi wrazenie, zmusza do refleksji, przywoluje miniona epoke. Szczególne wazna dla nas wszystkich, zyjacych w czasach, o które walczyli tacy ludzie, jakich pokazuje Aleksandra Ziólkowska-Boehm. Oprócz bohaterki Kai od Radoslawa, piekna jest postac jej meza, hubalczyka, Marka Szymanskiego, Sepa od Hubala. Ucieszylem sie przywolaniem postaci lotnika, o którym wiele slyszalem róznych opinii. Stanislaw Skalski to postac godna osobnej ksiazki. Chcialbym, by napisala o nim takze Aleksandra Ziólkowska, bo mam zaufanie do jej sposobu pokazywania ludzi i historii. Melchior Wamkowicz znal sie na ludziach, skoro ja wybral i jej zaufal. Dla mnie jej ksiazka stala sie odtrutka na obecne czasy pomniejszania wszystkich i wszystkiego.

www.Merlin.com.pl. Zdzislaw Petrykowski  2006-09-07

*

Wzruszajaca ksiazka, która zmusza do refleksji nad ludzkim losem
Ta ksiazka wzrusza w sposób szczególny i wyjatkowy. Bohaterka, która przeszla wiele - zyje! Fakt ten zmusza autorke do subtelnego tropienia losów niezwyklej postaci, a czytelnika ksiazki do uwaznej i skupionej lektury. Refleksja pierwsza: tyle juz znamy niepowtarzalnych historii ludzkich, a wciaz poznanie jeszcze nastepnej zadziwia i zastanawia, ile czlowiek, kobieta w dodatku, moze przezyc i dzielnie zyc dalej! Refleksja druga: nigdy nie nalezy tracic nadziei! Wiedza o trudnych i bolesnych doswiadczeniach innych powinna nas wzmacniac i czynic bardziej wrazliwymi na los innych ludzi. Dobrze, ze ta historia zostala przez kogos wysluchana, opisana i przekazana innym. Zycie i postawa Kai od Radoslawa moze byc kolejnym pieknym wzorem dla mlodziezy, ale takze dla nas, juz doroslych.

www.Merlin.com.pl  Anna Mieszkowska  2006-08-31

*
We wstępie do opowieści o losach „Kai” i krzyża Virtuti Militari "Hubala" Aleksandra Ziółkowska-Boehm wyznaje, że w trakcie jej pisania (bohaterka miała wtedy dziewięćdziesiąt lat) popłakiwała i niemal cierpiała, ale też śmiała się i chichotała. Takich samych stanów emocjonalnych doznawałam jako czytelniczka tej niezwykłej publikacji będącej reportażem historycznym. Historia Cezarii Iljin, pseudonim „Kaja”, pozostanie w moim sercu i mojej pamięci na długo… Warto zapoznać się z nią, bo należy do skarbnicy polskiej historii, a ona kształtuje naszą tożsamość.

Autorka jako motto wybrała słowa Isaaca Bashevisa Singera, z którym rozmawiała jesienią 1985 roku, kiedy to odwiedziła wybitnego pisarza w jego nowojorskim mieszkaniu jako stypendystka waszyngtońskiego Fulbrighta. Zapis tej rozmowy ukazał się najpierw w krakowskim „Przekroju”, a potem w książce Korzenie są polskie (1992). Singer powiedział jej wtedy między innymi, że nie można wyrzec się korzeni matki czy ojca i że pisarz bardziej niż inni należy do swojego narodu, swojego języka, swojej historii i kultury. Przeciwstawił tym samym patriotyzm kosmopolityzmowi, wskazując na nadrzędną wartość tej pierwszej postawy. Kosmopolita nigdy nie napisze niczego wyjątkowego, jego dzieło będzie uogólnieniem - stwierdził noblista. W tym świetle spisana przez Aleksandrę Ziółkowską-Boehm opowieść o losach odważnej Polki walczącej w Powstaniu Warszawskim jawi się jako swoista szansa dla każdego z nas na powrót do korzeni matki czy ojca.

 Z reportażu Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm wyłania się wizerunek eleganckiej i dzielnej kobiety, która doświadczyła największych zawirowań historii dwudziestowiecznej, ale nigdy nie traciła pogody ducha i nadziei. We wszystkich zdarzeniach, nawet najbardziej dramatycznych, próbowała dostrzegać dobre strony, cechowała się dużym poczuciem humoru i promieniowała radością życia Cezaria Iljin spędziła szczęśliwe dzieciństwo na… Syberii. Tak, tak, podkreślam, słowo „szczęśliwe”, bo ta kraina kojarzy się nam zazwyczaj z golgotą Polaków i z czymś złowieszczym, a tymczasem wiele zachowanych świadectw i źródeł wskazuje, że zesłańcy potrafili tam ułożyć sobie w miarę normalne życie mimo wielu ogromnych przeciwności. Sama „Kaja” prosiła zresztą autorkę, aby ukazała Syberię w zróżnicowanych barwach, a nie czarno-białych, żeby pamiętała nie tylko o martyrologicznym jej obliczu, ale także o dużym wkładzie Polaków w zagospodarowywanie i cywilizowanie tej ziemi. Brzmienie nazwiska bohaterki książki sugeruje pochodzenie rosyjskie, ale jej rodzina od pokoleń była polska i dzieci wychowywały się w polskiej tradycji. Rodzina Iljinów pochodziła spod Łucka - jednego z najstarszych miast Ukrainy. Ojciec „Kai”, Modest, został w 1905 roku jako student uniwersytetu w Petersburgu za konspirację zesłany na Sybir, gdzie pracował przy budowie kolei. Matka, Bronisława z Szemiotów, odwiedzała na Syberii swojego brata, do którego przyjechała z Białegostoku. Dzięki temu poznała swojego przyszłego męża. Pasjonujący i momentami humorystyczny (choćby fragment o tym, jak trzy ciotki Cezarii walczyły skutecznie z tasiemcem, który zalągł się w ich ciałach!) jest rozdział opisujący dzieciństwo Cezarii na dalekiej Syberii, spędzone do 1921 roku w otoczeniu urzekającej przyrody i mnóstwa zwierząt. W książce są zamieszczone narysowane jej ręką piękne mapki, między innymi miejscowości Zajsan położonej u stóp gór Ałtaj, w której mieszkała z rodzicami i dwójką rodzeństwa. Z powodu nastania bolszewizmu rodzina zdecydowała się wyruszyć w koszmarną, trwającą jedenaście miesięcy podróż do Polski podstawionym przez Sowietów ostatnim pociągiem.

Po dotarciu do kraju Iljinowie zamieszkali w Białymstoku. Cezaria miał wtedy siedem lat. Uczyła się w żeńskim gimnazjum Anny z Sapiehów Jabłonowskiej, w szkole o dużym rygorze, więc później „Kaja” nie wspominała dobrze lat w niej spędzonych. Kiedy rodzice stracili pracę, postanowili przenieść się do Wilna, gdzie zamieszkali przy małej uliczce Tartaki, która odchodziła od głównej Mickiewicza. W sławnej szkole, w tzw. „Orzeszkówkach”, Cezaria poznaje mistrzynię jazdy figurowej, Halinę Ławrynowicz. Przyjaźń ta będzie trwała długie lata. Po wileńskiej maturze w 1933 roku Cezaria zdaje konkursowy egzamin na Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Zamieszkuje na Mokotowie, w kawalerce przy ulicy Puławskiej 33. Jej dziupla, jak nazywała to miejsce, stanie się punktem kontaktowym dla żołnierzy, najpierw majora Henryka Dobrzańskiego, a potem powstańców.

Po wybuchu wojny Cezaria znalazła się razem z koleżanką w Zaleszczykach, dokąd ewakuowano pracowników Państwowego Urzędu Wychowania Fizycznego, gdzie była zatrudniona. Udało się jej uniknąć śmierci z rąk ukraińskich chłopów dzięki pewnej Ukraince. Po dotarciu do Zamościa angażuje się w pierwsze prace konspiracyjne. W maju 1940 roku jedyna kobieta walcząca w oddziale Hubala, Marianna Cel, pseudonim „Teresa”, powierza jej krzyż Virtuti Militari przyznany majorowi dzień przed jego śmiercią (zginął 30 kwietnia 1940 roku). Wtedy „Kaja” nie wiedziała, że ta cenna pamiątka będzie jej towarzyszyć przez kolejne pięćdziesiąt lat. W czasie sierpniowego zrywu będzie go przechowywać pod panterką, a potem, w trakcie pobytu w obozie NKWD, w… obcasie buta. Do 1943 roku działała w konspiracji jako tzw. wolny strzelec. Do Armii Krajowej wstąpiła oficjalnie dzięki poznaniu Haliny Czermińskiej, pseudonim, „Urszula” oraz jej siostry. „Kaja” była odpowiedzialna za przebieg szkoleń dywersyjnych.

Aleksandra Ziółkowska-Boehm często oddaje głos swojej bohaterce, przywołując jej wspomnienia lub zachowane zapiski z okresu wojny, np. w rozdziale przedstawiającym jej uczestnictwo jako łączniczki w Powstaniu Warszawskim (w oddziale „Radosława” - najsilniejszym i najbardziej elitarnym zgrupowaniu Armii Krajowej walczącym w tym zrywie). Ta część książki, jak również późniejsza, opowiadająca o jej pobycie w obozie NKWD nr 41 w Ostaszkowie od listopada 1944 roku, należą do najbardziej poruszających, ściskających za gardło, ale czasami też wywołujących chichot, bo „Kaja” miała skłonność do dostrzegania i zapamiętywania przede wszystkim zabawnych sytuacji i takie również opowiedziała autorce. Wyznała: Nauczyłam się osłabiać tragedię wtrętami komizmu, który zawsze wszystkiemu towarzyszył, nawet w złych momentach. Zapomina się raczej te rzeczy starsze i przykre, te komiczne są lżejsze do udźwignięcia. W obozie nauczyła się robić zastrzyki, a nawet zabiegi! Zaczęto ją więc nazywać felczerem, a raz jeden z Sowietów spytał, gdzie skończyła medycynę. - U was, w obozie NKWD w Ostaszkowie - odparła. Po wojnie jako architekt z zapałem włączyła się w odbudowę doszczętnie zniszczonej przez Niemców Warszawy. Pracowała w Biurze Odbudowy Stolicy. W każdą rocznicę wybuchu powstania jechała na groby powstańców zapalić lampkę.

Obok „Kai” na uwagę zasługują zarówno jej brat Modest, pseudonim „Klin”, zamordowany w Auschwitz partyzant oddziału Hubala, jak i siostra Wiktoria - charakteryzująca się równie silną osobowością. Była sanitariuszką w Wojskowej Służbie Kobiet AK. Po wojnie studiowała w Krakowie na Akademii Sztuk Pięknych. Została cenioną artystką-rzeźbiarką. Ich sylwetki ukazuje autorka z taką samą dozą wnikliwości i zarazem czułości. Przez karty książki często przewijają się także inne związane z główną bohaterką osoby, szczególnie Hubalczycy, a wśród nich mąż Cezarii - Marek Szymański „Sęp”, o którym Melchior Wańkowicz napisze w Hubalczykach, że zapisał się jako jedna z najpiękniejszych kart w dziejach oddziału majora Dobrzańskiego. Cezaria i Marek - niezwykła para polskiej historii. Ich życie to gotowy scenariusz na film. Oboje wytworni, szlachetni, odważni i skromni.

W kontekście pojawiania się dziś na fali popularności tematu książek o kobietach-żołnierzach Armii Krajowej walczących z bronią w ręku lub bez w sierpniowym zrywie można powiedzieć, że Aleksandra Ziółkowska-Boehm przetarła szlak, bo jej publikacja poświęcona jednej z dzielnych uczestniczek Powstania Warszawskiego ukazała się w 2006 roku, kiedy jeszcze mało kto podejmował wątek boju o wolność w czasie drugiej wojny światowej widzianej z perspektywy kobiet. Takich publikacji nigdy dość, ponieważ, Powstanie Warszawskie prześladuje wyobraźnię każdego, kto się o nim dowiaduje, kto czyta o nim i je analizuje - jak trafnie to ujął jeden z Amerykanów, których autorka zapytała o to, co wiedzą na temat polskiej walki w czasie drugiej wojny światowej i Syberii.

Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża to przejmująca do głębi książka o śmierci, wolności, młodości, radości życia, nadziei, marzeniach, a także o miłości, która zaczęła się w czasie okupacji (przed Powstaniem) i trwała przez czterdzieści pięć lat. Niewątpliwie jest trwalszym od spiżu pomnikiem dla dzielnej kobiety. Autorka zakończyła wstęp słowami: Miło mi Cię było bliżej poznać, Kaju. Podpisuję się pod nimi i dodaję „dziękuję” za spisanie jej historii.
Beata Bednarz, Opowieść o Cezarii Ijlin-Szymańskiej "Kai",  SZCZUR W ANTYKWIARIACIE, 15 czerwca 2014
http://beata-szczurwantykwariacie.blogspot.com/2014/06/opowiesc-o-cezarii-ijlin-szymanskiej-kai.html?showComment=1402938676938#c3025539886342802715

*

Kolejna rocznica wybuchu powstania warszawskiego zaowocowała nowościami wydawniczymi. Oto opowieść o uczestniczce powstania 1944, która przez 54 lata przechowywała krzyż Virtuti Militari Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Dzień przed śmiercią „Hubal” przekazał krzyż swojej kurierce, która miała zawieźć go do naprawy w Warszawie. Kurierka, zanim sama zginęła, przekazała krzyż Kai, której brat i przyszły mąż byli hubalczykami. Przez całą okupację Kaja przechowywała krzyż, w czasie powstaniu przechodziła z nim kanałami. Po aresztowaniu przez NKWD w Białymstoku, gdzie trafiła po upadku powstania, została zesłana do obozu w Ostaszkowie. Krzyż Hubala ukryła w obcasie buta. Gdy wróciła do Polski w 1946 roku ważyła 38 kg, chorowała na tyfus i malarię. Została potem cenionym architektem i brała udział w odbudowie stolicy. Pomimo trudnej historii to książka niezwykle optymistyczna.


Natalia Budzyńska



Przeczytałem tę książkę zastanawiając się, czy to życie Kai od Radosława było takie ciekawe, czy to kwestia pisarki, która umiała je takim pokazać... Aleksandra Ziółkowska-Boehm pokazuje niezwykłego człowieka jakby mimochodem, różne sceny, zapiski, fragmenty rozmów, dokumenty. Bez wielkich słów, wielkich przymiotników. Zastanowił mnie opis dzieciństwa na Syberii i w górach Ałtaju - pokazany jak "najpiękniejsza bajka". Polacy osiadali kiedyś na Syberii dobrowolnie. Pamiętałem to z książki Sieroszewskiego, ale teraz autorka pokazała nam Polaków, którzy wiele dla Syberii zrobili.

Dobry, staranny research jest pokazany w tej książce. Są na końcu przypisy, które nie narzucają się, nie przerywają wątku. Dużo dobrego, nienużącego opisu, ale przede wszystkim, jaki wspaniały wątek wydarzeń.
"Co za historia!", jak mawiał moj dziadek.

Dla choćby kilku scen - np. z powstania warszawskiego czy z Ostaszkowa - warto przeczytać tę książke. Bo te sceny zapamięta się chyba na całe życie.

Wydana starannie, ale niektóre fotografie mało wyraźne. Przy obecnych możliwościach komputerowych dziwi, że wydawnictwo Muza nie zrobiło tego lepiej. Ale ładna okładka i ładny papier, dobra czcionka.

Książka, jak słyszalem, dostała nagrodę dla najlepszej książki roku 2006 (czy 2007?) Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie z siedzibą w Londynie. Bardzo słusznie.

Mnie ta książka zmobilizowała do czytania innych książek tej autorki, pytam o nie w księgarniach. I czekam na nowe tytuły.



Rozmowa




*

GŁOSY CZYTELNIKÓW
*
Czytam pomalu. Pelny zachwyt. Juz chce jechac na Syberie, posluchac i powachac jak pachnie tajga... Piszesz o tej syberii tak, jakbys tam spedzila kilka lat! Czy ta wiedza to tylko od Kai? Czy moze troche zaczerpnelas z wankowiczowskich opowiesci, on sporo tam pisal relacjonujac zycie zeslancow. Ale jak sie to rozni - relacja Kai i dramaty naszych rodakow, ktorzy zostali przez Syberie zabici podczas 2 wojny. A nawet wczesniejsze obrazy Syberii przekazane przez poezje romantykow,czy relacje.. Fakt - To byly opowiesci wiezniow, tu ralacja osoby, ktora zyla w normalnych - nie zeslanczych warunkach!

Czytajac przypomniala mi sie taka ksiazka Romana Bratnego, ktory opowiadal o tajdze, bo jako zapalony mysliwy jezdzil tam na polowania... Czuje sie i u ciebie taka atmosfere, jaka on zaszczepil swojej ksiazce. Poki co - jestem zachwycony i zauroczony (…)

Przeczytalem twoja ksiazke. Jestem pelen zachwytu! Uderza mnie to, ze ta
pani nie ma do nikogo pretensji! Przeszla tyle w zyciu, a jakos zawsze
potrafila wybrnac z opresji i dotrwac do tej pory. Uderzajace jest to, ze
ona tak podrozowala po Europie w czasach, kiedy wlasciwie jak sie tam
jechalo, to sie tu nie wracalo. A ona dodatkowo wozila ze soba krzyz Hubala!
No i po takich przejsciach - powstanie, wiezienie sowieckie, pracowala na
tak waznej funkcji! Patrzac na to, mozna odniesc wrazenie, ze zylismy w
normalnym panstwie. To niewiarygodne, jak ona potrafila pozostawic w pamieci
to co piekne, to co usmiechniete, a nie trudne i czasami niemozliwe do
przezycia.
Gratuluje ci kolejnego kamyczka milowego na twej pisarskiej wedrówce!
Janusz Paluch, Kraków, 16 sierpnia 2006

.

„Wczoraj z Andrzejem rozmawialismy o Twojej ksiazce, tzn. on mówil, bo skonczyl ja czytac, a przede mna jeszcze przyjemnosc lektury. Szkoda ze nie potrafie powtórzyc tego, co mówil bo bylo to i madre i piekne. Andrzej uwaza, ze napisalas bardzo wazna ksiazke, moze nawet jedna z najwazniejszych w Twojej twórczosci, w której lacza sie i watki twojej biografii artystycznej, i zycia. Ale przede wszystkim jest to rzecz o polskosci. Wazny zapis jeszcze jednego polskiego losu”.

Anna Bernat, Warszawa, 4 wrzesnia 2006

.

„Jestem zachwycona wszystkim, pieknym, malarskim jezykiem, ktory przeniosl mnie do dalekiej Syberii, poczulam zapachy niesione wiatrem od stepow i poczulam sie mala dziewczynka, jadaca na wielbladzie. Zobaczylam  uliczki,
Chinczykow na polach makowych, namioty w stepie, Kirgizow i bogaty swiat
zwierzat. Jak na filmie. A przy tym dowiedzialam sie rzeczy, ktorych nie wiedzialam - o zyciu Polakow na Syberii. Tak sie ciesze, ze sa takie osoby jak Ty, ktore tyle wysilku wkladaja w  utrwalanie ludzi - niezyklych ludzi, tworzacych nasza niezwykla historie”.
Joanna Sokolowska-Gwizdka, New Jersey, 15 wrzesnia 2006

.



„Ciekawa postac ciekawe przezycia dobry wybór i niezla lekcja historii o tamtych czasach oraz dobrze pokazany patriotyzm naszej bohaterki. Szkoda tylko ze tak malo pisze sie o tamtych czasach ludziach i zdarzeniach a czasu coraz mniej a ludzi ubywa. (...)

Podala Pani w aneksie ksiazki wywiady z ludzmi tam zamieszkujacymi na zadany temat i dziwi sie Pani ze tak malo wiedza. Przeciez oni nie sa Polakami. Mnie natomiast przeraza sytuacja tutaj w Polsce ogladajac telewizje i widzac wywiady dziennikarzy z mlodzieza na rózne tematy rocznicowe  i  wydarzen dotyczacych Polski ( m.in. temat Powstania Warszawskiego) to mnie az przerazila ich niewiedza na ten temat i dlatego beda mieli mozliwosc skorzystac z tych wiadomosci przez Pania napisanych. Czego ich ucza w tej szkole”.

Jerzy Stankiewicz, Lubin, 16 wrzesnia 2006

.

„ Ksiazka jest niezwykle madra i poruszajaca. Przeczytalam ja z duzym zainteresowaniem i refleksja bardziej osobista, niz historyczno-literacka.

Jakze zmienil sie czas, jak wielkie, egoistyczne oczekiwania, jak wygórowane wymagania mamy, my pokolenie trzydziestolatków, wobec naszego zycia osobistego, spolecznego, materialnego, intelektualnego. Tamci ludzie, bohaterowie Pani ksiazki i wojennej rzeczywistosci, którzy tak wiele przeszli, doznali cierpienia, upokorzenia, którym tak wiele zabrano z ich zycia: beztroski, poczucia bezpieczeñstwa, czasu (ich czasu na ziemi), oni po wojnie chcieli tylko móc normalnie zyc i pracowac. Dzis to normalnie zycie podszyte jest niedosytem, lekiem, brakiem satysfakcji, czarnowidztwem i Bóg wie czym jeszcze. Kaja to historia zycia w pigulce, w której warto sie bylo obejrzec i za te mozliwosc bardzo Pani dziekuje.

Anna Malcer –Zakrzacka, Gdansk, 26 wrzesnia 2006

.

„Droga Pani Aleksandro , w ciągu 2 dni przeczytałam Pani  nową książkę " Kaja od Radosława". To piękna, bardzo ciekawa książka . Szczególnie podobał mi się rozdział " Zajsan u stóp Ałtaju". Gratuluję i serdecznie Panią pozdrawiam” Krystyna Koniecka, Gliwice

.

„Książkę uważam za interesującą i potrzebną”.

Andrzej Friszke, Warszawa, 26 grudnia 2006

.



„Pozwalam sobie skreslic kilka slow po lekturze Pani ksiazki „Kaja od Radoslawa”. Ten kawal pogmatwanej  historii naszego kraju widziany oczyma Kai – przedstawicieli pokolenia „Kolumbow” przecztalem jednym tchem. Tematyka zwiazana z Hubalczykami oraz  z Powstaniem Warszawskim  interesuje mnie od wielu lat. Korespondencvyjnie co prawda, miałem również mozliwosc poznac jednego z bohaterow ksiazki. „Kaja od Radoslawa” zawiera nieznane mi, interesujace fakty z historii. Zabrzmi to może banalnie i patetycznie, ale kiedy czytam takie zyciorysy moich rodakow, to naprawede jestem dumny, ze jestem Polakiem. Jednoczesnie jest mi przykro, ze to wspaniale pokolenie „Kolumbow” bezpowrotnie odchodzi. Uwazam, ze Pani ksiazka powinna stanowic obowiazkowa lekture, swoisty podrecznik patriotyzmu dla czlonkow obecnych elit politycznych w naszym kraju, ktorzy nie dorastaja do piet tym skromnym, wspanialym ludziom”.

Grzegorz Ferenc, 22 stycznia 2007

.

„Ciekawie napisana poparta spora iloscia interesujacych zdjec i ilutsracji, ktore daja obraz Osoby, która przez tyle lat dramatycznych była zwiazana z historia krzyza. W ksiazce jest zawarty kawal naszej historii najnowszej.” (...)

Andrzej Goebel, Brodnica, 31 sierpnia 2006

.

„(...) Dobrze, że ta książka ukazała się, przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszy – to jej przesłanie. Warto przekazać młodemu pokoleniu wzorzec wspaniałego, rzadko spotykanego charakteru, patriotycznego i racjonalnego zachowania bohaterki w ekstremalnych, ale również w normalnych warunkach. Ona daje wzór postępowania: trudności, nieszczęścia nie powinny człowieka przygniatać, złamać lecz zahartować, uwznioślić, wyrobić charakter (s.237). Drugi – to fantastyczna wprost historia losów Hubalowego krzyża VM. Sądzę, że po latach tylko te dwie sprawy i dokładne tło faktograficzne, skrupulatnie zebrane przez Panią, będą skupiały uwagę czytelnika, natomiast inne szczegóły i drobiazgi (ważne dla bohaterki) – obrazy, kolory, zwierzęta – zostaną szybko przez czytelnika przekartkowane. Ten niezłomny charakter bohaterki przypomina mi nieco inne znane historie o niesamowitych charakterach bohaterów literackich, np. bohatera książki Nikołaja Ostrowskiego Jak hartowała się stal i Borysa Polewoja Historia o prawdziwym człowieku. Zapewne znalazłyby się i inne postaci, ale mnie zafascynowały właśnie te. Trzeba oczywiście odrzucić cały kontekst historyczny, polityczny, a zwłaszcza ideologiczny wymienionych książek, a skupić się tylko na osobistej historii tych ludzi, którzy zmagając się ze słabnącym czy niesprawnym organizmem wykazali niezwykły hart i pogodę ducha, wolę do działania w ekstremalnych warunkach, a których postawę dokładnie oddaje jeden i drugi tytuł. Zna Pani te książki?

Pisze Pani, że bohaterka i jej mąż byli ludźmi wyciszonymi, ostrożnymi, nie dyskutującymi o sprawach bieżącej polityki, ale uczynnymi, wrażliwymi, uczciwymi i pogodnymi. Znam to zachowanie się. Miałem wujka i ciotkę, również powstańców warszawskich, on ps. „Elektryk”, walczył w Śródmieściu, ona sanitariuszka ps. „Ława”. On, przedwojenny inżynier, po wojnie wrócił z Anglii i budował elektrownie, za co otrzymał jakieś ordery, w tym bodajże Sztandar Pracy. W sprawach ważnych, wymagających przestrzegania zasad, byli ludźmi trochę nie z tego świata. Ale o powstańczych przeżyciach nic w domu nie opowiadali, chociaż nadal kontaktowali się z towarzyszami broni.” (...)

Andrzej Firewicz, Warszawa, 23 stycznia 2007

.

„Mamy na rynku setki ksiazek poswieconych walce narodu polskiego z okupantami czy najezdzcami. Sa to jednak glownie wspomnienia, opracowania pisane przez osoby z kierowniczych stanowisk zarówno cywilnych czy wojskowych: pisane przez przewodniczych roznorodnych Komitetow Wojskowych/Patriotycznych, dowodcow oddzialow podziemia, kierownikow walki dywersyjnej, generalow i komendantow wielkich formacji wojskowych. Mimo wielkiej wagi historycznej mogą się wydawac zbyt wzniosle dla statystycznego obywatela naszego krraju.

Brakuje ksiazek pokazujacych jak powienien wygladac patriotyzm na powiedzialbym „nizszym poziomie”. Brakuje wspomnien, relacji prostych zolnierzy, robotnikow, naukowcow budujacych gmach tego panstwa, walczacych  o jego przyszlosc. Sa obecnie jakby w cieniu, na 2 czy 3-cim planie.

Pani ksiazka jest dlatego swietnym podrecznikiem dla wszystkich obywateli, a nie tylko dla tzw.„elit”. Takie spojrzenie z perspektywy mikrohistorycznej idealnie realizuje koncepcje nowoczesnego patriotyzmu.”

Tomasz Sudol, Warszawa, 28 stycznia 2007

.

„Zamiast argumentów, zachęcających do przeczytania książki KAJA OD RADOSŁAWA, przytocze opinie zaprzyjaźnionego erudyty: Książka – zobaczysz-naprawdę warta miejsca na półce”.

Stefan Pągowski, Toronto 2 lutego 2007.


.

„Ksiazka wywarla na mnie ogromne wrazenie (…)Tak jak Kaja bralam udzial w Powstaniu Warszawskim, wiec atmosfera tych dni ukazanych w ksiazce spotkala się z konfrontacja moich wlasnych przezyc. Olenko, cudownie i bezblednie przedstawilas nastroje mlodych ludzi! To się nazywa wyczucie pisarskie! Na odrebna pochwale zasluguje jezyk!”

Gryzelda Markiewicz Studzinska, Łódź, Nowy Rok 2008

.

Droga Pani Aleksandro,
w końcu mam w ręku Pani książki:" Kaja od Radosława" i 'Otwarta rana Ameryki". Kończę czytać "Kaję od Radosława" . Z jednej strony jestem niecierpilwa jej zakończenia , z drugiej strony nie chcę opuszczać "tamtego świata"ludzi odważnych, pełnych wiary i czystych serc. Jestem pod wielkim wrażeniem Pani talentu i niezwykłej umiejętności przenoszenia czytelnika w świat opisywanych postaci. Po mistrzowsku kreśli Pani emocje i sytuacje. Dzęki Pani zrozumiałam jak ważne jest opisywanie z pasją prawdziwych ludzkich historii, a nie fikcji. Bo tylko tacy "prawdziwi ludzie "jak Kaja, dają nam nadzieję ,że można żyć radośnie , pełnią życia;że w życiu ważne są ideały, Ojczyzna, miłość i przyjaźń. Żeby doświadczyć tych wszystkich wartości potrzebna nam jest tak odwaga,jak Kaji. Ma Pani wielkie , otwarte serce czułe na los drugiego człowieka.Muszę przyznać, że bardzo mnie Pani zaskoczyła swoją niezwykła wrażliwością i otwarością,że nie portafi Pani przejść obojetnie wobec rzeczy ważnych w naszym życiu. Dziękuję Pani za napisanie tej wspaniałej książki o Kaji, niezwykłej bohaterskiej kobiecie , a jednocześnie pełnej miłości do życia. Dzięki Pani wielkiej wrażliwości czytelnicy mogą poznać losy kobiety, która daje nadzieję,że warto w życiu być wiernym własnym wartością, nawet wobec przeciwności losu. Serdecznie Panią pozdrawiam. Maria Rodziewicz-Szynicka, Solec Kujawski, 20 sierpnia 2008

.

"Podobno życiorys każdego człowieka nadaje się na książkę. I coś w tym jest, bo gdy oglądam się wstecz, a już jest się na co oglądać, widzę moją przeszłość jak jakiś film, film o osobie którą coraz mniej dziś rozumiem. I coraz mniej ją pamiętam.
Nie jestem postacią tak ważną, by o mnie dłużej opowiadać niż kilka sekund. Bo i cóż znaczy moja historia wobec wielu, wielu innych. A wśród nich choćby tej, o Kai od Radosława. Taki jest też tytuł książki, jaka została właśnie wydana, a autorką jej jest Pani Aleksandra Ziółkowska-Boehm, z USA, spadkobierczyni archiwum Melchiora Wańkowicza. A to przecież zobowiązuje.

Pani Aleksandra we wstępie cytuje przesłanie Izaaka Singera dla pisarza. Otóż powinien on po pierwsze znaleźć historię do opowiedzenia, a historia ta ma mieć swój początek, rozwinięcie i zakończenie. Po drugie – posiąść pasję, potrzebę opowiedzenia właśnie tejże historii. I po trzecie – mieć przekonanie, że nikt inny oprócz niego tego nie może zrobić. Tak powstała ta piękna książka pełna starych fotografii, o życiu Cezarii Iljin-Szymańskiej, pseudonim: Kaja. Historia jej życia rozpoczyna się na Syberii, potem jest Białystok, Wilno, Warszawa, Zamość, obóz w Ostaszkowie, i na koniec znów Warszawa, Mokotów. Do dziś. I dziękuję Bogu za to, że miałam szczęście i zaszczyt mogąc osobiście poznać bohaterkę tej książki, tak jak i jej nie żyjącego już męża, Marka Szymańskiego, „Sępa”, następcę Hubala.
Udział w Powstaniu Warszawskim i uratowanie Hubalowego Krzyża Virtuti Militari to główne osie, wokół których rozgrywa się ta niepowtarzalna historia jednego życia. Życia kobiety dzielnej, odważnej, srodze doświadczonej, a jednocześnie przecież pełnej optymizmu, wiary w przyszłość i – wbrew wszystkiemu – radości życia.

I tak jak Pani Aleksandra Ziółkowska kierowała się wskazaniami Isaaka Singera, tak i ja też zapragnęłam opowiedzieć choć tyle co mogę. Bo kto rozgłosi na cały świat, że wyszła taka książka, w której jest nie tylko historia życia dzielnej i niepowtarzalnej polskiej niewiasty, Cezarii Iljin zwanej Kaja, ale także zawarty jest kawał historii Polski, i to historii która dopiero od niedawna zaczyna przed współczesnymi młodymi ludźmi odsłaniać swoje prawdziwe oblicze.

Elżbieta Nowak, Piękne życie, Piękni ludzie, Warszawa, 6 luty 2012

*

„Bardzo dziękuję za wspaniałą książkę z dedykacją „Kaia Heroine of the Warsaw Rising 1944”. Wracają bardzo szybko fakty , które przeżyłem wówczas w czasie Powstania Warszawskiego. 1 sierpień – 5 październik 1944. Mimo, że tyle czasu upłynęło - prawie 68 lat - a czuję, że to było wczoraj. Wspaniale napisana książka, jestem pewien, że uzyska wielkie zainteresowanie i popularnosć w kraju i za granicą. Gratuluję autorce. Dziękuje za historyczne informacje o mnie, stryju i ojcu wspomniane przez autorkę. Powstanie i walka... były dla mnie dni, kiedy żołnierz czuje, że oddaje swoje życie na „ołtarzu ojczycny” (...) Szczerze oddany przyjaciel z wielkim szacunkiem”.

Janusz Brochwicz Lewiński „Gryf”,  Gen. Brygady w st.sp., Warszawa, 12 czerwca 2012
*

„Przeczytalam jednym tchem Pani ksiazke opowiadajaca o losach Kai! Jestem poruszona do glêbi. Mialam lzy w oczach. Zapragnêlam pojechac do nadbaltyckiego Chlapowa, gdzie mieszkala rodzina Iljinów, i zapalic lampke przy kamieniu upamiêtniajacym tê patriotyczna rodzinê. Jestem pelna podziwu dla Pani mrówczej pracy i wspanialych zdolnosci pisarskich. Jestem wdzieczna, ze moglam poznac za Pani posrednictwem Cezariê! Niesamowita, dzielna kobieta”.

Beata Bednarz, Kraków, 16 czerwca 2014
*

"Opis losów takich postaci jak Kaja pozwala wlasciwie oceniaæ i przyblizac wartosc suwerennej Polski i poprzez lekturê dotknac to co nie jest uchwytne i do pokazania, a co czujemy na mysl slowa Ojczyzna . Dziêkujê Pani."
Jan Nowak, Konskie, 16 czerwca 2015


*
„Tym razem, książka z historią w tle. Przyznam szczerze, że nie czytałam jej wcześniej, ale po spotkaniu pisarki Aleksandry Ziółkowskiej – Boehm w Końskich, jestem pełna nadziei i podziwu. Przed Wami książka, która wzrusza.
Aleksandra Ziółkowska – Boehm, w latach 1972 – 1974, była asystentką Melchiora Wańkowicza. Jest popularyzatorką historii Polski w Stanach Zjednoczonych. Regularnie odwiedza ojczyznę. Autorka wielu publikacji m. in.: „Blisko Wańkowicza” (1975), „Kaja od Radosława, czyli Historia Hubalowego krzyża” (2006) czy „Druga bitwa o Monte Cassino i inne opowieści” (2014).
Pisarka, poznała bohaterkę książki, jako młoda dziewczyna, już po śmierci Melchiora Wańkowicza. Kaja, a właściwie Cezaria Iljin – Szymańska, to niezwykle ciepła i mająca ciekawe życie kobieta. Brat i przyszły mąż, byli żołnierzami Hubala.
Historia wycisnęła na jej życiu piętno. Brała udział w Powstaniu Warszawskim, aresztowana i wywieziona do obozu NKWD Nr 41 w Ostaszkowie. Następnie udział w odbudowywaniu Warszawy - została cenionym architektem.
Zawsze wspominała swoje dzieciństwo, to była taka „piękna bajka”. Powrót do rzeczy dobrych i niewinnych. To także wpojone zasady posłuszeństwa i odpowiedzialności.
Z kolei kawalerka przy ulicy Puławskiej 33 w Warszawie, będzie miała swoją odrębną misję. Stanie się azylem dla żołnierzy majora Dobrzańskiego – Hubala, a następnie Powstania Warszawskiego.
Historia krzyża Virtuti Militari własności Henryka Dobrzańskiego, jest fascynująca. Kaja nie wiedziała, że będzie jej towarzyszył przez 50 lat. W czasie okupacji i w Powstaniu nosiła go, jak amulet. Później ukrywany w obcasie buta.
Książka jest swoistą lekcją historii. Zawiera bardzo dużo szczegółów, uzupełniona zdjęciami i materiałami źródłowymi, przybliża każdemu czytelnikowi realia tamtych wydarzeń. Polecam”
Katarzyna Żarska


*
„Udział w Powstaniu Warszawskim i uratowanie Hubalowego Krzyża Virtuti Militari to główne osie, wokół których rozgrywa się ta niepowtarzalna historia jednego życia. Życia kobiety dzielnej, odważnej, srodze doświadczonej, a jednocześnie przecież pełnej optymizmu.(...)
Nie tak dawno odeszli do krainy cieni i Pan Marek Szymański a potem jego żona, Kaja Iliin. On – w swojej służbie Polsce zapisał się jako jeden z bohaterów naszych walk o niepodległość. Ostatni dowódca Oddziału Hubala, uczestnik akcji Góral, członek wywiadu AK – Wschód, żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji AK i Powstania Warszawskiego, odznaczony Orderem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych, i wielu innymi, a było też w tym życiorysie miejsce nawięzienie w PRL.
Jak można wyobrazić sobie taką osobę? Kim był na co dzień? Czy jest możliwe być tak wielkim bohaterem i– normalnym człowiekiem?
Powojenne dzieje Marka Szymańskiego, to praca dziennikarska i – zabezpieczanie spuścizny po Oddziale Majora Hubala i jego dowódcy, majorze Henryku Dobrzańskim. Co to znaczy – wiedzą wszyscy, którzy przeżyli okres PRL-u. Ile trzeba było pokonać przeszkód, nieufności, zwykłych ludzkich złośliwości, podłości i nienawiści. Ile oporów trzeba było pokonać, ile barykad zburzyć, by utrwalić to, co mogło zginąć tak łatwo i lekkomyślnie. Ale przecież – „chłopaki nie płaczą”, i Sęp od Hubala, a Sęp to był wtedy jego pseudonim w oddziale, nigdy się nie poddawał bez walki. Nie na darmo na tablicy pamiątkowej, znajdującej się w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie, są wyryte słowa: Wierny, Bojowy, Niezłomny.
A tak powstała ta piękna książka „Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego Krzyża” Aleksandry Ziółkowskiej – Boehm, pełna starych fotografii, o życiu Cezarii Iljin-Szymańskiej, pseudonim: Kaja – z żywych wspomnień bohaterki. Historia jej życia rozpoczyna się na Syberii, potem jest Białystok, Wilno, Warszawa, Zamość, obóz w Ostaszkowie, i na koniec znów Warszawa, Mokotów. Do końca. I dziękuję Bogu za to, że miałam szczęście i zaszczyt mogąc osobiście poznać bohaterkę tej książki, tak jak i jej nie żyjącego już męża, Marka Szymańskiego, „Sępa”, następcę Hubala.
Udział w Powstaniu Warszawskim i uratowanie Hubalowego Krzyża Virtuti Militari to główne osie, wokół których rozgrywa się ta niepowtarzalna historia jednego życia. Życia kobiety dzielnej, odważnej, srodze doświadczonej, a jednocześnie przecież pełnej optymizmu, wiary w przyszłość i – wbrew wszystkiemu – radości życia.
Rzeźba Wiktorii Iljin, siostry Cezarii, przedstawia głowę i niedokończony zarys ramion mężczyzny o regularnych rysach, w żołnierskiej czapce. Ale nawet bez tej czapki odnosimy wrażenie, że mężczyzna ten stoi wyprostowany, niemal w postawie wojskowej, i patrzy przed siebie wzrokiem przeszywającym przez nieco zmrużone powieki. Na nielicznych zachowanych fotografiach widać mężczyznę wysokiego, postawnego, o pięknym czole i czasem – uśmiechającego się. Ale najczęściej z jego twarzy przebija smutna melancholia, cecha tak charakterystyczna i nieodłączna u prawdziwych mężczyzn, i która tak bardzo pociąga kobiety. Ci, którzy go pamiętają z dawnych lat okupacji niemieckiej, zapamiętali młodego mężczyznę pełnego uroku, dyskrecji i elegancji. „Chłopcy z lasu” byli zupełnie normalnymi ludźmi, jedynie przedwcześnie dojrzałymi, i dziś jak najbardziej pasującymi do modnej piosenki, że– „Chłopaki nie płaczą”.

  

Elżbieta Nowak, Żołnierze Niezłomni, Historia.”W Rodzinie, 2 marca 2016 http://wrodzinie.pl/zolnierze-niezlomi/


*
*
Kolejna ksiazka Pani Aleksandry, na ktorej nie zawiodlam sie. Przepieknie opisane zycie "Kaji", ktora przezywa piekne lata przedwojenne, okrucienstwo wojny i czasy komunistyczne, a wraz z nia towarzyszy jej tytulowy Hubalowy krzyz. Prawdziwa historia, ktora polecam.
Kamilla Milewski, 15 sierpnia 2016

*             

FRAGMENTY KSIĄŻKI UKAZAŁY SIĘ W:



*WETERAN (Nowy Jork), luty 2006.

*PRZEGLAD POWSZECHNY (maj 2006),

*ZESłANIEC, Nr 25, 2006,

*NOWY DZIENNIK-PRZEGLAD POLSKI (Nowy Jork),25 czerwca 2006, 

*DZIENNIK POLSKI, 18/20 sierpnia 2006

* PAMIETNIK LITERACKI, (Londyn), grudzień 2006 , str. 83-90

*NOWY KURIER (Toronto) – cała książka w odcinkach

*2TYGODNIK POLONIJNY (New Jersey)

* (po ang periodyk UW prof. Kuczynski)

***
Kolejna ksiazka Pani Aleksandry, na ktorej nie zawiodlam sie. Przepieknie opisane zycie "Kaji", ktora przezywa piekne lata przedwojenne, okrucienstwo wojny i czasy komunistyczne, a wraz z nia towarzyszy jej tytulowy Hubalowy krzyz. Prawdziwa historia, ktora polecam.
Kamilla M., 15 sierpnia 2016


***

(Pełna recenzja)
Cezary Chlebowski, Hubalowe Virtuti, TYGODNIK SOLIDARNOSC, NR 2 (955) 12 stycznia 2007, str 32.

                     Cezary Chlebowski  HUBALOWE VIRTUTI
W latach siedemdziesiątych, w glebokim jeszcze PRL-u, przez dlugi czas furore robil w calym kraju wielki film Bohdana Poreby „Hubal”. W jednym z końcowych kadrów, Ryszard Filipski (onze filmowy :”szalony major” jak go Niemcy nazywali), przypinajac do munduru swoje Virtuti w wieczor poprzedzajacy ostateczna bitwe, odlamuje niechcacy koleczko laczace Krzyz ze wstazka i odznaczenie pada na blat wiejskiego stolu.
-Zly omen – mowi z gorzkim usmiechem major i oddaje Krzyz, wstazke i zgiete koleczko w rece pomagajacej mu Tereski, ktora wyjezdzala do najblizszego miasteczka, aby znaleźć majstra z lutownicą.
Nazajutrz, 30 kwietnia 1940 roku, major ginie pod Anielinem na ziemi piotrkowskiej, jego zwloki zostają przez Niemcow pochowane w nieznanym dzisiaj miejscu. Gdy wierna Tereska wraca po dwoch dniach z nie naprawionym Krzyzem, nie ma juz majora, a jest jedynie wielka rozpacz po nim. Przez tydzien ukrywala sie na wsi. A gdy uspokoilo sie nieco, pojechala do Warszawy pod jedyny znany jej w stolicy adres IIjinow na Pulawskiej, wetknela odznaczenie jedynej napotkanej tam kobiecie – Cezarji IIijnownie i powiedziala – Przechowajcie!
Iljinowna wiedziala co jej powierzono, wiec z tą relikwią nie rozstawala sie przez 54 lata. Virtuti „Hubala” wszyte w garderobę towarzyszylo dziewczynie w konspiracyjnej robocie, w powstanczej wedrowce po kanalach, w walkach na barykadach, w przeprawie przez Wisle i w szpitalu polowym LWP w Aninie.
Ozdrowiala nieco dziewczyna natychmiast uciekla i pojechala szukac matki. A Virtuti z nia. Ale NKWD aresztowalo ja w Bialymstoku i zeslalo do Ostaszkowa. Tam obozowi szewcy – oczywiscie Polacy – dopuszczeni do tajemnicy, wyzlobili w obcasie jej drewnianego chodaka w miare szczelną skrytkę, w ktorej odznaczenie przetrwalo wszystkie zagrozenia: czeste rewizje i kipisze i wreszcie – juz po wojnie – powrot do Polski Ludowej. A pozniej objechalo z nią całą Europe, troche Afryki i nieco Azji. Wreszcie w 1994 roku Cezaria, czyli powstancza „Kaja”, zona Marka Szymanskiego – „Sepa”, szefa hubalowej piechoty z przelomu 1939/40 roku, uwierzyla, ze juz wreszcie mozna uwolnic majorowe Virtuti i przekazala je do Izby Pamieci majora Henryka Dobrzanskiego w Tomaszowie Mazowieckim. I tam mozna je obecnie ogladac.
Doktor Nauk Humanisztycznych Uniwersytetu Warszawskiego, czlonek amerykanskiego Pen Clubu pani Aleksandra Ziolkowska-Boehm, mieszkajaca od paru lat po drugiej stronie Atlantyku, jest autorka kolejnej ksiazki o polskich sprawach noszącej tytul „Kaja od Radoslawa, czyli historia Hubalowego krzyza”.


Ta poruszajaca historia jest obudowana przez autorke calym mnostwem wydarzeń, wątków bocznych, dykteryjek, rzeczy odkrywanych, nieznanych, które razem tworza niepowtarzalny klimat powankowiczowski.
To nieprzypadkowe porownanie. Pani Aleksandra była prawą reką wielkiego pana Melchiora i odziedziczyla po nim nie tylko ten wspanialy pazur pisarski, ale i (przekazane testamentem archiwum tego wspanialego tworcy.
Powyzej zaprezentowana ksiazka ciagnie dalej pewne tematy dotkniete tylko przez Wankowicza, a przez dr Aleksandre Ziolkowska dzisiaj rozwijane i poglebiane. Przed „Monte Cassino” Melchior Wankowicz napisal skromna ksiazeczke „Hubalczycy”. Niby nic, a jednak duzo. Bo to on pierwszy zlamal publicznie klamliwa wersje o zdradach i ucieczkach polskich oficerow we wrzesniu 1939 roku i o komunistach, pierwszych lapiacych za bron przeciwko bolszewikowm.
W „Kaji” Aleksandry Ziolkowskiej mamy nie tylko nurt wojenny. Autorka zarysowala nam cale wielopokoleniowe rody Iljinow, Szemiotow, które mieszaly krew (w bojach także) z nasza rodzima szlachta i nieszlachta, co dawalo rezultaty wspaniale.


Lektura pisarstwa pani Oli to istna uczta duchowa. To nie tylko wedrowka po wydarzeniach, ale i ich konsumpcja, bo autorka ma rzadki dar wyszukiwania bialych plam w sprawach – zdawac by się moglo – powszechnie znanych. Jej pisarstwo (a jest to – obok „Kaji” – także „Blisko Wankowicza”, „Kanada, Kanada”, „Podroze z moja kotka” oraz parenascie innych tytulow) cechuje wielka przestrzen we wszystkich wymiarach. Choc pisze o sprawach polskich, nadaje im preriowy koloryt.
Choc jednym zdaniem chce tu podkreslic pietyzm wydawniczy, niesztampowe lamanie, oryginalne laczenia licznych ilustracji z tekstem, niespotykany format, a także lekkosc i to nie tylko stylu, ale i papieru,.
Obecnie autorka będzie przez kilka miesiecy przebywala w Polsce jako stypendystka bardzo prestizowej fundacji Fulbrighta”.
Cezary Chlebowski, Hubalowe Virtuti, TYGODNIK SOLIDARNOSC, NR 2 (955) 12 stycznia 2007, str 32.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz