sobota, 23 września 2017

Elżbieta Nowak CICHY BOHATER SOLIDARNOSCI I WOLNOSCI











Cichy Bohater Solidarności i Wolności

Wczoraj poświeciłam swój felieton historii mojego ostatniego spotkania z człowiekiem, którego los rzucił za granicę, do USA, i tam jakby reprezentuje Polskę, zajmując się m.in. działalnością naukową.
Dziś też sięgnę za Wielką Wodę, by dodać jeszcze jedną historię, niestety już jakby zamkniętą, choć owoce jej są dalekosiężne. Otóż niedawno dostałam spóźnioną wiadomość o śmierci Pana Normana Boehm. To mąż polskiej pisarki, na stałe mieszkającej w USA, Pani Aleksandry Ziółkowskiej- Boehm. Pan Norman nie przypadkiem znalazł się w jej orbicie. Dodam też od razu, ze nie każdy nekrolog i nota informacyjna znajdują się na oficjalnej stronie naszego Ministerstwa Obrony Narodowej. Tylko zasłużeni ludzie są tam opisami. Posłużę się tym tekstem, bo sama nic mądrzejszego nie wymyślę przecież.
Tytuł notatki: Cichy bohater
Nie jest żadnym odkryciem, że na drodze do NATO Polska nie miała samych sojuszników. Wśród sił, które – z różnych przyczyn – nie były zachwycone tą perspektywą, znalazła się część amerykańskich elit politycznych i tamtejszej opinii publicznej.
W przełamywaniu negatywnego stosunku odegrało rolę wiele osób, znanych i nieznanych. Do tych drugich należy, niedawno zmarły, Norman Boehm (1938–2016). Ten Amerykanin o szwedzko-niemieckich korzeniach bezinteresownie i z powodzeniem włączył się w kampanię na rzecz Polski.
Kim był? Najkrócej – człowiekiem sukcesu, prywatnie – kuzynem wielkiej aktorki Ingrid Bergman. Wszechstronnie wykształcony (studia chemiczne i prawnicze), pracował w charakterze menedżera w koncernach naftowych ARAMCO (Arabian American Oil Company) w Arabii Saudyjskiej, dla Exxon (Esso) w Anglii, Norwegii i Teksasie. Zasłynął w 1976 roku wynegocjowaniem największego kontraktu w historii Esso i Shell, dotyczącego szybów wiertniczych na Morzu Północnym, na zawrotną ówcześnie kwotę 462 milionów dolarów. Zgodnie z najlepszą amerykańską tradycją miał też za sobą służbę wojskową, jako pilot marynarki wojennej.
Szczęśliwym zrządzeniem losu był mężem Aleksandry Ziółkowskiej, polskiej pisarki, zaangażowanej na rzecz Polski i Polaków na trudnym amerykańskim terenie. To jej zawdzięczamy, że Norman stał się – jak napisała – „niemal polskim patriotą”. Nie znając polskiego, zadał sobie trud poznania i zrozumienia niełatwej dla obcokrajowca polskiej historii. Wiedza ta stała się solidnym „oprzyrządowaniem” merytorycznym, gdy zaczynała się Wielka Gra o NATO. Dodatkowym atutem były jego umiejętności negocjacyjne oraz znajomość specyfiki amerykańskiego rynku politycznego z jego mechanizmami i niuansami.
Kluczowe znaczenie dla decyzji USA o przyjęciu Polski miał Senat. Aleksandra i Norman Boehm odegrali istotną rolę w ich reorientacji. Akcja polegała na zasypywaniu biur senatorskich listami i interwencjami. Norman Boehm wykorzystywał również media, w tym lokalne, co zmuszało indagowanych polityków do wyjaśnień.
Działania o charakterze lobbingowym przebiegały dwutorowo. Z jednej strony wywierano nacisk na polityków, z drugiej – na wyborców. Tych drugich należało przekonać i pozyskać dla sprawy polskiej, by z kolei oddziaływali na swoich senatorów, stanowych i federalnych. Jan Nowak–Jeziorański nazwał obrazowo tę technikę „masażem przez wyborców”. Zaangażowanie Normana wyraziście podsumował, jako wręcz nieprawdopodobną skuteczność. – Czegoś podobnego jeszcze nie widziałem – napisał w prywatnym liście do Aleksandry Ziółkowskiej–Boehm.
Warto zaznaczyć, że Norman Boehm do końca życia pozostał człowiekiem skromnym, ciepłym, powściągliwym i nie chwalił się swoimi dokonaniami na rzecz Polski, a było ich więcej. Takich przyjaciół brak najbardziej. Zawsze i wszędzie”.
Dodam od siebie, że podczas ich pobytu w Warszawie Pani Aleksandra zaprosiła mnie na kawę. Kawę własnoręcznie przygotował dla nas Pan Norman. Też była doskonała.

31.08.2016 r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz