Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Ziółkowska-Boehm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aleksandra Ziółkowska-Boehm. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 stycznia 2022
ROZMOWA: DANUTA BLASZAK i ALEKSANDRA ZIÓŁKOWSKA-BOEHM
ROZMOWA: DANUTA BLASZAK i ALEKSANDRA ZIÓŁKOWSKA-BOEHM
1 września 2020
PISARZE.PL
https://pisarze.pl/2020/09/01/rozmowa-danuta-blaszak-i-aleksandra-ziolkowska-boehm/
*****************************
Danuta Blaszak:
************************
– Pani Oleńko, nasze drogi przechodziły blisko już od dawna. Dla mojej rodziny Melchior Wańkowicz był kimś szalenie ważnym i Pani też najpierw jako asystentka pisarza, a później gospodarująca jego spuścizną – dbająca o dobre imię pisarza i również o to, żeby przesłanie płynące z tych książek i wiedza historyczna w nich zawarta – nadal docierały do ludzi.
Śledzę prasę polonijną i artykuły o Pani książkach i działaniu i oczywiście o nagrodach, których przez cały okres pani pracy twórczej nie brakuje. Również rozmowy z Agnieszką Herman na pewno przybliżyły mi Pani postać..
Dziękuję, że zgodziła się Pani na rozmowę. Ważnych tematów jest dużo i mam nadzieję, że będziemy do nich wracać. Chciałabym teraz zapytać o kilka ostatnich lat, o Pani własne drogi i o Pani męża i wspólne z nim działania. To wielkie bogactwo dobrych wartości.
– Jest Pani autorem wielu książek – jak spojrzeć tylko na wykaz tytułów (np. źródło: Wikipedia), dech zapiera. Pisze pani zarówno po polsku, jak i po angielsku. Chciałabym zapytać o kilka z nich.
Przypomnijmy niezwykłą książkę„Ingrid Bergman and Her American Relatives”, w wersji polskiej „Ingrid Bergman prywatnie”. Jak doszło do powstania tej książki?
********************************
Aleksandra Ziółkowska-Boehm
********************************
– Będąc żoną Normana wiedziałam, że jest blisko spokrewniony ze szwedzką aktorką znaną m.in. z „Casablanki”, trzy razy nagrodzoną Oscarem – Ingrid Bergman. Ojciec Ingrid i babcia Normana byli rodzeństwem. Norman pokazywał fotografie, listy do niego, do jego ojca i do jego babci, także dedykacje np. na autobiografii Ingrid Bergman: ”My Story”. Rozmawialiśmy wiele, czytałam książki na jej temat. Po 20 latach małżeństwa powiedziałam, – Spróbuję napisać o Ingrid Bergman. Ucieszył się. Napisałam, pokazałam mu. Norman przeczytał, był wzruszony. Jest to opowieść rodzinna: powściągliwa, serdeczna, bez plotek, przywoływania intryg i złośliwości.
DB
-„Open Wounds a Native American Heritage”, książka znana w wersji polskiej jako „Otwarta rana Ameryki”. Kto to był Korczak Ziółkowski? Kiedy pierwszy raz wyjeżdżałam do Ameryki, moja koleżanka, rozczytana w Winnetou, poprosiła mnie, żebym pozdrowiła wszystkich Indian. Nie zrobiłam tego. Jest bardzo trudno nawiązać kontakt z pewnymi środowiskami. Wydaje mi się, że m.in. Sherman Alexie apelował, żeby nie-Indianie nie wypowiadali się na temat Indian. Pani książka powstała przy poparciu Apaczów. Jak to się udało?
AZB
– W 1985 roku otrzymałam stypendium Fulbrighta. Amerykanie wysłali mnie między innymi do Południowej Dakoty, gdzie odwiedziłam Crazy Horse Memorial. W lokalnym piśmie Rapid City ukazał się artykuł z informacją o tym, że odwiedziłam miejsce, gdzie mój stryj Korczak Ziółkowski w 1948 roku zaczął rzeźbić w skałach pomnik wodza Indian Crazy Horse. Wcześniej w Mount Rushmore brał udział między innymi w rzeźbieniu wizerunków czterech amerykańskich prezydentów, także wyrzeźbił marmurowe popiersie Ignacego Paderewskiego, za które zdobył pierwszą nagrodę na Wystawie Światowej w Nowym Jorku.
Gdy przyjechałam, Korczak już nie żył. Poznałam jego żonę Ruth i dzieci. Zachwyciłam się projektem niezwykłego pomnika.
Pomyślałam wtedy, że może bym napisała o Indianach. Wiedziałam, że temat jest trudny, ale chciałam się z nim zmierzyć. Przygotowywałam się do pisania książki 10 lat. Zaprenumerowałam dwa indiańskie pisma: „Indian Country Today” i „Lakota Times”, jeździliśmy z Normanem do Crazy Horse Memorial, odwiedzaliśmy wiele rezerwatów (a jest ich na terenie Stanów Zjednoczonych ponad 500), poznawałam ludzi. W miarę moźliwości wspieraliśmy trzy indiańskie szkoły katolickie: Red Cloud Indian School, St. Joseph, St. Labre.
Byłam w kontakcie z wieloma Indianami, z niektórymi przeprowadziłam wywiady, które są w drugiej części książki.
Zacytowałam w książce słowa Korczaka „ Jaki zaszczyt dla polskiego sieroty z Bostonu, że wodzowie powierzyli mu zadanie opowiedzenia w kamieniu historii swojej rasy. Jakiż to wielki zaszczyt! Tylko w Ameryce człowiek może wyrzeźbić górę.”
Gdy książka była gotowa,wydawcę pomogli mi znaleźć Apacze, także sponsorowali jej wydanie.
*********************************************
DB
– To może teraz porozmawiajmy o pewnej sławnej koteczce Suzy. Książka „On the Road with Suzy from Cat to Companion” (polska wersja „Podróże z moją kotką”).. Wierność i miłość kota jest pięknym tematem i wiedza o tym może uratować życie i ocalić dom wielu kotom, a także w pewien sposób wnieść nasze człowieczeństwo na wyższy poziom.
*********************************************
AZB
– Pisanie o Suzy było swoistą terapią. Zaadoptowała nas w Teksasie kotka, inteligentna, kochająca – przyjęliśmy ją z otwartymi ramionami. Nazwaliśmy Suzy. Była posłuszna, kochająca, dała nam wiele radości. Zrobiła się pulchniutka, dostała sadełka…- Od dobrego życia, mówiliśmy. Po kilku tygodniach pojechaliśmy z nią do kliniki dla zwierząt, by dostała szczepienia. Weterynarz powiedział – To nie sadełko, ta kotka jest w ciąży.
Urodziła pięcioro kociąt. Obserwowanie jak Suzy o nie dba, jak je uczy, było wielką radością. Szymon Kobyliński pisał do mnie – Piękne są twoje opowieści o kotce, napisz książkę… I tak się stało. Pisanie było szczególną przyjemnością, tyle zaobserwowanych kocich zabiegów, starań. Daliśmy dwa razy ogłoszenie do ”Houston Chronicle”, rozdaliśmy koty w „dobre ręce”. Kiedy pojechaliśmy na wakacje, zostawiliśmy Suzy w kocim hoteliku, czyli w klatce. Okazało się, że nie chciała jeść, płakała wiele godzin. Powróciliśmy, była wychudzona, smutna. Norman powiedział: – Już cię nigdy Suzy nie zostawimy… I zaczęła z nami jeździć. Samochodem po indiańskich rezerwatach dwa i pół miesiące, odwiedziła z nami Mount Rushmore, Crazy Horse, a także wiele razy – ponad dwadzieścia – leciała z nami do Polski. Była nie tylko w Warszawie, Łodzi, ale w i Zakopanem, Sandomierzu, Sopocie, Nieborowie. Także w Kopenhadze.
Szczegóły i różne anegdoty napisałam w „Podróże z moją kotką”. Książka miała dwa polskie wydania. W Stanach Zjednoczonych wydało ją uniwersyteckie wydawnictwo, które wydaje piękne książki o zwierzętach: Purdue University Press. „On the Road with Suzy From Cat to Companion” wydana w 2010 roku jest w stałej sprzedaży.
**********************************************
DB
– Chciałabym zapytać o plany wydawnicze, jeśli nie są sekretem.
*********************************************
AZB
– Mam różne plany, nie chcę zapeszać. -Obyśmy tylko zdrowi byli, jak mawiała moja Mama.
Jestem – żartobliwie mówiąc – „pracusiem z polonistyki”. Chciałabym jeszcze wiele napisać…, o ludziach, o tęsknotach…Żeby mi tylko życia starczyło.
DB – Gdzie możemy aktualnie znaleźć Pani książki?
AZB – Moje książki – można kupić w księgarniach. Gdy sie zgłosi tytuł – jeżeli książka niedawno się ukazała – mają na półce, albo „w komputerze” zamówią /bez dodatkowych opłat/, i za 2 dni książki są do odebrania. Księgarnia zamówi także dość dawno wydane książki.
Można także zamówić na stronie internetowej wydawcy, na amazon, allegro, itd. W google trzeba wpisać tytuł książki i autora – i pojawiają się różne możliwości, niektórzy sprzedają “używane”. Podobnie można kupić e-booki czy audiobooki.
KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA
*********************************************
DB
– Podaje Pani interesującą wypowiedź I. B. Singera dotyczącą jego przesłania dla pisarzy… Gdzie poznała Pani wielkiego pisarza?
********************************************
AZB
– Będąc na stypendium Fulbrighta miałam w Nowym Jorku umówione spotkanie z Isaakiem B. Singerem. Było niezwykłe, jak niezwykłe są jego książki. Podarował mi na przykład swoją książkę z poprawkami, które sam poczynił do kolejnego wydania. W książce „Korzenie są polskie” umieściłam autoryzowany z nim wywiad, gdzie pytam między innymi o rady dla piszących. Fragment – że pisarz przynależy do swojego narodu – umieściłam na początku książki „Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża”. Zacytuję:
– „…Jakie mam przesłanie dla pisarzy? – Aby spełniali trzy warunki. Po pierwsze, aby mieli historię do opowiedzenia. W obecnej literaturze coraz bardziej to się zaniedbuje. Ważne jest, aby historia ta miała swój początek, rozwinięcie i zakończenie. Wskazania Arystotelesa możemy zmienić, ale wciąż ważne jest, by była to opowieść dobrze prowadzona przez piszącego. Zapał, gorliwość, pragnienie druku, kazały pisarzom zapomnieć, że opisywanie ludzkich zdarzeń jest artystycznym przesłaniem pisarstwa.
Po drugie – aby posiąść potrzebę opowiedzenia tej właśnie, a nie innej historii. Kiedyś miałem dobry temat, ale nie miałem pasji i dlatego nic nie napisałem.
Po trzecie – musi to być moja opowieść, przekonanie, że nikt inny nie może tego tak dobrze opisać jak ja. Nie jest łatwo mieć takie przekonanie. Tylko wielcy to posiadają. Trzeba pisać o tym, co się zna, wie najlepiej, własną opowieść, własny temat.”
****************************************
DB
– Zapytam o Melchiora Wańkowicza…
*****************************************
AZB
– Znałam pisarza począwszy – od pierwszego spotkania jako studentka – jedynie 2 lata i 3 miesiące. Na pewno ten niedługi okres mnie w dużej mierze ukształtował. Wańkowicza książki dały mi możliwość spojrzenia pod różnym kątem na te same sprawy…, że nieraz są” dwie prawdy”, że patrzenie na karafkę odbijającą się w świetle słońca może dać różne kolory, zależnie od miejsca, z którego się patrzy. Pisarz zapisał mi w testamencie swoje archiwum, zadedykował drugi tom „Karafki La Fontaine’a”, ostatniej swojej książki poświęconej warsztatowi pisarskiemu, zmaganiom, z którymi zmierzają się pisarze.
***********************************************
DB
– Zacytuję Michała Nalewskiego, który w „Newsweeku” (17.09.2010) napisał o obu tomach „Karafki La Fontaine’a:”Istnieją książki, których wznowienie cieszy i daje nadzieję. „Karafka La Fontaine’a” Melchiora Wańkowicza powinna być obowiązkową lekturą dla wielkiej i coraz większej grupy Polaków – ludzi piszących. W czasach, gdy wszyscy piszą, król reportażu uczy, jak proces ten poddać intelektualnemu i warsztatowemu szlifowi. Uczy, że pisarz to rzemieślnik, narkoman żądny pracy, z lekka tylko podszyty natchnieniem. Dwa gigantyczne tomy to obszerny esej pisarza artysty, naszpikowany anegdotami i wspomnieniami, okraszony humorem. Ponad tysiąc stron popisów erudycji, które nie nudzą, ale wciągają jak narkotyk. Do czytania z ołówkiem w ręku. Powroty gwarantowane. Nasza ocena: 5/5 “
https://www.newsweek.pl/karafka-la-fontainea-tom-1-i-2-recenzja-opinia/gmyldfs
– Była Pani żoną Amerykanina Normana Boehma. Czy można powiedzieć, że ten związek panią uskrzydlał?
*******************************************************************
AZB
– Nasze 26-letnie małżeństwo było darem od Boga. Pisał dla mnie wiersze, karteczki, listy – gdy sama leciałam do Polski, wysyłał kilka dni wcześniej listy ze Stanów … i czekały one na mnie w Warszawie. Pisał żartobliwie – na przykład, że za kilka dni wylecę i już się wraz z kotkami smucą…
Podziwiałam u Normana – lojalność, inteligencję, serdeczność, stanie „po mojej stronie” wszędzie i w każdej sytuacji.
Pokochał Polskę, jej historię, bardzo się przejmowal fotografiami, filmami dokumentalym na temat Powstania Warszawskiego. Poznał „Gryfa” – Janusza Brochwicz Lewińskiego, znalismy Zofię Korbońską.
*******************************************************
DB
– Chciałabym również wspomnieć książkę Pana Normana Boehma, do której napisała Pani przedmowę, “From a Small Town to the Big World”.
*******************************************************
AZB
– Namawiałam Normana na pisanie wspomnień. Zrobił to, napisałam wstęp. Jest to powściągliwe spojrzenie na swoje życie, różne jego przypadki.
**********************************************************
DB
– Pan Norman Boehm nazywany jest Wielkim Przyjacielem Polski a nawet polskim patriotą, chociaż nie był Polakiem. Słyszałam o listach broniących dobrego imienia Polski o listach do senatora Bidena w sprawie przystąpienia Polski do NATO. Czy mogłaby Pani powiedzieć coś więcej na ten temat …
**************************************
AZB
– Zacytujmy Notę, którą podał PAP po śmierci Normana: W USA zmarł Norman Boehm, wielki przyjaciel Polski17.06.2016
**********************************************************************************************************************
Norman Boehm zmarł w Wilmington w stanie Delaware w USA. Był Amerykaninem, nie mówił po polsku, ale był wielkim rzecznikiem spraw Polski w Ameryce. Jego listy w sprawie przyjęcia naszego kraju do NATO są cytowane w książce Jana Nowaka-Jeziorańskiego “Polska droga do NATO”. Norman Boehm urodził się w 1938 roku w Dover w stanie New Jersey. Był inżynierem chemikiem, prawnikiem i specjalistą od wielkich kontraktów. Pracował w firmach związanych z ropą naftową: najdłużej – 16 lat w ARAMCO w Arabii Saudyjskiej, potem w Exxon w Londynie, w Stavanger w Norwegii i w Teksasie. W Londynie przeprowadzał kontrakty w ramach słynnego projektu “North Cormorant” w 1976 roku.Kontrakt ten, dotyczący szybów wiertniczych na Morzu Północnym, uznano za najcenniejszy w historii firmy Esso i Shell, został skończony przed terminem i zaoszczędzono wiele milionów dolarów. Polska zaproponowała mu także rolę konsultanta, kiedy nasz kraj miał sprowadzać rurociągiem gaz z Norwegii. W 2003 r. Boehm wygłosił na Politechnice Łódzkiej wykład o sposobach sporządzania kontraktów i zasadach etycznego postępowania przy zawieraniu umów przez wielkie firmy.Norman Boehm często interweniował w sprawach Polski i robił to sam, z własnej wrażliwości – zaznacza Ziółkowska-Boehm. Nieraz zwracał się do amerykańskich mediów, zwłaszcza “Time’a” i “New York Timesa” oczekując sprostowania nieprawdziwych, krzywdzących Polskę określeń “polskie obozy pracy”, “polskie obozy śmierci”. Norman Boehm był też pianistą; kochał muzykę Chopina, Czajkowskiego. Lubił jazz, m.in. Cola Portera, a z polskich muzyków Włodzimierza Nahornego. Codziennie grywał na pianinie. Był też pilotem; dwa lata latał jako pilot wojskowy w US NAVY. Licencję pilota miał do końca życia i przez wiele lat latał małym samolotem Aeronca Chief model 1948. sprawie przyjęcia Polski do NATO, o czym pisał Jan Nowak-Jeziorański w książce “Polska droga do NATO”. Inicjował wraz żoną masowe wysyłanie listów do kongresmenów; prowadził korespondencję w tej sprawie z senatorem Joe Bidenem i senator Kay Bailey Hutchinson. Jan Nowak-Jeziorański pisał, że gdyby wszystkie 50 stanów Ameryki miały Normana Boehma i Aleksandrę Ziółkowską-Boehm to byłby spokojny o nasze przyjęcie do NATO.Norman Boehm często interweniował w sprawach Polski i robił to sam, z własnej wrażliwości. Nieraz zwracał się do amerykańskich mediów, zwłaszcza “Time’a” i “New York Timesa” oczekując sprostowania nieprawdziwych, krzywdzących Polskę określeń “polskie obozy pracy”, “polskie obozy śmierci”.
*********
Po ukazaniu się na amerykańskim rynku kolejnej książki Jana T. Grossa: “Fear: Anti-semitism in Poland after Auschwitz” (“Strach. Antysemityzm w Polsce po Auschwitz”), kiedy amerykańskie media masowo publikowały nieprzychylne Polsce recenzje Norman Boehm wystąpił w obronie wizerunku Polski. Kiedy w pełnej emocji, wychwalającej książkę Grossa recenzji Elie Wiesel, laureat pokojowej Nagrody Nobla stwierdzał, m.in. że “Antysemityzm przetrwał najbardziej w Polsce” Norman Boehm napisał w “The News Journal” (27 lipca 2006 r.), że w Polsce “nie ma więcej antysemityzmu niż gdzie indziej” i przypomniał, że “Polska przyjmowała Żydów wtedy, gdy inne kraje europejskie ich wypędzały”.
*********
Mąż pisarki był protestantem-prezbiterianinem, ale chodził z żoną do katolickiego kościoła. Oboje byli zaangażowani m.in.w problematykę amerykańskich Indian, sponsorowali indiańskie szkoły i fundacje. Po wspólnych licznych odwiedzinach rezerwatów i wywiadów z Indianami powstała książka Aleksandry, która w Polsce ukazała się pod tytułem “Otwarta rana Ameryki”, w Stanach wydawcę “Open Wounds – A Native American Heritage” pomogli Boehmom znaleźć Apacze.
Norman był szwedzko-niemieckiego pochodzenia. Jego kuzynką była wielka gwiazda filmowa Ingrid Bergman. Książka Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm “Ingrid Bergman prywatnie” ukazała się w wydawnictwie Prószyński i S-ka., a w Stanach wyszła pt. “Ingird Bergman and her American Relatives”. Opisane w niej zostały m.in. spotkania Normana z kuzynką Ingrid w Paryżu, Deauville, Nowym Jorku, Londynie.
Norman Boehm często odwiedzał wraz z żoną Polskę; chętnie podróżował po naszym kraju. Pokochał Zakopane. Podobał mu się Gdańsk, Nieborów. Najlepiej czuł się jednak w Warszawie. Często uczestniczył w spotkaniach autorskich Aleksandry z polską publicznością. Był przez grono jej czytelników traktowany jak ktoś dobrze znany, serdeczny i bliski.
Oboje z żoną bardzo kochali zwierzęta. Wielokrotnie lecieli samolotem z Ameryki do Polski i z powrotem, z dwoma kotami na kolanach, co naturalnie też zostało opisane w książce “Podróże z moją kotką”.(PAP)
https://dzieje.pl/aktualnosci/w-usa-zmarl-norman-boehm-wielki-przyjaciel-polski
*************************************************************************************************************
DB
– I jeszcze przytoczę felieton poranny w Radio – Elżbiety Nowak.
*************************************************************************************************************
„Cichy Bohater Solidarności i Wolności
Elżbieta Nowak – Program I Polskiego Radia – Audycja „Myśli na dobry dzień”
Wczoraj poświeciłam swój felieton historii mojego ostatniego spotkania z człowiekiem, którego los rzucił za granicę, do USA, i tam jakby reprezentuje Polskę, zajmując się m.in. działalnością naukową.
Dziś też sięgnę za Wielką Wodę, by dodać jeszcze jedną historię, niestety już jakby zamkniętą, choć owoce jej są dalekosiężne. Otóż niedawno dostałam spóźnioną wiadomość o śmierci Pana Normana Boehm. To mąż polskiej pisarki, na stałe mieszkającej w USA, Pani Aleksandry Ziółkowskiej- Boehm. Pan Norman nie przypadkiem znalazł się w jej orbicie. Dodam też od razu, że nie każdy nekrolog i nota informacyjna znajdują się na oficjalnej stronie naszego Ministerstwa Obrony Narodowej. Tylko zasłużeni ludzie są tam opisami. Posłużę się tym tekstem, bo sama nic mądrzejszego nie wymyślę przecież.
Tytuł notatki: Cichy bohater
Nie jest żadnym odkryciem, że na drodze do NATO Polska nie miała samych sojuszników. Wśród sił, które – z różnych przyczyn – nie były zachwycone tą perspektywą, znalazła się część amerykańskich elit politycznych i tamtejszej opinii publicznej.
W przełamywaniu negatywnego stosunku odegrało rolę wiele osób, znanych i nieznanych. Do tych drugich należy, niedawno zmarły, Norman Boehm (1938–2016). Ten Amerykanin o szwedzko-niemieckich korzeniach bezinteresownie i z powodzeniem włączył się w kampanię na rzecz Polski.
********************
Kim był? Najkrócej – człowiekiem sukcesu, prywatnie – kuzynem wielkiej aktorki Ingrid Bergman. Wszechstronnie wykształcony (studia chemiczne i prawnicze), pracował w charakterze menedżera w koncernach naftowych ARAMCO (Arabian American Oil Company) w Arabii Saudyjskiej, dla Exxon (Esso) w Anglii, Norwegii i Teksasie. Zasłynął w 1976 roku wynegocjowaniem największego kontraktu w historii Esso i Shell, dotyczącego szybów wiertniczych na Morzu Północnym, na zawrotną ówcześnie kwotę 462 milionów dolarów. Zgodnie z najlepszą amerykańską tradycją miał też za sobą służbę wojskową, jako pilot marynarki wojennej.
Szczęśliwym zrządzeniem losu był mężem Aleksandry Ziółkowskiej, polskiej pisarki, zaangażowanej na rzecz Polski i Polaków na trudnym amerykańskim terenie. To jej zawdzięczamy, że Norman stał się – jak napisała – „niemal polskim patriotą”. Nie znając polskiego, zadał sobie trud poznania i zrozumienia niełatwej dla obcokrajowca polskiej historii. Wiedza ta stała się solidnym „oprzyrządowaniem” merytorycznym, gdy zaczynała się Wielka Gra o NATO. Dodatkowym atutem były jego umiejętności negocjacyjne oraz znajomość specyfiki amerykańskiego rynku politycznego z jego mechanizmami i niuansami.
Kluczowe znaczenie dla decyzji USA o przyjęciu Polski miał Senat. Aleksandra i Norman Boehm odegrali istotną rolę w ich reorientacji. Akcja polegała na zasypywaniu biur senatorskich listami i interwencjami. Norman Boehm wykorzystywał również media, w tym lokalne, co zmuszało indagowanych polityków do wyjaśnień.
*******************
Działania o charakterze lobbingowym przebiegały dwutorowo. Z jednej strony wywierano nacisk na polityków, z drugiej – na wyborców. Tych drugich należało przekonać i pozyskać dla sprawy polskiej, by z kolei oddziaływali na swoich senatorów, stanowych i federalnych. Jan Nowak–Jeziorański nazwał obrazowo tę technikę „masażem przez wyborców”. Zaangażowanie Normana wyraziście podsumował, jako wręcz nieprawdopodobną skuteczność. – Czegoś podobnego jeszcze nie widziałem – napisał w prywatnym liście do Aleksandry Ziółkowskiej–Boehm.
Warto zaznaczyć, że Norman Boehm do końca życia pozostał człowiekiem skromnym, ciepłym, powściągliwym i nie chwalił się swoimi dokonaniami na rzecz Polski, a było ich więcej. Takich przyjaciół brak najbardziej. Zawsze i wszędzie”.
Dodam od siebie, że podczas ich pobytu w Warszawie Pani Aleksandra zaprosiła mnie na kawę. Kawę własnoręcznie przygotował dla nas Pan Norman. Też była doskonała.
(31.08.2016 r.)
*********
http://archiwum2019-en.mon.gov.pl/poland-in-nato/path-to-nato/a-silent-hero-k2010-07-03/.
piątek, 31 grudnia 2021
Michał Bukowski MOJA MAMA ANTONINA londyński PRZEGLAD LITERACKI
PAMIĘTNIK LITERACKI, Londyn, grudzień 2021, s. 262-263
Michał Bukowski
DRZEWO ZOSTAJE. O TEKŚCIE ALEKSANDRY ZIÓŁKOWSKIEJ-BOEHM
...........................................................................................................................................................
Swoistym niebezpieczeństwen dla tekstów wspomnieniowych, koncentrujących się nie na wydarzeniach historycznych, lecz na życiu prywatnym i na doświadczeniach czy przeżyciach osobistych autora czy autorki takich wspomnień, jest przekroczenie subtelnej, niewidzialnej granicy między nieuchronną immanentną dla takich tekstów, intymnością a boleśnie brutalnym ekshibicjonizmem.
Tekst Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm MOJA MAMA ANTONINA. ŁÓDZKIE WSPOMNIENIA, zamieszczony w tomie LXI (czerwiec 2021) „Pamiętnika Literackiego”, czytałem z rosnącym wzruszeniem, walczącym o prymat z rosnącym podziwem. Podziw – bo Autorka tak pięknie, tak osobiście i tak serdecznie, a jednocześnie tak niebanalnie potrafiła podzielić się z czytelnikami swoimi najbardziej prywatnymi odczuciami w relacjach z matką i szerzej – z rodzicami. Wzruszenie – bo czytając ten tekst odnajdywałem coraz to kolejne paralele między losami Autorki i moimi własnymi, a przecież każdy los jest indywidualny i niepowtarzalny...
...i było tak, jakbym- zaproszony do jej pokoju- siedział tam wśród bliskich Autorki i, niespiesznie popijając kawę, gawędził z nią i z nimi o różnych sprawach.
...........................................................................................................................................................
Teksty wspomnieniowe tego typu pozostają zwykle jednowywmiarowe – przede wszystkim opisują one owe prywatne wydarzenia czy osobiste przeżycia, czasem może i uwzględniają oraz opiszą kontekst lokalny czy historyczny, rzadko kiedy natomiast tekst taki doświadczeniom i przeżyciom osobistym autora czy autorki potrafi nadać szerszy, nie wahałbym się powiedzieć – ogólnoludzki, wymiar. Tekst Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm jest takim właśnie rzadkim przypadkiem wspomnień, które w swoim drugim, ważniejszym wymiarze są głęboką refleksją wykraczajacą poza jednostkowe doświadczenie Autorki.
I ta właśnie refleksja była też jedną z przyczyn mojego wzruszenia...
Tak, nie każdy z nas doświadczył losu emigranta, ale przecież każdy z nas miał rodziców i każdy kiedyś stawał wobec konieczności wyboru własnej drogi – droga prowadziła w przyszłość, a rodzice zostawali gdzieś z tyłu. Czasem tylko na innej ulicy, czy w innej dzielnicy w tym samym mieście, ale czasem własna droga wymagała wyjazdu – do innego miasta czy wręcz za granicę. Czy bliską, czy daleką, czy tylko za góry, czy też aż za ocean, czy wtedy, kiedy granice dzieliły narody, a na połączenie telefoniczne czekało się godzinami, czy teraz, gdy są komórki, WhatsAppy, Skype i Zoom – emocjonalnie nie miało to i nie ma większego znaczenia, i wybór taki zawsze ciąży potem pytaniem, powracającym do końca życia: czy mogło być inaczej? Czy powinno było być inaczej?
Gdzie i kiedy jest moment na rachunek strat i zysków – na ukojenie świadomością, że alternatywy nie było? Albo, że z dostępnych wtedy wariantów wybrany został jednak wariant per saldo najlepszy?
......................................................................................................................................................
Aleksandra Ziółkowska-Boehm nie stawia tych pytań wprost – nie stawia ich wprost , ale poszczególnymi faktami ze swoich wspomnień i kontekstem tych faktów jakby prowadziła czytelnika do takich pytań tak, jakby wiedziała, że wprost stawiać ich nie ma po co, bo mało kto z nas tak mądry, by na takie pytania dać satysfakcjonującą odpowiedź.
Każdy los jest przecież zawsze indywidualny i niepowtarzalny, nawet jeśli tak wiele podobieństwa między losami Autorki a moimi losami...
...ptaki zawsze odlatują, a drzewa zawsze zostają...
........................................................................................................................................................
Michał Bukowski, Wiedeń, październik 2021
wtorek, 13 lipca 2021
MOJA FOTOGRAFIA JEST PRZEDLUZENIEM ZYCIA - ROZMOWA Z TOMKIEM MASLOWSKIM
http://dziennik.com/polonia/moja-fotografia-jest-przedluzeniem-zycia/
***
Moja fotografia jest przedłużeniem życia
***
Aleksandra Ziółkowska-Boehm
***
12.07.2021
ZDJĘCIA: ARCHIWUM TOMASZA MASŁOWSKIEGO
Aleksandra Ziółkowska-Boehm rozmawia z Tomkiem Masłowskim o "małejPOLSCE"
...
***
Co to jest małaPOLSKA?
...
***
– małaPolska – to jest internetowy kanał na You Tube ze zbiorem ponad 140 filmów dokumentalnych o ludziach pochodzenia polskiego w Ameryce. Na filmach znajdują się głównie relacje z polskich wydarzeń artystycznych, filmy o artystach: malarzach, rzeźbiarzach, rozmowy w ich studiach, mieszkaniach, podczas recepcji na ich wystawach, koncerty grup muzycznych, rozmowy z pisarzami, poetami, biznesmenami, itp. (link do strony mP: https://www.youtube.com/channel/UC90ZygJK2fpEtlFtPpkr2EQ/videos ).
...
***
Skąd wziął się taki pomysł na małąPolskę, jakie były początki?
...
***
– Od mniej więcej 2000 roku odwiedzałem rozmaite imprezy; otwarcia galerii z wystawami artystów malarzy, fotografów, rzeźbiarzy, odczyty, koncerty, spotkania z interesującymi ludźmi. Bywałem w Nowym Jorku nawet kilka razy na tydzień w polskich placówkach kulturalnych, np. w redakcji (jeszcze na Manhattanie) „Nowego Dziennika” (galeria Artes pokazywała nową wystawę w każdy pierwszy czwartek miesiąca), w redakcji „Kuriera Plus” na Brooklynie, w Księgarni Literackiej na Java Street, na Greenpoincie (gdzie właściciel organizował spotkania z autorami książek i albumów), w Konsulacie Generalnym RP na Manhattanie, w kościołach, w domach prywatnych, w restauracjach.
Poza tym bywałem w galerii przy Polskiej Szkole w Clark (gdzie zawsze w pierwszy piątek miesiąca było otwarcie nowej wystawy) i w Galerii Druch Studio w Trenton, NJ, gdzie Ryszard Druch organizował swoje słynne Salony Artystyczne (w soboty albo w niedziele), na które zapraszał znakomitych gości.
...
***
Fotografowałem happeningi, w nowo otwartej restauracji „Klimat” na dolnym Manhattanie, czy spotkania w restauracji „Kredens”, koncerty „Budki Suflera” w nieistniejącym już Roseland Ballroom (Manhattan, NYC, 2009), czy Lady Pank w Melrose Ballroom (2011, Queens, NYC).
Po jakimś czasie założyłem portal internetowy małaPOLSKA, składający się głównie z fotografii z tych właśnie imprez i portretów artystów.
Po dziesięciu latach zgromadziłem duże archiwum fotograficzne, i wydałem (papierowy) album fotograficzny pt. „POLACY W AMERYCE/POLISH PEOPLE IN AMERYKA”, 2010 ( https://www.blurb.com/b/1928655-polish-people-in-america ). Album zawierał portrety i biogramy 400 ludzi głównie z Nowego Jorku i okolic.
Rok później wydałem mniejszy już album z portretami 100 Polaków pt. POLACY W AMERYCE NEW JERSEY, 2011 ( https://www.blurb.com/b/2756318-polacy-w-ameryce-new-jersey). Tym razem album zawierał 100 portretów ludzi z Trenton i okolic ze stanu New Jersey.
...
***
Ukończył Pan studia na Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH) w Krakowie. Jak zaczęła się Pana przygoda i pasja z fotografią?
...
***
– Myślę, że byłem fotografem całe swoje życie. Tak naprawdę zacząłem fotografować w szkole średniej, ukończyłem IV Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Kościuszki w Krakowie, klasę z profilem matematyczno-fizycznym. Potem studiowałem na AGH na Wydziale Elektrycznym, na kierunku elektronika.
Pierwszą ciemnię fotograficzną miałem w piwnicy mojej mamy w jej mieszkaniu. Po każdej wycieczce w góry (np. Dolina Pięciu Stawów Polskich w Tatrach, Babia Góra w Beskidzie Żywieckim, czy Turbacz w Gorcach) drukowaliśmy czarno-białe fotografie z Anią Stróżewską. Połowę życia spędziłem w ciemniach fotograficznych, a potem przy komputerze pracując z Photoshopem.
...
***
Kto był Pana inspiracją? Jakie są Pana związki z Krakowem?
...
***
Moją pierwszą fotograficzną inspiracją była moja ciocia-babcia Anna Masłowska. Skończyła farmację na Uniwersytecie Jagiellońskim i pracowała w Aptece pod Barankiem, która należała do jej taty – Mieczysława Masłowskiego na Małym Rynku w Krakowie. Apteka należała do naszej rodziny już w okresie międzywojennym – aż do upaństwowienia apteki przez komunę w 1956 roku.
Mój dziadek – Stanisław Masłowski, oficer WP – został zamordowany w Katyniu (kwiecień albo maj 1940) przez sowieckich bandytów (z rozkazu Stalina). Nigdy dziadka osobiście nie poznałem. Znam go natomiast ze starych, pięknych fotografii jego siostry, mojej cioci-babci – Anny Masłowskiej. Jak na swoje czasy, Anna Masłowska była bardzo „nowoczesna fotograficznie”. Używała aparatu fotograficznego na statywie i z samowyzwalaczem, i często sama pozowała na swoich fotografiach. Zrobiła również całą serię fotografii z wnętrza Apteki pod Barankiem, co dzisiaj nazwałbym fotografią w miejscu pracy, tzw. environmental portrait. „Obfotografowała” wszystkich członków Rodziny Masłowskich i ich życie w Krakowie. Na jej fotografiach widać jak byli ubrani, jak mieszkali. Są stare fotografie z wnętrza Apteki z równiutko poukładanymi ampułkami na półkach, z kolumną, o którą opiera się mój pradziadek – Mieczysław, z piękną ozdobną inkrustowaną kasą, wagą i z całą załogą apteki.
Ta Apteka istnieje do dzisiaj, ma te same meble w środku, być może nawet jest tam to samo lustro w którym kiedyś zrobiła sobie autoportret młoda wtedy Anna. Dzięki niej mogę zobaczyć świat, który odszedł już do wieczności, i żyje jeszcze tylko na starych fotografiach mojej cioci-babci.
Ciocia-babcia dożyła 96 lat i opowiedziała mi wszystkie historie rodzinne, dzięki jej opowieściom i archiwalnym fotografiom – mogę sobie wyobrazić moich przodków. Baranek – który znajdował się nad głównymi drzwiami Apteki – jest teraz w Muzeum Farmacji na ulicy Floriańskiej, razem z różowymi ampułkami z Apteki Mieczysława Masłowskiego (zawsze myślałem, że te ampułki były czarno-białe…).
Po latach, głównie z tych archiwalnych fotografii mojej cioci-babci Anny Masłowskiej, ze starych dokumentów, listów, pocztówek, dyplomów uniwersyteckich – złożyłem książkę o moim dziadku – Stanisławie Masłowskim w charakterze mojego hołdu dla niego ( https://www.blurb.com/b/3286632-stanislaw-maslowski-katyn-1940 ).
...
***
Sto lat później – stojąc w tych samych miejscach z których ciocia fotografowała Stary Kraków – czuję ponadczasowość fotografii, to że łączy ona Przeszłość z Przyszłością. Nie byłoby mnie tutaj bez moich Przodków, a teraz oni mogą jeszcze raz zaistnieć dzięki mnie, choćby tylko na stronach książek czy w moich filmach.
...
***
Wszystko tak szybko się zmienia. Ludzie odchodzą do wieczności. I to właśnie jest mój koncept fotografii: Moja fotografia ma „zakonserwować” ludzi, zatrzymać czas na obrazie i przesłać go do przyszłości. Moja fotografia jest przedłużeniem życia poza śmierć fizyczną, nadaje ludziom ponadczasowość, a może nawet nieśmiertelność…
...
***
Jest Pan także autorem filmów, jak się zaczęła Pana kolejna pasja?
...
***
– W pewnym momencie zrozumiałem, że nie można wszystkiego sfotografować. Np., jak sfotografować kogoś kto śpiewa albo tańczy? Kogoś kto recytuje wiersz albo opowiada o tym, jak walczył w Powstaniu Warszawskim? I wtedy mnie olśniło. Zrozumiałem, że jest tylko jedna lepsza rzecz od fotografii, i to jest film. Film jest fotografią w ruchu i z dźwiękiem.
...
***
Na czym polega Pana filmowa praca? Jak się Pan przygotowuje?
...
***
– Jadę na miejsce do tego człowieka, o którym będzie film, do jego studia, tam gdzie pracuje, czy do jego domu, wybieramy ciekawe miejsce (fotel, półka z książkami, kanapa), ustawiam kamery na statywach, światła, i zaczynamy rozmowę. Może to być monolog, albo rozmowa. Czasami, jeżeli jest to ktoś znany i wybitny, z dużym dorobkiem artystycznym, muszę się do takiej rozmowy przygotować. Nie można zadawać inteligentnych pytań nie wiedząc nic o twórczości danego człowieka.
...
***
W wypadku np. artysty malarza – przechodzimy z kamerą od obrazu do obrazu, albo nagrywam jak maluje czy rysuje coś szybkiego w time lapse’ie. Poeta czy pisarz może coś przeczytać do kamery, muzyk może coś zagrać, itd. Sesja nagraniowa trwa zwykle 3-4 godziny, żeby potem można z tego materiału zrobić np. 50-cio minutowy film dokumentalny.
Po powrocie przeglądam nagrania i wybieram najlepsze fragmenty. Edycja trwa bardzo długo, bo nie da się np. „przyspieszyć” czyjejś wypowiedzi, trzeba cierpliwie to oglądać wiele razy, potem dodać tytuły, podpisy, komentarze, i ewentualnie załączyć fotografie na filmie. Film jest gotowy zwykle do tygodnia po nagraniu, i zamieszczony na kanale mP na YT.
...
***
Kogo na przykład ma Pan w swojej kolekcji na mP?
...
***
– Chyba najbardziej znaną postacią prezentowaną na (dziewięciu!) filmach na mP jest Mistrz Andrzej Pityński. Filmowałem Pityńskiego przez 15 lat, odwiedzałem go w jego studio, chodziliśmy razem do restauracji na rozmowy, byłem na jego spotkaniach, wykładach, i wreszcie wydałem o nim książkę pt. Mistrz Andrzej Pityński – Rzeźbiarz Naszych Czasów https://www.blurb.com/b/2616378-mistrz-andrzej-pitynski . Ta książka o Pityńskim jest katalogiem jego rzeźb, płaskorzeźb, medali, rysunków – oczywiście wszystkie fotografie są tylko i wyłącznie moje. Sfotografowałem osobiście większość jego rzeźb monumentalnych w USA i w Polsce. Z tej książki zrobiłem film w charakterze „slide-show” z jej stron, który jest zamieszczony na mP https://youtu.be/oVY1Q1u3Hrw .
...
Inni interesujący ludzie uchwyceni na filmach na mP to np. Ryszard Druch – organizator Salonów Artystycznych i artysta malarz, Tadeusz Turkowski – znakomity recytator poezji polskiej, Tadeusz Parzygnat – rzeźbiarz w drzewie, Lubomir Tomaszewski – rzeźbiarz (kamień, drzewo, miedź), uczestnik PW i malarz ogniem, Andrzej Wala – poeta, Ryszard Semko – artysta malarz, i wiele innych.
Poza tym, odwiedzając stronę mP, można zwyczajnie posłuchać muzyki. Każdy znajdzie coś dla siebie. Są tam filmy z koncertów Budki Suflera, Lady Pank, Krzysztofa Krawczyka, Rubika, Arturo Romay, Reverse, muzyka z kabaretu Chapeau Bas, Dorota Huculak, Green Secret, Open Way, Gringo Duet, i wiele innych. Na mP są również relacje z muzeów, parków, pielgrzymek, z polskich wydarzeń takich jak „Noc Świętojańska” czy spotkanie w Central Parku pod pomnikiem Króla Jagiełły na Wielkanoc.
...
***
Proszę opisać stronę „małaPOLSKA” i kto może się na niej znaleźć?
...
***
– małaPOLSKA – tj. kanał na You Tube który jest dla każdego, kto ma coś do pokazania, coś do opowiedzenia. Najbardziej „fotogeniczni” są oczywiście artyści; malarze, rzeźbiarze, muzycy, pisarze, ludzie którzy przeżyli wojnę, ktorzy mają jakąś ciekawą historię do przekazania.
Jest takie powiedzenie że „każdy ma swoją opowieść”. Kiedy np. idę do fryzjera, Marc opowiada mi o tym, kogo ostatnio zabili, dlaczego i w jaki sposób, kogoś kto przychodził strzyc się do tego właśnie zakładu fryzjerskiego. Dla mnie to jest interesująca opowieść, tylko Marc nie chce mi pozwolić się sfilmować bo ukrywa się przed swoimi żonami.
...
***
Tematem filmu na mP może to być właściciel restauracji czy sklepu, albo inny biznesman, który chce zareklamować swoją działalność w krótkim filmie dokumentalnym. I w końcu mogą to być ludzie którzy już odeszli do wieczności, ale jest ktoś, kto chciałby żeby pozostał po nich jakiś ślad, nawet jeżeli ma to tylko być w postaci filmu składającego się ze starych fotografii.
....
***
Czy ludzie mający mający ciekawą opowieść o swoim życiu, czy swojej rodziny i chcący ją utrwalić– mogą zgłaszać się do Pana?
....
***
– Zachęcam serdecznie. Niech się zgłaszają pod adres: malapolska1986@gmail.com
...
***
Poza fotografią i filmem (podobno?) pisze Pan opowiadania…
...
***
– Od wielu lat prowadzę pamiętniki, opisuję zdarzenia w postaci krótkich esejów. Ostatnio zacząłem składać te wolne opowiadania w jedną całość i planuję wydanie książki autobiograficznej (non fiction) która będzie zbiorem stu opowiadań. Książka pt. Z POLSKI DO AMERYKI * ZASADA DRUGICH SZANS – będzie zorganizowana na lini czasu w ten sposób, że każde opowiadanie może być czytane oddzielnie, a jednocześnie wszystkie razem tworzą całość. Podtytuł – ZASADA DRUGICH SZANS – to jest właśnie coś, co dopiero zrozumiałem niedawno. Większość z nas najpierw jest dzieckiem, a potem jest rodzicem, najpierw jest pracownikiem u kogoś, a potem jest pracodawcą, najpierw jest lokatorem a potem jest właścicielem domów i sam je wynajmuje lokatorom. Chodzi o to, że mamy zawsze potem w życiu jeszcze drugą szansę, żeby przeżyć tą samą sytuacje ale już z innego punktu widzenia, może z większym doświadczeniem, może z możliwością zmiany i większej kontroli zdarzeń. Wtedy możemy „naprawić” coś, co stało się złego w naszej przeszłości.
....***
Dziękuję za rozmowę.
***
Tomek Masłowski
Fragmenty przygotowywanej książki
MOJE NIEBEZPIECZNE DZIECIŃSTWO (1978) – czyli zjeżdżalnia, dżem truskawkowy, majtki Sylwi i tory kolejowe
PINGWINY – czyli nowoczesne metody terroru
Uciekłem z 5 przedszkoli krakowskich i w końcu mama oddała mnie na przechowanie do przedszkola „na Skałce”, które było prowadzone przez siostry zakonne. Siostry przebrane były w czarne habity z białym, okrągłym, plastikowym kołnierzem pod szyją. Wysoki kamienny mur – którego nie mogłem przeskoczyć – stalowe kraty w oknach i ciężkie skoble w drzwiach zamykane na szyfr sprawiały, że tym razem nie mogłem stamtąd uciec. Pingwiny torturowały nas różnymi metodami. Stałem godzinami w kącie twarzą do ściany, albo klęczałem na twardej drewnianej podłodze z wyciągniętymi do przodu rękami. Pingwiny biły mnie po otwartych dłoniach różańcem z koralikami tak, żeby nie zostawiał śladu, i żebym nie mógł tego później pokazać rodzicom, którzy i tak by mi w to nie uwierzyli. Zostaliśmy wszyscy trwale uszkodzeni na całe życie. Dla dwóch moich kolegów z tego przedszkola nie było już ratunku. Zostali potem księżmi. Jednym z nich jest Emil Furtak a imienia drugiego nie pamiętam. Zapamiętałem Emila, bo biliśmy się z nim o to, kto dzisiaj będzie całował się z tą dziewczynką z długimi czarnymi warkoczami, w krótkiej spódniczce, i wysoko podciągniętymi podkolanówkami. Emil zwykle przegrywał. Kiedy nadszedł mój ostatni dzień więzienia w przedszkolu na Skałecznej, poszliśmy z tatą na lody do pobliskiej kawiarni. Zablokowałem większość wydarzeń z tego czasu. W pingwiny nie wierzę.
MAMA I PRZYGODY W SZKOLE – czyli czy ubrałeś kalesonki?
W szkole biliśmy się z chłopakami z 7 „be”, którzy byli dużo głupsi, ale za to dużo silniejsi od nas. Kiedyś dotknąłem „niechcący” dużych piersi Danki Radwańskiej, która „chodziła” z Ćwiertniakiem. Złapali mnie potem w korytarzu szkolnym i razem z „Dźwigiem” i kilkoma innymi kolesiami – pobili mnie w równej walce w sześciu na jednego. Miałem wtedy chyba złamany nos, podbite na zielono oczy i rozbitą wargę w dwóch miejscach. Mamie oczywiście powiedziałem, że zderzyłem się ze słupem od jakiejś latarni, kiedy biegnąc do uciekającego mi tramwaju, walnąłem w niego głową. Dopiero jak zacząłem chodzić na judo, zrozumiałem że jestem całkiem silny, tylko muszę przestać się bać i zacząć się bronić. Już po kilku treningach tak uwierzyłem w siebie, że najpierw kopnąłem „Dźwiga” tak, że ten zemdlał, a potem przerzuciłem Ćwiertniaka jakimś chwytem przez biodro, i tamten spadł na ziemię i jeszcze długo turlał się po schodach na sam dół. Za kopnięcie „Dźwiga” zostałem wezwany do pokoju nauczycielskiego i po długiej rozmowie – pani dyrektor wezwała moich rodziców do szkoły. Mama nie mogła uwierzyć, że zrobił się ze mnie taki bandyta, a tato był ze mnie chyba nawet trochę dumny. Z taką reputacją, prosto po rozmowie z dyrektorką szkoły, zyskałem nowy szacunek wśród kolegów. Zauważyły mnie też po raz pierwszy dziewczyny z klasy. Nawet Danuśka zaczęła się do mnie uśmiechać i wyprężać swoje duże piersi, ale ja tym razem – nauczony przykrym doświadczeniem – trzymałem już swoje ręce przy sobie.
Kiedy indziej, kiedy stałem na przystanku tramwajowym z kolegami, podeszła do mnie niespodziewanie mama.
– A czy ubrałeś kalesonki? – zapytała mnie mama przy wszystkich moich kolegach.
– Tak, mam trzy pary – odpowiedziałem i spaliłem się ze wstydu widząc jak moi koledzy zakrywają sobie usta rękami, żeby nie parsknąć śmiechem.
– A szaliczek ubrałeś? – kontynuowała przesłuchanie przy świadkach mama.
Ponieważ byłem wielkim przywódcą bandy – Janosikiem, więc trochę było mi wstyd, że chłopcy z mojej bandy właśnie dowiedzieli się, że założyłem dzisiaj trzy pary kalesonek. Moja mama miała taki delikatny sposób zawstydzania mnie przy wszystkich. Włożyła potem swoją zimną rękę za moją koszulkę i dotknęła moich pleców.
– Nie goń tak, bo się przeziębisz. Jesteś cały spocony – skarciła mnie mama na koniec przy wszystkich.
Zwykle kiedy mama wracała z wywiadówek, robiła mi straszną awanturę. Jak zwykle na wywiadówce okazywało się, że nie wiedziała o połowie moich przestępstw popełnionych w szkole, bo podrabiałem jej podpis w dzienniczku szkolnym z zawiadomieniami od pani Jędrych o moim złym zachowaniu. We wtorki podpisywał mi dzienniczek tato. Potem jeszcze z Jurkiem Siewiorkiem zostaliśmy wyznaczeni przez panią Jędrych do opieki nad klasowym akwarium. Codziennie rano dawaliśmy im jeść, co tydzień wymienialiśmy im wodę. Na zajęciach praktyczno-technicznych zrobiliśmy do niego oświetlenie z dwóch żarówek, które zakładało się na górę akwarium w charakterze klosza. Podświetlone pięknie rybki pływały szczęśliwe pokazując wszystkim swoje kolorowe płetwy. Pani nauczycielka postawiła nam piątki. Na drugi dzień przychodzimy rano do klasy, a tu w akwarium bulgoce gotująca się woda, rybki pływają martwe na powierzchni zabite wysoką temperaturą. Jak się okazało – żarówki z naszego oświetlenia urwały się i wpadły do wody podgrzewając ją przez noc do temperatury wrzenia. Tak gotująca się zupa rybna zakończyła naszą karierę opieki nad klasowymi rybkami. Mam tylko nadzieję, że zanim te rybki zagotowaly się wtedy w tym akwarium, zostały najpierw porażone i zabite prądem 220 V dopływającym do żarówek z naszego projektu. Pani nauczycielka z zajęć praktyczno-technicznych – wymazała nam piątki gumką z dziennika.
ZAKOŃCZENIE – czyli tylko On nas żałował
Jeżdżąc na rowerach po torach kolejowych, szukając skarbów w okolicznych śmietnikach, grając na betonowych parkingach w piłkę, walcząc z bandą Artka Kubackiego na miecze zrobione z choinek, podglądając pół-nagie dziewczyny na Bagrach, bawiąc się wśród wykopów wypełnionych wapnem na pobliskich budowach – nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństw czychajacych na nas przy przekraczaniu ruchliwych ulic i torów kolejowych pobliskiej stacji – przeżyłem najlepszy czas swojego życia – moje niedopilnowane dzieciństwo. Nikt mną się nie przejmował. Przeżyłem tortury pani Wojewskiej na fotelu dentystycznym i znęcanie się mojej szkolnej wychowawczyni pani Aureli Jędrych, która teraz za takie coś znalazła by się w więzieniu. Często w zimie jeszcze po ciemku, czekałem na tramwaj na przystanku w temperaturze -27 C. W dwumetrowych zaspach śniegu szedłem do szkoły na piechotę na ósmą rano. Graliśmy w klasy skacząc po narysowanych kolorową kredą polach, w chowanego, w podchody, w dwa ognie, w noża, w gumę i w kapsle pstrykając je po wijących się trasach na asfalcie pobliskiego parkingu, po kolejnej telewizyjnej transmisji rowerowego „Wyścigu Pokoju” (…)
sobota, 16 stycznia 2021
Adam Wiercinski - PISARSKIE DELICJE I REMANENTY
...
Aleksandra Ziółkowska-Boehm, Pisarskie delicje, Bellona 2019, 343 stron.
...
Adam Wiercinski
[w:]
PAMIĘTNIK LITERACKI, Londyn, grudzień 2020, s. 243-246
........................
Pisarskie delicje i remanenty
.........................
„Pisarskie delicje” Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm to silva rerum. Prawdziwy las rzeczy. Tyle tam spraw, tematów, postaci znanych i mniej znanych, tyle dopowiedzeń do książek wcześniejszych i dodatkowych opowieści. I tyle przytoczeń. Listy, rozmowy, wywiady, fragmenty książek własnego i cudzego autorstwa.A wszystko udokumentowane, sprawdzone i autoryzowane, kiedy trzeba. Polot, szczęśliwe przypadki, szczęście do spotkań z pięknymi ludźmi, ponadto - dyscyplina pisarska. I jeszcze sztuka uważnego słuchania.
............................
W pierwszym rozdziale zajmuje się Autorka reportażem literackim, rozprawia ze znawstwem, którego mógłby jej pozazdrościć wykładowca na wydziale dziennikarstwa, o literaturze faktu, tłumaczy, skąd się wzięła popularność tego rodzaju pisarstwa.
„Czytelnik współczesny oczekuje dokumentacji, jest głodny faktów, przekazów z pierwszej ręki. Staramy się śledzic, co się dzieje w różnych miejscach świata, który dzięki telewizji i głównie internetowi wszedł w nasze życie ze swoimi dylematami, problemami, katastrofami i biedą”(s.11-12)". ........................ To pisarstwo wywodzi się z literackiego dziennikarstwa, przypomina, że w latach 70.XX. popularnością cieszył się tzw. literary journalism, kiedy autorzy starali się przedstawić punkt widzenia przeciętnego człowieka. A kiedy i to określenie stało się nazbyt rozmyte, wprowadzono inne: „Termin creative non-fiction (używany zamiennie jako literary non fiction) brzmi być może zagadkowo. Wyraz creative wskazuje, że autor używa metod i sposobów wypróbowanych w fikcji, czyli uprawia sztukę przenoszenia do narracji rozmaitych strategii i form opowiadania”s.12". ............................ Teoretyczne rozważania ilustruje Autorka przykładami, przypomina, jak się przygotowywała do pierwszego spotkania z Melchiorem Wańkowiczem, jak doszło do spotkania z Januszem Brochwiczem-Lewińskim („Gryf” w czasie powstania warszawskiego był świadkiem śmierci córki Wańkowicza). Wspomina o lojalności wobec rozmówcy: ....................... „Pojawiają się momenty, kiedy rozmówca nie ukrywa, nie cenzuruje swoich słów, odczuć, wspomnień – mówi o nich swobodnie. Nie znaczy to, że piszący ma o tym napisać, aby „świat się dowiedział”. Ustalamy z moimi bohaterami, że swoją opowieść snują bez oporów, ale przed publikacją każdą wypowiedź z nimi autoryzuję. Mają do tego święte prawo. Zawsze usuwałam fragmenty wspomnień, którymi dzielili się ze mną, ale nie chcieli obwieszczać ich innym”. "Rozmówcy zasługują na szacunek, poszanowanie ich życia i prywatność. Zaufali mi, ja mam obowiązek postępowania etyczneg".(s.41-42)". ............... A po teoretycznym wstępie ciagną się opowieści o ludziach z różnych czasów i z tylu przestrzeni. O ich wędrówkach z wyboru i tych odbywanych kiedyś mimo woli. O rodzinie Rodziewiczów (z opowiadania Romana Rodziewicza powstała książka Wańkowicza „Hubalczycy”); o Aleksandrze Jordanie Lutosławskim, synu sławnego filozofa, Wincentego Lutosławskiego; o ks. Prof Januszu Ihnatowiczu, teologu i poecie; o sławnym pilocie Januszu Żurakowskim. O skomplikowanych losach niektórych ludzi. Janusz Dukszta, lekarz psychiatra i polityk kanadyjski, rodem ze Szczuczyna (między Grodnem a Nowogródkiem), mówił Ziółkowskiej-Boehm o swojej złożonej tożsamości: ................... „Uważam się za Polaka litewskiego pochodzenia, od lat mówię, że jestem polskim Litwinem, ale to jest trochę skomplikowane. Odwiedziłem kilka lat temu Wilno, i stwierdziłem, że na pewno nie jestem Litwinem, pojechałem do Krakowa, stwierdziłem, że nie jestem Polakiem. Odwiedzam Anglię, gdzie ukończyłem uczelnię, i gdzie mieszka moja przyrodnia siostra Izabella, ale nie czuję się Anglikiem. Jestem Kanadyjczykiem – bo Kanada pozwala mi być ...cudzoziemcem. To jest moje „identity”(s.64)”. ....................... Ciekawe, ile papieru zużyliby współcześni socjolodzy na opisanie tej wielostopniowej tożsamości, ile teorii stworzyliby dzisiejsi kosmopolici i narodowcy. A pisarka zostawia wyznanie potomka szlacheckiego rodu z Wielkiego Księstwa Litewskiego bez komentarza. Zostaje cenne świadectwo. Gdzie indziej opowie Autorka o Tomaszu Łychowskim, poecie i malarzu Brazylii (przyznaje się, że to, co pisze, jest polskie, a to co maluje – brazylijskie). Jego ojciec pochodził z Kijowa, ożenił się z Gertrudą, Niemką spod Berlina. A stało się to w portugalskiej wtedy Angolii w latach 30.XX w. W roku 1938 Łychowscy z kilkuletnim Tomaszem przyjechali do Polski. A potem wojna, konspiracja, matka Niemka okazała się polską patriotką związaną z AK. Osadzono ją z siedmioletnim synkiem na Pawiaku. ................... „Obecnie Tomasz Łychowski ma ponad 80 lat i jest prawdopodobnie najmłodszym żyjącym więźniem Pawiaka. Pamięta, że codziennie o szóstej rano był apel. Ustawione w dwurzędzie więźniarki składały po niemiecku meldunek. Tomasz zapamiętał, że po pewnym czasie jemu przypadła ta funkcja i meldował: Fünfundzwanzig Frauen und ein Kind (25 kobiet i dziecko). Na to Komendant: Fünfundzwanzig Frauen und ein Man (25 kobiet i jeden mężczyzna) i bardzo zadowolony ze swojego dowcipu wybuchnął śmiechem"(s. 240). Poeta pisze w trzech językach: po polsku, po angielsku i po portugalsku, maluje i pisze wiersze (coraz częściej po portugalsku), w jednym z wierszy wspomina o swojej multiosobowości: ................ Jaka moja w tym wina - urodzony w Angoli - że nie jestem czarny? Zaadoptowany przez Brazylię że jestem gringo? Jaka wina? Że jestem synem Niemki w Polsce Polaka w Niemczech? Dość nierzeczywistych win! Czy nie wystarczą te prawdziwe?(s. 252)" .................. Jak to dobrze, że bohaterowie o takich skomplikowanych losach znaleźli rozumiejącą słuchaczkę, która z taktem i empatią potrafiła ich wysłuchać, a potem zapisać niezwykłe koleje losu (powieściopisarz pomieściłby te opowieści w kilku zapewne tomach). A tu skrót, dane do opowieści i ewentualne rozwinięcie. Jak z Kają od Radosława: ....................... .„Najkrócej: Cezaria Iljin-Szymańska - pseudonim „Kaja” – działaczka podziemia, uczestniczka powstania warszawskiego, członek zgrupowania „Radosław”. Po powstaniu aresztowana w Białymstoku i osadzona w obozie NKWD nr 41 w Ostaszkowie. Do Polski wróciła w 1946 roku z malarią i tyfusem. Skończyła studia i została cenionym architektem, włączyła się w odbudowę Warszawy”(s.89). .................... Jeszcze o jednym szkicu należałoby wspomnieć. Zaczyna się tak: ............. „Jeżeli Wańkowicz jest mi wdzięczny, to zapewne za wymianę przedmowy... Że przekonałam wielkiego redaktora Giedroycia, który do swojej korespondencji z pisarzem napisał nową. Pierwsza jej wersja zawierała określenia niesprawiedliwe, niepoparte żadnym dokumentem”.(s.257)" A jak to się stało, że propozycję Ziółkowskiej-Boehm, żeby dodał Giedroyć kilka zdań ...-właśnie, że uważa go Pan za „czołową postać polskiej literatury” (...) Obok krytyki i ostrych rzeczy, czy nie może Pan dodać, że – jak Pan do mnie pisze – jednak „wysoko go Pan ceni”? zostały uwzględnione, wnikliwy czytelnik, przeczyta sam. A uparta i wdzięczna Autorka, dbająca o dobre imię swojego mistrza, napisze o Giedroyciu z uznaniem: „Jego wielkość z pewnością zawiera się także w fakcie, że dał sie przekonać. Bardzo go za to podziwiam i doceniam”.(s.293)"
wtorek, 26 maja 2020
Almanach poetycki Znad Laudy i Niewiazy
http://pai.media.pl/pai_wiadomosci.php?id=9454
**
Almanach poetycki Znad Laudy i Niewiaży
(lit. Nuo Liaudės ir Nevėžio)
Znad
Laudy i Niewiaży
Nuo Liaudės ir Nevėžio
Litwinom i Polakom,
pogrobowcom Wielkiego Księstwa oraz Korony,
spadkobiercom Rzeczypospolitej,
z nadzieją na wspólne wędrowanie,
czułą Pamięć o pięknym trwaniu
wolnych z wolnymi,
równych z równymi.
.
.
Lietuviams ir lenkams,
Didžiosios Kunigaikštystės ir Karūnos
palikuonims,
Lenkijos Respublikos įpėdiniams,
vildamasis žengti kartu,
jautrios Atminties apie buvimą kartu
laisvų su laisvais,
lygių su lygiais.
2020-05-16 Gniazda i serca żywiołu litewskiego
Na rynek
wydawniczy trafił właśnie nowy almanach poetycki Znad Laudy i Niewiaży (lit.
Nuo Liaudės ir Nevėžio). Pomysłodawcą tego subtelnego i unikalnego tomu
współczesnej poezji żmudzkiej jest Irena Duchowska, wieloletni pedagog i
wychowawca pokoleń uczniów szkoły w Akademii. Choć sama kończyła szkołę w
prastarych, oddychających polskością, Miednikach Królewskich, los posłał ją do
pracy na tereny historycznej Laudy w okolice Kiejdan, do gniazda i serca
żywiołu litewskiego.
32 lata czynnej
pracy jako nauczycielki fizyki w tej samej szkole w Akademii, zjednało polskiej
poetce serca jej litewskich uczniów, którzy zarazili się poetyckim spojrzeniem
na otaczający świat, w czasie, tylko z pozoru nie mających nic wspólnego z
poezją, zajęć odnoszącej się do praw światem rządzącej fizyki.
Irenie udało
się zebrać w jednym, wspólnym tomie i udostępnić w obu językach jednocześnie
(dzięki także pomocy jej nieocenionego syna Kazimierza) niepowtarzalny zbiór
płynącej z serc twórczości współczesnych, młodych Litwinów, mających w
korzeniach, podobnie jak cała tutejsza ziemia, oprócz jądra litewskiego,
pierwiastki i żydowskie i polskie i rosyjskie i nieraz odleglejsze.
Niech ten tom
służy idei budowania porozumienia między tak sobie przez wieki bliskimi
społecznościami Litwinów, Żydów, Rosjan, Polaków, Jaćwingów, Szkotów i innych
narodowości, którzy na tej ziemi tworzyli niepowtarzalny kobierzec utkany z
sympatii, przyjaźni, miłości i wspólnych trudów codzienności. Idei, której
życie poświęciła, mentorka tomu tego i pięknych bezinteresownych działań
przybliżających sobie ludzi. Odtwarzanie takiej duchowej wspólnoty, pomimo
zawirowań politycznych, które nieraz – z powodu prawdziwej jakości małością
ludzką przeplatanej – przenosi nas do mitycznej krainy, po której płynąć miała
Issa. W wierszach tu zebranych słychać przesłanie Czesława, który Ziemię tę
ukochał, a na uporczywe pytania dotyczące jego narodowości, nigdy nie
odpowiadał jednoznacznie, nie chcąc dać oręża tym, którzy chcieliby go
zawłaszczyć i, nie daj Boże, użyć przeciw innym współbraciom, którym ta Ziemia
była Matką.
dr Mirosław
Reczko
**
dr Aleksandra Ziółkowska-Boehm
Wimington, Delaware 19809, USA
.
Żmudź, z której
pochodziła rodzina mojego dziadka Józefa Laśkiewicza, jest mi choćby z tego
powodu bliska. Marzyłam, że pojadę, obejrzę, porozmawiam, nabiorę w serce
wiele wartości, wrażeń, że zostaną we mnie, przeleję je w słowa, przekażę
innym... Czas mija, wszystko oddala się, także plany, zamiary... Czy niektóre
zostaną marzeniami?
Pisałam w
książkach o ludziach z Kresów, a nigdy nie byłam na Kresach... Kilka dni byłam
w Wilnie, w maju 2017 roku uczestniczylam w wyprawie zorganizowanej przez
Romualda Mieczkowskiego. Żal, że nie widziałam jednego z najstarszych w Europie
Cmentarza na Rossie, nie odwiedziłam „drogich nieobecnych”. W kaplicy
ostrobramskiej widziałam obraz Matki Bożej znajdujący się w kaplicy
ostrobramskiej. To do Niej w „Panu Tadeuszu” pisał Mickiewicz: ... „Panno
święta, co ... w Ostrej świecisz Bramie”. Pomodliłam się, wdzięczna,
że tam jestem..
Mam przed sobą
zbiór Almanach „Znad Laudy i Niewiaży” - 28 poetów, autorów pięknych wierszy,
zamyślonych, zatopionych we wspomnienia, tęsknoty, rozpatrujących złudzenia...
28 poetów - z każdym można się zgodzić, każdego wiersz staje się po jego
lekturze bliski. Odczucia i wrażliwość – to łączy ludzi.
Wrażliwość
autorów wyraża się w każdym wierszu, w każdej myśli... Czy to wspomnienie
dzieciństwa, lat młodzieńczych, matki, ojca, rodzeństwa...
Czas upływa ale
zostawia ślady, one przywoływane pod wpływem myśli, tęsknoty za minionym,
odeszłymi latami...
Co odeszlo, to jest drogie tym bardziej, że utracone, że nie wróci. Ludzie odchodzą, bliscy i drodzy, i ci dalecy. ...
Wybrałam kilka fragmentów z prezentowanych w tym tomie wierszy, pokażę bez przywołania nazwisk autorów. Łączy nas tyle wspólnych wzruszeń, marzeń, wartości. A życie płynie swoim rytmem...
.
Co odeszlo, to jest drogie tym bardziej, że utracone, że nie wróci. Ludzie odchodzą, bliscy i drodzy, i ci dalecy. ...
Wybrałam kilka fragmentów z prezentowanych w tym tomie wierszy, pokażę bez przywołania nazwisk autorów. Łączy nas tyle wspólnych wzruszeń, marzeń, wartości. A życie płynie swoim rytmem...
.
Płyń, życie,
jak woda między palcami,
Ten niekontrolowany upływ czasu,
Płyń, niech wszystkie dni się zmienią
W strumienie deszczu, byle nie łez.
Płyń życie, jak płyną wszystkie rzeki,
W swoim kierunku i tym samym korytem.
.
Ten niekontrolowany upływ czasu,
Płyń, niech wszystkie dni się zmienią
W strumienie deszczu, byle nie łez.
Płyń życie, jak płyną wszystkie rzeki,
W swoim kierunku i tym samym korytem.
.
Zmienność ...
pór roku , pogody, zima, śnieg , szron na krzewach...
Deszcz, pogoda zmienna wywołuje niepokojące odczucia u nas wszystkich...
Deszcz, pogoda zmienna wywołuje niepokojące odczucia u nas wszystkich...
Do większej
rozpaczy nawołuje deszcz,
Ale umywa serce trawy i niebo
**
Pada.
Nareszcie pada.
Po kłopotach, po śniegu, po bezsenności,
Po rozpaczy.
Ale umywa serce trawy i niebo
**
Pada.
Nareszcie pada.
Po kłopotach, po śniegu, po bezsenności,
Po rozpaczy.
Nie zamknę
okna.
Niech gości jesień.
**
.
Święta Bożego Narodzenia, to nasze dzieciństwo, i dzieciństwo naszych dzieci, to myśli - tęsknoty za odeszłymi latami...
Niech gości jesień.
**
.
Święta Bożego Narodzenia, to nasze dzieciństwo, i dzieciństwo naszych dzieci, to myśli - tęsknoty za odeszłymi latami...
Doczekamy się
Bożego Narodzenia.
Tylko do wigilijnego stołu już usiądą nie wszyscy.
Postawię pustą miskę,
Nie zapomnę opłatka.
**
Ścieżka dzieciństwa
Jak dobrze wracać starymi ścieżkami.
Może znów spotkam siostrę, brata, przyjaciela!
I te spotkania dodadzą mi sił.
.
Tylko do wigilijnego stołu już usiądą nie wszyscy.
Postawię pustą miskę,
Nie zapomnę opłatka.
**
Ścieżka dzieciństwa
Jak dobrze wracać starymi ścieżkami.
Może znów spotkam siostrę, brata, przyjaciela!
I te spotkania dodadzą mi sił.
.
Wszyscy -
wszędzie – zawsze - potrzebują czułości, opieki, ochrony ...
Małe dziecko w
zakrytych dłoniach
Chroni biedronkę przed zimnym wiatrem.
Chrońmy ziemię w objęciu serc,
Ponieważ na jej dłoni wszyscy dorastamy.
.
Chroni biedronkę przed zimnym wiatrem.
Chrońmy ziemię w objęciu serc,
Ponieważ na jej dłoni wszyscy dorastamy.
.
Wspomnienia,
drogie, szczęśliwe, radosne, ale są i bolące, ranliwe...
Z przeszłości,
z bajki
Wyciekły czyste łzy,
Różni ludzie i ich losy
Przeplatają się ze wspomnieniami.
.
Wyciekły czyste łzy,
Różni ludzie i ich losy
Przeplatają się ze wspomnieniami.
.
Ważniejsza od
słów jest często cisza, milczenie potrafi by złotem...
Jak wiele mogą
powiedzieć oczy,
Jak wiele poczuć mogą nasze serca.
To, co czujesz, spróbuj wypowiedzieć bez słów,
Bez słów spróbuję cię usłyszeć.
.
Jak wiele poczuć mogą nasze serca.
To, co czujesz, spróbuj wypowiedzieć bez słów,
Bez słów spróbuję cię usłyszeć.
.
Specjalne
odczucia mamy względem matek, takie na przykład wspomnienia:
Mojej mamie
Jak dotykam
Twych zmęczonych, Mamo, rąk.
Jak patrzę w Twe przygaszone oczy,
Jak czuję Twe kochające serce,
Pragnę jednego – przytulić się,
Objąć,
Poprosić:
Jeszcze pobądź, nie odchodź...
**
.
Mój dom –
Twych zmęczonych, Mamo, rąk.
Jak patrzę w Twe przygaszone oczy,
Jak czuję Twe kochające serce,
Pragnę jednego – przytulić się,
Objąć,
Poprosić:
Jeszcze pobądź, nie odchodź...
**
.
Mój dom –
to kątek z
Mamą,
ciepły płomyk w Jej spojrzeniu,
stała troska o każdy mój krok...
I chociaż dzielą nas obłoki,
światło Jej duszy
idzie ze mną,
a ja,
przez życie,
idę
z Nią...
.
ciepły płomyk w Jej spojrzeniu,
stała troska o każdy mój krok...
I chociaż dzielą nas obłoki,
światło Jej duszy
idzie ze mną,
a ja,
przez życie,
idę
z Nią...
.
Złożona sprawa
przyznawania do przynależności narodowej, języka, Litwa, Polska...
tez przypomina Matkę...
Mamo, ty
rozmawiałaś
ze mną po litewsku,
ale i mowy praojców
nauczyć się pomogłaś.
ze mną po litewsku,
ale i mowy praojców
nauczyć się pomogłaś.
Uczyłaś, że
mamy kochać
Ojczyznę Litwę,
Polski zapomnieć
też nie możemy.
Ojczyznę Litwę,
Polski zapomnieć
też nie możemy.
Uczyłaś, że
bratem mi -
każdy człowiek,
który codziennie chodzi
po tych samych ścieżkach.
każdy człowiek,
który codziennie chodzi
po tych samych ścieżkach.
Mówiłaś:
„Ojczyzna –
to najdroższy kraj,
ale obok ojczyzny
Polska najbliżej”.
.
to najdroższy kraj,
ale obok ojczyzny
Polska najbliżej”.
.
Dom dzieciństwa
może był najpięknieszy, może nie, ale gdy zamienia się we wspomnienia,
niektórzy potrafią zachować i przywołać te dobre, jakby innych nie było...
Już nigdzie
Już nigdzie więcej
nie będzie mi tak błogo,
jak w skromnym,
rodzimym domu
na Wileńszczyźnie...
Już nigdzie więcej
nie będzie mi tak błogo,
jak w skromnym,
rodzimym domu
na Wileńszczyźnie...
Już nigdzie
więcej
nie zakwitnie mi morze kwiecia,
nie będzie takiej altanki
z dumnych georginii,
ani alei z tęczowych róż,
klombu mięty
przeplatanej pyszną konwalią,
bratków na wietrze
przypominających
fruwających motyli...
nie zakwitnie mi morze kwiecia,
nie będzie takiej altanki
z dumnych georginii,
ani alei z tęczowych róż,
klombu mięty
przeplatanej pyszną konwalią,
bratków na wietrze
przypominających
fruwających motyli...
Już nigdzie
więcej
nie ujrzę nieba
utkanego z niezapominajek...
nie ujrzę nieba
utkanego z niezapominajek...
Już nigdzie
więcej
nie odurzy mię tak silnie
zapach siana...
nie odurzy mię tak silnie
zapach siana...
Już nigdzie
więcej
nie będzie mi tak błogo!
.
nie będzie mi tak błogo!
.
Czas mija,
wspomnienia giną, zapadają się, lecą w przepaść, z której już nie potrafią
wyjść...
Wszystko przemija,
ale zanim przeminie,
ale wraca i szarpie
struny twej duszy
jak urwis
dziecko, które znalazło
na strychu zakurzone
skrzypce dziadka…
.
Nasze trudności, uczucia, odruchy, bez zastanowienia, impulsywne, czy rozwaga, przemyślenia...
ale zanim przeminie,
ale wraca i szarpie
struny twej duszy
jak urwis
dziecko, które znalazło
na strychu zakurzone
skrzypce dziadka…
.
Nasze trudności, uczucia, odruchy, bez zastanowienia, impulsywne, czy rozwaga, przemyślenia...
Jak myślę – nie
widzę.
Jak widzę – nie myślę.
To i kręcę głowę,
jak zrobić, żebym
widziała myśląc i
myślała widząc…
Jak widzę – nie myślę.
To i kręcę głowę,
jak zrobić, żebym
widziała myśląc i
myślała widząc…
Wszystko mija,
ludzie odchodzą, może we śnie, może w naszej wyobraźni na chwilę wrócą nasi
drodzy nieobecni...
Ścieżka
dzieciństwa
Jak dobrze wracać starymi ścieżkami.
Może znów spotkam siostrę, brata, przyjaciela!
I te spotkania dodadzą mi sił.
Jak dobrze wracać starymi ścieżkami.
Może znów spotkam siostrę, brata, przyjaciela!
I te spotkania dodadzą mi sił.
Pamiętam drogie
chwile spędzane razem,
Wrażenia zapadłe w duszę, w pamięć.
I one już nigdy nie zatrą się w czasie!
Ja wszystkich ich kocham, widzę, tęsknię.
Dziękuję im za miłość, ciepło, przyjaźń
I wszystkich ich, noszę w swym sercu.
.
Wrażenia zapadłe w duszę, w pamięć.
I one już nigdy nie zatrą się w czasie!
Ja wszystkich ich kocham, widzę, tęsknię.
Dziękuję im za miłość, ciepło, przyjaźń
I wszystkich ich, noszę w swym sercu.
.
Łączy ludzi i
trwa pokoleniami wiara w Boga, modlitwa do Najświętszej Maryi, w której miłości
kulcie wzrastaliśmy...
Tam, gdzie Twój
ołtarz, Maryjo,
Trzymam w ręku płonącą świeczkę.
Podzięki w srebrnej otoczce –
Za cud, łaskę, zdrowie...
Obok płyną słowa litanii...
Z dużego gmachu pychy
Niesiemy kromki pokory.
Otwieram i ja,
Co Ci przyniosłam –
Modlitwę, błagania,
Podziękę...
Tylko Tobie i mnie wiadomo za co.
Tam, gdzie Twój ołtarz, Maryjo,
Ofiaruję,
Jak świecę na dłoni
Nie w złotej, nie w srebrnej otoczce,
A te, którego żywe westchnienie słyszysz
Żywe woto –
Pokorę –
Swoje bijące serce.
.
Trzymam w ręku płonącą świeczkę.
Podzięki w srebrnej otoczce –
Za cud, łaskę, zdrowie...
Obok płyną słowa litanii...
Z dużego gmachu pychy
Niesiemy kromki pokory.
Otwieram i ja,
Co Ci przyniosłam –
Modlitwę, błagania,
Podziękę...
Tylko Tobie i mnie wiadomo za co.
Tam, gdzie Twój ołtarz, Maryjo,
Ofiaruję,
Jak świecę na dłoni
Nie w złotej, nie w srebrnej otoczce,
A te, którego żywe westchnienie słyszysz
Żywe woto –
Pokorę –
Swoje bijące serce.
.
Dziękuję 28
poetom za wiersze, za przywołanie, wywołanie myśli, odczuć, które są ważne i
tkwią w nas wszystkich głęboko. Dziękuję za wzruszenia.
dr Aleksandra
Ziółkowska-Boehm
Wimington, Delaware 19809, USA
Wimington, Delaware 19809, USA
Informacja:
Polonijna Agencja Informacyjna
Subskrybuj:
Posty (Atom)