czwartek, 23 lipca 2015

Ksiegarnia MDM Koszykowa 34/50 Warszawa 18 maja 2015

Spotkanie autorskie
Orgnizator: Janina Klat
Ksiegarnia MDM uk Koszykowa 34/50
Warszawa

18 maja 2015 godz.18:00
Spotkanie autorskie, Prowadzenie Barbara Wachowicz


ZAPROSZENIE: 


KSIĘGARNIA DOM KSIĄŻKI MDM 
WYDAWNICTWO „ISKRY”
ZAPRASZAJĄ NA SPOTKANIE AUTORSKIE


ALEKSANDRY
ZIÓŁKOWSKIEJ-BOEHM

Autorki cyklu książek o Melchior ze Wańkowiczu, losach emigrantów polskich w Ameryce, Zesłańców Syberyjskich, Powstańców Warszawskich, Bohaterów bitwy o Monte Cassino.
Laureatki Złotego Exlibrisu, Nagrody Stanu Delaware, Medalu Ignacego Jana Paderewskiego.
Wieczór prowadzi Barbara Wachowicz
Dnia 18 maja 2015 (poniedziałek), godzina 18:00
Księgarnia Dom Książki MDM
Ul. Koszykowa 34/50

Wańkowicz i jego otoczenie… Byłam cząstką tego otoczenia… Życie w bliskości Wańkowicza nigdy nie było nijakie, zawsze intensywne, nasycone barwą…”Aleksandra Ziółkowska-Boehm „Blisko Wańkowicza”



















Aleksandra Ziółkowska-Boehm z mężem Normanem 
organizowali 
Kościuszkowski wieczór Barbary Wachowicz w Filadelfii.

***********************************************











Dr. Andrzej Żak, dyrektor CAW (Centralnego Archwium Wojskowego) , zabrał głos
Dr Andrzej Czesław Żak (dyrektor CAW, Centralnego Archiwum Wojskowego) zabrał głos
 





od lewej: 
Mirela Tomczyk, Aleksandra Ziółkowska-Boehm, Barbara Wachowicz, Mira Puacz, Janina Klat, Małgorzata Prokop
















środa, 15 lipca 2015

Barbara Wachowicz "Ziele nie zszarzeje", LIST DO PANI Nr 7/8 (236) 2015, str. 28-30

Miesięcznik Polskiego Związku Kobiet Katolickich
LIST DO PANI,
Nr 7/8 (236) 2015, str. 28-30

Barbara Wachowicz: "Ziele nie zszarzeje"

http://pisarze.pl/index.php/publicystyka/12657-barbara-wachowicz-ziele-nie-szarzeje.html



http://www.gazetagazeta.com/2015/12/ziele-nie-szarzeje-2/



.




.






































[SAM  TEKST:]


Barbara Wachowicz    

„Ziele nie szarzeje”


„Ziemia polska jest nasiąknięta zapachami, dźwiękami, błyskami splecionymi przez dzieje, których nikt nie wypleni… Poszukuję tematów bohaterskich o ludziach, którzy trwali i przetrwali”. Owe słowa ostatniego co tak pióro wodził – Melchiora Wańkowicza można także uczynić mottem twórczości Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm, świetnej asystentki i sekretarki autora „Ziela na kraterze”, którą wszyscy przyjaciele do grona których mam szczęście się zaliczać nazywają serdecznie Oleńką.
            Oleńka. Serdeczność i ciepło, a zarazem żelazna dyscyplina, nieprawdopodobna pracowitość i precyzja działań. Blask, urok i czar, a zarazem bogactwo tematów, poszukiwań, odkryć. Laureatka wielu prestiżowych nagród, wśród których jest „Złoty Exilibris” Książnicy Pomorskiej, Medal Ignacego Jana Paderewskiego przyznany przez Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, Arts Award in the Literature Stanu Delaware… Autorka kilkudziesięciu rewelacyjnych książek poświęconych sławnym Polakom na emigracji, bohaterom Powstania Warszawskiego, a nade wszystko Melchiorowi Wańkowiczowi. Stypendystka wielu reprezentacyjnych fundacji – kanadyjskich, brytyjskich, amerykańskich. Doktor Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka współpracująca z czołowymi pismami polskimi, kanadyjskimi, amerykańskimi.
            A była skromną studentką wydziału polonistyki Uniwersytetu Łódzkiego.
           
„Świadomość istnienia Boga”
W jakim wyrosła domu? Ojciec – Henryk Ziółkowski herbu Korczak, Wielkopolanin, żołnierz 31.Pułku Strzelców Kaniowskich i działacz Obozu Wielkiej Polski, wierny miłośnik historii i literatury. Matka – Antonina z domu Laśkiewiczówna marzyła (jak napisze Oleńka w swojej autobiografii „Ulica Żółwiego Strumienia”) – żeby mieć córkę „która by się dobrze uczyła, miała ciekawy zawód, interesujące życie i aby poznała świat”. Wszystkie te marzenia matczyne miały się spełnić. Oleńka podaje swoją listę wdzięczności. Co zawdzięcza? „Mamie – ducha pobożności i dobroczynności. Ojcu (którego pamięci zadedykowała „Drugą bitwę o Monte Cassino”) – umiłowanie książek i wagę prawości człowieka. Braciom – poczucie bezpieczeństwa i to że zawsze może na nich liczyć. Synowi Tomkowi – tkliwość i odpowiedzialność. Melchiorowi Wańkowiczowi – zainteresowanie światem i ważność pracy”.
            O swych latach dziecięcych Oleńka pisze: „Całe wspomnienie dzieciństwa to kościół. Już jako trzyletniej dziewczynce Mama wplatała mi we włosy białą kokardę, ubierała w białą sukienkę z falbankami, zawieszała koszyk z kwiatkami”. I tak mała dziewczyneczka szła w procesji Bożego Ciała. Dom żył obyczajem staropolskim, szlachetnym rytmem świąt. Boże Narodzenie to był opłatek, uroczysta wigilia, pasterka w Łódzkim kościele Dobrego Pasterza. „Małej dziewczynce wydawało się, że Pan Jezus urodził się gdzieś w Polsce, w małej stajence na wsi” – wspomina Oleńka. Kiedy zwiedziła po raz pierwszy Betlejem opowiada: „Byłam bardzo przejęta odwiedzając Bazylikę Narodzenia prowadzącą do Groty Narodzenia. Wzruszyłam się znajdując polskie akcenty w Palestynie, stacje Drogi Krzyżowej w Jerozolimie, pomnik z płaskorzeźbami Matki Boskiej Częstochowskiej w Tyberiadzie na dziedzińcu kościoła Świętego Piotra Rybaka wzniesionym w 1945 roku przez żołnierzy 2. Korpusu, wizerunek polskiej Madonny w otoczeniu Mieszka I i Dąbrówki w sanktuarium Zwiastowania w Nazarecie”. W dniu święta Trzech Króli matka Oleńki zakreślała kredą na drzwiach inicjały imion Kacper, Melchior i Baltazar, co miało uchronić dom od nieszczęścia.
            Wielkanoc rozdzwoniona pieśnią Alleluja „obwieszczała światu cudowną nowinę o powstaniu z martwych Jezusa Chrystusa. Wydarzenie to jest esencją wiary wszystkich chrześcijan i leży ono u podstaw istnienia naszej religii. Radosny śpiew «Te Deum» – «Ciebie Boże wychwalamy»”. To ulubiona pieśń Oleńki do dziś. Jako dziewczynka wędrowała w pielgrzymce do Częstochowy. „Świadomość istnienia Boga jest silna we mnie i może to jest rodzajem łaski? Wiara, religia, obrządki kościelne – z tym rosłam”.
            Rosła także na literaturze ojczystej. „Ojciec mawiał, że książki są czymś wielkim. Są życiem, sercem i centrum przemijającego czasu”. Przeżyła z braćmi prawdziwą „epokę Henryka Sienkiewicza” – „Z pałającymi policzkami i wstrzymanym oddechem całymi dniami czytałam przygody Skrzetuskiego, Kmicica, Wołodyjowskiego. Moje koleżanki kochały się w chłopcach, ja kochałam się w bohaterach literackich”. Jej starszy brat otrzymał imiona Henryk Andrzej na cześć autora „Trylogii” i bohatera „Potopu”. Jej młodszy brat Krzysztof został ochrzczony na cześć Kolumba. Nie wiedzieli ilu odkryć w Ameryce dokona ich utalentowana siostra.

Najbliżej Wańkowicza

            Wieczory u Pana Melchiora Wańkowicza na Puławskiej. Zapraszał nas – ku wielkiej radości – na stole zawsze stały przygotowane talerzyki dla ewentualnych gości. Był samotny. Utracił obie córki. Krysia zginęła w Powstaniu, Marta została w Ameryce i była jego wielkim rozczarowaniem. Odeszła z tego świata żona – legendarny, ukochany Królik.
            I oto promienny kontrast – dom na Studenckiej, odblask Domeczku z „Ziela na kraterze” – barwy, uśmiech, Oleńka. To ona opromieniła swą osobowością, opieką i sercem ostatnie lata autora „Ziela na kraterze”. Zgłosiła się do najpopularniejszego podówczas pisarza polskiego z drżeniem serca podjąwszy jako temat pracy magisterskiej jego twórczość. Pan Melchior przyjął studenteczkę  z dużym dystansem. Zaznaczył, że ma 45 minut czasu i krytycznie zaczął sondować jej wiedzę. Oleńka przezornie miała ze sobą eseje jakie już poświęciła twórczości Wańkowicza. Z 45 minut zrobiły się godziny i tak to się zaczęło…
            W swej pierwszej książce „Blisko Wańkowicza”, która momentalnie podbiła czytelników, Oleńka opowiada o dniach przeżytych z Melchiorem Wańkowiczem wśród pachnących żywicą lasów nad Liwcem, w domu na Studenckiej, który pisarz zdołał zbudować na ostatnie lata swego życia. Odbywały się tam spotkania ze starymi przyjaciółmi, wyprawy na kiermasze łączące, jak wspomni Oleńka, „wielką radość z wielkim utrudzeniem”. Zakres prac młodziutkiej magistrantki był olbrzymi – żmudne zbieranie materiałów, obowiązek adiustacji, nagrywania, przepisywania, porządkowania biblioteki, organizowania archiwum, czuwania nad obfitą korespondencją. W obu Wańkowiczowskich książkach, bo obok „Blisko Wańkowicza” pojawi się potężny tom „Na tropach Wańkowicza po latach”, są wedle autorki „próby poszukiwania prawdy o Wańkowiczu jako pisarzu i jako człowieku”. To znakomita, wnikliwa charakterystyka sławnego pisarza, u boku którego życie było intensywne i różnobarwne. Sędziwy autor „Strzępów epopei” opowiadał Oleńce o jego trudnościach i bólach, i jak je przezwyciężał. „Chciał pokazać, że życie nie jest szare ani różowe, że jest często takie, jakie mu się samemu kolor i sens nada”. Życie w aurze Wańkowicza było pełne kolorów. Żmudny trud Oleńki, jaki włożyła w ostatnią książkę mistrza „Karafka La Fontaine’a” został sowicie nagrodzony – Wańkowicz uroczyście zadedykował tę niezwykłą rozprawę między innymi na temat urody języka polskiego – „Mojej sekretarce magister Aleksandrze Ziółkowskiej”.
            Pani magister w znakomitym rozdziale „Na końcu języka” analizuje „Karafkę” ów fascynujący „autokomentarz na temat własnej metody twórczej i warsztatu pisarskiego”. Wspaniałe bogactwo Wańkowiczowskiego słowotwórstwa przywołuje Oleńka cytując jego „inwokację do języka”. Pisze Wańkowicz: „Myślę o nim jak w najcięższych chwilach ten niezauważalny, bo nieodłączny towarzysz podbiega z rozstrzygającą pomocą: słowem, tak siedzącym w celu, że wzruszenie wpływa na jego soczystość, słowem – patosem, że nagle staje się cisza, słowem – komikiem, który rozrzedził patos, (…) słowem z lamusa wydobytym jak zardzewiały brzeszczot, słowem – wspomnieniem pachnącym saszetkami z heliotropu”.
            Jest nieskończenie wiele motywów Wańkowiczowskich analizowanych z pietyzmem przez Oleńkę. Rewelacją stały się jej odkrycia dokonane w Instytucie Pamięci Narodowej – donosy agentów Urzędu Bezpieczeństwa tropiących dosłownie każdy krok sławnego pisarza, relacja na temat procesu jaki wytoczono autorowi „Monte Cassino” w roku 1964 z artykułu „dekretu o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa”. Akt oskarżenia zarzucał Wańkowiczowi, że przemycił za granicę maszynopis zawierający „fałszywe informacje oczerniające Polskę Ludową”. Po latach, kiedy w roku 1990 Sąd Najwyższy w procesie rehabilitacyjnym wydał wyrok uniewinniający, Oleńka dotarła do prokuratora, który brał udział w procesie Wańkowicza i przeprowadziła z nim pasjonujący wywiad. Ona także przytoczyła przykłady jak dalece pisarz hojnie wspierał działania polskiej opozycji politycznej. Oleńce zawdzięczamy także bezcenne dokumenty czym dla Polaków z Warmii i Mazur stała się książka „Na tropach Smętka”. Przywołała dedykację więźnia łagru, który napisał do Wańkowicza, że jeden z towarzyszy jego niedoli „wykazał bezprzykładny hart ducha i szlachetność serca, dzieląc się ze mną pajdą razowego, na wagę złota cenionego chleba, pod warunkiem, iż po powrocie do Kraju ofiaruję mu pańską książkę «Na tropach Smętka»”. Córka jednego z bohaterów „Smętka” napisała Wańkowiczowi: „Kiedy Niemcy wyrzucili nas matka wzięła ze sobą tylko tę książkę. Umiałam ją niemal na pamięć. Ileż Panu zawdzięczam w tych latach nocy i pogardy. Ile siły i miłości Polski czerpałam z tej książki!”.
Na wieczorze Oleńki Ziółkowskiej-Boehm w warszawskiej księgarni podczas jej ostatniego pobytu w Polsce powiedziałam, że koniecznie powinna napisać jeszcze książkę o listach do Wańkowicza. (Pisarz w testamencie zostawił Oleńce całe swoje archiwum). W książce o nim cytuje niektóre z tych niezwykłych cimeliów poczynając od antologii nieprawdopodobnych adresów: „Melchior Wańkowicz. Warszawa” z dopiskami na kopertach: „(resztę powinien znać każdy warszawski listonosz)”, „Każde dziecko wskaże”, „Polski Pisarz Narodowy”, „Wielmożny Pan Melchior Wańkowicz  – potężny utalentowany pisarz, myślący, mądry, zacny, Polak i człowiek!”.
            Zacytowała Oleńka także wiersz, który ucieszył adresata:
Mistrzu Niepowtarzalny, Wirtuozie pióra,
Pejzażysto barw, światłocieni słów,
Kronikarzu doli człowieka,
Uśmiechów, radości i łez.
Nad Tobą czas się nie zamknie,
Pióro nie ostygnie,
Karafka nie wyschnie,
Ziele nie zszarzeje.
            To wielka zasługa Oleńki, że barwy „Ziela” nie szarzeją. Dzięki jej niestrudzonym wysiłkom ukazała się korespondencja Melchiora Wańkowicza z żoną. Oleńka napisała to, że Wańkowicz „kochał kobiety jak kwiaty”. Cytuje też słowa profesora Tatarkiewicza z rozprawy „O szczęściu”, iż „szczęście mężczyzny polega na właściwej kobiecie”. Pani Zofia Wańkowiczowa, jako młoda matka, pisze: „W listach Melka jest głęboka miłość do nas wszystkich trzech. Jest prawda i prawość. Wzruszająca czułość, troskliwość i delikatność. Strzeże w nich godności naszego życia”. My, wierni czytelnicy „Ziela na kraterze”, niezłomnie w tę miłość wierzymy.
            Finałowym akordem dzieł Oleńki poświęconych Wańkowiczowi jest jej świetna książka, która ukazała się po angielsku w Ameryce. Udało jej się uchwycić wszystkie cechy wspaniałej osobowości pisarza, który mówił o sobie: „Uprawiam pisarskie zielarstwo. Zbieram żywokost, rumianek, chodzę o świcie po rosie, jeszcze przy księżycu. To moje farby, kolory, zapachy. To zew krwi, pożywienia, tradycji…”.

Modlitwy Oleńki

Bohaterowie Wańkowicza otrzymali od Oleńki przedłużenie swego życia. Dowiedzieliśmy się dzięki jej książkom jaki był los Hubalczyków, takich jak Rodziewicz, Alicki, Szymański – bohaterowie rozdziału „W cieniu legendy Hubala”, z książki „Lepszy dzień nie przyszedł już”, bohaterowie bitwy o Monte Cassino, bohaterka Powstania Warszawskiego „Kaja od Radosława”, która przez 54 lata chroniła Hubalowy Krzyż Virtuti Militari. Wańkowicz opisując losy żołnierzy polskich po wojnie powiedział: „Ciężko jest żołnierzowi zamienić sztandary na szuflę, zwłaszcza obcą. Ciężko jest pisarzowi, który pisał jak sztandary łopoczą na wichrze, zejść do dławiącej w gardle szarości”. Opisując losy Hubalczyków Oleńka odnalazła wiele niezwykłych kolorów w tej szarości, do której zepchnął ich los. Jest w jej książkach cała plejada naszych rodaków, którzy zapisali najpiękniejsze karty życia w Polsce i poza jej granicami.
Oleńka mieszka w Stanie Delaware ze swoim mężem Normanem Boehm, kuzynem sławnej aktorki Ingrid Bergman. To bardzo szczęśliwe i udane małżeństwo. Miałam szansę obserwować Normana i wzruszać się jego opiekuńczością, tkliwością i adoracją jakie okazuje żonie. Jest także Oleńka szczęśliwą matką Tomka, który zrobił światową karierę jako wybitny fotograf i dziennikarz. Potrafi napisać na Dzień Matki: „Najukochańsza Mamo – kocham i dziękuję za wszystko”.
Oleńka ma swoją własną modlitwę: „Dzięki Ci Boże za życie, za zdrowie, za łaski, za Tomka, Rodziców, Rodzinę, Normana, dom rodzinny, za ludzi, którzy mnie kochali, którzy mi pomogli, za brak wojen i klęsk wokół mnie, za przyrodę, słońce, las, oceany, za dobre myśli, za to, że ból zapomniałam, że dane mi było kochać”…
I jest jeszcze jedna piękna modlitwa Oleńki, która zwiedziła dziesiątki krajów świata. Oto co pisze jadąc drogami Teksasu: „I przypominam sobie pola i lasy w Lipcach Reymontowskich, szum dojrzałego zboża, smak rozgrzanych jagód, jeżyn zrywanych w Radziejowicach, śpiew ptaków w Lesie Kabackim, ciszę i urok Parku Wilanowskiego, białe brzozy w Nieborowie, kształt drzew w Łazienkach, zapach bzu i jaśminu z ogrodu mojego dzieciństwa, zapach powietrza w Tatrach po deszczu”. To jest wielka tajemnica przemożnej polskości, której wiernym ambasadorem jest Aleksandra Ziółkowska-Boehm.





  
Podpis pod zdjęcia:

001. Najbliżej Wańkowicza… Oleńka zastąpiła mu utracone córki.

002. Aleksandra Ziółkowska-Boehm z mężem Normanem organizowali Kościuszkowski wieczór Barbary Wachowicz w Filadelfii.

003. Szczęśliwa trójka – Oleńka z mężem Normanem i synem Tomkiem.

  Najbliżej Wańkowicza… Oleńka zastąpiła mu utracone córki.

. Aleksandra Ziółkowska-Boehm z mężem Normanem organizowali Kościuszkowski wieczór Barbary Wachowicz w Filadelfii.



            003. Szczęśliwa trójka – Oleńka z mężem Normanem i synem Tomkiem.

Kaja od Radosława czyli historia Hubalowego Krzyża - Rysunki dzieci z Ośrodka Dzieci Słabosłyszących w Warszawie ul.Zakroczymska 6

Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Słabosłyszących im. Ottona Lipkowskiego, ul. Zakroczymska 6, Warszawa.

Rysunki dzieci do książki KAJA OD RADOSŁAWA czyli Historia Hubalowego Krzyża
Książka ma drugie wydanie,
a takze wydanie w e:book.

Są dodane obrazy malowane przez dzieci z Ośrodka na ulicy Zakroczymskiej, jest wiek podany (10-16lat),
Do każdego obrazu dzieci dały zdania z książki....


.

.


.


.



.
.

.
.

.
.
.

.

.


.

.

.

.
 .


.






.
.
.
.
.
.

.
.
.

.
.

.

.





...PRAWDA, ZE PIĘKNE ?

Wykonaly je dzieci ...
(i zrobily tez przedstawienie)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Beata Bednarz: Szczur w antykwariacie, Na tropach Wańkowicza po latach


"Mistrz i ojciec polskiej opowieści reportażowej oraz twórca literatury patriotycznej. Korespondent wojenny, którego opisy bohaterskich walk Polaków na Westerplatte, oddziału majora Henryka Dobrańskiego oraz II Korpusu we Włoszech krzepiły w latach komunizmu („podbijał narodowy bębenek”). Najwybitniejszy i najpopularniejszy pisarz doby przedwojennej i powojennej. Demaskatorski publicysta. Dumny Kresowiak. Globtroter. Wielki indywidualista, na każdym kroku ujawniający wręcz magnackie sobiepaństwo. Tytan pracy. Człowiek niezwykle przedsiębiorczy (miał żyłkę do biznesu, o czym świadczy sukces założonego wspólnie z Marianem Kirsterem w 1924 roku Towarzystwa Wydawniczego „Rój”). Kochający i troskliwy mąż i ojciec, który stracił starszą córkę w Powstaniu Warszawskim. W PRL otoczony gęstą siecią donosicieli. Żarliwy patriota. Większość jego kultowych książek przedstawia losy Polaków w pierwszej połowie XX wieku. Przyjaciele i znajomi wspominają wyjątkowe poczucie humoru oraz barwną osobowość. Ciągle udoskonalał swój warsztat pisarski. Dbał o sprawy materialne, by mieć komfortowe warunki do pisania. Bywał oszczędny, ale i szczodry, np. wspierał hojnie i bez rozgłosu antykomunistyczną opozycję. Miłośnik życia, czerpiący z niego garściami i tryskający optymizmem mimo przeciwności i trudnych wojennych doświadczeń. Kochał przebywać wśród ludzi, potrafił ich słuchać, a rozmowy swoje nazywał sondowaniem duszy. Agnostyk, choć wychowany jako katolik i bardzo przywiązany do tradycji. Taki wizerunek Melchiora Wańkowicza wyłania się z książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm − spadkobierczyni jego ogromnego archiwum.
*
 […] interesujący człowiek, monumentalny pisarz - tak popularny i tak słabo znany i rozumiany - słowa puentujące jeden z najbardziej przejmujących rozdziałów książki najlepiej odzwierciedlają zamierzenia autorki, która za główny cel postawiła sobie przede wszystkim przybliżenie czytelnikom sylwetki Melchiora Wańkowicza. O jednej z największych indywidualności polskiej literatury w ostatnich dwudziestu latach mówi i pisze się bowiem zbyt mało. Na tropach Wańkowicza...to dowód wielkiej empatii, literaturoznawczej dokładności oraz obiektywizmu, a także osobiste świadectwo wchodzenia w życie Melchiora Wańkowicza z tym specyficznym rodzajem zaangażowania, w którym czają się i ciekawość, i podziw, i niepokój czasem, bo odkrywać można wciąż wiele i są ślady, którymi nikt wcześniej nie podążał lub po prostu się urywają.

Aleksandra Ziółkowska-Boehm pieczołowicie rekonstruuje losy pisarza rodem z Mińszczyzny, pokazuje jego artystyczną drogę, a przede wszystkim osobowość tej niezwykłej, elektryzującej postaci. Portretuje również utrwalone w jego przejmujących wspomnieniach: Szczeniących latach i Zielu na kraterze, postacie żony i córek: Królika (Zofii), Don Kichota (Krystyny) i Sancho Pansy (Marty). Przywołuje opinie krytyków twórczości, poznajemy także przyjaciół (np. Pawła Jasienicę), reakcje środowiska literackiego czy emigracyjnego, w którym nie brakowało zwykłych zazdrośników o jego gigantyczny sukces wśród czytelników. Dużo w tej książce odniesień do twórczości, fragmentów dzieł i korespondencji, nie brakuje też zdjęć z całego życia Wańkowicza, stale cieszącego się wielką popularnością, z której znakomicie potrafił korzystać, wpływając na czytelników i na różne środowiska, również polityczne. Aleksandra Ziółkowska-Boehm poznała córkę Wańkowicza, Martę Erdman („ostatnią z Domeczku”), a także ludzi, którzy byli mu bliscy albo którzy go zawiedli, np. Kazimierza Koźniewskiego - przedwojennego przyjaciela jego córek, a po wojnie donosiciela na ich ojca (bardzo interesujący jest wywiad z nim przeprowadzony przez autorkę 7 lutego 1990 roku). Zadziwia ogrom pracy włożonej w opisanie życia i dorobku króla reportażu. Czytelnik otrzymuje pieczołowicie prześledzone losy nie tylko autora Bitwy o Monte Cassino, ale także bliskich pisarza, ich dramatyczne przejścia w trakcie drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu.
W tej książce Aleksandra Ziółkowska-Boehm jest śledczym, reporterką, dokumentalistką, researcherką i krytykiem literackim równocześnie. Z pietyzmem, posiłkując się dokumentami  i listami, odpiera różne zarzuty, podważa ich wiarygodność, np. podejmuje polemikę ze Sławomirem Cenckiewiczem, który w tekście Melchiora Wańkowicza kręta droga do Polski Ludowej próbował dowieść, że Wańkowicz został przez komunistów uwiedziony, a nawet przekupiony. Dowodem miała być willa „ofiarowana w hołdzie Wielkiemu Pisarzowi przez komunistów”. Aleksandra Ziółkowska-Boehm przypomina w tym kontekście, że tekst historyka wywołał protest m.in. Jana Sawy, który doglądał budowy domu na ulicy Studenckiej. To sprostowanie ukazało się w „Biuletynie IPN”, gdzie pierwotnie opublikowano artykuł Cenckiewicza. Dużo miejsca poświęca Aleksandra Ziółkowska-Boehm epizodom, mniej do tej pory badanym przez biografów. Drąży głębiej w wątki z życia Wańkowicza, które dotąd nie zostały szerzej opisane, np. kwestię jego stałej pomocy finansowej dla represjonowanych w PRL opozycjonistów, współpracy z Jerzym Giedroyciem czy choćby uwięzienia pisarza i przebiegu jego słynnego procesu w 1964 roku.

Dużo materiałów przyniosło Aleksandrze Ziółkowskiej-Boehm bogate archiwum, do którego miała i ma nadal nieograniczony dostęp, odkąd pisarz zapisał swojej sekretarce w testamencie (autorka była asystentką Wańkowicza przez ostatnie dwa lata jego życia). Dowody tego mamy w książce, sporo tu ciekawych drobiazgów, anegdot, potwierdzonych, wcześniej istniejących jako plotki, informacji. A skoro o anegdotach mowa, to warto wspomnieć, że Aleksandra Ziółkowska-Boehm włączyła do swojej publikacji niezmiernie ciekawe relacje małżeństwa poznanego w trakcie jednego ze spotkań autorskich. Janina i Henryk Trebertowie w czasie swoich młodzieńczych wakacji (było to w 1932 roku) przypadkowo poznali autora Na tropach Smętka. Dzięki spisanym przez nich wspomnieniom możemy się dowiedzieć, jak humorystycznie przebiegała pierwsza w życiu Melchiora Wańkowicza wyprawa kajakowa rozpoczęta od Słonima (obecnie miasta na Białorusi w obwodzie grodzieńskim, przy ujściu Issy). Oto fragmenty:

[…] Rano prawie jednocześnie zwijaliśmy nasze obozy. Przypływa swoją „Kuwaką” nieco zasapany Wańkowicz - czyżby znowu kłopoty z prymusem? Ale nie. „Kochani, ratujcie, prymus palił się wspaniale, ale nie mogę dać sobie rady z upchnięciem całego majdanu do kajaka!”[…] Było to jedno pasmo uciech, płynęliśmy już wolniej, a Wańkowicz od czasu do czasu strofował żonę: „Machaj mocniej wiosłem - patrz, Króliku, jak oni szybko płyną”, a sam niewidoczny dla żony, pluskał tylko głośno wiosłem, szelmowsko uśmiechając się do nas. Wańkowicz towarzyszył nam zawsze przy zakupach mleka czy jajek w nadbrzeżnych wioskach. Byliśmy wręcz zafascynowani jego umiejętnościami nawiązywania kontaktu z ludnością. Z błahych na pozór rozmów wyławiał wszystko, na czym mu zależało; było to, według jego określenia, sondowanie dusz. […] Panu Melchiorowi spływ wyraźnie się spodobał. Już w następnym roku z córką Tirliporkiem wędrował po ziemi mazurskiej, a owocem tej wędrówki była głośna i wstrząsająca książka „Na tropach Smętka”, wydana w 1936 roku”.

Melchior Wańkowicz ma dużo warstw jako jedna z największych postaci polskiej literatury. Był nie tylko pisarzem, ale i intelektualistą, którego teksty zawsze wzbudzały niemałe zainteresowanie i dyskusje. Aktywnie angażował się w bieżące polskie sprawy, na przekór wszystkiemu i wszystkim. Nie pozwalał na to, by go szufladkowano, trzymał się z dala od wszelkich koterii, chadzał swoimi ścieżkami, co musiało drażnić wiele osób. Aleksandra Ziółkowska-Boehm pokazuje wpływ jego biografii na twórczość, stara się wytłumaczyć pewne jego specyficzne konteksty, a także dlaczego tak wielu Polaków kochało lub nie znosiło pisarza. Próbuje także czasami rozbić prywatne sekrety, ale delikatnie, częściej jednak wchodzi w rolę krytyka literackiego oraz przywołuje poglądy innych badaczy twórczości autora Szczenięcych lat. Fragmenty dzieł wkomponowuje w życie Wańkowicza, pozostawiając je bez komentarza, by czytelnicy sami wyrobili sobie zdanie o nim i by zachęcić ich do lektury jego dzieł. To się udało autorce wręcz znakomicie, gdyż sama sięgnęłam po książki króla reportażu po przeczytaniu na Tropach Wańkowicza po latach. Warto bowiem skupić się na jego dziełach i ich przesłaniu.

Zarówno dzieje pisarza, jak i osobiste wspomnienia Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm ze spotkań z wielkim pisarzem to mieszanka faktów i podań, prawd i interpretacji, uchwytnych szczegółów i umykającej istoty zdarzeń. To kolaż prawdziwych wspomnień (nie tylko swoich) oraz potwierdzonych w różnych źródłach informacji, w tym także w przechowywanych w Instytucie Pamięci Narodowej teczkach, w których gromadzono nie tylko donosy, ale także różne uwagi i kłamstwa dotyczące Wańkowicza, a nawet jego sekretarki i asystentki. Książka jest raczej powieścią biograficzną niż klasyczną biografią. Jakby to powiedział mistrz autorki, stanowi mozaikę faktologiczną. Kamyczek do kamyczka i tak powstał spójny i arcyciekawy portret niepokornego i niezależnego pisarza."
Beata Bednarz, Szczur w antykwariacie, 4 lipca 2015