piątek, 24 marca 2017

Norman Boehm From a Small Town to the Big World Wywiad Joanna Sokolowska-Gwizdka








http://www.cultureave.com/z-malego-miasteczka-w-wielki-swiat/




Culture Avenue

Joanna Sokołowska Gwizdka



Z małego miasteczka w wielki świat

rozmowa z Aleksandrą Ziółkowską Boehm 

o wspomnieniach Normana Boehma.

Joanna Sokołowska-Gwizdka: Na początku 2017 roku w amerykańskim wydawnictwie Hamilton Books wyszły wspomnienia Pani męża Normana Boehma From a Small Town to the Big World (Z małego miasteczka w wielki świat). Nie każdy pisze wspomnienia, skąd u Normana taka potrzeba zapisywania obserwacji i wydarzeń ze swojego życia?
Aleksandra Ziółkowska-Boehm: Trochę było w tym mojej perswazji i pasji do pisania. Od lat mówiłam, że powinien napisać wspomnienia. Norman napisał we wstępie, że „Aleksandra go wciąż zachęcała”. Uważam, że każdy z nas ma swoją opowieść i może ją napisać opierając na własnym życiu. Każdy może napisać własne wspomnienie, biografię, pamiętnik czy historię rodzinną. Jak dalece chce, jak dalece potrafi, i czy będzie chciał i umiał poddać się dyscyplinie, to jest osobne zagadnienie.

JSG: Czy Norman Boehm prowadził regularny dziennik?
AZB: Nie prowadził dziennika. Zaczął pisać kilka lat temu, gdy byłam ponad rok na stypendium Fulbrighta. Na te stypendia jest zapraszana rodzina, Norman był ze mną. Kupiliśmy drugiego laptopa i zaczął pisać o swoim dzieciństwie, młodości, szkole, studiach, pracy za granicą. Pokazywał mi, zachęcałam, by rozwinął niektóre wątki, i tak się książka powolutku pisała.

JSG: Jaki był dom rodzinny Normana Boehma?
AZB: Norman był jedynakiem, miał szwedzko-niemieckie korzenie. Jego babcia (Blenda Bergman), przyjechała ze Szwecji, poznała emigranta z Niemiec (Carl Adalberta Boehm), i pobrali się. Ich jedyny syn, Normana ojciec, urodził się w Chicago. Rodzina przeniosła się na Wschodnie Wybrzeże i w niedużym miasteczku w stanie New Jersey urodził się Norman.

JSG: Napisała Pani piękną książkę o słynnej ciotce Normana Boehma, aktorce Ingrid Bergman. Czy w swoich wspomnieniach Norman poświęca jej dużo miejsca?
AZB: Norman oczywiście przywołuje spotkania ze swoją kuzynką Ingrid (w Polsce nazywano by ją ciocią). Ojciec Ingrid (Justus) i babcia Normana (Blenda) byli rodzeństwem.
W mojej książce Ingrid Bergman prywatnie (amerykańskie wydanie ukazało się pod tytułem Ingrid Bergman and her American Relatives) cytuję listy Ingrid do jego babci Blendy (ulubionej cioci Ingrid), do jego ojca, i także do Normana. Przywołuję jej wypowiedzi na temat Szwecji, Włoch, Ameryki. Piszę o jej małżeństwach, przede wszystkim, jak wielką pasją było dla niej aktorstwo. Książkę oparłam na rozmowach z Normanem, przeczytałam opublikowane książki na temat wielkiej aktorki, między innymi jej autobiografię (napisaną z Alanem Burgess) My Story.

JSG: Co spowodowało, że Norman Boehm zdecydował się na dalszą naukę z daleka od domu?
AZB: Jego ojciec uważał, że syn powinien wyjechać z małego miasteczka, poznać inne rejony wielkiej Ameryki. Po skończeniu szkoły średniej Norman wybrał studia na Uniwersytecie w Północnej Dakoce. Jechał trzy dni autobusem. Wiele osób okazało mu serdeczność, co zapamiętał na całe życie. Tęsknił za domem, ale - jak pisze - po pierwszej wizycie na święta, cieszył się, że wracał na uczelnię, gdzie miał kolegów, gdzie należał do honorowego studenckiego stowarzyszenia - fraternity: Alpha Tau Omega (ATO).

JSG: Norman Boehm, po ukończeniu chemii i kolejnych kursów prawniczych, spędził 23 lata poza Stanami Zjednoczonymi – 16 lat w Arabii Saudyjskiej, 4 lata w Londynie i 3 lata w Stavanger w Norwegii zarządzając budową szybów wiertniczych. Na czym polegała jego praca?
AZB: Był specjalistą od układania kontraktów, które dotyczyły między innymi właśnie budowy szybów wiertnicznych na oceanie. W Londynie nadzorował projekt North Coromorant, który w historii firmy Exxon jest uważany za „the most successful”, ukończono go wcześniej niż przewidywano, zmniejszono przewidywany budżet, i nie było żadnych „niespodzianek”.

JSG: Czy mieszkanie w krajach o różnych kulturach miało wpływ na poglądy Normana?
AZB: Ogromny. Pracowali z nim Arabowie, Palestyńczycy, Norwegowie, Anglicy. Cenił różne kultury i różnych ludzi. Zgromadzony przez niego szacunek dla „innych” został mu na całe życie.

JSG: Norman Boehm miał też pasje – gra na fortepianie i lotnictwo. Jak je realizował?
AZB: Był pilotem w amerykańskim NAVY, a po latach miał swój nieduży samolot (aeronca chief). Bardzo kochał latanie. O tym m.in. rozmawiał z  Donaldem Kutyną, amerykańskim 4-gwiazdkowym generałem, przez wiele lat szefem Air Force, który ma ogromne osiągnięcia. Napisałam o nim w książce The Roots Are Polish, ma bowiem polskie pochodzenie.
Jako chłopiec Norman przez osiem lat uczył się gry na forepianie. Uwielbiał muzykę Chopina (grywał np. „Walc minutowy”), Beethovena, Schuberta, Czajkowskiego. Grywał także popularne melodie, jak “Begin the Beguine”, “Adios”, “Granada”, “My Shawl”…  Do końca życia prawie każdego dnia grał na pianinie. Cały dom rozbrzmiewał muzyką... bardzo mi tego także brakuje…
JSG: Proszę opowiedzieć, jak się Państwo poznali.
AZB: Poznaliśmy się w Stanach, byłam wówczas na stypendium. Wymieniliśmy adresy i zaczęła się korespondencja. Telefonował co tydzień, kilka razy przyleciał do Warszawy. Niecały rok później w 1990 roku pobraliśmy się. Jest o tym rozdział w książce Barbary Henkel Bezpieczne związki (Wydawnictwo Nowy Swiat, 2003).
JSG: Czy zdecydowała się Pani na budowanie swojego życia w Stanach Zjednoczonych, właśnie ze względu na Normana?
AZB: Tak właśnie było - wyszłam za mąż i zamieszkałam z mężem w jego kraju, ale cały czas utrzymywałam i utrzymuję stały kontakt ze swoim. Zwykle dwa w razy do roku bywam w Polsce, ukazują się moje książki, mam ukochaną rodzinę i czytelników. Czeka też na mnie moje nieduże warszawskie mieszkanie, które bardzo lubię.

JSG: Jak pamiętam, Norman Boehm uczestniczył w Pani pracy, był zainteresowany polską historią, kulturą i reagował, gdy Polska, czy Polacy byli niesprawiedliwie oskarżani.
AZB: Reagował pięknie. Zabierał głos, gdy ukazywały się krzywdzące Polskę artykuły. Pisywał listy do redakcji pism, w których pojawiały się różne pomówienia. Włączył się także w akcję przekonywania amerykańskich senatorów do przyjęcia Polski do NATO. (Po śmierci Normana pięknie napisała o tym Anna Bernat dla PAP-u). W książce Jana Nowaka Jeziorańskiego Polska droga do NATO (Wrocław 2006, red. Dobrosława Platt, wstęp Jerzy Koźminski), są zamieszczone jego listy do senatora Joe Bidena (późniejszego wiceprezydenta), do senator Kay Bailey Hutchinson.  Norman stał się niemal „polskim patriotą”. Bardzo mnie to ujmowało i było ważnym aspektem w naszym wspólnym życiu.

JSG: Dzięki Pani pasji i pracy życie Normana stało się bogatsze o inną kulturę, którą pokochał jak swoją. Przyjeżdżał z Panią do Polski i Polskę poznał.
AZB: Bardzo lubił i cenił Polaków, uważał nasz naród za serdeczny, patriotyczny. O naszej historii dużo się ode mnie dowiadywał, bardzo miał piękne podejście do Polski. Żartuję czasami mówiąc, że nie znał polskiego, a ja nie tłumaczyłam mu różnych „polskich sporów”. Gdy pracował, przylatywał do Polski na krótko, zwykle dwa razy w roku. Gdy przeszedł na emeryturę – lecieliśmy oboje na siedem - osiem tygodni do Polski. Bywał na moich spotkaniach autorskich, lubił moją rodzinę, przyjaciół. Doskonale się w Polsce czuł. Wygłosił wykład na Politechnice Łódzkiej na temat etyki zawierania kontraktów. Jeździliśmy w różne miejsca, pokochał Zakopane. 



Z zabawnych anegdot opowiem jedną. W Zakopanem byliśmy na Gubałówce z Michałem Radgowskim, felietonistą "Polityki". Norman patrzył na panoramę gór pełen zachwytu. -Powiedz mu, że to są góry słowackie, powiedział Michał. -A po co?...Niech podziwia i myśli, że polskie, odpowiedziałam. Radgowski tak był...zaskoczony, że napisał o tym w felietonie.

Norman Boehm i Michał Radgowski


Gdy lecieliśmy oboje, towarzyszyła nam nasza kotka Suzy, a potem też drugi kot. Koty także dobrze się czuły w Warszawie (napisałam książkę Podróże z moją kotką, która miała też amerykańskie wydanie On the Road with Suzy from Cat to  Companion). Z naszą Suzy odwiedzaliśmy np indiańskie rezerwaty.

JSG: Wspomnienia Normana Boehma zostały opatrzone ciepłymi refleksjami jego przyjaciół, m.in. przywoływanego wczesniej generała polskiego pochodzenia, dowódcy Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej, Donalda J. Kutyny, czy Bruce’a E. Johansena, profesora na University of Nebraska. Pamiętam, że Norman miał też dobre relacje z Joe Bidenem, senatorem z Delaware, wiceprezydentem w rządzie Baracka Obamy. Czy dużo miejsca we wspomnieniach zajmują bliscy mu ludzie i przyjaźń?

AZB: Norman pisze o kolegach ze szkoły podstawowej, średniej, studiów, pracy, rodzinie. Napisał, jak zachwycił się Europą, po pierwszej pierwszej podróży na ten kontynent, jak inaczej przedstawiano ją w Stanach.
Napisałam do jego książki wstęp – między innymi jakim był człowiekiem prywatnie. Zacytowałam jego - naszych przyjaciół, m. in. znanego Indianina z Montany. Oboje z Normanem jeździliśmy do obu Dakot, Montany, wspieraliśmy szkoły indiańskie (St Labre, St Joseph i Red Cloud Indian School), Crazy Horse Memorial w Południowej Dakocie (gdzie przed laty mój stryj Korczak Ziółkowski zaczął rzeźbić w skałach wodza Crazy Horse). Norman jest obecny w mojej książce indiańskiej Otwarta rana Ameryki (amerykańskie wydanie Open Wounds A Native American Heritage).

JSG: Norman odszedł w maju 2016 roku. Czy przygotowywanie wspomnień do druku było dla Pani terapią?
AZB: Tak, praca nad wspomnieniami była swoistą terapią i swoistym ukojeniem. Żałuję, że Norman nie doczekał decyzji amerykańskiego wydawcy, że książki już nie zobaczył.

JSG: Czym dla Pani było dwadzieścia sześć lat życia z mężem Normanem?
AZB: Gdy się spotkaliśmy obydwoje byliśmy dojrzałymi ludźmi, umieliśmy docenić każdy wspólny dzień. Myślę, że w młodości często jesteśmy zapalczywi, niecierpliwi, wymagający. Oczekujemy więcej niż sami jesteśmy gotowi dać. Na wszystko trzeba dojrzałości. Z pokorą mogę powiedzieć, że nasze małżeństwo to był dar od Pana Boga.




poniedziałek, 13 marca 2017

Lynne Olson Those Angry Days


ODRA  NR 3, 2017, str 130-131



Lynne Olson -

Those Angry Days Roosevelt, Lindbergh, and America's Fight Over World War II, 1939-1941”

Random House, 2013 

Aleksandra Ziółkowska-Boehm


Ameryka przed przystąpieniem do drugiej wojny światowej


Lynne Olson, znakomita autorka publikacji historycznych, jest znana w Polsce z napisanej wraz z mężem, Stanley’em Cloud, książki „Sprawa honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski”. Czytając angielskojęzyczne wydanie („A Question of Honor. The Kościuszko Squadron: Forgotten Heroes of World War”) zwróciłam uwagę, że przytaczane polskie nazwiska i nazwy mają zachowaną pisownię polskich czcionek (rzadkie to zjawisko, jakże świadczące o staranności Autorów i Wydawnictwa).


Wydana w 2013 roku roku nakładem Random House „Those Angry Days Roosevelt, Lindbergh, and America's Fight Over World War II, 1939-1941” jest książką interesującą z wielu powodow (gorąco polecam jej wydanie w języku polskim). Autorka pisze o okresie, zanim Ameryka przystąpiła do drugiej wojny, pokazuje gorzkie, czasem wręcz brutalne zderzenie osobowości i idei, które podzieliły naród.
Lynne Olson w mistrzowski sposób przytacza debaty nad amerykańską interwencją w czasie II wojny światowej. W centrum kontrowersji stało dwóch najbardziej znanych ludzi w Ameryce: prezydent Franklin D. Roosevelt, który uważał, że należy interweniować i starał się uzyskać poparcie społeczne dla udzielenia pomocy Churchillowi; i lotnik Charles Lindbergh, który jako nieoficjalny lider i rzecznik zwolenników izolacji w Ameryce, ukazany jest jako najgroźniejszy przeciwnik prezydenta i jego chęci przystąpienia do wojny. Obydwaj mieli ogromny wpływ na opinię publiczną, ich rywalizacja miała gorzkie podłoże osobiste jak i polityczne. Roosevelt zrobił wszystko, co mógł, by zniszczyć reputację Lindbergha, natomiast Lindbergh oskarżył Roosevelta, że podważa demokrację.

Autorka pokazuje jak silne były wówczas nastroje antywojenne i proniemieckie. Lindberghowi stawiano wręcz zarzuty, że był sympatykiem nazistów. Amerykański pionier lotnictwa w 1938 roku odebrał medal od Hermanna Goeringa.
Lindbergh, pokazany jako największy antagonista Roosevelta, przedstawiony jest jako chłodny i beznamiętny realista, uważający, że Anglia nie miała wyboru, tylko uznać Trzecią Rzeszę. We wrześniu 1941 roku w Des Moines Lindbergh ogłosił, że "największe zagrożenie kraju leży w żydowskiej własności i ich wpływach w filmach, prasie i radiu, w rządzie. "

W książce jest 18-stronicowy rozdział zatytułowany „Setting the Ground for Anti-Semitism”, gdzie autorka pisze, że większość amerykańskich uniwersytetów, włączywszy niemal wszystkie „Ivy League”, miały „strict quota sytems” (numerus clausus) w przyjmowaniu Żydów na studia. Cytowany jest między innymi uniwersytecki dziennik „Yale Daily News” zamieszczający antysemickie komentarze. Autorka pisze, że nawet po ukończeniu studiów Żydzi mieli problemy ze znalezieniem pracy.

Lynne Olson przypomina, że Linbergh, który w 1927 roku jako pierwszy przeleciał samotnie nad Atlantykiem bez międzylądowania, był niezwykle popularny, ale unikał dziennikarzy, odmawiał odpowiedzi na pytania, prawie nie udzielał autografów i nie pozował do fotografii. Mieszkał z żoną w odosobnionym domu otoczonym lasem niedaleko Hopewell w stanie New Jersey. Dziennikarze ich nękali, przeglądali śmieci, ponoć jeden z nich zatrudnił się jako służący. Ten szczególny harrasment zamienił się pewnego dnia w tragedię. 1 marca 1932 roku 20- miesięczny synek Charlie (Charles Jr.) spał na piętrze, rodzice jedli kolację na dole. Dziecko zostało porwane. Dwa miesiące później zwłoki zostały odnalezione w lesie. Przez kolejne cztery lata media rozpisywały się o tragedii. Aresztowano, odbył się proces i wydano wyrok śmierci na podejrzanego o zbrodnię Bruno Richarda Hauptmanna. Charles Lindbergh z żoną opuścili Stany Zjednoczone, przenieśli się do Anglii, kolejno do Francji. Lindbergh zmarł na Hawajach w 1974 roku.

Lynne Olson pokazuje wewnętrzne kłótnie, które zapanowały w Stanach Zjednoczonych w okresie poprzedzającym Pearl Harbor. Ameryka znalazła się w rozdarciu między tradycyjnym izolacjonizmem i pilną potrzebą, aby przyjść z pomocą Wielkiej Brytanii. Konflikt wokół interwencji był, jak FDR zauważył, "brudną walką", roiło się od szykan i intryg. W Waszyngtonie, grupa wysokich rangą oficerów, w tym szef sztabu sił powietrznych, była przeciwnikami pro-brytyjskiej polityki Roosevelta.

Przyszłość demokracji i roli Ameryki w świecie wisiała na włosku, nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni.. W ciagu lat 1939-1941 Stany Zjednoczone włączyły się w jedną z najbardziej intensywnych debat w swojej historii. Były one (powtarzam: przed Pearl Harbor) kluczowe przy podejmowaniu decyzji dotyczących przyszłości Ameryki. Miliony ludzi - od studentów, gospodyń domowych, do prawników z Wall Street, zostało wprowadzonych w dyskusje, które okazały się niezwykle burzliwą walką obejmującą całą Amerykę.
Amerykanie byli świadomi, że będą musieli zapłacić wysoką cenę, jeśli wejdą do wojny, ale większość doszła do wniosku, że prawdopodobnie było to konieczne. To psychologiczne i emocjonalne przygotowanie było jednym z głównych powodów i wielkim krokiem do natychmiastowej jedności kraju.
Miliony ludzi zaangażowało się w dyskusje, które przy całej swej goryczy i gniewie, były prawdziwym ćwiczeniem demokracji. Interesująca była kluczowa rola, jaką przeciętni obywatele odgrywali w debacie. Po obu stronach powstawały tzw. „ruchy obywatelskie”. Np. w Yale University studenci byli nastawieni antywojennie. Założono wtedy America First Committee, który stał się najbardziej wpływową organizacją izolacjonizmu. Wśród wielu zaangażowanych byli Dr. Seuss, który potem stał się ulubionym autorem książek dla dzieci; przyszli prezydenci - John F. Kennedy i Gerald Ford; i przyszli pisarze - Kurt Vonnegut i Gore Vidal.

Książka Lynne Olson podważa ideę, która jest nadal powszechna, że społeczeństwo USA pozostało pod wpływem izolacjonizmu aż do Pearl Harbor. W rzeczywistości, w grudniu 1941 roku, większość Amerykanów doszła do wniosku, że pokonanie Hitlera było "największym zadaniem przed którym stoi ich kraj" i byli gotowi, aby przystąpić do wojny.


wtorek, 7 marca 2017

Blisko Wankowicza na allegro




Ucieszylam sie takim ladnym opisem mojej pierwszej ksiazki, ktora ktos wystawil na allegro...





Sprzedam używaną książkę Aleksandry Ziółkowskiej pt. "Blisko Wańkowicza" wydaną przez Wydawnictwo Literackie Kraków. Książka w bardzo dobrym stanie, 117 stron.
 Pełna wrażliwości, ciekawych uwag relacja bardzo młodej osoby osoby, która znalazła się w towarzystwie starszego mądrego człowieka, i umiała i nawiązać z nim kontakt i być potrzebną i przydatną. Po latach została jedną z ciekawszych osobowości pisarskich, autorką wielu znakomitych książek. Broni i także pisze o Wańkowiczu, gdy jest taka potrzeba, a więc pozostała lojalna. Ładna rzadka cecha. 

Udzielam 1-miesięcznej gwarancji rozruchowej. NAJTANIEJ NA ALLEGRO! Wszelkie pytania kierujcie na mój mail, na gg: 9677631 (pisać nawet gdy niedostępny) lub na kom:517609032. Zapraszam też na moje inne aukcje, gdzie sprzedaję więcej książek.