niedziela, 5 czerwca 2016
czwartek, 17 marca 2016
Bądźmy dobrzy dla pisarzy
PAMIĘTNIK LITERACKI,
Londyn, grudzien 2011, str 47-48
Aleksandra
Ziółkowska-Boehm
60 lat Honorów Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie: Bądźmy dobrzy dla pisarzy
Drodzy Państwo,
Chciałabym
wszystkim Państwu powiedzieć, jak bardzo się wybierałam na dzisiejszą uroczystość, jak cieszyłam się będąc zaproszona. Nie mogę
teraz przylecieć z przyczyn niezależnych ode mnie, ale mam nadzieję, że w
niedługim czasie będę mogła przylecieć i osobiście powiedzieć: Witam Państwa!
Przede
wszystkim, chcę wyznać, jak ogromnie sobie cenię, że jestem wyróżnioną autorką,
że należę do dostojnego grona nagrodzonych w ciagu 60 lat Związku Pisarzy na
Obczyznie. - Związku mającego piękną historię, przepiękną kartę współtworzenia
kultury polskiej na Obczyźnie.
Nagroda w
2007 roku za książkę KAJA OD RADOSŁAWA CZYLI
HISTORIA HUBALOWEGO KRZYŻA jest dla mnie ważna i bardzo się nią
szczycę. Jestem i będę za to wyróżnienie dozgonnie wdzięczna.
Korzystając
z okazji chcę podkreślić, że
samotność, która jest konieczna,
aby książkę napisać, skupienie i wiele godzin pracy - może byc ocenione w różnoraki
sposób.
... Nie
wspomnę o honorariach, bo to są sprawy „skomplikowane”. Jak powiedziała znana
mi pisarka – „pisanie to ewentualnie honory, a nie honoraria”... Nie wspomnę o
etapie szukania wydawcy, często utarczek z nim.
Zatrzymam
sie przy ... honorach.
Jakie są
pisarskie honory?...
Wzruszające
są listy od czytelników, spotkania autorskie i wypowiedzi w trakcie ich
trwania.
Ważne są
recenzje i nagrody.
Jak mi
ktoś powiedział - Można się
modlić o recenzję, ale prosić o nią nie wypada.
Każdy z
nas pisarzy oczekuje na recenzje, na omówienie książki, na jej dostrzeżenie.
Recenzje są bardzo ważne, i wcale nie jest łatwo o nie w dzisiejszej prasie
coraz mniej skierowanej na literaturę, coraz bardziej na komercję.
Każdemu
pisarzowi zależy na analizie jego książki, na jej dostrzeżeniu.
Wiem, jak
Melchiorowi Wańkowiczowi zależało na omówieniu jego książek, jak skrzętnie
gromadził każde zdanie, każdą uwagę. Nawet gdy miał 80 lat i ugruntowaną pozycję
- jak żartował „wieszcza narodowego” -
martwił się o recenzje. Teraz, po latach - te wszystkie głosy wydobyte z
archiwum autora „Ziela na kraterze” świecą pięknym słowem, błyszczą na nowo, a nawet jeszcze bardziej - bo są
pokryte patyną czasu. Także – bolą i krzywdzą na nowo.
Przywołanego
Wańkowicza jedyną nagrodą byli czytelnicy jego książek. Mówił nieraz – z goryczą,
nie z dumą – że nigdy nie dostał żadnej nagrody. Nikt go nie uznał za swojego,
by go wytypować. Gdy był na emigracji – przyznawano nagrody książkom... w
maszynopisach, ale nie nagrodzono autora „Bitwy o Monte Cassino”.
Większe
rozważania na ten temat prowadzę w swojej książce na temat Wańkowicza, teraz
chcę podkreślić – że
nagroda jako uwieńczenie dzieła, to jest marzenie każdego twórcy... Nawet jeżeli
się do tego innym i sobie samemu nie przyznaje!
Jakże
pięknie, gdy się efekt starań i wysiłków pisarzy dostrzega i docenia.
Nie
czekajmy aż pisarze ... odejdą na zawsze, by o ich książkach i o nich dobrze mówić
- ale już w czasie przeszłym.
Nagroda
za książkę - to nagroda za lata pracy - badań i skupienia przy jej powstaniu.
Długie
godziny samotności przed
kartką papieru (teraz głównie przed komputerem), to są godziny i dnie całe
zmagania z własnym lenistwem, niewiedzą, to odsuwanie wielu spraw na bok, wielu
spotkań, nieraz wielu małych i większych przyjemności.
Pisanie –
to poświęcanie godzin na pracę,
która nie zawsze jest odbiciem naszych starań i nadziei, nierzadko przynosi
wyobcowanie, gorycz i pustkę. Pisanie to długie godziny samotności, a po jakimś czasie – lata samotności. Czytajmy biografie pisarzy, wiele nam dadzą.
Proszę, bądźmy
dobrzy dla pisarzy.
Nawet, jeżeli
są niemili, złośliwi, zgryźliwi,
uszczypliwi, humorzaści i
egocentrycznie zapatrzeni w siebie.
Kochamy
ich dzieło.
Jakże
wiele nam może ono dać. Jak wiele książek pomogło nam przejść przez trudności, przez załamania... Pamiętamy książki, które
wywołały nasze wzruszenie, łzy i uśmiech.
Książka
cenna i ważna - gdy jest taka - wzrusza, uczy czegoś nowego, poszerza naszą wiedzę, zmienia nasze
zdanie, naszą opinię, rozszerza punkt widzenia, obchodzi go z różnych stron,
uwraźliwia, wywołuje refleksje, daje nadzieję...
Gdy się
książka ukaże, to jest zawieszona gdzieś w próżni. Z tej próżni właśnie czytelnicy, właśnie Państwo
mogą ją wyprowadzić – docenić i ocenić.
Bądźmy
dobrzy i wyrozumiali dla pisarzy, i … nagradzajmy
ich.
Aleksandra Ziółkowska-Boehm
25
wrzesnia 2011, Wilmington
środa, 2 marca 2016
Zolnierze Niezlomni, W rodzinie, Elzbieta Nowak
Elżbieta
Nowak, Żołnierze Niezłomni, Historia.
RADIO:
"Myśli na dobry dzień" ,1.III.2016, pr. I, godz. 4.55
Także:
Żołnierze Niezłomni
Elżbieta Nowak
Udział w Powstaniu
Warszawskim i uratowanie Hubalowego Krzyża Virtuti Militari to główne osie,
wokół których rozgrywa się ta niepowtarzalna historia jednego życia. Życia
kobiety dzielnej, odważnej, srodze doświadczonej, a jednocześnie przecież
pełnej optymizmu. (...)
Nie tak dawno odeszli do krainy cieni i Pan Marek Szymański
a potem jego żona, Kaja Iliin. On – w swojej służbie Polsce zapisał
się jako jeden z bohaterów naszych walk o niepodległość. Ostatni
dowódca Oddziału Hubala, uczestnik akcji Góral, członek wywiadu AK – Wschód,
żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji AK i Powstania Warszawskiego, odznaczony
Orderem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych, i wielu
innymi, a było też w tym życiorysie miejsce na więzienie
w PRL.
Jak można wyobrazić sobie taką osobę? Kim był na co dzień?
Czy jest możliwe być tak wielkim bohaterem i – normalnym człowiekiem?
Powojenne dzieje Marka Szymańskiego,
to praca dziennikarska i – zabezpieczanie spuścizny po Oddziale
Majora Hubala i jego dowódcy, majorze Henryku Dobrzańskim. Co
to znaczy – wiedzą wszyscy, którzy przeżyli okres PRL-u. Ile trzeba
było pokonać przeszkód, nieufności, zwykłych ludzkich złośliwości, podłości
i nienawiści. Ile oporów trzeba było pokonać, ile barykad zburzyć,
by utrwalić to, co mogło zginąć tak łatwo i lekkomyślnie.
Ale przecież – „chłopaki nie płaczą”, i Sęp od Hubala,
a Sęp to był wtedy jego pseudonim w oddziale, nigdy się nie
poddawał bez walki. Nie na darmo na tablicy pamiątkowej, znajdującej
się w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie, są wyryte słowa:
Wierny, Bojowy, Niezłomny.
A tak powstała ta piękna
książka „Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego Krzyża” Aleksandry
Ziółkowskiej – Boehm, pełna starych fotografii, o życiu
Cezarii Iljin-Szymańskiej, pseudonim: Kaja – z żywych wspomnień bohaterki.
Historia jej życia rozpoczyna się na Syberii, potem jest Białystok, Wilno,
Warszawa, Zamość, obóz w Ostaszkowie, i na koniec znów Warszawa, Mokotów.
Do końca. I dziękuję Bogu za to, że miałam szczęście i zaszczyt
mogąc osobiście poznać bohaterkę tej książki, tak jak i jej nie
żyjącego już męża, Marka Szymańskiego, „Sępa”, następcę Hubala.
Udział w Powstaniu Warszawskim
i uratowanie Hubalowego Krzyża Virtuti Militari to główne osie, wokół
których rozgrywa się ta niepowtarzalna historia jednego życia. Życia
kobiety dzielnej, odważnej, srodze doświadczonej, a jednocześnie przecież
pełnej optymizmu, wiary w przyszłość i – wbrew wszystkiemu – radości
życia.
Rzeźba Wiktorii Iljin,
siostry Cezarii, przedstawia głowę i niedokończony zarys ramion mężczyzny
o regularnych rysach, w żołnierskiej czapce. Ale nawet
bez tej czapki odnosimy wrażenie, że mężczyzna ten stoi wyprostowany,
niemal w postawie wojskowej, i patrzy przed siebie wzrokiem
przeszywającym przez nieco zmrużone powieki. Na nielicznych zachowanych
fotografiach widać mężczyznę wysokiego, postawnego, o pięknym czole
i czasem – uśmiechającego się. Ale najczęściej z jego twarzy
przebija smutna melancholia, cecha tak charakterystyczna i nieodłączna
u prawdziwych mężczyzn, i która tak bardzo pociąga kobiety. Ci,
którzy go pamiętają z dawnych lat okupacji niemieckiej, zapamiętali
młodego mężczyznę pełnego uroku, dyskrecji i elegancji. „Chłopcy z lasu”
byli zupełnie normalnymi ludźmi, jedynie przedwcześnie dojrzałymi, i dziś
jak najbardziej pasującymi do modnej piosenki, że– „Chłopaki nie płaczą”.
Foto:
Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego Krzyża, Aleksandra
Ziółkowska-Boehm, Wydawnictwo Muza 2014
wtorek, 1 marca 2016
Halina Czajkowska CHICAGOWSKI DODATEK DO BIOGRAFII
Głos Nauczyciela, Chicago,
Illinois, USA
jesień 2015, str. 26-35
Fragment: str.27
Fragment: str.27
Halina Czajkowska
Chicagowski dodatek
do biografii
Wydawać
by się mogło, że spotkania z pisarzami to już przeszłość. Rzeczywistość jest
jednak inna. W dobie kruszejących autorytetów i gorączkowych poszukiwań prawdy o
świecie i ludziach pisarz staje się wyrocznią. Nowe formy literackie, które
wzbogacić można zdjęciem, odręcznym szkicem, czy wreszcie nagraniem, umożliwiając
wielokrotne sięgnięcie do przeżytych chwil wzbogacają uczestników spotkań i
dowodzą, jak bardzo pragniemy wzorców godnych naśladowania i inspiracji do
dalszego życia.
Na
panią Oleńkę chicagowska „elita czytelników” czekała kilka lat. Ukazywały się
Jej książki, krążyły w publikatorach recenzje, a autorka wędrowała szlakami
życia bohaterów i swego własnego przez dwa kontynenty – Amerykę i Europę.
Aż
wreszcie przyjechała w miejsce, gdzie przy wypełnionej sali główma rolę
odegrały Jej wspaniałe opowieści o ludziach i procesie twórczym, o zdarzeniach
i przypadkach „obrabianych” niczym szlachetne kamienie, by pozostać w
literaturze po wsze czasy. Bo słowo nie umiera, krąży wśród tych, którzy wolą
papier i wybrali książkę papierową do czytania zamiast e-booka.
Podziwiałam
panią Oleńkę za łatwość opowieści i za to, że zdradza tajemnice swego warsztatu.
Mówi o nocnych telefonach i rozmowach z potencjalnymi bohaterami książek. I
chociaż, jak sądzę, żaden pisarz do końca ni przyzna się, jak bardzo mocuje się
ze słowem, z tekstem, który tworzy, który czyta wielkrotnie i znowu, by ostateczny
kształt odpowiadał temu, co założył na początku, gdy w głowie zrodziła się myśl
godna ujawnienia twórczego, to jednak czuć było prawdę piórem malowaną.
Jak
każdy pisarz, pani Oleńka także ma swoje ulubione książki. Mniemam, iż są to te,
które pozwoliły Jej „zaprezentować się dogłębnie”. Te, które zawierają elementy
autobiograficzne i dogłębne przemyślenia faktów i ludzi. Najczęściej wymieniała
„Ulicę Zółwiego Strumienia” i właśnie w tej ksiażce upatwywałabym credo
pisarskiego pani Aleksandry Ziółkowskiej--Boehm.
Dziękujemy
za kilka godzin serowanych przeżyć, za atmosferę, i prawdę o kondycji polskiej
książki w kraju i na obczyźnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






