wtorek, 19 lipca 2016

SPOTKANIA AUTORSKIE ZAPROSZENIA





















































Aleksandra Ziółkowska-Boehm, wywiad z 2007 roku



(wywiad z 2007 roku)...

http://podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,4428654.html


GAZETA WYBORCZA, 27 sierpnia 2007

HANNA LOCH:

Aleksandra Ziółkowska-Boehm, pisarka i dziennikarka*


not. Hanna Loch

27.08.2007 06:00
Serce zostało w Wilmington w stanie Delaware, gdzie od ponad 17 lat mieszkam z moim amerykańskim mężem Normanem


Mamy tam dom z ogrodem, do którego zawsze z przyjemnością wracam. Co roku jednak spędzam w Polsce dwa miesiące; teraz, dzięki stypendium Fulbrighta, jestem na dłużej. Niczym ambasador bronię Polski w Ameryce i Ameryki w Polsce. Szczególnego uczucia nabrałam też do kilku miast, w których żyłam, np. do Toronto w Kanadzie (spędziłam tam blisko trzy lata) czy do Houston w Teksasie (niemal dziewięć lat). Mam tam zaprzyjaźnionych ludzi i oswojone miejsca.

Ciekawe jest to, że...

Ameryka ma wiele oblicz: inna jest na południu, inna na zachodzie, na pewno inna w Nowym Jorku. Od skrajnego konserwatyzmu po liberalizm. Ta różnorodność łącznie z klimatami daje wielkie urozmaicenie, a także poczucie, że wystarczy tu zmienić miejsce zamieszkania, by zmienił się cały świat wokół nas.

Dojechałam tam

oczywiście samolotem. Ale po Stanach sporo podróżuję także samochodem. Wraz z mężem i naszą kotką Suzy odbyliśmy np. ponaddwumiesięczną wyprawę, przemierzając Delaware, Pensylwanię, Ohio, Indianę, Illinois, Wisconsin, Minnesotę, Dakotę Północną i Południową, Wyoming, Kolorado, Kansas, Oklahomę, Missouri. Z dawnych lat mile wspominam też podróż statkiem handlowym z moim synkiem Tomkiem do Wenecji i Maroka.

Niezapomniany dzień miał miejsce

gdy po raz pierwsze odwiedziłam ośrodek Crazy Horse w Południowej Dakocie poświęcony Indianom. W 1948 r. rzeźbiarz polskiego pochodzenia Korczak Ziółkowski zaczął wznosić ogromny pomnik Crazy Horse'a, wodza Siuksów Oglala w bitwie nad Little Big Horn. Od jego śmierci w 1982 r. dzieło to kontynuuje rodzina, do której z dumą należę. Duże wrażenie zrobiła też na mnie Niagara, park Yellowstone, Wielki Kanion i ogrody botaniczne Longwood Gardens w Pensylwanii - dobrze pamiętam dni, gdy widziałam te miejsca, niezapomniane przeżycie.

Najlepsze wakacje

spędziłam w meksykańskich miejscowościach nad Pacyfikiem: Mazatlan, Puerto Vallarta, Acapulco, Cancun na Jukatanie. Wody oceanu mają szmaragdowy kolor, a zachodzące słońce jest intensywnie czerwone. Lubię meksykańską kulturę, muzykęmariachi, pełne słońce. Niezwykle podobało mi się w ubiegłym roku na karaibskiej wyspie Roatan koło Hondurasu - nigdy wcześniej nie zbierałam tak ogromnych zielono-różowych muszli. Jeszcze jako studentka ciekawe wakacje spędzałam na wsi w Lipcach Reymontowskich.

W Polsce lubię

otwartą przestrzeń i pola. Lubię pejzaż wsi, ale także warszawską Starówkę. Kocham Tatry, a z miast - Toruń i Kraków. Niezwykła jest ulica Piotrkowska w Łodzi.

Mój ulubiony hotel

to Stouffer Presidente w Houston oraz sieć uroczych moteli La Quinta Inn. Podróżując po Ameryce, chętnie się w nich zatrzymuję. Ich wystrój ma w sobie ciepło meksykańskiego słońca.

Niebo w gębie poczułam

jedząc w Nowym Orleanie zupę gumbo z kawałków ryb, kurczaka, krewetek, ryżu i ostrych kreolskich przypraw. W Polsce zawsze zajadam się najlepszymi w świecie jogurtami i malinami. Lubię także rosół, żurek, zupę grzybową, pomidorową i naleśniki z serem.

Na wyprawę zawsze zabieram

Amol (działa na wszystko, zapobiega również niestrawności - po każdej kolacji w dalekich miejscach piję szklankę wody z Amolem), szorty na spacery oraz długie spódnice i wydekoltowane bluzki, które wkładam na wieczór. No i oczywiście książkę, notatnik i długopis - bez nich byłabym nieszczęśliwa.

Nigdy więcej nie powrócę do...

Stambułu i Singapuru. Podróż do Singapuru była długa - miejsce ładne, ale niesprzyjające, wielki kontrast z luzem Ameryki. Oszukano nas w sklepie ze sprzętem fotograficznym, czuliśmy się naciągani. Stambuł odwiedziłam jako bardzo młoda osoba, czułam się źle, niepewnie, atmosfera nie była przyjazna. Nie oswoiłam sobie tego miasta w żaden sposób i chyba nie dam mu drugiej szansy.

Wkrótce będę w drodze do...

Nieborowa. Będę tam redagować książkę o Indianach, którą właśnie skończyłam ("Otwartą ranę Ameryki" wydrukuje jesienią Wydawnictwo Debit). Myślę o tym eleganckim miejscu z radością, będziemy z mężem zabierać nasze dwa koty na spacery do nieborowskiego parku.

Wymarzony cel podróży

Seszele, Galapagos, Belize, Emiraty, Syria. Pociąga mnie egzotyka tych miejsc i opowieści znajomych. Syn poleca mi Indie, po których wędrował trzy razy po trzy miesiące. Namawia zwłaszcza na wyprawę do Radżasthanu - w Udajpurze i Bikanerze można pomieszkać w pałacach jak z bajki, a nad świętym jeziorem Pushkar zobaczyć listopadowy targ wielbłądów.

*Aleksandra Ziółkowska-Boehm w latach 1972-74 była asystentką i sekretarką Melchiora Wańkowicza; autorka książek m.in. "Blisko Wańkowicza", "Ulica Żółwiego Strumienia", "Kaja od Radosława", "Podróże z moją kotką"

poniedziałek, 11 lipca 2016

Gmina Slawno - Honorowe Obywatestwo, Kunice - Szkola im. Wandy i Henryka Ossowskich



http://ugslawno.pl/portal.php?aid=news&news=1415268405545b4835e99bb.



http://bip.ugslawno.pl/uploads/pub/pages/page_1077/text_images/356.pdf


Wypowiedź Marii Szczegielniak na uroczystości nadania Obywatelstwa Honorowego Gminy Sławno:
„Chcę powiedzieć o tym, czym są dla nas książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm, i czego nas uczą, bo każda książka czegoś uczy, i to każdego, bez względu na wiek czytającego.

Przypomnę o spotkaniu w szkole w Kunicach w maju 2014 roku. Hasłem tego spotkania były słowa zaczerpnięte z książki „Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon”, i brzmiały:” Na losach konkretnych ludzi uczyłam się niemal na nowo historii Polski”. My, czytelnicy, na losach bohaterów książek Ziółkowskiej-Boehm tez uczymy się historii.

„Kaja od Radoslawa czyli historia Hubalowego Krzyża.” Jakże z tej książki można wiele się nauczyć o Powstaniu Warszawskim. Jest w niej zdanie, na które warto zwrocić uwagę. Są to słowa , które wypowiedziała Autorka do swojego mąża ma pogrzebie Kai. Powiedziała ...”Przyjaciele i znajomi odchodzą, a z nimi historia pokolenia”. To prawda, że ludzie odchodzą, bo odchodzenie wpisane jest w życie każdego człowieka, ale historia pokolenia tak naprawdę nie odchodzi i to dzięki takim pisarzom, jak Aleksandra Ziółkowska-Bohem, którzy potrafią tę historię zatrzymać na kartach swoich książek.

Romuald Rodziewicz historię swojego życia powierzył Ziółkowskiej i powstała książka „Z miejsca na miejsce. W cieniu legendy Hubala”. Przeżycia Rodziewicza związane z jego pobytem w oddziale majora Hubala, to część historii tego oddziału. Trafny tytuł wybrała autorka do tej książki, bo każdy, kto ją przeczyta bez trudu zorientuje się, że życie Rodziewicza „to rzeczywiście była wieczna wędrowka z miejsca na miejsce”.

Ewa Bąkowska, córka ostatniej właścicielki Kraśnicy, historię swojej rodziny również powierzyła Aleksandrze Ziółkowskiej. Na podstawie tej historii Pani Aleksandra napisała książkę „Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon”.

Te trzy wymienione książki są nam szczególnie bliskie, bo poruszane w nich wątki historyczne dotyczą między innymi naszej Ziemi Opoczyńskiej, naszej Małej Ojczyzny. Nie chcę, aby to, co powiedziałam zabrzmiało zbyt górnolotnie, ale ta ziemia jest naszą Małą Ojczyzną, o którą musimy wspólnie dbać i w miarę mośliwości promować ją. Dziś należy to powiedzieć, a nawet wiele razy powtórzyc, że swoje zasługi dla promowania naszej Małej Ojczyzny ma również Aleksandra Ziółkowska. Chcę także podziękować za życzliwość i serdeczność, z jaką odnosi się Autorka do zwykłych ludzi spotkanych na swojej drodze, czego mogliśmy wielokrotnie doświadczyć podczas spotkań.”
Maria Szczegielniak, 29 października 2014, Kunice, gmina Sławno, powiat Opoczno, woj. Łódzkie

***

Honorowy Tytul Przyjaciela Szkoly,

Kunice, 20 maja 2016





*

2016 - Medal z okazji XXV-Lecia Samorzadu Gminy Slawno

16 pazdziernika 2015