Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hubalczycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hubalczycy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 marca 2018

Okładki moich książek COVERS OF MY BOOKS

Wydawnictwo Literackie, Krakow, 3 wydania: 1975, 1978, 1988



Warszawa 1990




Warszawa 1989



Warszawa 1999

Warszawa 2009

Lexington Books, USA 2013, 2017

Warszawa 1983

Warszawa 1986

Warszawa 1997

Lexington Books, USA, 2013, 2017

Toronto, Canada, 1984

Warszawa 1986

Toronto, Canada, 1983

Warszawa 1989

Montreal, Canada, 2014

Łódź 1987

Warszawa 1988

Warszawa 1992

Toronto, Canada, 2004

Warszawa 1992



Warszawa 1995

Warszawa 2004

Hamilton Books, USA, 2015

Warszawa 2007
Warszawa 2002

Warszawa 2004

Purdue Univ. Press, USA 2010

Warszawa 2006

Warszawa 2014

Lexington Books, 2012, 2014

Warszawa 2003



Warszawa 2009, 2015
Bielsko Biala, 2007

Nemsi Books, USA, 2009




Warszawa 2012

Lexington Books, USA, 2013, 2015

Hamilton Booosk, USA, 2013

Warszawa 2013

Warszawa 2014



Add caption
Add caption
wyd PIW Warszawa  2019

Hamilton Books USA 2018
Wyd Bellona, Warszawa 2019


by Norman Boehm, Hamilton Books, USA, 2017







**


 


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Roman Rodziewicz pochowany na Powązkach


Modlitwą pożegnałam Romana. Zawsze serdecznego i zawsze bliskiego i mnie, i mojej Rodzinie: mojemu synowi Tomkowi, braciom Henrykowi i Krzysztofowi, mężowi Normanowi. I moim zmarłym już Rodzicom. Wszyscy kochaliśmy Romana. Właściwie nie było osoby, która po spotkaniu z nim, nie czuła się natychmiast jego przyjacielem. Umiał rozmawiać tak, że nie urażał, że aprobował i doceniał każdego. Zwykle mówił tak, by każdemu było „miło” (trochę mu to nawet zarzucałam lata temu).
.
Nasza znajomość trwała 40 lat, od moich czasów studenckich, kiedy Melchior Wańkowicz przedstawił mi Romana i zaprosił w Konstancinie na kolację (pamietam, zamówiliśmy wszyscy raki). Potem widywaliśmy się wiele razy w Warszawie, w Manchesterze, w Sheffield (i pod koniec jego życia w Huddersfield). Po śmierci Wańkowicza Roman odwiedzając Polskę często pomieszkiwał w moim warszawskim mieszkaniu przy ulicy Kmicica na Mokotowie.
Poznałam jego siostry: Zofię i Jadwigę, także jego kolegów od Hubala. Wśród nich był wspaniały żołnierz, dumny Józek Alicki, Marek Szymański, Henryk Ossowski, także Jan Sekulak, i wielu innych.
Zofia i Jadwiga, i Roman, chętnie wspominali dzieciństwo w Mandżurii, wczesną młodość w majątku Ławski Bród na Kresach. Wtedy właśnie zrodził się pomysł książki, którą po ukończeniu zatytułowałam "Z miejsca na miejsce. W cieniu legendy Hubala". Roman cieszył się nią i jej popularnością. Miała cztery wydania (1983, 1986, 1997), czwarte uzupełnione o duże fragmenty i uaktualnione fotografie ukazało się w 2012 roku w Wyd. Iskry w książce pt. "Lepszy dzień nie przyszedł już". W Stanach Zjednoczonych w 2013 roku ukazała się angielskojęzyczna wersja pt. "Polish Hero Roman Rodziewicz. Fate of a Hubal Soldier in Auschwitz, Buchenwald and Postwar England".
Dumna jestem, że mogłam napisać o dzielnym Romanie, którym los rzucał z miejsca na miejsce. Moja opowieść to jeden z naszych polskich losów, trudny, bolesny, ale piękny, i zawsze bliski naszym sercom.
.
Razem z Romanem odwiedziliśmy Auschwitz, on pierwszy raz po wojnie, ja byłam tam wtedy jedyny raz. Jeden z najtrudniejszych momentów, jaki pamiętam, o którym piszę w książce, był w 1978 roku w Warszawie, kiedy spotkał się ze swoją dawną narzeczoną, Halinką Czermińską (po mężu Żelaźniewicz). Ich losy tragicznie się przerwały. Teraz zobaczyli się pierwszy raz po wojnie i dopiero wtedy ustalili, co naprawdę się stało. Łzy mam, gdy wspominam ich spotkanie, w którym i ja uczestniczyłam.
.
Romana ostatnio odwiedziłam w 2012 roku w Domu Opieki Jasna Góra w Huddersfield, w Anglii, gdy skończył 99 lat. Spędziłam popołudnie i wieczór, dzięki gościnności ks. J.Wojaczyńskiego przenocowałam i wyjechałam kolejnego dnia.
Roman już był słaby, już nie prowadziliśmy szybkich rozmów, przerywając sobie nawzajem, jak kiedyś. Był wyciszony, z trudem dobierał wyrazy, nie kończył zdania. Był już niemal jakby nieobecny.
.
Chciał, by jego prochy spoczęły na szańcu Hubala w Anielinie. Były z tym trudności, wtedy powstała obawa, że jego prochy będą rozrzucone...i - jak w książce - tułać „z miejsca na miejsce”. Pod koniec życia, Roman podpisał oświadczenie, że chce być pochowany na warszawskich Powązkach. I tak się stało.
.
Modlę się za spokój duszy ś.p. Romana. I wierzę, że się spotkamy „po tamtej stronie”. Będą także inni, z którymi Roman, wierzę, już się spotkał: jego rodzice Natalia i Antoni, siostry, brat Stefan, stryj Leon, Hubal, koledzy, Wańkowicz... Czas upływa i coraz mniej nas „po tej wciąż stronie życia”.




Aleksandra Ziółkowska-Boehm z Romanem Rodziewiczem i synem, Tomaszem. Warszawa, 2004

http://www.dziennik.com/publicystyka/artykul/pozegnanie-ostatniego-hubalczyka