środa, 2 maja 2012

Moje i zasłyszane


Aleksandra Ziolkowska



                     MOJE I ZASLYSZANE



Czytelnik, Warszawa 1988
ISBN 83-07-01275-9







Recenzje i omówienia


---------------------

     "I znowu trafia do naszych tak niezwykle udana ksiazka znakomicie piszacej Aleksandry Ziólkowskiej. Tym razem zawiera kilka interesujacych reporterskich opowiesci o niby zwyklych, a jednak niecodziennych dramatach spotkanych przez autorke osób. Wlasciwie kazda opowiesc wymaga osobnego omówienia, odrebnej refleksji. Nie zamierzam jednak odbierac czytelnikom przyjemnosci bezposredniej lektury.  Dlatego ogranicze sie do najbardziej poruszajacych, nie pozwalajacych o sobie zapomniec po odlozeniu przez czytajacego ksiazki.  Sa to relacje ze spotkan z ludzmi, których laczy w tej ksiazce jedno - fakt spotkania Aleksandry, która chciala wysluchac ich spowiedzi zycia" i nadac tym, czesto chaotycznym wspomnieniom, ksztalt literacki.  Umiala odnalezc w ich zyciorysach punkt zwrotny, taki moment, który zadecydowal o zmianie dotychczasowego zycia, stosunku do ludzi, czesto nawet do samych siebie.(...)

     Aleksandra Ziólkowska traktuje swoich rozmówców niezwykle serio, z wielka kultura. Kiedy zadaje klopotliwe pytanie, czyni to subtelnie, z taktem. Stara sie ocenic obiektywnie okolicznosci, sytuacje, motywy postepowania. Nie ocenia, nie neguje ich wlasnej prawdy o zyciu. Nawet gdy nie zgadza sie z ich wyborem, sposobem na zycie, nie dystansuje sie do ich spraw.(...). To wielka sztuka odkrywac drugiego czlowieka poprzez jego biografie. Jeszcze wieksza sztuka jest przekazanie swojej wiedzy o czlowieku w sposób uniwersalny.(...)

     Anna Mieszkowska, "Literatura piekna: "Moje i zaslyszane"" (W:) "SWIAT KSIAZKI", 14 czerwca 1989 

.     


„Opowiesci, reportaze, obrazki, dziennikarskie historyjki. Jej – Aleksandry Ziolkowskiej i zaslyszane: od Wankowicza, od znajomych Wankowicza, od znajomych znajomych.

Nazywa się to MOJE I ZASLYSZANE, ma niewiele ponad sto stron, przyzwoity naklad 20 tysiecy egzemplarzy, wyszlo w Czytelniku.

Piec opowiadan znanej juz pisarki i dziennikarki, niegdysiejszej sekretarki Melchiora Wankowicza (jej to glownie zapisal swoje archiwum)

Piec relacji o ludziach, ktorzy ja zafrapowali: pisarce Zofii Romanowiczowej, bracie Aleksandrze Janty Polczynskiego, Stanislawie, synu hubalczyka Glowacza –Lisa, wróżu Tybetanczyku i lekarce, ktorą swego czasu zaatakowal siekiera pacjent, czyniac z niej inwalidkę.

Ludzkie losy, autentyczne przejscia i jakis subtelny moral w kazdym. Niedopowiedziany, na szczescie, nie spuentowany do konca.

Losy ludzi, którzy odnalezli w sobie sile i fantazje, aby odnalezc w zyciu sens. Poszukac go cierpliwie, wywalczyc wbrew wszelkim okolicznosciom.

Czyta się”.

(tkrz), Jej i zaslyszane, ODRODZENIE, Nr 14, 8 kwietnia 1989
.


„Znana jako ostatnia sekretarka Melchiora Wankowicza, a po smierci pisarza strazniczka jego pamieci (ksiazki „Blisko Wankowicza”, wybor i wstep do reportazy zagranicznych Wankowicza i in.), jest także autorka prozy reportazowej, czerpanej z realiow polskich i kanadyjskich. Niedawno nakladem „Czytelnika” ukazal się nowy zbior jej tekstow: „Moje i zaslyszane” – piec reportazy o sprawach i ludziach, w których „odbija się” również Wankowicz, ale nie tylko,. Czyta się”.

(dk) W kregu Wankowicza,TRYBUNA Nr 143, 20 maja 1989

 .

(...) „Moje i zaslyszane” zawiera piec literackich reportazy. Epizody, fragmenty zycia pieciorga osob, oczywiscie w ramach blizszego i dalszegootoczenia, powiazan z daleka i bliska przeszloscia, realiami a zludzeniami. „Powroty” otwierajace tom sa zarowno szkicem literackim, jak analiza pewnego wydarzenia w zyciu Melchiora Wankowicza – znanego Autorce z ustnej relacji. Wydarzenie to w formie literackiej znalazlo sie w powiesci Zofii Romanowiczowej „Sono felice” – Ziolkowska konfrontuje misternie relacje ustna i literacka napisana przez bohaterke. Kazda jest prawdziwa, ale inaczej, a wobec tego?...

     Jan Glowacz narzucil sie Ziolkowskiej, nie szukala go, nic o nim nie wiedziala, natomiast on znalazl ja, autorke obszernego opowiadania-reportazu o Romanie Rodziewiczu, jednym z zolnierzy grupy partyzanckiej mjra Dobrzanskiego (Hubala). Uwazal sie za osobe bez tozsamosci, wiedzial iz ojciec, zdaniem wielu, byl bohaterem, zolnierzem legendarnego oddzialu Hubala, ale nalezalo to udekumentowac, opisac. Nie znal swoich rodzicow. Wychowany wpierw u siostry, matki, pozniej z zakladzie. Bieda. Zle, samotnie i nie wiadomo mu bylo kim jest. Powstala opowiesc dramatyczna, ktorej bohater nie jest z jednego kruszca. I moze nawet ma wiele rysow, ale wypelnil zycie syna. Ba, usadowil sie w nim, pozyskal tozsamosc w przeszlosci, w zyciu swego ojca.

    Gdzie znalazl miejsce dla siebie, prace? W resorcie spraw wewnetrznych. Wcale zaskakujace.

    „-Czy ta pamiec o ojcu przydala sie panu tylko na jakis krotki okres czasu? Ze ona jakby teraz panu przeszkadza” – pytala Autorka i odpowiedzia Jana Glowacza „Zycie tamtym okresem, pamiec o ojcu jest dla mnie jasniejsza niz rzeczywistosc” – zamyka reportaz.

    Najstarszy brat pisarza, podroznik, poeta, drugi osiagnal sukces materialny – obaj swiadomie od mlodosci mieli cel zycia, a on, ten najmlodszy?

    Opowiesc o Stanislawie Jancie-Polczynskim, okraszona wierszami brata Aleksandra, utkana jest wspomnieniami, tesknota za czyms nieokreslonym. Dzwieki muzyki, gra corki na fortepianie obudzily w nim muzyka-kompozytora. Znalazl cel zycia – stal sie innym czlowiekiem w dojrzalym wieku. Naturalnie wizyta w Polsce, wchloniecie jej, poezja brata – daly mu cel i tresc zycia.

Nie zostal znanym kompozytorem muzyki do wierszy brata w Polsce. Wydal kilka plyt w Polsce – wlasnym sumptem. Jest szczesliwy. Ziolkowska kresli wszystkie etapy, a w nich uwydatnia psychiczna niepewnosc, niepokoj bohatera. Szukal celu, szczescia. Nie dala mu tego ani rodzina wlasna, ani osiagniety z trudem dobrobyt, dopiero owa muzyka.

   Czy aby ta opowiesc jest wylacznie o Stanislawie Polczynskim? Czy aby jest w pelni autentyczna relacja? .. Wydaje sie, iz przedstawia raczej zagadnienia, ktore wystepuja wsrod wielu imigrantow. Oczywiscie rozterki ujawianiaja sie roznorako, inaczej tez przedstawia sie cel.

    W „Moje i zaslyszane”  jest takze sliczna opowiesc o wrozu oraz szlachetnej lekarce.

  Bohaterowie sa rozni, tak jak i ich dzieje – ale to wizerunki Polakow, prezentacja sily i slabosci, zla i dobroci. Ziolkowska nie maluje w bialo-czarnych kolorach, ani tez nie osadza, pokazuje sprzecznosci, ktore towarzysza dobrym w zalozeniu dazeniom, wzglednosc prawdy czy tez rozne probierze prawdy. Boc to obrazki z zycia (...)


Benedykt Heydenkorn „Opowiesci z zycia Polakow”, ZWIAZKOWIEC (Toronto) Nr 61, 27 lipca 1989

.

„Dzis już Aleksandra Ziolkowska nie dostalaby od Melchiora Wankowicza pocztowki z dedykacja: „Pracuj osiolku:. „Osiolek” ma teraz swoja ciezko zapracowana dobra passe...

Nakladem „Czytelnika” ukazal się ostatnio zbior reportazy Aleksandry Ziolkowskiej „Moje i zaslyszane”. Autorki nie trzeba przedstawiac czytelniko,. Bo zdobyla przed laty ich serca ksiazka „Blisko Wankowicza”, a od chwili rozpisania przez wydawnictwo „Polonia” subskrypcji na „Dziela Emigracyjne” Wankowicza glosno o niej w prasie, jako o inicjatorce calego przedsiewziecia. Malo tego, z rozmowy z Ziolkowska opublikowanej w „Zyciu Warszawy”, wnioskuje, ze będzie ona miala nad czym pracowac przez najblizsze kilka  - kilkanascie lat: mowila nie tylko o planowanych wydaniach utworow przedwojennych Wankowicza z cyklu „Z archiwum pisarza”, ale i przygotowaniu do druku olbrzymiej korespondencji – jego i jego starszej corki Krystyny. Należy tylko dziekowac Opatrznosci, ze archiwum pisarza trafilo w tak godne rece. (Opatrznosci – bo mimo „zapisu testamentowego” nie odbylo się bez przeszkod, co można wywnioskowac z krotkiej informacji zamieszczonej wlasnie w zbiorze „Moje i zaslyszane”.

„Moje i zaslyszane” to ksiazka, ktore w duzej mierze (dokladnie – w trzech piatych) również porusza tematyke „Wankowiczowska”. Zreszta do tekstu bezposrednio poswieconego osobie pisarza mam najwiecej watpliwosci – dwie relacje osob wspominajacych to samo zdarzenie: Melchiora Wankowicza i Zofii Romanowiczowej dotychczas w gruncie rzeczy bardzo błahego epizodu. Ot, taka sobie ciekawostka literacka. W dodatku – cytowane we fragmentach – powiesc Romanowiczowej zdaje sie być zbyt banalna..

Z mieszanymi uczuciami czytalam również reportaz, w którym pasjonujace dzieje rodu Janta Polczynskich, ukazane sa przez pryzmat losow najmniej udanego potomka rodziny. Nawet jego pozniejsza wielka pasja kompozytora nie potrafila mnie przekonac do tego slabego, bezwolnego czlowieka.


Natomiast co do reszty reportazy zebranych w „Moim i zaslyszanym”, to dwa z nich sa bardzo dobre, a trzeci bardzo, bardzo dobry. Zachwycil mnie zwlaszcza reportaz o synu jednego z zolnierzy Hubala., ktory cale swe zycie  poswiecil legendzie ojca. Pewnej pikanterii calej sprawie dodaje fakt, iż bohater reportazu Ziolkowskiej postanowil zweryfikowac malo pochlebna opinie, jak o „Lisie” zamiescil Wankowicz w „Hubalczykach”. Uczynienie z syna „Lisa” glownego bohatera reportazu, opowiesc o czlowieku, ktory idzie naprzod z glowa odwrocona do tylu (z kulminacyjnym punktem, w ktorym czytelnik dowiaduje się, ze bohater podjal prace w milicji) – to jest po prostu majstersztyk. Bardzo ciekawe dsas również reportaze o warszawskim wrozbicie Kara Mustafie (wydawalo mi się, ze po przeczytaniu jego ksiazki „Pamietnik jasnowidza” Aleksandra Ziolkowska już mnie niczym nie zaskoczy, a jednak!) i doktorze Filonienko.

Zrozumiale wiec, ze cieszy mnie zapowiedz rychlego ukazania sie nastepnych ksiazek Aleksandry Ziolkowskiej – „W kregu Wankowicza” i „Kanadyjski senator””.

Elzbieta Statuch, Moje i przeczytane, SZTANDAR MLODYCH, Nr 75, 16 kwietnia 989
.


 (...) ”Wankowicz sam opowiadal o tyvch wydarzerniach najbarwniej, a ze gawede jego zanotowala z kolei  Aleksandra Ziolkowska (patrz rozdzial „Powroty” w ksiazce „Moje i zaslyszane”, Warszawa 1988) mamy mozliwosc spojrzenia z zewnatrz na poetke, (...)

Maria Jentys, Wyjdz z obozu. O pisarstwie Zofii Romanowiczowej, KIERUNKI,  Nr 5/1739, 4 luty 1990, str. 11

.

„(...)”Moje i zaslyszane” są odpowiedzia na moje fascynacje ludzkimi losami. Uwazam ,ze każdy ma ciekawy chocby jeden wycinek swojego zycia. Interesuje mnie wiele tematow, np. jak przypadek zmienia nam zycie, jak trudnosci hartuja ludzi, jak potrafia zmienic zwyklych ludzi w bohaterow. Rola burzy dziejowej, zawieruchy wojennej, a także naszego charakteru, silnej woli, ambicji, checi dokonania, rozroznianie dobra i zla. Trudnosci w zyciu – na nie napotykamy wszyscy – ale roznimy się tym, jak do nich podchodzimy, jak się z nimi zgadzamy. Interesuja mnie charaktery ludzkie, może charaktery polskie, bo ksztaltowaly nas powstania, wojny. Ostatnio do tego doszli ludzie także innych kultur, bo do nich teraz siegam”(...)

Rozmowa z Aleksandra Ziolkowska-Bioehm, Uporzadkowac swiat wokół mnie, PIELGRZYM (Toronto), Maj 1997, str. 20     
.

Fragmenty listow:



„Przeczytalem opowiesci„Moje i zaslyszane”. Bardzo ciekwie i przyjemnie napisane „Powroty”. Taka bardzo ludzka sytuacja, ale swietnie przez Pania ujeta. Jasnowidz z „Tybetanczyka” bardzo ciekawy. Chyba wszyscy kiedys spotkali się w zyciu ze zdarzeniami, które tylko parapsycholog umialby jakos naswietlic, nie jestem pewien czy wytlumaczyc. Opowiadanie to przeczytalem dwa razy, bo nigdy jeszcze nie spotkalem się z tak ciekawa analiza wrozby, w tym wypadku pochodzaca od samego „maga”. Nie sadzilem, ze ludzie obdarzeni takimi wlasciwosciami tak owe seanse odczuwaja. Zawsze uwazalem, ze karty sa uzywane jedynie dla zrobienia wrazenia na ”kliencie”. Teraz widze, ze chyba pomagaja „magowi” do wejscia w jaks trans”.

Andrzej Grabia Jalbrzykowski, Buenos Aires, 31 stycznia 1992


 „Podziwiam lekkosc stylu i bogactwo istotnych szczegolow. Niektóre z nich maja dla mnie osobista wartosc poznawcza.(...)”.


Vladimir Czachowski-Rylski, Krakow, 17 stycznia 1993


(...)”Najbardziej zainteresowala mnie czesc o „jasnowidzu”. On nie jest „wrozem”, tylko filozofem. (...) Co do Twego reportazu o Glowaczu, uwazam Twoje postepowanie za madre. (...)

Jozef Alicki (Hubalczyk), Ilawa-Kamien, 18 wrzesnia 1989
.

„Mam przed soba „Moje i zaslyszane”. Piekna to ksiazka, ale i straszna. Tak straszna, bo prawdziwa. Kazda miejscowosc i kazda droge można znalezc na mapie. Ale jest to swiadectwo również i zla, naszego zla. To czyni Pania wlasciwie podobna Jozefowi Mackiewiczowi. Jego dewiza „tylko prawda jest ciekawa” może być i Pani przypisana”.

Mec. Stanislaw Szczuka, Warszawa 17 listopada 2003
.

Fragmenty ksiazki drukowano w:


1.         „Express Reporterow”,

2.         „Związkowiec” (Toronto) 17 grudnia 1981. str 12,13,15

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza