Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melchior Wankowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melchior Wankowicz. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 6 listopada 2023
BITWA O MONTE CASSINO IN ENGLISH
https://dzieje.pl/dziedzictwo-kulturowe/wkrotce-amerykanskie-wydanie-bitwy-o-monte-cassino-battle-monte-cassino
>DZIEJE PORTAL HISTORYCZNY 06.11.2023 Dziedzictwo Kulturowe
<b>Polacy na frontach II wojny światowej
*****
Wkrótce amerykańskie wydanie „Bitwy o Monte Cassino” – „Battle of Monte Cassino”
„Bitwę o Monte Cassino” – dokument wielkiej bitwy, jedną z najbardziej znanych książek Melchiora Wańkowicza, która zapisała się trwale w historii polskiego reportażu, przygotowuje do wydania amerykańskie wydawnictwo Lexington Books.
Autorem tłumaczenia książki na język angielski jest prof. Charles S. Kraszewski, urodzony w 1962 r. w USA slawista, autor przekładów z literatury polskiej, czeskiej, słowackiej także z greki i łaciny. Jest również poetą; jego wiersze ukazały się w czasopismach literackich w Stanach Zjednoczonych, m.in. "Poetry South", "Chaparra", "Valley Voices" i "Red River Review".
Tłumaczenie sponsorowało Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce - Okręg 2 w Nowym Jorku. "To była benedyktyńska praca. Prof. Charles Kraszewski podjął się przekładu, kiedy jeszcze nie było zgromadzonych środków finansowych, aby choć w części uhonorować wielki trud tłumacza.
****
Dobrze się złożyło, że do środowiska Weteranów Armii Polskiej w Nowym Jorku dotarła o tym wiadomość, między innymi w skutek materiału na temat planowanego amerykańskiego wydania książki, opublikowanego przez Polską Agencję Prasową" - zaznaczyła w rozmowie z PAP Aleksandra Ziółkowska- Boehm, która jest autorką wstępu do amerykańskiego wydania i obecnie opracowuje indeks nazwisk do książki.
Trzytomowa "Bitwa o Monte Cassino" powstała w latach 1945-1946 w Rzymie i Mediolanie, a wydana została przez Wydawnictwo Oddziału Kultury i Prasy II Polskiego Korpusu. Jest niewątpliwie jedną z najbardziej znanych książek Melchiora Wańkowicza.
Wańkowicz zbierał materiały „na gorąco”, w czasie toczących się walk. Dotarł do każdej kompanii, każdego plutonu, weryfikował dane, sprawdzał w dowództwach, wśród żołnierzy. "Książka tchnie prawdą, choć nie jest montażem. + Bitwa o Monte Cassino+ otworzyła w Polsce nowy rozdział wielkiego współczesnego reportażu wojennego. Nie był to pamiętnikarsko-wspomnieniowy opis walk i wrażeń odnoszących się do tylko jednego z uczestników bitwy" - pisze we wstępie Ziółkowska-Boehm. "Wańkowicz wkroczył do polskiej literatury faktu ze swoim doświadczeniem reporterskim i talentem, dając książkę zupełnie nowatorską. Tworzył ją, nie relacją, nie zbiorem dokumentów, ona jest po prostu obrazem wielkiej bitwy. Każde niemal słowo ma znaczenie, a pisarz umiejętnie tymi słowami operuje".
Z Wańkowiczem przy pisaniu "Bitwy o Monte Cassino" współpracowało kilka osób. Jego sekretarką była Zofia Górska, późniejsza znana pisarka Zofia Romanowiczowa.
Ogromną rolę w powstaniu książki odegrał artysta grafik, Stanisław Gliwa: gromadził fotografie, odwiedzał wspaniale zaopatrzone archiwa alianckie, korzystał ze zdjęć robionych przy II Korpusie. W sumie Gliwa wybrał około sześć tysięcy zdjęć i dopiero z nich dokonywał selekcji. Znakomite fotografie w książce są autorstwa kilku fotografów, m.in. Tadeusza Szumańskiego; znajdują się też w niej rysunki Mariana Bohusz-Szyszki.
Trzytomowa edycja książki zawiera aż 1968 ilustracji, w tym 937 fotografii, 590 portretów uczestników, 327 rysunków, 87 map. W indeksie jest 1562 nazwisk.
****
"Czytelnicy odebrali książkę jednoznacznie pozytywnie i przez wiele lat była jak Biblia dla wielu rodzin. Została jako dokument wielkiej bitwy i zapisała się trwale w historii polskiego wielkiego reportażu" przypomina we wstępie do obecnego amerykańskiego wydania" - Ziółkowska-Boehm.
****
"Indeks nazwisk do obecnego wydania, to kolejny etap +mrówczej+ pracy nad książką. Żyją przecież w różnych częściach świata rodziny żołnierzy 2 Korpusu Polskiego, którzy brali udział w bitwie o Monte Cassino i dla nich, bez wątpienia, ma znaczenie i historycznie i pewnie przede wszystkim emocjonalne przeczytanie nazwiska krewnego, znajomego rodziny czy przyjaciela w amerykańskim wydaniu dzieła Wańkowicza" - zauważa Aleksandra Ziółkowska-Boehm.
***
2024 to „rok rocznic”: pięćdziesiąta rocznica śmierci Melchiora Wańkowicza, 80. rocznica bitwy o Monte Cassino, 80. rocznica Powstania Warszawskiego. Daty te wiążą się mocno z twórczością pisarza. Sejm RP ustanowił rok 2024 Rokiem Melchiora Wańkowicza - "niepokornego, odważnego, wnikliwego dziennikarza, pisarza i reportażysty. Kierował się prawdą i jej służył" - głosi uchwała. . "Dobrze, że właśnie w 2024 r. ma szansę ukazać się +Bitwa o Monte Cassino+ w Lexington Books, amerykańskim wydawnictwie specjalizującym się w publikacji książek historycznych. W 2013 roku ukazała się tam po angielsku książka mojego autorstwa poświęcona pisarzowi: +Melchior Wańkowicz - Poland’s Master of the Written Word+. Tak więc powrócił Wańkowicz na kontynent, z którym związana była część jego trudnej powojennej biografii” - dodaje Ziółkowska Boehm.
***
Aleksandra Ziółkowska-Boehm, dr nauk humanistycznych była sekretarką pisarza przez ostatnie półtora roku życia Melchiora Wańkowicza. Jest też autorką pięciu (wznawianych) książek o Melchiorze Wańkowiczu; to jej pisarz zadedykował drugi tom „Karafki La Fontaine’a” i zapisał w testamencie swoje archiwum.
***
W wydawnictwie Lexington Books ukazało się pięć tytułów Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm: "Kaia Heroine of the 1944 Warsaw Rising"; "The Polish Experience Through World War II: A Better Day Has Not Come"; "Melchior Wańkowicz Poland’s Master of the Written Word"; "Polish Hero Roman Rodziewicz Fate of a Hubal Soldier in Auschwitz, Buchenwald, and Postwar England"; "Untold Stories of Polish Heroes From World War II" .
XXX
(PAP)
Autorka: Anna Bernat abe/ dki/
sobota, 11 lipca 2020
Albert Nelson Marquis Lifetime Achievement Award
All Press Releases for April 21, 2020
Aleksandra Ziolkowska-Boehm
Presented with
the Albert Nelson Marquis
Lifetime Achievement Award
by Marquis Who's Who
Dr. Ziolkowska-Boehm has been endorsed by Marquis Who's Who as a leader in literature.
![]() |
| Photo by Czeslaw Czaplinski................................................................................................................................................... |
As a child, Aleksandra Ziolkowska-Boehm always loved to read, often receiving books from her father, who was a history lover. A native of Poland, she obtained a master's degree in literature from the University of Lodz in 1973 and a Doctor of Philosophy in humanistic studies from the University of Warsaw in 1978. She began her career as a private assistant to Melchior Wankowicz, a renowned Polish writer. In recognition of Dr. Ziolkowska-Boehm's dedication and support throughout Mr. Wankowicz's career, he dedicated his last book to her for her help and research and donated all his archives to her after his death.
Dr. Ziolkowska-Boehm later worked with the Polish Television Theater, through which she appeared in four documentaries, including one about her great uncle, Korczak Ziolkowski. Mr. Ziolkowski was an accomplished Polish-American sculptor who was the creative mastermind behind the Crazy Horse Memorial in the Black Hills of South Dakota. The famed monument honors Crazy Horse, a legendary warrior of the Lakota people, and is considered to be the largest mountain carving in the world despite not being fully completed yet.
As an accomplished writer and essayist, Dr. Ziolkowska-Boehm has published numerous compositions throughout her illustrious career. Her work mainly focuses on subject matters such as historical biographies, the lives of Native Americans and autobiographical stories about her travels. Publishing myriad books in both Polish and English, Dr. Ziolkowska-Boehm has received countless awards for her literary efforts. In 2019, she was celebrated with Expressions of Recognition and Admiration from the Polish Armenian Culture and Heritage Foundation and presented with the Witness to History Award from the Institute of National Remembrance in Warsaw. Among her many honors, Dr. Ziolkowska-Boehm was especially proud to have been the recipient of two Fulbright scholarships and awarded with a fellowship in literature by the Delaware Division of the Arts.
Dr. Ziolkowska-Boehm has maintained her professional affiliation with numerous organizations in her areas of expertise, including the PEN America Club of New York, the Fulbright Association, the Polish American Historical Association, the Polish Writers' Association in Warsaw and ZAiKS, the Polish Society of Authors and Composers. She has also been associated with the Union of Polish Writers Abroad in London, the Polish Institute of Arts and Science of America, the Kosciuszko Foundation, the Pilsudski Institute of America and the Polish Heritage Society of Philadelphia. In the coming years, Dr. Ziolkowska-Boehm hopes to continue developing her ideas into more books and essays while enjoying traveling, bird-watching and gardening in her spare time.
About Marquis Who's Who®
Since 1899, when A. N. Marquis printed the First Edition of Who's Who in America®, Marquis Who's Who® has chronicled the lives of the most accomplished individuals and innovators from every significant field of endeavor, including politics, business, medicine, law, education, art, religion and entertainment. Today, Who's Who in America® remains an essential biographical source for thousands of researchers, journalists, librarians and executive search firms around the world. Marquis® now publishes many Who's Who titles, including Who's Who in America®, Who's Who in the World®, Who's Who in American Law®, Who's Who in Medicine and Healthcare®, Who's Who in Science and Engineering®, and Who's Who in Asia®. Marquis® publications may be visited at the official Marquis Who's Who® website at www.marquiswhoswho.com.
# # #
piątek, 17 kwietnia 2020
Historie do czytania Odra
HISTORIE DO CZYTANIA
Aleksandra Ziółkowska-Boehm: Pisarskie
delicje. BELLONA,
Warszawa 2019, s. 344.
Nad ks
Nad ks
Na okładce swojej najnowszej wydanej w Polsce książki
Aleksandra Ziółkowska-Boehm – mieszkająca
w USA i przyjeżdżająca często do ojczyzny pisarka, autorka wielu tomów opowieści
historycznych, zbiorów esejów i reportaży poświęconych mało znanym losom
postaci polskich najnowszych dziejów, a także wywiadów z licznymi prominentami naszej
powojennej emigracji naukowej i kulturalnej (w tym niektórych publikowanych na łamach
naszego miesięcznika) – ogłasza, że podejmuje temat pisarskich „delicji”, co dość
zagadkowo brzmi. Autorka wyjaśnia w pierwszych rozdziałach książki, że znajdą
się wśród tych „delicji” m.in. jej swoiste odkrycia i pewne sensacje, wyłonione
po okresie zakończonych rozmów i spotkań z bohaterami jej książek, nieznane listy
od nich, a także niewykorzystane wcześniej wątki, które towarzyszyły jej w
pracy.
.
.
iążkami
Ludzi, o których losach postanawiam napisać – oznajmia –wybieram sama, zwykle nie mają znanych nazwisk. To ja ich
uważam za bohaterów i wstawiam do swoistego panteonu. Są to ludzie, którzy
przeszli wiele tragicznych wydarzeń,
ale swój los przyjmowali z niemałą odwagą i godnością. Zastanawiając się nad koncepcją i stylem swych licznych wydawanych od wielu lat
pozycji, Ziółkowska-Boehm słusznie zalicza uprawiany przez siebie gatunek
literacki do
nurtu zwanego na Zachodzie creative non-fiction; podkreśla
przy okazji, że jak się orientuje, XXI wiek stawia w pisarstwie głównie właśnie
na literaturę faktu, bowiem czytelnik zdaje się dziś oczekiwać szczególnie
dokumentacji – jest
głodny przekazów z pierwszej ręki… Gdy wchodzi się do amerykańskiej sieci
księgarń Barnes and Noble, w oczy rzucają się przede wszystkim monografie,
biografie, wspomnienia, omówienia, pamiętniki, dzienniki, wywiady (nb. w
miarę
podobnie kształtują się ostatnio listy polskich bestsellerów
czy laureatów nagród literackich w licznych konkursach krajowych).
.
Autorka pisze wiele o szczególnym rodzaju wyzwań stających
przed autorami uprawiającymi takie jak ona gatunki, wyróżniając wśród nich
odpowiedzialność za przytaczanie wypowiedzi rozmówców – bowiem wtedy wchodzi się
także w szczególny kontakt z samym sobą, własnym poczuciem sprawiedliwości i
poczuciem
etyki. Uważam to za ważny element pisarstwa. Podkreśla także istotną rolę swych obserwacji
i ustaleń, dokonywanych przy pomocy rozmówców, które rozwiewają często wadliwe
stereotypy wiedzy historycznej – takiej popularyzowanej
na przykład ostatnio w Polsce – przedstawiające jednostronnie
np. historię podziemia partyzanckiego czy prawdę o „żołnierzach wyklętych” bądź
też opisujące wydarzenia masowych zbrodni na Wołyniu z jedynie polskiego punktu widzenia.
.
Wśród tych „korekt” dziejowych na uwagę zasługuje przytaczana w jednej z najgłośniejszych książek autorki, zatytułowanej Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża (Warszawa 2014, nagroda Związku Pisarzy na Obczyźnie), opowieść o tym, jak to jej bohaterka i koleżanka uniknęły śmierci z rąk ukraińskich chłopów w krytycznym okresie rzezi na Wołyniu dzięki ryzykującej swoje życie właśnie Ukraince. Relacja z dziejów powstawania tej książki, omawianej po ukazaniu się w „Odrze”, wsparta kroniką naprzód znajomości, a potem bliskiej przyjaźni autorki z Cezarią Iljin-Szymańską pseudonim „Kaja”, wypełnia treść najbogatszego w „delicje” rozdziału (z niezwykłymi epizodami wczesnej, syberyjskiej odysei rodzinnej bohaterki). Fascynująca jest ta – uzupełniona wyborem wzajemnych listów –
.
Wśród tych „korekt” dziejowych na uwagę zasługuje przytaczana w jednej z najgłośniejszych książek autorki, zatytułowanej Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża (Warszawa 2014, nagroda Związku Pisarzy na Obczyźnie), opowieść o tym, jak to jej bohaterka i koleżanka uniknęły śmierci z rąk ukraińskich chłopów w krytycznym okresie rzezi na Wołyniu dzięki ryzykującej swoje życie właśnie Ukraince. Relacja z dziejów powstawania tej książki, omawianej po ukazaniu się w „Odrze”, wsparta kroniką naprzód znajomości, a potem bliskiej przyjaźni autorki z Cezarią Iljin-Szymańską pseudonim „Kaja”, wypełnia treść najbogatszego w „delicje” rozdziału (z niezwykłymi epizodami wczesnej, syberyjskiej odysei rodzinnej bohaterki). Fascynująca jest ta – uzupełniona wyborem wzajemnych listów –
opowieść o losach działaczki podziemia, uczestniczki powstania
warszawskiego z ugrupowania „Radosław”, która została aresztowana i osadzona w
obozie NKWD w Ostaszkowie. Doceniła tę książkę sama Kaja, pisząc już po jej
otrzymaniu
26 kwietnia 2006: Oleńko kochana, serdecznie i bardzo
Ci dziękuję, że napisałaś tę książkę, uzupełniłam moje życie o coś tak niezwykłego,
dałaś mi powód do czynnego życia – w tej samotności.
W dowód wdzięczności w liście pisanym tuż przed śmiercią
w 2007 roku skierowała ona oryginalną prośbę do swojej już przyjaciółki Aleksandry,
by: po bardzo wielu, wielu, wielu latach, gdy już Ciebie nie będzie, urna
z Twoimi
prochami została umieszczona w moim grobowcu na Starych
Powązkach.
.
.
Dla czytelnika tej książki „delicje” rozpoczynają się na
dobre w rozdziałach relacjonujących i komentujących okoliczności i drogi
docierania przez autorkę do jej bohaterów, nawiązywania z nimi często bliższej
znajomości i dzięki temu
wynajdywaniu atrakcyjnych, mało w Polsce jeszcze wówczas
zbadanych, tematów „kresowych” i innych –
a to począwszy od Melchiora Wańkowicza, którego poznała, pisząc o nim na Uniwersytecie
Warszawskim pracę magisterską
(obronioną w 1979 roku). Pisarz, poszukujący właśnie researcherki,
zatrudnił Ziółkowską- Boehm do współpracy jako swoją asystentkę, co zaowocowało
później sporą serią książek poświęconą przez nią twórczości i dorobkowi
autora Bitwy o Monte Cassino, a także jego skomplikowanym
po wojnie losom, także rodzinnym (niezbyt udane małżeństwo) – wśród nich
m.in. Blisko Wańkowicza (I wyd. 1975), Na tropach Wańkowicza (1989),
Proces Melchiora Wańkowicza. Galeria licznych znakomitych postaci polskiej historii i
literatury dostarczyła potem pisarce impulsu do zdobywających szerokie uznanie
pozycji z wspominanego wyżej cyklu creative non-fiction, których tytuły obok wspomnianej Kai to m.in. (omawialiśmy je
w „Odrze”) Z miejsca na miejsce (o Romanie Rodziewiczu pseud. „Roman”), Dwór
w Kraśnicy i Hubalowy Demon, Druga bitwa o Monte Cassino i inne opowieści,
Lepszy dzień nie przyszedł już, Senator Haidasz; nie wspominając już
imponującego zestawu książek
i publikacji napisanych przez mieszkankę USA po angielsku
i wydanych za granicą.
Kontaktom autorki z Jerzym Giedroyciem, redaktorem „Kultury”,
czy emigrantem brazylijskim, poetą i malarzem (byłym więźniem Pawiaka w 1942
roku) Tomaszem Łychowskim poświęcone są osobne rozdziały Pisarskich delicji.
Zaś wśród wielu przytoczeń, zapisków, cytatów, fragmentów recenzji można
znaleźć np. bardzo współcześnie brzmiące zalecenia dla młodych pisarzy,
przekazane przez noblistę
Isaaca B. Singera Ziółkowskiej-Boehm podczas rozmowy w
1985 roku w Nowym Jorku.
Oto niektóre rady z owego przesłania, którym warto
spointować to omówienie, niestety z konieczności mocno pobieżne: Po
pierwsze, aby mieli historie do opowiedzenia. W obecnej literaturze coraz
bardziej to się zaniedbuje (…)
Po drugie, aby posiąść potrzebę opowiedzenia tej właśnie,
a nie innej historii. Na przykład ja znam najlepiej Żydów, ale nie Żydów w
Szwecji, tylko Żydów w Polsce. Każdy z nas zna swoje ograniczenia (…) Początkowo chciałem imitować
Knuta Hamsuna, potem nauczyłem się, że muszę pisać o
swoim milieu, które jest moją własną, prawie osobistą pasją.(…) Pisząc o rzeczach i ludziach, których
zna się najlepiej, odkrywa się własne źródła. Pisarz nigdy nie powinien porzucać
swego macierzystego języka i jego skarbnicy idiomów.
Mieczysław Orski,
Historie do czytania, ODRA nr 4, 2020ZYTANIA
niedziela, 8 marca 2020
Melchior Wankowicz Poland's Master of the Written Word
Posted by Leszek Adamczyk on November 14, 2013 at
5:50 am
Melchior Wańkowicz – Poland’s Master of the Written Word
By Aleksandra Ziolkowska-Boehm
Lexington Books, 2013
By Aleksandra Ziolkowska-Boehm
Lexington Books, 2013
I was eleven years old when I
witnessed a lively and rather agitated conversation that my parents had during
supper. With a lot of excitement in her voice my mother recounted how she went
to a bookstore after work and came across a famous Polish writer, Melchior
Wańkowicz, who had just been released from prison by the communist regime in
Poland.
Bookstores in Poland have always
been and still are full of readers and the writer was literally encircled by them
as soon as he entered the bookstore. Everybody wanted to shake his hand, ask a
question or just look at him from a close distance.
I sensed that there was something
unusual about this encounter and I could appreciate the thrill of meeting a
famous writer but it took me a couple more years to fully comprehend the
magnitude of arresting and putting on trial one of the most prominent and most
popular contemporary Polish writers just for sending abroad a paper –
“Speech-Project” – that was then broadcast by Radio Free Europe. The paper
contained material that in the eyes of the communist regime slandered social
and political relations in Poland. The “Speech Project” prepared by Wańkowicz
followed “Letter 34,” a protest signed by thirty four writers (including
Wańkowicz) against a government decision to limit the amount of paper allotted
for printing books and newspapers. (At that time book production in Poland was
already at the lowest level among the socialist countries.)
The trial of Melchior Wańkowicz became
a cause célèbre. Eleven years after the death of Stalin, arresting and
prosecuting a seventy-two-year old prominent Polish writer and public favorite
was highly odd practice, even by the communist standards of justice. Virtually
all western newspapers, including Time Magazine, published extensive commentary
about the regime’s ridiculous prosecution of Wańkowicz.
The defense called some renowned and
respected Polish writers and intellectuals as witnesses. Alas, one of them,
Kazimierz Kozniewski, whom Wańkowicz considered a close friend since before the
war, also a friend of the writer’s two daughters, testified against him.
Kozniewski was not only a traitor but also a secret agent and one of the most
devoted employees of the Security Office and then Security Service in the
history of Communist Poland.
The trial lasted three days and
ended with a sentence of three years in prison. Facing harsh criticism in
Poland and abroad and numerous interventions by famous writers and
intellectuals as well as prominent politicians such as Robert Kennedy, the
communist regime in Warsaw backed off and freed Wańkowicz.
Obviously, when I listened to my
parents’ conversation about the writer, forty years ago, a lot of these facts
were unknown since the trial was held in camera and only very general
information was provided to the public by the Polish mass media. Many years
after Wańkowicz’s death, new evidence and testimonies began emerging and thanks
to meticulous work and painstaking efforts by the independent scholar and writer
Aleksandra Ziolkowska-Boehm, both Polish and English readers can now appreciate
the most recent book about one of Poland’s greatest writers.
Published by Lexington Books, Melchior Wańkowicz
– Poland’s Master of the Written Word, is not merely a well documented
account of Wańkowicz’s struggle with communist justice system.
(Ziolkowska-Bohem had already written a separate book on this subject in 1990
available in Polish only.) It is a captivating although somehow eclectic
portrait of a great humanist with a pragmatic approach to life, a prolific hard
working writer, bon vivant, thinker, husband, father and most of all a fabulous
reporter and storyteller.
The book is not, however, a
biography. Each of its eleven chapters can be read separately. I devoured it in
no time as I did almost all of Wańkowicz’s books. Yet, when the editors of CR asked me if I could write a review of
Ziolkowska-Boehm’s “Poland’s Master of the Written Word” I initially hesitated.
Some time ago, while teaching a course, “Introduction to Polish Studies,” at
McGill University I asked students (some of them of Polish origin) if they had
read or at least heard of the most famous Polish writers: Stanisław Lem,
Sławomir Mrozek or Nobel Prize laureates Henryk Sienkiewicz and Władysław
Reymont whose books were translated into most modern languages and published in
many countries, the answers were not very encouraging.
I decided to read some of
Wańkowicz’s books again before sharing my humble opinion with readers of CR on Ziolkowska-Boehm’s latest work and try to
assess if the contemporary generation of Polish literature aficionados could
relate to them. I firmly believe that both young and older readers would find
most of Wańkowicz’s works not only fascinating but probably more appealing
(particularly to the Polish diaspora in the USA and Canada), than the books of
his famous predecessors.
It suffice to open “Tworzywo”
(“Matter”) – Wańkowicz’s reportage from Canada where he travelled 18,000 miles
to write stories about Polish immigrants who succeeded in their new country
despite numerous setbacks, severe hardship and misery. It almost reads like a
fiction but as most of his writings, “Tworzywo” is based on facts. As
Ziolkowska-Boehm writes in Poland’s Master of Written Word: “Tworzywo” includes
many real events, statistical data, and human histories; in this book, even the
cited letters of one protagonist – Bombik – are authentic. We find real
conversations, facts, and people at every step.
Aleksandra-Ziolkowska-Boehm is an
unrivalled connoisseur of Wańkowicz’s works. During the last two years of the
writer’s life she was his secretary and ultimately became his friend and
associate. She had unlimited access to his personal archives but also the
privilege to participate in his private everyday life. She took full advantage
of this extremely rare opportunity that she now shares with us in her excellent
book full of interesting, sometimes hilarious sometimes heartbreaking details
about Wańkowicz’s life, his entourage and, last but not least, about the origin
of some his works.
Here is one example, explaining
where the title of my favourite Wańkowicz book comes from: “He also gave the
book a final title “La Fontaine’s Carafe.” He chose it to emphasize the
diversity and objectivism of his views and opinions. The title came from an
anecdote. La Fontaine was once asked to settle a dispute arisen among the
revelers gathered in the inn. In the middle of the table there stood a crystal
decanter with wine. Sunrays were coming through the window and reflecting off
the carafe. One of the revelers said they were reflected red. Another denied,
saying they were blue. The third one said they were pink. When asked, La
Fontaine went around the table and said that each of the men was right:
depending on the side you were looking from, as the sun refracted in the
carafe, it showed different colors. What was most important, as he said, was to
see all the colors together, to understand there wasn’t just one.”
Melchior Wańkowicz – Poland’s Master
of the Written Word comes at a good time. The author of
Battle of Monte Cassino was one of the most famous Polish writers in the last
century. I am convinced that thanks to Aleksandra Ziolkowska-Boehm latest book,
Melchior Wańkowicz will always have plenty of readers.
CR
Leszek Adamczyk worked as a journalist in Polish Radio and TV in the Section of Literature and Culture covering cultural events in Poland and abroad, writing plays for radio-theater, book reviews and essays. After emigrating to Canada, he worked as translator for the Government of Canada, as a lecturer (language instructor) at McGill University, and as a correspondent for the Warsaw daily " Życie." He currently works for the Government of Québec.
czwartek, 20 lutego 2020
Marcin Kula Wokol Wankowicza
[w:] PAMIETNIK LITERACKI, Londyn, grudzień 2019
Marcin Kula
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza
w Warszawie
Wańkowicz po latach:
towarzysz podróży historyków
Aleksandra Ziółkowska-Boehm, Wokół Wańkowicza,
PIW, Warszawa 2019, s. 696.
PIW, Warszawa 2019, s. 696.
Książka
Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm imponuje rozmiarami oraz zapleczem materiałowym.
W swoich opisach i analizie autorka wykorzystuje po pierwsze wiedzę, jaką
zyskała, będąc przez lata sekretarką i asystentką Melchiora Wańkowicza. To jej
przekazał swoje, skrupulatnie prowadzone archiwum, toteż miała dostęp do
notatek pisarza, jego listów i wycinków. Sama korespondowała z mnóstwem ludzi,
którzy mieli z nim kontakt. Prześledziła publikowane reakcje na jego książki.
Przejrzała odnoszące się doń akta w archiwum paryskiej „Kultury” i w IPN… To
nie jest „tylko" książka wspomnieniowa. Wspomnienia zostały w niej
połączone z rezultatami wielkiej pracy, której trud przede wszystkim historyk
potrafi docenić.
Aleksandra
Ziółkowska-Boehm stała się naszym przewodnikiem po drogach życia Wańkowicza.
Widzimy jego codzienne bytowanie, różne prywatne sprawy, czytamy listy – co
zresztą jest ciekawe nie tylko dla tej postaci, ale również dla refleksji nad
historią kultury szeroko rozumianej. Towarzyszymy pisarzowi w smutku ostatniego
okresu, kiedy był chory („Gdy pytałam, co go gnębi, opowiadał historie często
sprzed lat, przypominał całożyciowe przykrości. Wszystko to, co mówił, było
smutne, przygnębiające, czasami zdumiewające...” - s. 97).
Z książki można
się dowiedzieć o najróżniejszych sprawach, z którymi Wańkowicz mial kontakt –
na przykład o historii wydawnictwa „Rój", o życiu emigracji, o paryskiej
„Kulturze”. Także o sporach i namiętnościach nie tylko literackich wokół dzieł
pisarza (na przykład o druku przez Związek Niemieckiego Wschodu niemieckiego
tłumaczenia „Na tropach Smętka”, z numerowanymi egzemplarzami, dla poznania
metod Polaków – co mojemu pokoleniu niestety żywo przypomina, dajmy na to,
biuletyny tekstów zachodniej prasy, nawet tekstów audycji WE, przygotowywane
dla osob zaufanych w PRL).
Badania autorki
w zakresie życia i twórczości Wańkowicza były zbieżne – bowiem dzieło pisarza
było wyjątkowo splecione z jego życiem. To był człowiek, który nie przestawał
być reporterem (Wańkowicz: „Gdy jadę tramwajem, coś zmusza mnie do tego, bym
się dowiedział, jaką książkę czyta ów pan w przeciwległym kącie wozu. Śledzę
jakąś parkę na przestrzeni kilku ulic, aby się dowiedzieć, jakim mówią
językiem. Zaglądam do cudzych okien, odczytuję wszelkie szyldziki na drzwiach
mieszkań kamienicy, do której przybywam w odwiedziny, szukam na cmentarzu
znajomych nazwisk. Obojętnych mi ludzi wypytuję o ich życie. Niezwykłe nazwy
ulic zmuszają mnie do zastanowienia się, dlaczego one tak właśnie brzmią.
Chciałbym przetrząsnąć każdą rupieciarnię i każdy stos starych papierów. Każdy
napis "Wstęp wzbroniony" nęci mnie do przekroczenia zakazu, każda
tajemnica zachęca do jej zgłębienia” - s. 181).
Przeprawiając
się wpław przez Dniestr pod koniec września 1939 r., Wańkowicz przeniosł
maszynę do pisania (!). Potem pisał czy to o „codzienności” wojennej tułaczki,
czy o wielkich sprawach. Gdzie go los rzucił, tam obserwował i opisywał
otoczenie. Gdy go ten los uwikłał go w wojnę, tworzył obraz wojny. Gdy go
zaniósł go do Palestyny, to tam rozwijał swoje zainteresowanie Żydami i
syjonizmem. Fascynował się Ameryką, gdzie spędził dziewięć lat. Żyjąc wśród
emigrantów, obserwował i definiował dylematy, wobec których stali (Wańkowicz:
„W 1949 roku sądzę, że Rosja zwycięży, ale nie potrafi urządzić świata. I
rozleci się. Iść za stroną skazaną na przegranie przeciw Rosji, jest bezmyślnym
samobojstwem, a walka o rzekome walory kultury zachodniej – zakłamaniem
publicystów, którzy potrafią recytować Wyspiańskiego, ale z ekonomii politycznej
nie przeczytali nawet jednego podstawowego podręcznika” - s. 278).
Gdzie
Wańkowicza coś interesowało – tam starał się pojechać (bolszewicka Rosja,
Meksyk okresu wojny religijnej). Po latach Ryszard Kapuściński zaczął pewien
ustęp, chyba nie zdając sobie sprawy jak charakterystyczne dla siebie formułuje
zdanie: „Gdy jechałem na rewolucje do...” (dalej padła nazwa jakiegoś kraju
afrykańkiego, której już nie pamiętam). Podczas jakiejś konferencji o
problemach społecznych w Ameryce Łacińskiej Kapuściński wyszedl, mówiąc, że
wróci później – bowiem dotarło do niego, że właśnie w tym mieście, trochę
dalej, rozgrywa się bijatyka manifestantów z policją; poszedł tam zatem, by
samemu obejrzeć ekspresję problemów społecznych. Właśnie taka była odpowiednio
wcześniej postawa Wańkowicza. Kapuściski nie musiał go oczywiście naśladować –
ale przynajmniej w tym wymiarze postawa wielkich twórców reportażu była
podobna.
Pisząc swoje
reportaże, Wańkowicz z pewnością nie myślał o przyszłych historykach. Stworzył
jednak dla nas niezwykłe źrodło – i w tym sensie stał się towarzyszem naszej
podróży w czasie. Dysponujemy różnymi źródłami – ale reportaże z epoki mówią do
nas w inny sposob niż materiały aktowe, nawet niż różnego typu raporty. To są
opisy zawodowych i zapasjonowanych obserwatorów, którzy najczęściej umieją
patrzeć, analizować i uogólniać. Wystarczy zreszta popatrzeć na współczesnych
polskich reporterów (by wymienić przykładowo: Jacka Hugo-Badera, Adama
Leszczyńskiego, Małgorzatę Rejmer, Ziemowita Szczerka, Mariusza Szczygła,
Małgorzatę Szejnert, Wojciecha Tochmana…). Przyzwoity reporter to obserwator
nieraz bardziej wiarygodny niż wielu innych autorów źródeł opisowych, gdyż
najczęściej jest mniej od nich zainteresowany osobiście sprawą, o której pisze.
Nadto najczęściej stara się zrozumieć obserwowanych ludzi, wczuć się w ich
pasje. Istnieje oczywiście niebezpieczeństwo, że reporter pójdzie mocno w
kierunku literatury, że – jak wielki malarz – przedstawi atmosferę sytuacji
nawet kosztem dokładności jej odzwierciedlenia. Wańkowicz, jak pisze autorka,
„wprowadził reportaż polski na szerokie drogi literatury faktu” (s. 175).
Czasem
obserwowano takie podejście u Kapuścińskiego, którego teksty czyta się
znakomicie i z pożytkiem dla zrozumienia biegu spraw, ale czasem z pytaniem,
czy odmalowane w szczegółach sytuacje doprawdy tak wyglądały. Teksty Wańkowicza
chyba mogą być jednak źródłem nawet dla historyka najbardziej wiernego kanonom
uprawianego zawodu. Nie da się dziś pisać o Polakach w Prusach Wschodnich, czy
o COP-ie, bez ich lektury. Sam notabene z pożytkiem korzystałem z
wańkowiczowskich reportaży dotyczących Palestyny i Meksyku. Ciekawe były
wrażenia pisarza z bolszewickiej Rosji. Niektore z jego reportaży były
dosłownie unikalne – jak wywiady z Rydzem-Śmigłym i z Beckiem w Rumunii, czy z
Abrahamem „Yairem” Sternem, żydowskim terrorystą poszukiwanym przez Anglików.
Wańkowicz, będąc w Palestynie, starał się o kontakt z nim. Nie mógł go uzyskać
– co nie dziwne. W końcu dostał wiadomość, że ktoś przyjdzie do niego wieczorem
i od przebiegu rozmowy zależy, czy dojdzie do spotkania. Rozmowa toczyła się
przez całą noc. Gość ulotnił się po końcu godziny policyjnej. Troche później
Wańkowicz wyszedł na ulicę i na plakatach z ogłoszeniami o osobie poszukiwanej
zobaczył swojego rozmówcę.
Wątkiem
interesującym dla historyka jest jednak także samo życie Wańkowicza. Biologowie
mawiają, że patrząc na kroplę wody pod mikroskopem można wiele dowiedzieć się o
nadspodziewanie szerokich zagadnieniach. Bogate życie Wańkowicza mogłoby być
pryzmatem, przy pomocy którego dałoby się napisać kawał historii Polski.
Niektóre jego etapy dokumentował sam Wańkowicz, inne – albo te same – opisała
oraz zilustrowała dokumentami autorka. W książce pojawia się życie przedwojenne
pisarza, dzieje wydawnictwa „Rój”, zawirowania wojenne, jego życie na emigracji
i (co ważne!) wśród emigrantów, kontakty z „Kulturą”, decyzja o powrocie i jej
echa w środowisku emigracyjnym... no i życie w PRL. Ten ostatni etap bardzo
mnie zainteresował – bowiem nasunął mi pytanie jakie okoliczności sprawiły, że
w komunistycznej Polsce Wańkowicz mógł być tak wielką postacią. Potwierdził też
moje przekonanie, wywiedzione zarówno z pracy zawodowej, jak ze wspomnień, o
niekoherencji tego systemu przynajmniej po 1956 r.
Stwierdzenie,
że Wańkowicz był wielką postacią bowiem był wielkim pisarzem, jest tylko
częściową prawdą. W PRL nie on jeden był wybitnym pisarzem, a mało kto został
tak zapamiętany. W końcu władze mogły nie dopuścić, by rósł w siłę jako pisarz.
Myślę, że jego popularność w pierwszym rzędzie budowały cechy osobiste. PRL
była w znaczącym stopniu krajem ludzi szarych i typowych.
Nawet wśród
relatywnie znanych postaci mało było oryginałów, osób nietuzinkowych,
nieszablonowych.
Takich władza zresztą nie lubiła. Wańkowicz zaś taki był. Robił wrażenie swoją
postawą, przynajmniej zewnętrzną pewnością siebie, rozbudowanym ego
(„Ileż różnych cech miał w sobie ten czlowiek! Był jednocześnie i egoistą, i
gotowym do poświęceń, wielkim łgarzem, egocentrykiem, gruboskórnym, a także
wrażliwym na ludzkie cierpienie, lękającym się o sobie myśleć jako o wielkim
pisarzu, delikatnym, czułym, tkliwym. Był sprzecznością. Sama nie wiem, które
cechy dominowały, zależało to od ludzi, od układów, od sytuacji” - s. 101; „Był
sprzecznością: i chciał, i nie chciał nagrody państwowej, orderu, uroczystego
pogrzebu, wielkiej śmierci” - s. 110).
Bardzo mało
było w PRL ludzi utrzymujących styl człowieka "do wypitki i do
wybitki", przypominających szlachcica we dworze, prowadzących otwarty dom,
gdzie bywała „cała Warszawa” („Lubił przyjmowć ludzi, lubił dawać dobrze zjeść.
Ugaszczał ich delicjami, smakołykami, wyszukanymi różnościami, jak ośmiorice,
ślimaki, żaby itp.” - s. 103).
Był trochę
człowiekiem dawnych czasów – co w PRL nie zdarzało się często, przynajmniej
wśród osób funkcjonujących publicznie. Utrzymywał szeroką korespondencję,
masowo otrzymywał listy od najróżniejszych nadawców, w tym od „zwykłych ludzi”.
Wątpię, czy wiele znanych osób ludzi w ówczesnej Polsce odpowiedziałoby na list
z pytaniem, czy dziecko ma nazwać psa „Dupek” (imię psa Wańkowicza), czy
„Melchorek” (oczywiście od imienia samego pisarza). Jeszcze mniej
odpowiedziałoby następująco: „Drogi Kubusiu, odbyłem z Dupkiem naradę, ale na
razie do niczego nie doszliśmy: on chciał, żeby Twoj piesek nazywał się Dupek,
a ja – żeby Melchiorek. Ale stało się tak, że już jedna dziewczynka nazwała
swój jasiek Melchiorkiem, a biednego Dupka nikt jeszcze nie uczcił. Wobec czego
powiedziałem Dupkowi >>mądry głupiemu ustąpi<<, na co
on zamerdał ogonkiem. Ale powiedziałem: dobrze, niech piesek Kubusia zostanie
Dupkiem Nr 2 i nie przynosi wstydu, ale na drugie imię niech ma Melchiorek. Na
co Dupuś polizał mnie w nos, a więc się zgodził. Tak więc, jeśli Twój piesek
będzie miał synka, to mu koniecznie wpisać należy imię ojca:
"Dupek-Melchiorek". Daj mu z powodu tych chrzcin jakąś honorową kość.
Całuję Ciebie – Melchior Wańkowicz” (s. 63-64).
Pisarz był – co
wówczas rzadkie - człowiekiem-firmą, autorytetem otwartym na kontakty, wręcz lubiącym
chcących się do niego zbliżyć. Zatrudniał sekretarkę, budował dom, gromadził
własne archiwum, produkował mnóstwo tekstów. Był atrakcyjny jako człowiek z
Zachodu. Jako ten, który wrócił, był dla władz do pewnych granic wygodny. Jego
dzieła znajdowały uznanie czytelników w różnych gronach – także w szeroko
rozumianym środowisku ludzi władzy. Wówczas było w nim przecież już znacznie
więcej ludzi o mentalności z grubsza przeciętnej niż charakterystycznej dla
wiekowych komunistow. W latach sześćdziesiątych PZPR coraz bardziej uderzała w
nutę patriotyczną. Robiła to i dawniej, ale wówczas ta patriotyczna stopniowo
stawała się niemal jedyną. Coraz częściej wracał klasyczny dyskurs o
bohaterstwie Polakow. Oczywiście, cała ta ewolucja miała ograniczenia – ale
zaryzykuję powiedzenie, że właśnie dlatego mówienie o Monte Cassino było dla
ówczesnych władz wygodniejsze niż mówienie na przykład o AK i Powstaniu
Warszawskim. W ramach tej ewolucji Wańkowicz mógł być nawet wygodny z punktu
widzenia władz. Prawda, bywały z nim kłopoty. Nie chciał siedzieć cicho.
Podpisal list 34. Praktycznie nie ukrywał swoich myśli. Gdy przyszedł kiedyś do
mojego liceum na spotkanie z młodzieżą, ktoś z uczniów (nie ja!) zapytał go
dlaczego nie pisze o… i tu wymienił jakąś sprawę wtedy drażliwą, doprawdy nie
pamiętam już jaką. Pisarz odpowiedział jednym słowem: „Dlatego”. Brak mi
talentu Wańkowicza (sic!), by oddać tę scenę – ale nikt na sali nie miał
wątpliwości, że miało to znaczyć, iż władza nie pozwala. Niemniej jednak
narastający w latach sześćdziesiątych moczaryzm go potrzebował. On zresztą
przyjmował w domu niektorych ludzi wyraźnie o takiej orientacji (Załuskich,
Jana Zygmunta Jakubowskiego) – trudno powiedzieć, czy cynicznie, czy z
prawdziwej chęci. Na tym tle proces Wańkowicza był czymś więcej niż strzeleniem
sobie przez establishment w stopę („Ostatecznie proces przyniósł Wańkowiczowi
jeszcze większa popularnosć, stał się kimś w rodzaju bohatera. Ludzie
zatrzymywali go na ulicy, otrzymywał kwiaty i listy od czytelników. Znany był
powszechnie wypadek, kiedy przyszedł do teatru, zajął miejsce w pierwszym
rzędzie i w połowie aktu jeden z aktorów, rozpoznawszy go, podszedł do rampy,
ukłonił się i dopiero potem wznowił grę. Brawa publiczności pokwitowały to
zdarzenie” - s. 358).
Ten proces był
czymś sprzecznym z logiką ówczesnej ewolucji PZPR. Całe posunięcie bardziej
pasowało do Gomułki niż do Moczara i wszystkich ówczesnych arywistów z tego
okresu. Nie mam na to żadnych dowodów, ale odnoszę wrażenie, że proces
Melchiora Wańkowicza (1964) był nie tylko ukaraniem pisarza przez Gomułkę ze
złości za niepodporządkowywanie się PRL-owskim władzom, ale również komunikatem
dla środowiska literackiego, że władza jest zdecydowana wymóc posłuszeństwo
(jeśli nie zawahała się zamknąć, postawić przed sądem i skazać na 3 lata tak
wybitnego pisarza, na dodatek mającego wtedy 72 lata…). Ostatecznie władza nie
zdecydowała się uwięzić Wańkowicza – choć istnieje legenda jakoby on w pewnym
sensie nawet chciał tego. Trudno oczywiście powiedzieć, że ktoś chce siedzieć w
więzieniu – ale on też w swojej roli oskarżonego coś rozgrywał.
Logiki trudno
się było doszukać w systemie także w przedstawianych w książce mniejszych
sprawach. Po przyjeździe do Londynu pisarza odległego duchowo (i zaznaczającego
swój dystans ukrytymi, ale przecież wyczuwanymi przez władzę czynami) witał na
miejskim teminalu lotniczym konsul z koniakiem i kwiatami. Zasłużony dla
wydawania Wańkowicza wydawca utrzymywał jakieś mętne konszachty z SB w
wysiłkach pozyskania jego archiwum, zresztą nie udanych. Jak owego wydawcę
dzisiaj oceniać – nawet tylko w ramach tematu „Wańkowicz”? Co było ważniejsze?
Józef Tejchma,
wicepremier i Minister Kultury, osłaniał pisarza i pozostawał z nim w
prywatnych stosunkach tak bliskich, że ten do jego żony pisał wierszyk:
„Tejchmo Alicjo, Moja delicjo...” (s. 84). Pisarz aresztowany, z rewizją
przeprowadzoną nawet w zawodowych materiałach, był jednak przetrzymywany w
dobrych warunkach poza regularnym więzieniem. Został skazany, ale zwolniony od
odbycia kary. Skazany, ale przyjęty na rozmowę przez samego Gomułkę („Pisarz
mówił, że jedynie w Polsce możliwa jest sytuacja, aby skazany żył z wyrokiem
półtorarocznego więzienia, poruszał się swobodnie, a nawet wyjeżdżał za
granicę” - s. 358).
Nawet jeżeli w
tle może kryły się rozgrywki wewnętrzne w ramach PZPR, których nie znamy – to
opisywane zjawisko było jednak głębsze.
Wańkowicz,
pisarz opozycyjny, procesował się z Tadeuszem Walichnowskim – czołową postacią
moczaryzmu, jedną z głównych postaci ofensywy marcowej, jedną z najmocniejszych
postaci ówczesnego establishmentu policyjnego. Dobrze, procesował się o to, że
tamten w swoim dziele napisał, iż „Na tropach Smętka” przyczyniło się do
śmierci wielu osób (wskazując je Niemcom). Niemniej jednak procesował się.
Proces zresztą wygrał – co niestety niewiele mu przyniosło, gdyż nie dożył
wyroku.
Ten system był
niekoherentny, niespójny, zaś Wańkowicz swoją postacią i swoją twórczością,
nawet okraiwaną, ową niekoherencję powiększał. W Polsce czytano „Bitwę o Monte
Cassino”, nawet jeśli okrojoną, w wielkich nakładach, nieporównywalnych z
ewentualnym przeszmuglowaniem pewnej liczby tej książki z Zachodu – co pewno
miałoby miejsce, gdyby tam pozostał. Barwność postaci pisarza też była
elementem zdrowia w niezdrowej PRL. Choćby dla takich przyczyn cenne było, że
wrócił – wbrew wszystkim krytykującym ten jego krok.
Z punktu widzenia cech systemu PRL – pomijając oczywisty
ludzki aspekt sprawy – ciekawe są ostatnie momenty życia pisarza. Aleksander
Małachowski odnotował: „Umierający Melchior Wańkowicz wezwał moją żonę oraz
mnie i przez wiele nocnych godzin przekonywał nas, dlaczego nie możemy dopuścić
, by mu sprawiono uroczysty, państwowy pogrzeb. Oni - mówił - zechcą to zrobić
nie dla mnie, ale po to, by się sfotografować przy mojej trumnie”. Pisarz
wyraził życzenie, by w nagrobku na rodzinnym grobie nie naprawiać rzeźby
uszkodzonej kulą wystrzeloną podczas Powstania Warszawskiego. Skądinąd dziś
powszechnie uważany za nieskończenie tępiony Kościół wysyłał księdza z ostatnią
posługą choć Wańkowicz o niego nie prosił. W pogrzebie uczestniczył minister
kultury, pogrzeb prowadzil jeden z biskupów, kamery TV filmowały (unikając
widoku księży w kadrze), SB spisała swoje raporty z pogrzebu, cenzorskie zapisy
w sprawach związanych z Wańkowiczem trwały, rzecz jasna, po jego śmierci. W
sumie: totalne pomieszanie, ale lepiej było tak, niż inaczej.
Last but not
least, dla historyka
ciekawe jest widoczne w sprawach Wańkowicza długie trwanie pewnych spraw
dziejowych. One się w Polsce – choć nie tylko tu – nie mogą skończyć, niektóre
nawet odradzają się. Za PRL niektóre były wyciszane, ale może tym bardziej
żyły. Gomułka pomówił Jasienicę o sprawy z grubsza ćwierć wieku wcześniejsze –
a potem miała miejsce okropna rozmowa Wańkowicza z umierającym. Upadł komunizm,
a Polska wciąż żyje historią. Inni teraz mówią o Wałęsie sprzed pół wieku.
Mnóstwo ludzi jest przekonanych, że tak trzeba i że w ogóle można rozwiązać
wszystkie dawne sprawy. Także o tym, że o obraz przeszłości trzeba walczyć (w praktyce
przy odwołaniu się do niego trzeba walczyć z przeciwnikami). W sumie: mało to
zachęcające, przynajmniej z punktu widzenia historyka, który wolałby widzieć
poparcie dla badań niż boje prowadzone w ramach tzw. polityki historycznej.
Marcin Kula,
Wańkowicz po latach: towarzysz podróży historyków, PAMIETNIK LITERACKI, Londyn,
grudzień 2019.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


