„Czytelnik współczesny oczekuje dokumentacji, jest głodny faktów, przekazów z pierwszej ręki. Staramy się śledzic, co się dzieje w różnych miejscach świata, który dzięki telewizji i głównie internetowi wszedł w nasze życie ze swoimi dylematami, problemami, katastrofami i biedą”(s.11-12)". ........................ To pisarstwo wywodzi się z literackiego dziennikarstwa, przypomina, że w latach 70.XX. popularnością cieszył się tzw. literary journalism, kiedy autorzy starali się przedstawić punkt widzenia przeciętnego człowieka. A kiedy i to określenie stało się nazbyt rozmyte, wprowadzono inne: „Termin creative non-fiction (używany zamiennie jako literary non fiction) brzmi być może zagadkowo. Wyraz creative wskazuje, że autor używa metod i sposobów wypróbowanych w fikcji, czyli uprawia sztukę przenoszenia do narracji rozmaitych strategii i form opowiadania”s.12". ............................ Teoretyczne rozważania ilustruje Autorka przykładami, przypomina, jak się przygotowywała do pierwszego spotkania z Melchiorem Wańkowiczem, jak doszło do spotkania z Januszem Brochwiczem-Lewińskim („Gryf” w czasie powstania warszawskiego był świadkiem śmierci córki Wańkowicza). Wspomina o lojalności wobec rozmówcy: ....................... „Pojawiają się momenty, kiedy rozmówca nie ukrywa, nie cenzuruje swoich słów, odczuć, wspomnień – mówi o nich swobodnie. Nie znaczy to, że piszący ma o tym napisać, aby „świat się dowiedział”. Ustalamy z moimi bohaterami, że swoją opowieść snują bez oporów, ale przed publikacją każdą wypowiedź z nimi autoryzuję. Mają do tego święte prawo. Zawsze usuwałam fragmenty wspomnień, którymi dzielili się ze mną, ale nie chcieli obwieszczać ich innym”. "Rozmówcy zasługują na szacunek, poszanowanie ich życia i prywatność. Zaufali mi, ja mam obowiązek postępowania etyczneg".(s.41-42)". ............... A po teoretycznym wstępie ciagną się opowieści o ludziach z różnych czasów i z tylu przestrzeni. O ich wędrówkach z wyboru i tych odbywanych kiedyś mimo woli. O rodzinie Rodziewiczów (z opowiadania Romana Rodziewicza powstała książka Wańkowicza „Hubalczycy”); o Aleksandrze Jordanie Lutosławskim, synu sławnego filozofa, Wincentego Lutosławskiego; o ks. Prof Januszu Ihnatowiczu, teologu i poecie; o sławnym pilocie Januszu Żurakowskim. O skomplikowanych losach niektórych ludzi. Janusz Dukszta, lekarz psychiatra i polityk kanadyjski, rodem ze Szczuczyna (między Grodnem a Nowogródkiem), mówił Ziółkowskiej-Boehm o swojej złożonej tożsamości: ................... „Uważam się za Polaka litewskiego pochodzenia, od lat mówię, że jestem polskim Litwinem, ale to jest trochę skomplikowane. Odwiedziłem kilka lat temu Wilno, i stwierdziłem, że na pewno nie jestem Litwinem, pojechałem do Krakowa, stwierdziłem, że nie jestem Polakiem. Odwiedzam Anglię, gdzie ukończyłem uczelnię, i gdzie mieszka moja przyrodnia siostra Izabella, ale nie czuję się Anglikiem. Jestem Kanadyjczykiem – bo Kanada pozwala mi być ...cudzoziemcem. To jest moje „identity”(s.64)”. ....................... Ciekawe, ile papieru zużyliby współcześni socjolodzy na opisanie tej wielostopniowej tożsamości, ile teorii stworzyliby dzisiejsi kosmopolici i narodowcy. A pisarka zostawia wyznanie potomka szlacheckiego rodu z Wielkiego Księstwa Litewskiego bez komentarza. Zostaje cenne świadectwo. Gdzie indziej opowie Autorka o Tomaszu Łychowskim, poecie i malarzu Brazylii (przyznaje się, że to, co pisze, jest polskie, a to co maluje – brazylijskie). Jego ojciec pochodził z Kijowa, ożenił się z Gertrudą, Niemką spod Berlina. A stało się to w portugalskiej wtedy Angolii w latach 30.XX w. W roku 1938 Łychowscy z kilkuletnim Tomaszem przyjechali do Polski. A potem wojna, konspiracja, matka Niemka okazała się polską patriotką związaną z AK. Osadzono ją z siedmioletnim synkiem na Pawiaku. ................... „Obecnie Tomasz Łychowski ma ponad 80 lat i jest prawdopodobnie najmłodszym żyjącym więźniem Pawiaka. Pamięta, że codziennie o szóstej rano był apel. Ustawione w dwurzędzie więźniarki składały po niemiecku meldunek. Tomasz zapamiętał, że po pewnym czasie jemu przypadła ta funkcja i meldował: Fünfundzwanzig Frauen und ein Kind (25 kobiet i dziecko). Na to Komendant: Fünfundzwanzig Frauen und ein Man (25 kobiet i jeden mężczyzna) i bardzo zadowolony ze swojego dowcipu wybuchnął śmiechem"(s. 240). Poeta pisze w trzech językach: po polsku, po angielsku i po portugalsku, maluje i pisze wiersze (coraz częściej po portugalsku), w jednym z wierszy wspomina o swojej multiosobowości: ................ Jaka moja w tym wina - urodzony w Angoli - że nie jestem czarny? Zaadoptowany przez Brazylię że jestem gringo? Jaka wina? Że jestem synem Niemki w Polsce Polaka w Niemczech? Dość nierzeczywistych win! Czy nie wystarczą te prawdziwe?(s. 252)" .................. Jak to dobrze, że bohaterowie o takich skomplikowanych losach znaleźli rozumiejącą słuchaczkę, która z taktem i empatią potrafiła ich wysłuchać, a potem zapisać niezwykłe koleje losu (powieściopisarz pomieściłby te opowieści w kilku zapewne tomach). A tu skrót, dane do opowieści i ewentualne rozwinięcie. Jak z Kają od Radosława: ....................... .„Najkrócej: Cezaria Iljin-Szymańska - pseudonim „Kaja” – działaczka podziemia, uczestniczka powstania warszawskiego, członek zgrupowania „Radosław”. Po powstaniu aresztowana w Białymstoku i osadzona w obozie NKWD nr 41 w Ostaszkowie. Do Polski wróciła w 1946 roku z malarią i tyfusem. Skończyła studia i została cenionym architektem, włączyła się w odbudowę Warszawy”(s.89). .................... Jeszcze o jednym szkicu należałoby wspomnieć. Zaczyna się tak: ............. „Jeżeli Wańkowicz jest mi wdzięczny, to zapewne za wymianę przedmowy... Że przekonałam wielkiego redaktora Giedroycia, który do swojej korespondencji z pisarzem napisał nową. Pierwsza jej wersja zawierała określenia niesprawiedliwe, niepoparte żadnym dokumentem”.(s.257)" A jak to się stało, że propozycję Ziółkowskiej-Boehm, żeby dodał Giedroyć kilka zdań ...-właśnie, że uważa go Pan za „czołową postać polskiej literatury” (...) Obok krytyki i ostrych rzeczy, czy nie może Pan dodać, że – jak Pan do mnie pisze – jednak „wysoko go Pan ceni”? zostały uwzględnione, wnikliwy czytelnik, przeczyta sam. A uparta i wdzięczna Autorka, dbająca o dobre imię swojego mistrza, napisze o Giedroyciu z uznaniem: „Jego wielkość z pewnością zawiera się także w fakcie, że dał sie przekonać. Bardzo go za to podziwiam i doceniam”.(s.293)"
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaja od Radoslawa czyli historia Hubalowego Krzyza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaja od Radoslawa czyli historia Hubalowego Krzyza. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 stycznia 2021
Adam Wiercinski - PISARSKIE DELICJE I REMANENTY
...
Aleksandra Ziółkowska-Boehm, Pisarskie delicje, Bellona 2019, 343 stron.
...
Adam Wiercinski
[w:]
PAMIĘTNIK LITERACKI, Londyn, grudzień 2020, s. 243-246
........................
Pisarskie delicje i remanenty
.........................
„Pisarskie delicje” Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm to silva rerum. Prawdziwy las rzeczy. Tyle tam spraw, tematów, postaci znanych i mniej znanych, tyle dopowiedzeń do książek wcześniejszych i dodatkowych opowieści. I tyle przytoczeń. Listy, rozmowy, wywiady, fragmenty książek własnego i cudzego autorstwa.A wszystko udokumentowane, sprawdzone i autoryzowane, kiedy trzeba. Polot, szczęśliwe przypadki, szczęście do spotkań z pięknymi ludźmi, ponadto - dyscyplina pisarska. I jeszcze sztuka uważnego słuchania.
............................
W pierwszym rozdziale zajmuje się Autorka reportażem literackim, rozprawia ze znawstwem, którego mógłby jej pozazdrościć wykładowca na wydziale dziennikarstwa, o literaturze faktu, tłumaczy, skąd się wzięła popularność tego rodzaju pisarstwa.
czwartek, 8 listopada 2018
Kaja od Radoslawa rozmowa Joanna Skolowska-Gwizdka
Przedruk z:
Culture Avenue
Joanna Sokolowska-Gwizdka
Rozmowy o książkach, które nie przemijają
Rozmowy o książkach, które nie przemijają
Rozmowa z pisarką Aleksandrą Ziółkowską-Boehm
Joanna Sokołowska-Gwizdka:
Warszawskie
wydawnictwo Muza wydało Pani książkę pt. „Kaja od Radosława, czyli
historia Hubalowego krzyża” (pierwsze wydanie w 2006 r.). Książka jest
tak napisana, że stała się bestsellerem. Ma dwa wydania w języku polskim
i dwa w angielskim, interesujące recenzje, dostała nagrodę.
Czyta
się ją jednym tchem. Przepiękny, literacki język, niemal filmowe opisy
przyrody, pozornie nieistotne, ale stwarzające koloryt chwili
i zbliżające nas do bohaterki szczegóły z życia codziennego, pasjonująca
opowieść o życiu zwykłym i niezwykłym, wiele faktów historycznych,
zbadanych przez Panią i drobiazgowo opracowanych, wszystko to musi
zapaść w serca i umysły czytelników, a jednocześnie dać duży bagaż
wiedzy historycznej.
Proszę powiedzieć, co Pani czuła po napisaniu tej książki?
Aleksandra Ziółkowska-Boehm
Książką tą
spłaciłam swoisty dług wobec zaprzyjaźnionej ze mną od ponad 30 lat
wspaniałej kobiety, i wobec szczególnego wpojonego mi obowiązku czy
potrzeby, że należy dzielić się czymś dobrym, interesującym, by ocalić
od zapomnienia.
Książka ta
ma w zapleczu trudną polską historię ostatnich ponad 90 lat, bo tyle
lat miała moja bohaterka, gdy o niej pisałam. Posuwając akcję
i wydarzenia historyczne do przodu sięgałam po fragmenty książki
historyka Marcina Kuli „Zupełnie normalna historia, czyli Dzieje
Polski”.
Na końcu swojej opowieści o Kai od Radosława napisałam:
„…Patrząc
na życie Kai, zdumiewała mnie jej swoista zaradność, to, że nie
zatraciła ambicji, radości i woli życia. Przeszedłszy gehennę wojny,
więzienie i obóz, stała się osobą twórczą, żywotną, a przecież zmagała
się także z chorobami, problemami ze zdrowiem. Swoje życie ocenia
pozytywnie. …Czy urodziła się „w czepku”, i wszystkie nieszczęścia,
które ją spotykały umiała pokonać? Czy to sprawa charakteru i woli
życia? Myślę, że ludzie różnią się między sobą tym, jak radzą sobie
z problemami i jak z nimi walczą. Czy je przygniotą, złamią, czy dadzą
powód do usprawiedliwiania, dlaczego życie było takie a nie inne, czy
też zahartują, utwardzą, wzniosą, dadzą poczucie własnych możliwości,
wyrobią charakter”.
Dlaczego wtedy, w latach okupacji, nie opuszczała jej wesołość i optymizm? Napisała mi na karteczce:
„Była
wszędzie śmierć i rozpacz. Ale była i nadzieja i niczym nie dająca się
zahamować radość życia dwudziestu kilku lat. Godzina policyjna
i codzienne oczekiwanie, czy wrócą ci, co wyszli rano. Zaciemnienie
i niebieskie płomyki w zapalonych kielichach. Patefon, ulubione „Sans
Toi” i bomby. Powroty z akcji. Telefony, telefony, telefony.
I niedzielne wędrówki w lasy. Róże i rany”.
…Czyli
radość życia daje nie dająca się niczym zahamować młodość i beztroska
dwudziestu kilku lat? …A później, do nas, wszystkich ( – brzmi to jak
stara i niemodna płyta) należy dbanie o teraźniejszość, by następnym
pokoleniom lepiej się żyło. Zostajemy na straży przeszłości i staramy
się ją uporządkować, jak ja to właśnie robię snując swoją opowieść o Kai
od Radosława, dzielnej, dumnej dziewczynie, którą kształtował „szeroki
świat”. Tak kiedyś powiedziała jej siostra, która mając trzy lata
zaginęła w górach Ałtaju w Dżungarii i odpowiedziała Kirgizowi,
że poszła zobaczyć „szeroki świat”…
Tak
pięknie pisze Pani we wstępie o przyjaźni, która łączyła Panią z Kają
(Cezarią Iljin-Szymańską), „tą od Radosława” (zgrupowanie AK „Radosław”
w Powstaniu Warszawskim), o wieloletniej wymianie myśli, spostrzeżeń,
różnych życiowych historii i pomyśle na książkę, który przyszedł
po wielu latach. Jak to jest, gdy pisze się czyjąś biografię?
Każdy
z nas ma historię do opowiedzenia. Zacytowałam we wstępie przekazane
przez Isaaka B. Singera „przesłanie dla pisarzy”: pisać, kiedy się ma story to tell, potrzebę opowiedzenia tej właśnie historii, pasję i przekonanie.
Nie
napisałam typowej biografii, napisałam opowieść historyczną na podstawie
życia konkretnej osoby. Jest to opowieść historyczna, bo właśnie
wydarzenia historyczne wywarły – jak na wielu innych – duży wpływ
na życie mojej bohaterki. Dzieciństwo na Syberii, szkoła w Wilnie,
studia architektury w Warszawie, okupacja w Warszawie, Powstanie
Warszawskie, obóz NKWD w Ostaszkowie i odbudowa Warszawy, w którą moja
bohaterka – ceniona architekt – była czynnie włączona.
Pokazałam
te momenty z życia mojej bohaterki, które uznałam za charakterystyczne
i szczególnie interesujące. Chciałam pokazać dzielnego człowieka,
kobietę, której nie złamało życie, która wciąż jest ciekawa świata
i ludzi, zawsze była dzielna i czynna. I pełna szczególnego optymizmu.
Jak się mówi po angielsku she is bigger than life.
Aby opisać
życie Kai wybrałam formę literackiej opowieści, ze scenami, dialogami,
z przywoływaniem zaplecza historycznego. Wstawiam swoje własne opisy,
odczucia, wrażenia, komentarze. W przypisach daję objaśnienia.
Podobnie napisałam kiedyś opowieść o Romanie Rodziewiczu: „Z miejsca na miejsce. W cieniu legendy Hubala”.
Czy literatura faktu przeżywa obecnie rozkwit?
Absolutnie
tak! Wańkowicz by się cieszył. Biografie, monografie, opowieści
historyczne są obecnie bardzo popularne, w ogóle literatura faktu
zdominowała rynek księgarski. Wystarczy wejść do księgarni (myślę
o amerykańskich księgarniach) i zobaczyć, jakie książki wystawiane są
w dziale nowości. Podobnie współczesny film oparty jest często na życiu
prawdziwej osoby czy na prawdziwym zdarzeniu. Myślę, że XXI wiek będzie
należał do literatury faktu. Dobrze by było, by nagrodę Nobla dostała
książka non fiction (przed laty nominowany był Ryszard Kapuściński).
Współczesny
czytelnik jest głodny prawdziwych wydarzeń, nie ma czasu na fikcję.
Piszę o tym w eseju: ” Literacki reportaż, opowieść, czyli literatura
faktu”, który ukazał się w Stanach w nowojorskim kwartalniku „The Polish
Review” i w książce „Untold Stories of Polish Heroes From World War
II”. Po polsku fragmenty mają się ukazać w londyńskim „Pamiętniku
Literackim” i całość w książce „Pisarskie delicje”, którą wydaje
Bellona.
Za zainteresowaniem czytelniczym podąża rynek wydawniczy, tak więc i wydawcy chętniej wydają książki literatury faktu.
Patrząc
na rynek amerykański wydaje mi się, że tak właśnie jest. Przykładem może
być James Frey, autor wyróżnionej przez Oprah Winfrey książki „A
Million Little Pieces”, która została bestsellerem jako opowieść
wspomnieniowa z jego życia. Jak się dość szybko okazało, taką nie jest,
autor wstawił wiele nie swoich wydarzeń, przejaskrawił inne. Frey
tłumaczył się, że kiedy przyniósł maszynopis wydawcy jako powieść, ten
mu ją odrzucił, ale powiedział, że zainteresowany byłby, gdyby była
to książka biograficzna. James Frey przerobił ją i napisał w pierwszej
osobie, jako opowieść o swoim życiu. Książka została wydana i wywołała
wielkie poruszenie. Kiedy okazało się, że jego życie nie było aż tak
trudne i fascynujące jak jest w książce, powstał swoisty skandal.
Ale to już jest inny temat.
Powracając do książki o Kai od Radosława. Jak się Pani do niej przygotowywała?
Przede wszystkim musiałam zrobić research
dotyczący czasów i przestrzeni, które przywołuję. Czytałam książki
historyczne, pamiętniki, wspomnienia. Uzgadniałam wszystko, co mogłam
ustalić. Na przykład moja bohaterka zapamiętała z dzieciństwa
na Syberii, że Barnaul miał kopalnię złota. Sprawdziłam, że to była
kopalnia srebra.
W pierwszej
części książki piszę o dzieciństwie Kai na Syberii, o kolonii polskiej,
ludziach, którzy tam żyli w wielkiej symbiozie. Sprowadziłam z Polski
książki znawcy tego tematu, profesora Uniwersytetu Wrocławskiego,
Antoniego Kuczyńskiego. Potem sam mi przysłał monografię poświęconą
Bronisławowi Piłsudskiemu, który był bratem marszałka. Jest to postać
wybitna. Piłsudski za udział w zamachu na cara Aleksandra II skazany
został na śmierć, potem zamieniono wyrok na 15 lat zesłania na Sachalin.
Jego osiągnięcia naukowe stworzyły podstawę do badań etymologicznych
i językowych ludów rosyjskiego Dalekiego Wschodu, plemion Syberii:
Ajnów, Gilaków, Niwchów, Oroków i Mangunów. Kolejno – wraz z Wacławem
Sieroszewskim – udali się na badania kultury Ajnów na wyspie Hokkaido
(wówczas zwanej Yesso).
Przywołałam
w swojej książce Polaków, którzy na Syberii dokonali wielkich badań,
ich imionami nazwane są tam góry, doliny i miasto.
Podobny research zrobiłam do kolejnych lat – czasów okupacji w Warszawie, Powstania Warszawskiego.
Sprawdzałam
wiele podanych informacji dotyczących lat powojennych, nawet
dotyczących dalekiej rodziny Kai. Jeden z kuzynów uchodził za bohatera,
bo wysadził pomnik Stalina na Śląsku. Sprawdziłam i żadnego pomnika
Stalina na Śląsku nie było. Drugi miał pracować jako dyrektor radia
w Katowicach. Moi znajomi sprawdzili, dostałam listę wszystkich
dyrektorów radia od wojny, nie było tam jego nazwiska.
Więc takie różne opowieści należy podawać ostrożnie.
Kaja
po wojnie wiele podróżowała. Mój mąż Amerykanin zareagował na to
zdziwieniem. – Jak to, to w Polsce komunistycznej ludzie jeździli
na wycieczki za granicę?… Musiałam ten temat bardziej zbadać, bo
wiedziałam, że takie pytania nie on jeden będzie zadawał. Dotarłam
do interesującej książki Pawła Sowińskiego „Wakacje w Polsce Ludowej”
(Wydawnictwo Trio). Autor z tego tematu doktoryzował się u profesora
Marcina Kuli.
„Kaja od Radosława” ma blisko 100 przypisów i dołączoną bibliografię.
Książka zawiera też bogaty zbiór fotografii.
Ustalałam
je z graficzką i autorką okładki, Maryną Wiśniewską. Dostałam zgodę
Bohdana Bułhaka na druk zdjęć zburzonej i potem odbudowanej Starówki
warszawskiej jego słynnego dziadka, Jana Bułhaka; zdobyłam piękne
fotografie z Powstania Warszawskiego Wiesława Chrzanowskiego (o którym
piszę w książce wydanej pt. „Druga bitwa o Monte Cassino i inne
opowieści” (Wydawnictwo Iskry). Cześć zdjęć miałam w swoim archiwum,
a wszystkie własne i rodzinne dostarczyła mi bohaterka.
Książka ma
ciekawą szatę graficzną, zdjęcia są wkomponowane w tekst. Są w niej
także rysunki Kai – obozu w Ostaszkowie, kolonii polskiej w Ałtaju,
i inne.
Książka
ma piękne recenzje i głosy. Pisali je m.in. Krzysztof Masłon, Anna
Bernat, Janusz Paluch, Krzysztof Zajączkowski, Hanna Karp, Anna
Malcer-Zakrzacka, Katarzyna Sipko, Elżbieta Nowak, Regina Wasiak-Taylor,
Krystyna Koniecka. W drugim wydaniu „Kai” na końcu książki przytoczone
są wybrane fragmenty. Cezary Chlebowski w „Tygodniku Solidarność”
napisał: ”Lektura pisarstwa pani Oli to istna uczta duchowa. To nie
tylko wędrówka po wydarzeniach, ale i ich konsekwencje, bo autorka ma
rzadki dar wyszukiwania białych plam w sprawach – zdawać by się mogło –
powszechnie znanych. Jej pisarstwo (a jest to – obok „Kai” – także
„Blisko Wańkowicza”, „Kanada, Kanada”, „Podróże z moją kotką”
oraz piętnaście innych tytułów) cechuje wielka przestrzeń we wszystkich
wymiarach. Choć pisze o sprawach polskich, nadaje im preriowy koloryt” .
Fragmenty książki były też drukowane w kilku pismach.
Prof. Antoni
Kuczyński wydrukował jeden w wydawanym przez Uniwersytet Wrocławski
i Związek Sybiraków piśmie „Zesłaniec”. Inny – dotyczący Powstania
Warszawskiego – wydrukował jezuicki „Przegląd Powszechny”, jeszcze inny –
krakowski „Dziennik Polski” i nowojorski „Przegląd Polski”.
A jak sama bohaterka – Kaja od Radosława – przyjęła tę książkę?
Gdy pierwsze
egzemplarze były gotowe, współwłaścicielka Wydawnictwa Muza, Małgorzata
Czarzasty, osobiście zawiozła książkę mojej bohaterce. Jak ładnie!
Po lekturze Kaja przysłała mi liścik:
„Kochana
Oleńko! Książka jest piękna, brak mi słów żeby wyrazić swój zachwyt.
Dziękuję Ci z całego serca, że jest tak prawdziwa jak jestem ja sama.
Ciągle jeszcze nie mówię, że byłam, bo nadal ciągle jestem i bardzo chcę
się z Tobą zobaczyć. Całuję Cię serdecznie i czekam, Kaja”.
Czy autor książki pt. „Oddział majora Hubala” Marek Szymański, to mąż Kai?
Tak,
to jej mąż. Marka Kaja znała od czasów okupacji. Podobnie jak jej brat,
Modest Iljin – pseudonim „Klin”, był żołnierzem Hubala.
Marek
Szymański to był bardzo dzielny człowiek, Kapitan saperów Armii
Krajowej, używał pseudonimów „Sęp”, „Rafał”, „Czarny”, dowódca piechoty
w oddziale majora Hubala, uczestnik Wywiadu Wschodniego KG ZWZ OSR, II
Północ-Wilno, Oddziałów dyspozycyjnych Kedywu KG AK, Kompanii
Warszawskiej w 27 Wołyńskiej Dywizji AK, Baonu „Czata 49” Zgrupowania
„Radosław” w Powstaniu Warszawskim. Odznaczony srebrnym krzyżem Virtuti
Militari, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, 4-krotnie
Krzyżem Walecznych. Markowi Szymańskiemu poświęcona jest tablica
wmurowana w warszawskiej katedrze polowej na ulicy Długiej.
W książce
„Kaja od Radosława” cytuję jego wspomnienia, gdy w czasach stalinowskich
siedział w więzieniu we Wronkach. Miałam zaszczyt znać i Kaję, i Marka.
Co się stało z Kają po upadku Powstania Warszawskiego?
Kaja
po Powstaniu Warszawskim, ranna, z wielkimi trudnościami pojechała
do babci w Białymstoku. Tego samego dnia przyszło NKWD i ją aresztowało.
Niebawem wywieziono ją do obozu NKWD w Ostaszkowie. …Była w sandałkach,
takim „ludzkim wężem”, gęsiego, szła z innymi po śniegu.
Wróciła
do Polski jesienią 1946 roku z tyfusem, malarią, ważąc 38 kilogramów.
Spotkali się z Markiem i już się nie rozstawali. Dzielni oddani Polsce
ludzie.
W książce
o Kai piszę także o Stanisławie Skalskim, wybitnym słynnym lotniku,
który wrócił po wojnie do Polski. Jest tam też fotografia z naszego
spotkania w warszawskim mieszkaniu.
W książce
obecna jest legenda Majora Hubala. Nie jest to pierwsza Pani książka,
w której obecna jest historia związana z oddziałem Henryka
Dobrzańskiego. Napisała Pani książkę opartą na losach jednego
z Hubalczyków Romana Rodziewicza pt.: „Z miejsca na miejsce. W cieniu
legendy Hubala”, miała trzy wydania (Kraków 1983, Warszawa 1986, 1997;
i kolejne – uzupełnione w wyd. Iskry w 2012 roku w tomie „Lepszy dzień
nie przyszedł już”).
Za opowieść
o Rodziewiczu otrzymała Pani doroczna nagrodę w dziedzinie literatury
(„Creative Nonfiction”) przyznaną przez Delaware Division of the Arts
w 2006 roku. Jedna z jurorek, autorka książek i wykładowczyni “creative
writing program na uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, Suzan Sherman
tak napisała o tej książce: The narrative is immediately gripping
and compelling – the reader feels in the moment from the first sentence
without it even becoming “sensationalizing”. The competent, even tone is
perfect for subject matter describing such horror. Takie książki
dotyczące polskiej historii, wydawane w Ameryce obalają wiele
stereotypów, wynikających z niewiedzy. Jak zostało przyjęte tłumaczenie
„Kai od Radosława”?
Książka
ukazała się w Stanach pod tytułem „Kaia Heroine of the 1944 Warsaw
Rising” miała dwa wydania (Lexington Books, 2012, 2014). Recenzje (są
na tylnej okładce) napisali, między innymi Zbigniew Brzeziński, Charles
S. Kraszewski, Stanley Weintraub, Anna M.Cienciala, Karl Maramorosch.
Interesujące obszerne omówienie podano w brytyjskim „Reviews in
History”.
W 2007
roku „Kaja od Radosława” dostała nagrodę najlepszej książki roku
londyńskiego Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Cytuję: „Jury
Związku Pisarzy przyznało Nagrodę Literacką Aleksandrze Ziółkowskiej-
Boehm za książkę napisaną z prawdziwą pasją i życzliwością do świata,
za celny wybór bohaterki, której koleje życia odzwierciedlają pogmatwane
i dramatyczne losy naszej ojczyzny”.
Jury:
Krystyna Bednarczyk-przewodnicząca, Magda Czajkowska, Juliusz Englert,
Andrzej Krzeczunowicz, Anna Maria Mickiewicz, Krzysztof Rowiński, Nina
Taylor-Terlecka, Regina-Wasiak Taylor- sekretarz. Czym dla Pani było
to wyróżnienie?
Bardzo się
ucieszyłam. Żal mi było, że moja bohaterka nie doczekała londyńskiej
nagrody; nie doczekała także amerykańskiego wydania książki.
W 2006/2007
była Pani stypendystką Fundacji Fulbrighta na Uniwersytecie
Warszawskim. W tym czasie ukazała się „Kaja od Radosława”… Uczestniczyła
więc Pani w promocji książki.
Przebywałam
dwanaście miesięcy w Polsce jako „Fulbright scholar”. Towarzyszył mi
mój mąż Norman. Oczywiście, bardzo cieszyłam się z tego stypendium. Przy
okazji uczestniczyłam w promocjach książki – miałam spotkania autorskie
w różnych miejscach, o których potem opowiadałam Kai. Była niestety już
zbyt słaba, by w nich uczestniczyć.
Zmarła 17
lipca 2007 roku. Byłam na jej pogrzebie na warszawskich Powązkach. Była
grupa jej przyjaciół, a także wydawca książki, Małgorzata Czarzasty.
Kaja
zapisała Pani miejsce w swoim grobie na starych warszawskich Powązkach.
To chyba wielki dowód wdzięczności bohatera książki dla autora,
największy, jaki sobie można wyobrazić.
To niezwykły dowód wdzięczności.
Miała
też Pani niezwykłe spotkanie z dziećmi, które zainscenizowały fragmenty
Pani książki i je zilustrowały. Proszę o tym opowiedzieć.
Kilka lat
po śmierci Kai zostałam zaproszona z jej kuzynką Małgorzatą Szemiot-Zoll
do Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowaczego dla Dzieci Słabosłyszących
Nr 15 im. Ottona Lipkowskiego w Warszawie przy ulicy Zakroczymskiej 6.
Odbyło się
przedstawienie wykonane na podstawie mojej książki o Kai. Słuchałam
i patrzyłam w zachwyceniu. Przed uroczystością obdarowano mnie
niezwykłym darem: kopiami około 30 kolorowych obrazów. Całość
zatytułowana: Życie malowane „szerokim światem” – szlakiem Cezarii
i Wiktorii Iljin. Od szczytów Ałtaju po Bałtyk i Tatry. Prace plastyczne
na podstawie książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm ”Kaja od Radosława
czyli historia hubalowego krzyża”.
Na końcu albumu słowa:
Bogate
i piękne życie, tyle w nim lekcji historii: historii i patriotyzmu,
przyrody i geografii, dobroci i altruizmu. Dziękujemy, wdzięczni
wychowankowie.
Każdy obraz ma swój tytuł, zdanie z mojej książki o Kai, imię i wiek malarza.
Jakże
piękne jest życie książki, która wywołuje taki szczególny odbiór… Jaka
radość dla pisarza… Namalowane przez dzieci obrazy – ilustracje
do książki, przedstawienie, które odbyło się w szkole na Zakroczymskiej
w Warszawie, było jednym z piękniejszych moich wzruszeń, szczególnych
prezentów, które jako autorka otrzymałam.
Wygląda
na to, że dała Pani Kai drugie życie, że jej losy nie poszły
w zapomnienie, tylko są lekcją dla nowych pokoleń. To wspaniała misja,
którą Pani spełniła.
Prace
plastyczne na podstawie książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm ”Kaja
od Radosława czyli historia hubalowego krzyża”, fragmenty albumu.
wtorek, 6 listopada 2018
Cezary Chlebowski HUBALOWE VIRTUTI
Cezary Chlebowski, HUBALOWE VIRTUTI
Cezary Chlebowski - Hubalowe Virtuti, KAJA OD RADOSLAWACezary Chlebowski
HUBALOWE VIRTUTI
W latach siedemdziesiątych, w glebokim jeszcze PRL-u, przez dlugi czas furore robil w calym kraju wielki film Bohdana Poreby „Hubal”. W jednym z końcowych kadrów, Ryszard Filipski (onze filmowy :”szalony major” jak go Niemcy nazywali), przypinajac do munduru swoje Virtuti w wieczor poprzedzajacy ostateczna bitwe, odlamuje niechcacy koleczko laczace Krzyz ze wstazka i odznaczenie pada na blat wiejskiego stolu.
-Zly omen – mowi z gorzkim usmiechem major i oddaje Krzyz, wstazke i zgiete koleczko w rece pomagajacej mu Tereski, ktora wyjezdzala do najblizszego miasteczka, aby znaleźć majstra z lutownicą.
Nazajutrz, 30 kwietnia 1940 roku, major ginie pod Anielinem na ziemi piotrkowskiej, jego zwloki zostają przez Niemcow pochowane w nieznanym dzisiaj miejscu. Gdy wierna Tereska wraca po dwoch dniach z nie naprawionym Krzyzem, nie ma juz majora, a jest jedynie wielka rozpacz po nim. Przez tydzien ukrywala sie na wsi. A gdy uspokoilo sie nieco, pojechala do Warszawy pod jedyny znany jej w stolicy adres IIjinow na Pulawskiej, wetknela odznaczenie jedynej napotkanej tam kobiecie – Cezarji IIijnownie i powiedziala – Przechowajcie!
Iljinowna wiedziala co jej powierzono, wiec z tą relikwią nie rozstawala sie przez 54 lata. Virtuti „Hubala” wszyte w garderobę towarzyszylo dziewczynie w konspiracyjnej robocie, w powstanczej wedrowce po kanalach, w walkach na barykadach, w przeprawie przez Wisle i w szpitalu polowym LWP w Aninie.
Ozdrowiala nieco dziewczyna natychmiast uciekla i pojechala szukac matki. A Virtuti z nia. Ale NKWD aresztowalo ja w Bialymstoku i zeslalo do Ostaszkowa. Tam obozowi szewcy – oczywiscie Polacy – dopuszczeni do tajemnicy, wyzlobili w obcasie jej drewnianego chodaka w miare szczelną skrytkę, w ktorej odznaczenie przetrwalo wszystkie zagrozenia: czeste rewizje i kipisze i wreszcie – juz po wojnie – powrot do Polski Ludowej. A pozniej objechalo z nią całą Europe, troche Afryki i nieco Azji. Wreszcie w 1994 roku Cezaria, czyli powstancza „Kaja”, zona Marka Szymanskiego – „Sepa”, szefa hubalowej piechoty z przelomu 1939/40 roku, uwierzyla, ze juz wreszcie mozna uwolnic majorowe Virtuti i przekazala je do Izby Pamieci majora Henryka Dobrzanskiego w Tomaszowie Mazowieckim. I tam mozna je obecnie ogladac.
Doktor Nauk Humanisztycznych Uniwersytetu Warszawskiego, czlonek amerykanskiego Pen Clubu pani Aleksandra Ziolkowska-Boehm, mieszkajaca od paru lat po drugiej stronie Atlantyku, jest autorka kolejnej ksiazki o polskich sprawach noszącej tytul „Kaja od Radoslawa, czyli historia Hubalowego krzyza”.
Ta poruszajaca historia jest obudowana przez autorke calym mnostwem wydarzeń, wątków bocznych, dykteryjek, rzeczy odkrywanych, nieznanych, które razem tworza niepowtarzalny klimat powankowiczowski.
To nieprzypadkowe porownanie. Pani Aleksandra była prawą reką wielkiego pana Melchiora i odziedziczyla po nim nie tylko ten wspanialy pazur pisarski, ale i (przekazane testamentem archiwum tego wspanialego tworcy.
Powyzej zaprezentowana ksiazka ciagnie dalej pewne tematy dotkniete tylko przez Wankowicza, a przez dr Aleksandre Ziolkowska dzisiaj rozwijane i poglebiane. Przed „Monte Cassino” Melchior Wankowicz napisal skromna ksiazeczke „Hubalczycy”. Niby nic, a jednak duzo. Bo to on pierwszy zlamal publicznie klamliwa wersje o zdradach i ucieczkach polskich oficerow we wrzesniu 1939 roku i o komunistach, pierwszych lapiacych za bron przeciwko bolszewikowm.
W „Kaji” Aleksandry Ziolkowskiej mamy nie tylko nurt wojenny. Autorka zarysowala nam cale wielopokoleniowe rody Iljinow, Szemiotow, które mieszaly krew (w bojach także) z nasza rodzima szlachta i nieszlachta, co dawalo rezultaty wspaniale.
Lektura pisarstwa pani Oli to istna uczta duchowa. To nie tylko wedrowka po wydarzeniach, ale i ich konsumpcja, bo autorka ma rzadki dar wyszukiwania bialych plam w sprawach – zdawac by się moglo – powszechnie znanych. Jej pisarstwo (a jest to – obok „Kaji” – także „Blisko Wankowicza”, „Kanada, Kanada”, „Podroze z moja kotka” oraz parenascie innych tytulow) cechuje wielka przestrzen we wszystkich wymiarach. Choc pisze o sprawach polskich, nadaje im preriowy koloryt.
Choc jednym zdaniem chce tu podkreslic pietyzm wydawniczy, niesztampowe lamanie, oryginalne laczenia licznych ilustracji z tekstem, niespotykany format, a także lekkosc i to nie tylko stylu, ale i papieru,.
Obecnie autorka będzie przez kilka miesiecy przebywala w Polsce jako stypendystka bardzo prestizowej fundacji Fulbrighta”.
Cezary Chlebowski, Hubalowe Virtuti, TYGODNIK SOLIDARNOSC, NR 2 (955) 12 stycznia 2007, str 32.
sobota, 8 września 2018
Kaja od Radoslawa czyli historia Hubalowego Krzyza Malgorzata Poniatowska
http://www.czytampopolsku.pl/2018/09/kaja-od-radosawa.html
Czytam po polsku, Małgorzata Poniatowska
sobota, 8 września 2018
Aleksandra Ziółkowska-Boehm
Kaja od Radosława czyli historia Hubalowego Krzyża
MUZA SA 2014
Aleksandra Ziółkowska-Boehm
MUZA SA 2014
I tak przez ocean powstawała ta książka
„Miałam ciekawe życie”, „Miałam szczęśliwe życie”, „Życie
niewłaściwie urozmaicone” - tymi słowami podsumowały swe koleje losu
osoby o niezwykle barwnych życiorysach, przepełnionych dramatycznymi
wydarzeniami i nieoczekiwanymi zwrotami akcji. „Miałam ciekawe życie” –
oświadczyła Cezaria Iljin-Szymańska – córka syberyjskiego zesłańca, która swe dzieciństwo spędziła na Syberii, działaczka konspiracyjna podczas okupacji, walcząca w Powstaniu Warszawskim, ewakuująca się kanałami ściekowymi, więzień obozu NKWD w Ostaszkowie, żona hubalczyka Sępa – więźnia Zamku w Lublinie i zakładu we Wronkach, a następnie architekt odbudowująca stolicę ze zniszczeń wojennych. Czy tylko ciekawe? – życie Cezarii przede wszystkim wartościowe.
Niemal w ostatniej chwili „postanowiłam napisać o niej całą opowieść” – wspomniała Aleksandra Ziółkowska-Boehm. Znała bohaterkę ponad trzydzieści lat, gdy niespodziewanie dla siebie poczuła, że powinna ocalić od zapomnienia jej bardzo urozmaicone życie. „I tak przez ocean powstawała ta książka”. Książka niezwykła, opowiadająca o jednej z wielu polskich bohaterek, która mimo udziału w tragicznych wydarzeniach powodowanych wojną oraz okupacją hitlerowską i sowiecką zachowała wolę przetrwania, hart ducha oraz zdolność pełnego optymizmu patrzenia w przyszłość.
Niemal w ostatniej chwili „postanowiłam napisać o niej całą opowieść” – wspomniała Aleksandra Ziółkowska-Boehm. Znała bohaterkę ponad trzydzieści lat, gdy niespodziewanie dla siebie poczuła, że powinna ocalić od zapomnienia jej bardzo urozmaicone życie. „I tak przez ocean powstawała ta książka”. Książka niezwykła, opowiadająca o jednej z wielu polskich bohaterek, która mimo udziału w tragicznych wydarzeniach powodowanych wojną oraz okupacją hitlerowską i sowiecką zachowała wolę przetrwania, hart ducha oraz zdolność pełnego optymizmu patrzenia w przyszłość.
Zasadniczy rekwizyt książki
Aleksandra Ziółkowska-Boehm w zręczny sposób wykorzystała opowieść o losach Kai do przedstawienia w pigułce historii XX-wiecznej Polski oraz w skrótowej formie opisała miasta i miejsca,
które stały się domem dla Cezarii Iljin-Szymańskiej – Białystok, Wilno,
Zamość i oczywiście Syberię. W biografii przyszłej architektki
poruszyła kwestię działalności Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego pod dowództwem Henryka Dobrzańskiego. Wokół „zasadniczego rekwizytu książki”, jakim wyznaczyła Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari zbudowała opowieść, która stała się swoistym hołdem pamięci o Wiernych Synach i Córkach Ojczyzny. Autorka jednocześnie wyjaśniła czytelnikom istotę „poczucia historycznej krzywdy”,
jakiej miliony niewinnych Polaków doznały od obydwu okupantów w czasie
II wojny światowej i po jej zakończeniu. Udowodniła bez cienia
wątpliwości, jak ważne jest opowiadanie z pasją prawdziwych,
niezmyślonych ludzkich historii, w których dominuje pozostawanie wiernym imponderabiliom – Bóg, Honor, Ojczyzna.
Order niczym relikwia
W opisie niepospolitego polskiego losu dwa istotne komponenty wyznaczają filary utworu Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm. Filarem „prozaicznym”, naznaczonym przemijaniem, są koleje powstawania książki o „Kai od Radosława” zapoczątkowane spotkaniem autorki ze swą przyszłą bohaterką, moment olśnienia i decyzja o utrwaleniu pięknej historii Cezarii Iljin-Szymańskiej,
wielowątkowej opowieści Wielkiej Polki, aż do trudnego okresu
„Odchodzenia” Kai, wiekowej damy, latami, z pasją i nadzieją
odbudowującej Stolicę z wojennych zniszczeń. Drugim filarem, pełnym liryzmu, dającym nadzieję, jest „Historia Hubalowego Krzyża”,
uszkodzonego w walce, który trafił do Cezarii Iljin, chroniącej go
podczas walki w Powstaniu Warszawskim i osadzenia w Ostaszkowie,
podróżującego z nią do Francji, Włoch, Grecji, Egiptu, aż do Izby
Pamięci Majora Henryka Dobrzańskiego – Hubala. Kaja, przez pięćdziesiąt cztery lata (od 1940 roku do 1994) przechowywała order niczym relikwię!
„Spojrzenie z perspektywy mikrohistorii” bohaterki pozwoliło autorce rozwinąć myśl sformułowaną w jej wcześniejszej publikacji zatytułowanej „Ulica Żółwiego Strumienia”. Wypowiadając się w kwestii czynników determinujących jakość naszego życia, literatka jednoznacznie stwierdziła „Ludzie różnią się między sobą tym, jak radzą sobie z problemami”. W czasach wojny o przetrwanie narodu, jedni stają się bohaterami, a inni zdrajcami.
„Spojrzenie z perspektywy mikrohistorii” bohaterki pozwoliło autorce rozwinąć myśl sformułowaną w jej wcześniejszej publikacji zatytułowanej „Ulica Żółwiego Strumienia”. Wypowiadając się w kwestii czynników determinujących jakość naszego życia, literatka jednoznacznie stwierdziła „Ludzie różnią się między sobą tym, jak radzą sobie z problemami”. W czasach wojny o przetrwanie narodu, jedni stają się bohaterami, a inni zdrajcami.
![]() |
| Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari majora Hubala |
![]() |
| Okładka amerykańskiego wydania z 2012 r. |
Rozedrgany życia obraz
„Nowoczesny” lub nie, patriotyzm przenika ze wszystkich akapitów tekstu polskiej pisarki. Nie do przecenienia jest tutaj rola pięknej polszczyzny, jaką posługuje się literatka mieszkające już wiele lat poza Krajem. To w książce mistrzyni słowa - „pstrzyły się kolory” na „rozedrganym życia obrazie” mimo, że „wiek… dogania ze swoim smutkiem”. Wyjątkowo pięknie autorka opisała znane nam, a nie doceniane „Polskie uroki”. Z dużą znajomością tematu przekazała czytelnikom zasłyszane od bohaterki historyjki o zwierzętach, które „odgrywały w jej życiu wielką rolę”. Doświadczenia dziewięćdziesięciu lat życia pozwoliły Cezarii na smutne spostrzeżenie dotyczące zwierząt „szlachetniejszych nieraz niż ludzie, którzy nas otaczają tu i teraz”.
Piękna dwudziestoletnia
„Książka warta miejsca na półce” zachwyca przemyślaną
kompozycją dostarczającą czytelnikowi chwil odprężenia od pełnych grozy
relacji zawieruchy wojennej i okupacyjnej rzeczywistości. Autorka
przełamała obraz okropności brunatnego i czerwonego terroru zamieszczając intrygujące ciekawostki i fragmenty humorystyczne, jak chociażby „poubierane w kolorowe koronkowe nocne koszule Sowietki siedzące na czołgach”. Książkę o „Kai od Radosława”
czyta się bardzo dobrze, m.in. dzięki formie tekstu w postaci krótkich
rozdziałów o czytelnych tytułach. Treść wspomnień uzupełniono bogatym materiałem graficznym
w postaci zdjęć, kopii dokumentów i listów oraz niezwykle
interesujących szkiców syberyjskich osad i planów obozu NKWD w
Ostaszkowie. Urzekła mnie czarno-biała fotografia Cezarii Iljin z przyjacielem, oficerem Wojska Polskiego, Tadeuszem Łochowskim wykonana 1938 roku w Stolicy. Piękna dwudziestodwuletnia, elegancka Cezaria niebawem przeistoczyła się w Kaję, a wytworny płaszcz stracił swój szyk.
Historyczna publikacja biografki zaopatrzona została w szczegółowe przypisy stanowiące doskonałe uzupełnienie głównego tekstu, bogatą bibliografię i indeks nazwisk pojawiających się w książce. Nadzwyczaj interesującym składnikiem książki jest aneks – „sondaż wiedzy – niewiedzy Amerykanów” nazwany „Wyobrażenia na temat Syberii i Powstania Warszawskiego”. Mam nadzieję, że publicystyczna i literacka aktywność Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm za oceanem będzie sprzyjać historycznej edukacji społeczeństwa amerykańskiego.
Historyczna publikacja biografki zaopatrzona została w szczegółowe przypisy stanowiące doskonałe uzupełnienie głównego tekstu, bogatą bibliografię i indeks nazwisk pojawiających się w książce. Nadzwyczaj interesującym składnikiem książki jest aneks – „sondaż wiedzy – niewiedzy Amerykanów” nazwany „Wyobrażenia na temat Syberii i Powstania Warszawskiego”. Mam nadzieję, że publicystyczna i literacka aktywność Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm za oceanem będzie sprzyjać historycznej edukacji społeczeństwa amerykańskiego.
Tak wielu zawdzięcza tak wiele
„Dyskretny reflektor pióra” Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm oświetlił główną postać sceny, jak i postaci drugoplanowe. Obok losów tytułowej Kai autorka przekazała obraz walczących do końca hubalczyków, a szczególnie jednego z nich – Marka Szymańskiego ps. Sęp (późniejszego męża Kai). Życiorysy takich ludzi, jak Kaja czy Sęp powinniśmy czytać na klęczkach,
z onieśmieleniem i niedowierzaniem, że w ciągu jednego życia człowiek
jest w stanie zrobić i wytrzymać niewyobrażalnie dużo. Parafrazując
słowa Winstona Churchilla – Cezaria i Marek Szymańscy należą do tych nielicznych, którym „Tak wielu zawdzięcza tak wiele”.
Cytowany w biografii autorstwa Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm wiersz poety Powstania Warszawskiego Józefa Szczepańskiego ps. Ziutek, proroczo ostrzegał:
Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.
…
Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska - zwycięska narodzi.
I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić
czerwony władco rozbestwionej siły.
Dziękujemy Wam – Kaju i Sępie!
PS
„Życie malowane „szerokim światem” – szlakiem Cezarii i Wiktorii Iljin”
to tytuł publikacji powstałej w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci
Słabosłyszących w Warszawie. Składa się ona z prac plastycznych dzieci
wykonanych do książki „Kaja od Radosława czyli historia Hubalowego
krzyża” opatrzonych zdaniami wyjętymi z tekstu. Również w tym Ośrodku
przygotowano spektakl teatralny „Dotyk oświeconej dłoni” wg scenariusza
opartego o książkę Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm. Czyż potrzeba lepszej
recenzji dla utworu literackiego?...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















