„Czytelnik współczesny oczekuje dokumentacji, jest głodny faktów, przekazów z pierwszej ręki. Staramy się śledzic, co się dzieje w różnych miejscach świata, który dzięki telewizji i głównie internetowi wszedł w nasze życie ze swoimi dylematami, problemami, katastrofami i biedą”(s.11-12)". ........................ To pisarstwo wywodzi się z literackiego dziennikarstwa, przypomina, że w latach 70.XX. popularnością cieszył się tzw. literary journalism, kiedy autorzy starali się przedstawić punkt widzenia przeciętnego człowieka. A kiedy i to określenie stało się nazbyt rozmyte, wprowadzono inne: „Termin creative non-fiction (używany zamiennie jako literary non fiction) brzmi być może zagadkowo. Wyraz creative wskazuje, że autor używa metod i sposobów wypróbowanych w fikcji, czyli uprawia sztukę przenoszenia do narracji rozmaitych strategii i form opowiadania”s.12". ............................ Teoretyczne rozważania ilustruje Autorka przykładami, przypomina, jak się przygotowywała do pierwszego spotkania z Melchiorem Wańkowiczem, jak doszło do spotkania z Januszem Brochwiczem-Lewińskim („Gryf” w czasie powstania warszawskiego był świadkiem śmierci córki Wańkowicza). Wspomina o lojalności wobec rozmówcy: ....................... „Pojawiają się momenty, kiedy rozmówca nie ukrywa, nie cenzuruje swoich słów, odczuć, wspomnień – mówi o nich swobodnie. Nie znaczy to, że piszący ma o tym napisać, aby „świat się dowiedział”. Ustalamy z moimi bohaterami, że swoją opowieść snują bez oporów, ale przed publikacją każdą wypowiedź z nimi autoryzuję. Mają do tego święte prawo. Zawsze usuwałam fragmenty wspomnień, którymi dzielili się ze mną, ale nie chcieli obwieszczać ich innym”. "Rozmówcy zasługują na szacunek, poszanowanie ich życia i prywatność. Zaufali mi, ja mam obowiązek postępowania etyczneg".(s.41-42)". ............... A po teoretycznym wstępie ciagną się opowieści o ludziach z różnych czasów i z tylu przestrzeni. O ich wędrówkach z wyboru i tych odbywanych kiedyś mimo woli. O rodzinie Rodziewiczów (z opowiadania Romana Rodziewicza powstała książka Wańkowicza „Hubalczycy”); o Aleksandrze Jordanie Lutosławskim, synu sławnego filozofa, Wincentego Lutosławskiego; o ks. Prof Januszu Ihnatowiczu, teologu i poecie; o sławnym pilocie Januszu Żurakowskim. O skomplikowanych losach niektórych ludzi. Janusz Dukszta, lekarz psychiatra i polityk kanadyjski, rodem ze Szczuczyna (między Grodnem a Nowogródkiem), mówił Ziółkowskiej-Boehm o swojej złożonej tożsamości: ................... „Uważam się za Polaka litewskiego pochodzenia, od lat mówię, że jestem polskim Litwinem, ale to jest trochę skomplikowane. Odwiedziłem kilka lat temu Wilno, i stwierdziłem, że na pewno nie jestem Litwinem, pojechałem do Krakowa, stwierdziłem, że nie jestem Polakiem. Odwiedzam Anglię, gdzie ukończyłem uczelnię, i gdzie mieszka moja przyrodnia siostra Izabella, ale nie czuję się Anglikiem. Jestem Kanadyjczykiem – bo Kanada pozwala mi być ...cudzoziemcem. To jest moje „identity”(s.64)”. ....................... Ciekawe, ile papieru zużyliby współcześni socjolodzy na opisanie tej wielostopniowej tożsamości, ile teorii stworzyliby dzisiejsi kosmopolici i narodowcy. A pisarka zostawia wyznanie potomka szlacheckiego rodu z Wielkiego Księstwa Litewskiego bez komentarza. Zostaje cenne świadectwo. Gdzie indziej opowie Autorka o Tomaszu Łychowskim, poecie i malarzu Brazylii (przyznaje się, że to, co pisze, jest polskie, a to co maluje – brazylijskie). Jego ojciec pochodził z Kijowa, ożenił się z Gertrudą, Niemką spod Berlina. A stało się to w portugalskiej wtedy Angolii w latach 30.XX w. W roku 1938 Łychowscy z kilkuletnim Tomaszem przyjechali do Polski. A potem wojna, konspiracja, matka Niemka okazała się polską patriotką związaną z AK. Osadzono ją z siedmioletnim synkiem na Pawiaku. ................... „Obecnie Tomasz Łychowski ma ponad 80 lat i jest prawdopodobnie najmłodszym żyjącym więźniem Pawiaka. Pamięta, że codziennie o szóstej rano był apel. Ustawione w dwurzędzie więźniarki składały po niemiecku meldunek. Tomasz zapamiętał, że po pewnym czasie jemu przypadła ta funkcja i meldował: Fünfundzwanzig Frauen und ein Kind (25 kobiet i dziecko). Na to Komendant: Fünfundzwanzig Frauen und ein Man (25 kobiet i jeden mężczyzna) i bardzo zadowolony ze swojego dowcipu wybuchnął śmiechem"(s. 240). Poeta pisze w trzech językach: po polsku, po angielsku i po portugalsku, maluje i pisze wiersze (coraz częściej po portugalsku), w jednym z wierszy wspomina o swojej multiosobowości: ................ Jaka moja w tym wina - urodzony w Angoli - że nie jestem czarny? Zaadoptowany przez Brazylię że jestem gringo? Jaka wina? Że jestem synem Niemki w Polsce Polaka w Niemczech? Dość nierzeczywistych win! Czy nie wystarczą te prawdziwe?(s. 252)" .................. Jak to dobrze, że bohaterowie o takich skomplikowanych losach znaleźli rozumiejącą słuchaczkę, która z taktem i empatią potrafiła ich wysłuchać, a potem zapisać niezwykłe koleje losu (powieściopisarz pomieściłby te opowieści w kilku zapewne tomach). A tu skrót, dane do opowieści i ewentualne rozwinięcie. Jak z Kają od Radosława: ....................... .„Najkrócej: Cezaria Iljin-Szymańska - pseudonim „Kaja” – działaczka podziemia, uczestniczka powstania warszawskiego, członek zgrupowania „Radosław”. Po powstaniu aresztowana w Białymstoku i osadzona w obozie NKWD nr 41 w Ostaszkowie. Do Polski wróciła w 1946 roku z malarią i tyfusem. Skończyła studia i została cenionym architektem, włączyła się w odbudowę Warszawy”(s.89). .................... Jeszcze o jednym szkicu należałoby wspomnieć. Zaczyna się tak: ............. „Jeżeli Wańkowicz jest mi wdzięczny, to zapewne za wymianę przedmowy... Że przekonałam wielkiego redaktora Giedroycia, który do swojej korespondencji z pisarzem napisał nową. Pierwsza jej wersja zawierała określenia niesprawiedliwe, niepoparte żadnym dokumentem”.(s.257)" A jak to się stało, że propozycję Ziółkowskiej-Boehm, żeby dodał Giedroyć kilka zdań ...-właśnie, że uważa go Pan za „czołową postać polskiej literatury” (...) Obok krytyki i ostrych rzeczy, czy nie może Pan dodać, że – jak Pan do mnie pisze – jednak „wysoko go Pan ceni”? zostały uwzględnione, wnikliwy czytelnik, przeczyta sam. A uparta i wdzięczna Autorka, dbająca o dobre imię swojego mistrza, napisze o Giedroyciu z uznaniem: „Jego wielkość z pewnością zawiera się także w fakcie, że dał sie przekonać. Bardzo go za to podziwiam i doceniam”.(s.293)"
sobota, 16 stycznia 2021
Adam Wiercinski - PISARSKIE DELICJE I REMANENTY
czwartek, 29 października 2020
Spotkanie autorskie Muzeum Armii Krajowej w Krakowie
https://muzeum-ak.pl/wydarzenia/spotkanie-z-aleksandra-ziolkowska-boehm/
MUZEUM ARMII KRAJOWEJ
im. gen. Emila Fieldorfa “Nila”
w Krakowie
ul. Wita Stwosza 12, 31-511 Kraków
tel. 12 41 00 770
fax: 12 41 00 760
e-mail: biuro/@/muzeum-ak.pl
Spotkanie z Aleksandrą Ziółkowską-Boehm
5 maja 2012 r. w Muzeum AK odbyła się promocja książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm pt. “Lepszy dzień nie przyszedł już”. Na publikację składają się trzy opowieści o losach rodzin zamieszkujących przed II wojną światową Kresy Wschodnie. Książka zawiera wiele niepublikowanych archiwaliów i fotografii, a korzystanie z niej jest bardzo ułatwione ze względu na solidnie opracowany indeks biograficzny.
Aleksandra Ziółkowska-Boehm jest doktorem nauk humanistycznych, absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. Była asystentką Melchiora Wańkowicza (1892-1974), a następnie redaktorką jego dzieł. Jako pisarka i eseistka wydała osiemnaście książek autorskich i szereg artykułów. Książki A. Ziółkowskiej można podzielić na kilka rodzajów: związane z osobą Wańkowicza (np. “Blisko Wańkowicza”), nawiązujące do najnowszej historii Polski (np. “Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża”), te, których tematyka oscyluje wokół Stanów Zjednoczonych i Kanady (np. “Otwarta rana Ameryki”) oraz kilka, które wymykają się jednoznacznym klasyfikacjom (np. “On the Road with Suzy. From Cat to Companion”). Autorka, która od lat mieszka na stałe w Stanach Zjednoczonych, należy do ZAiKS-u, Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Związku Polskich Pisarzy na Obczyźnie, Fundacji Kościuszkowskiej, Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce oraz amerykańskiego Pen-Clubu.
Wizyta w Muzeum AK jest kolejną w trakcie literackiego tourne autorki “Dworu w Kraśnicy i Hubalowego demona”. Spotkania z czytelnikami w ramach promocji książki pt. “Lepszy dzień nie przyszedł już” miały swój początek w nowojorskiej siedzibie Instytutu Józefa Piłsudskiego w Ameryce. W kraju Aleksandra Ziółkowska-Boehm gościła niedawno na Warszawskich Targach Książki oraz w Muzeum Niepodległości. W najbliższych dniach planowane są kolejne spotkania autorskie, m. in. już 17 maja w warszawskim oddziale stowarzyszenia “Wspólnota Polska”.
Spotkanie w Muzeum AK zgromadziło Kombatantów, przedstawicieli organizacji patriotycznych i niepodległościowych, nauczycieli, artystów i szereg innych osób. W auli znaleźli się m.in. dr Tadeusz Antoni Kisielewski, autor serii poczytnych książek na temat katastrofy w Gibraltarze, Janusz Paluch, dyrektor Śródmiejskiego Ośrodka Kultury w Krakowie, Zdzisława Górska poetka oraz Małgorzata Piera pisarka a także Anna Komorowska i Marek Maciołowski z Fundacji im. Stefana Korbońskiego.
Literacką promocję prowadził Artur Jachna, pracownik merytoryczny Muzeum AK. Zadał on Aleksandrze Ziółkowskiej-Boehm szereg pytań, rozpoczynając od pierwszych doświadczeń literackich, związanych z osobą Melchiora Wańkowicza a także o plany co do losów archiwum pisarza, będącego w posiadaniu prelegentki. Dalej rozmowa zeszła na temat książek poświęconych niełatwym losom Polaków w czasie II wojny światowej. Autorka omówiła wybrane wątki poruszone w promowanej książce pt. “Lepszy dzień nie przyszedł już”, co sprowokowało prowadzącego do pytań o to jak powstawały poprzednie publikacje pisarki oraz o realia rynku wydawniczego w Stanach Zjednoczonych. A. Jachna zwrócił też uwagę na obecność życiorysu męża pani Aleksandry, Normana Boehma w książce Jana Nowaka Jeziorańskiego pt. “Polska droga do NATO”. Pytanie to spowodowało lawinę wspomnień i refleksji dotyczących wybitnych Polaków w Stanach Zjednoczonych. Autorka “Na tropach Wańkowicza” wielu z nich poznała osobiście. Spośród szeregu wątków, które przewinęły się w trakcie dyskusji warto wyróżnić sprawę listów Zofii Korbońskiej do męża Stefana, które znajdują się w posiadaniu prelegentki oraz znajomość A. Ziółkowskiej-Boehm z Gen. Donaldem J. Kutyną, wybitnym lotnikiem amerykańskim polskiego pochodzenia.
tekst Artur Jachna
fot. Karol Kowalski