By wszystko się zgadzało... Wywiad z Aleksandrą Ziółkowską-Boehm
Autor: Beata Bednarz
.
– Każdy z nas ma swoją obłaskawioną mniej lub
bardziej rzeczywistość wokół, własny los – mówi Aleksandra
Ziółkowska-Boehm, właścicielka archiwum Melchiora Wańkowicza, który
zadedykował jej ostatnią książkę Karafka La Fontaine’a, autorka publikacji o bohaterach najnowszej historii Polski. W 2019 roku ukazały się jej książki Pisarskie delicje oraz Wokół Wańkowicza.
.

Instytut Piłsudskiego, Nowy Jork, maj 2012
.
Uprawiany przez Panią gatunek literacki, zwany na Zachodzie creative non-fiction,
wiąże się z dużą odpowiedzialnością za przytaczanie wypowiedzi
rozmówców i mrówczą pracą dokumentacyjną. Szymon Kobyliński, który jest
zacytowany w pięknym eseju otwierającym Pisarskie delicje, dowcipnie poradził Pani: Zawsze sprawdzaj informacje, nawet to, kto napisał „Pana Tadeusza", ja wiem, że Słowacki, ale muszę sięgnąć do biblioteki.
Czy miała Pani jakąś szczególną przygodę związaną z weryfikowaniem
faktów, np. taką, która dziś jest zabawnym wspomnieniem lub stała się
lekcją pokory?
.
Aleksandra Ziółkowska-Boehm: Rodziewicz, bohater książki
Z miejsca na miejsce w cieniu legendy Hubala,
był nieszczęśliwy, gdy w pierwszym wydaniu napisałam, że jeden z wujów
był właścicielem majątku na Kresach, a tymczasem go dzierżawił. Roman
dostał maszynopis do sprawdzenia i to zdanie przeoczył. Powiedziałam, że
poprawię w kolejnym wydaniu (było potem wydań w sumie cztery; także dwa
w języku angielskim), ale widziałam, że się wręcz martwił.
Pomyślałam, jakie to ważne dla ludzi, o których się pisze, by się
wszystko „zgadzało” (nie tylko daty, fakty historyczne). Że muszę o tym
pamiętać, wysyłać kolejny raz tekst do sprawdzenia, samej także szukać
potwierdzenia w materiałach, zbiorach, książkach.
Tak właśnie sprawdziłam, że bohaterka
Kai od Radosława,
Cezaria Iljin-Szymańska, której dzieciństwo upłynęło w Dżungarii, w
miasteczku Zajsan wtopionym w góry Ałtaju na Syberii, wspomniała, że w
Barnaule była duża kopalnia złota. Wyczytałam, że była tam przede
wszystkim ogromna kopalnia srebra (Kaja podarowała mi na pamiątkę
srebrną łyżkę, przywiezioną właśnie z kopalni w Barnaulu). Ustaliłyśmy w
końcu, że chodzi o kopalnię srebra. Opowiedziała mi także na przykład o
swoistej przyjaźni z wielbłądami. Pisałam ten fragment trzy razy,
bowiem odsyłała mi z uwagą, że napisałam tak, jakby... męczyła
wielbłądy, a ona się z nimi bawiła. Napisałam wreszcie zdania, które
zatwierdziła, m.in.:
drażniła je gałązką po chrapach. Na ogół były
łagodne i posłuszne, klękały, gdy się na nie wsiadało, kroczyły
majestatycznie, lekko się kołysząc.
.
W Pani książkach o Wańkowiczu często przewija się postać
Zofii Romanowiczowej (z domu Górskiej), która była jego sekretarką, gdy
pisał Bitwę o Monte Cassino. W Pisarskich delicjach przywołuje Pani cytat krytyka literackiego Mieczysława Orskiego, że Romanowiczowa jest świetną, wciąż u nas niedocenianą pisarką emigracyjną. Od jakiego utworu radziłaby Pani zacząć poznawanie jej bogatej twórczości?
.
AZB: Zofia Górska Romanowiczowa jest autorką pięknych powieści, które polecam, m.in.
Baśka i Barbara,
Przejście przez Morze Czerwone,
Łagodne oko błękitu,
Groby Napoleona,
Sono felice.
Podczas okupacji niemieckiej była łączniczką ZWZ/AK. Po aresztowaniu
przez gestapo w 1941 roku cztery lata była więziona w obozie
koncentracyjnym Ravensbrück. Po wojnie we Włoszech – jak Pani przypomina
– była sekretarką Melchiora Wańkowicza, gdy pracował nad trzytomową
Bitwą o Monte Cassino. Po latach w książce
Sono felice napisała między innymi, jak wiele zawdzięcza pisarzowi, oraz że dzięki niemu została pisarką.
W książce o Wańkowiczu mam tekst
Powroty Zofii Romanowiczowej,
w którym napisałam o dość delikatnej sprawie, która do mnie „wróciła”,
żeby pokazać... że Wańkowicz – wtedy pięćdziesięciokilkuletni – był
„dżentelmenem” (mówiąc trywialnie:
nie szczypał dziewczynek).
Nie napisałam o tym wprost, tylko – powiedzmy – subtelnie. Pamiętam, jak
Wańkowicz żartobliwie mówił o haśle, za które dostał nagrodę
Cukier krzepi... Mówił, parafrazując:
Szczypta soli, szczypta cukru, nie szczypta dziewczynek.
.

Z Rexem Alanem Smithem, Południowa Dakota
.
Wydaje mi się, że krzywdzące jest określanie poetów i pisarzy
tworzących na obczyźnie mianem „emigracyjnych”. Niepotrzebnie dodaje
się to słowo. Każdy autor piszący w języku polskim jest przecież po
prostu polski… A jeśli dodatkowo czuje się on Polakiem, to tym bardziej.
Nieważne jest, gdzie tworzy. Czy podziela Pani ten pogląd?
.
AZB: Zgadzam się. O wiele lepsze jest określenie: „pisarz polski
mieszkający we Francji..., w Stanach Zjednoczonych...”. I tak już się od
lat pisze, proszę popatrzeć w wikipedię.
Nikt nie nazywał Miłosza, Mrożka czy Gombrowicza pisarzami „emigracyjnymi”, a mieszkali w różnych częściach świata.
Sławomir Mrożek w 1963 wyemigrował do Francji (kolejno mieszkał w
Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech, Meksyku), wrócił do Polski w
1996. W 2008 roku wyjechał do Francji, gdzie w 2013 zmarł (prochy są
pochowane w Krakowie).
Witold Gombrowicz od 1939 roku przebywał na emigracji: do 1963 w
Argentynie, od 1964 aż do śmierci we Francji (gdzie w Vence jest
pochowany).
Czesław Miłosz pracował w dyplomacji komunistycznego rządu Polski w
USA i we Francji, gdzie w 1951 roku poprosił o azyl polityczny. W 1960
przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, w 1993 roku zamieszkał w
Polsce, gdzie zmarł w 2004 (pochowany jest w Krakowie).
Określenie „emigracyjny” zwykle wciąż dotyczy okresu po drugiej
wojnie światowej i odnosi się do twórcy, który wybrał emigrację
(niekoniecznie z własnego wyboru, często losy wojny rzucały ludzi w
różne miejsca, jak właśnie Zofię Romanowiczową).
Po wojnie było wielu znakomitych ludzi pióra, których książki nie
docierały do Polski. Nazywano „emigracyjnymi” pisarzy, którzy mieszkali i
wydawali książki na emigracji. Uważam, że wciąż wielu znakomitych
autorów – jak np. Floriana Czarnyszewicza, Zofię Romanowiczową, Danutę
Mostwin – należałoby przedstawić w Polsce. I tak się chyba powoli robi.
.
Tak samo jak Zofia Romanowiczowa mało znany jest wśród
polskich czytelników, szczególnie krajowych, dorobek literacki Tomasza
Łychowskiego. Urodzony w Angoli, mieszkający w Brazylii – poeta, malarz, wykładowca, tłumacz – tak zaczyna się w Pisarskich delicjach
niezwykle interesujący rozdział dotyczący tego „emigranta, który
posiada multiosobowość”, jak sam mówi. Jego życiorys to gotowy
scenariusz na kapitalny film!
.
AZB: Byłabym szczęśliwa... gdyby zainteresowali się filmowcy. Podobnie bogate są losy bohaterów opisanych w książkach:
Kaja od Radosława czyli historia Hubalowego Krzyża;
Z miejsca na miejsce w cieniu legendy Hubala czy
Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon.
.

Sławno, 2019
.
Początkowo Tomasz Łychowski pisał w języku polskim, potem w
angielskim, a obecnie tworzy głównie po portugalsku, ale w jednym z
wywiadów powiedział, że to, co pisze, jest polskie, a to, co maluje,
brazylijskie. Który wiersz lub tomik poetycki Tomasza Łychowskiego jest
Pani szczególnie bliski?
.
AZB: Wyjazdy przyjazdy, odległości. Wiersze Tomasza Łychowskiego
jakby zatrzymują w czasie. Przywołują fragmenty, które są częścią jego
dzieciństwa. Zatrzymują też w przestrzeni, bo – jak pisze:
Dzisiaj Łazienki, jutro Rio de Janeiro...
Ale też, że można być „swoim własnym miejscem”. Do mnie jego wiersze
trafiają w odczucia najwrażliwsze, może najcenniejsze. Znając polską
historię, miałam czasami skojarzenia, których nie miałby czytelnik innej
strefy kulturalno-geograficznej.
Autor, którego historia życia jest przejmująca, interesująca i
wzruszająca – w swoich wierszach przywołuje strzępy przeszłości i
obecnej rzeczywistości. Przywołuje zapamiętane obrazy, krótkie migawki,
które, jak nam wszystkim, tkwią w pamięci, wychodzą z zakamarków
pozornie zapomnianych. Są one różne: przyjemne, są obojętne, i są te
ranliwe.
Każdy z nas ma swoją obłaskawioną mniej lub bardziej rzeczywistość
wokół, własny los. Los Tomasza Łychowskiego jest trudny, piękny i
bolesny, jednak nie czyni z niego sztandaru, nie obnosi się z nim. Ten
los zna się tylko, gdy zanurzy w jego biografii.
Napisałam wstęp do tomiku wierszy Tomasza Łychowskiego
Spojrzenia. Wiersze Wybrane (Rio de Janeiro 2016). Pokażę wiersz, który przysłał mi niedawno:
Tym co jest
Nadszedł czas...
Słowo, fraza, westchnienie
Miast pocałunku, utulenia, uścisku dłoni
Uskrzydlają to, co nieraz było tylko zwykłym gestem
Liturgią, powszedniością
Stają się ucieleśnieniem
Wytęsknionej bliskości
Wyśnionych spotkań
Pieszczot, czułości
Gdy powróci ten stracony czas
Ożywią, odnowią to co było, tym co jest
23/04/2020
Tomasz Łychowski
.
Uroczy wiersz, pełen mocnej prostoty. Przywołam opinię Józefa Kunca: I
ten raczej rzadki w naszej literaturze rarytas: tak dużo i pięknie o
polskich heroinach ‒ żaden naród nie miał tak zasłużonych aniołów! Czy Pani zdaniem są takie „polskie heroiny”, o których nadal za mało się pisze i mówi?
.
AZB: Profesor Kunc ma absolutną rację...
Polki są wielkimi bohaterkami... Mężowie, bracia, walczyli, ginęli w
powstaniach, one wychowywały dzieci, prowadziły dom. Ile niezwykłych
kobiet brało udział w Powstaniu Warszawskim... To są nasze wielkie
„polskie heroiny”, nasze kochane polskie dziewczyny. Trzeba je
przypominać, trzeba o nich więcej pisać.
.

Biurko pisarki oraz Suzy i Claude (koty proszą o... porządek)
.
Świętej pamięci Barbara Wachowicz w książce wydanej w 2014 roku Bohaterki Powstańczej Warszawy. My musimy być moce i jasne napisała: Mam
nadzieję, że Oleńka – do cyklu swych książek o życiu i twórczości pana
Melchiora dopisze pasjonującą rozprawę o setkach listów, jakie
otrzymywał, adresowanych na przykład tak: »Melchior Wańkowicz. Warszawa«
z dopiskami na kopertach: »resztę powinien znać każdy warszawski
listonosz)«, »Każde dziecko wskaże«, »Polski Pisarz Narodowy«,
»Wielmożny Pan Melchior Wańkowicz – potężny utalentowany pisarz,
myślący, zacny, Polak i człowiek!«. Wielki pisarz chętnie odpisywał
na listy swoich wiernych czytelników. Jednemu z nich radził, jak nazwać
psa. Czy takich kopert i listów zachowało się dużo i czy byłby to,
według Pani, ciekawy materiał na książkę?
.
AZB: Napisałam o listach od czytelników do pisarza osobny rozdział w książce
Blisko Wańkowicza (powtórzony w
Wokół Wańkowicza). Zatytułowałam go
Curiosa. Dziwny jest ten świat, i o nim pisze Barbara Wachowicz. Są to listy powojenne, kiedy pisarz wrócił do Polski i zaczęły się ukazywać jego książki.
Czy nadają się na osobną publikację? Nie
wiem, wydaje mi się, że nie. Często zawierają zwierzenia, czasami
prywatne problemy, wiele jest ujmujących, wiele zabawnych. Wiele
„grzecznościowych”, trochę „nijakich”.
Aby opublikować pełne listy
czytelników – szczególnie te bardziej prywatne – należałoby się zwrocić
do adresatów – gdy nie żyją – spytać ich rodziny o pozwolenie; takie
panuje prawo (o ile wiem – można wydrukować w prasie nazwiska i poprosić
o zezwolenie... czyli wykonać próbę nawiązania kontaktu).
.
Zaintrygowała mnie wzmianka w Pisarskich delicjach,
że Zofia Wańkowicz w kalendarzu prowadziła dziennik, na co składały się
notatki, zasłyszane zdania i powiedzenia wnuczek. Urocza jest
zacytowana przez Panią rozmowa o książkach Zofii Wańkowicz z wnuczkami
Anią i Ewą, które zapytały ją, czy ich dziadek napisał w Zielu na kraterze
prawdę. Może interesująca byłaby książka będąca zbiorem rozproszonych
wypowiedzi Zofii Wańkowicz, a także jej córek i wnuczek? Na przykład
paryska „Kultura” w 1954 roku opublikowała esej Zofii Wańkowicz pt. Kombatantki. Może nie znamy jeszcze wszystkich tekstów i zapisków Zofii Wańkowicz?
AZB: Czy jest wystarczająco tekstów na
osobną książkę, nie wiem. Zapiski, które Pani wspomina, to są nieduże
pojedyncze kartki. Ani Melchior, ani Zofia Wańkowiczowa nie pisali
dzienników. Dużo dowiadujemy się z listów – ukazały się w dwóch tomach
pt. King i Królik. Korespondencja Zofii i Melchiora Wańkowiczów. Są fascynujące i piękne. Zachęcam do ich lektury.
.
Zofię z Małagowskich Wańkowicz
też można zaliczyć do zaszczytnego grona „polskich heroin”. Gdy w lutym
1918 bolszewicy otaczają Mińsk Litewski, Zofia działa w Kole Polek, w
ramach którego opiekowała się więźniami i rannymi żołnierzami z
rozbijanych polskich oddziałów. Przysięgam na tę Polskę, którą w sercu noszę, że wiary pokładanej we mnie nie zawiodę… – taką przysięgę składały działaczki tego stowarzyszenia. Może biografia Zofii Wańkowiczowej też zasługuje na przypomnienie?
.
AZB: Przywołuje Pani 1918 rok. Zofia i
Melchior pobrali się w lutym 1916 roku. W 1919 urodziła się córka
Krystyna, w 1921 – Marta.
Zofia Wańkowiczowa na pewno była niezwykłą osobą. Przywołam ponownie dwutomową korespondencję King i Królik Korespondencja Zofii i Melchiora Wańkowiczów.
Tom pierwszy obejmuje lata 1914–1939, tom drugi – lata 1939–1968 (Pani
Zofia zmarła w 1969). Jakże dzielnie radziła sobie w czasie okupacji –
wróciła na Żoliborz (z Ochoty, gdzie przed wojną Wańkowiczowie
mieszkali) do domu na Dziennikarskiej, wynajmowała pokoje, by mieć z
czego żyć.
Ogólnie mówiąc, w swoich kilku książkach
poświęconych pisarzowi skupiłam sie na jego pisarstwie i bogatej
biografii. Piszę o donosach na pisarza, o jego trudnościach w każdym
niemal etapie życia. O rodzinie pisarza – żonie i córkach – zapewne
mogłoby być więcej. W książce Mieczysława Kurzyny O Wańkowiczu – nie wszystko
także mało jest o Zofii Wańkowiczowej, którą autor znał wiele lat.
Szkoda, że ta książka nie jest wznawiana. Maszynopis Mieczysław Kurzyna
pokazał Marcie z Wańkowiczów Erdman, córce pisarza. Nie ma błędów i jest
starannie opracowaną biografią pisarza.
Ukazał się nieduży tom korespondencji Wańkowicza z córką Krystyną, która
zginęła szóstego dnia Powstania Warszawskiego,
podczas walk w rejonie cmentarza kalwińskiego na Woli. Świadkiem
śmierci był jej ówczesny dowódca, „Gryf” – Janusz Brochwicz-Lewiński.
Inny tekst – to moja niedługa serdeczna korespondencja z Martą po śmierci jej ojca.
Zajęłam się tłumaczeniami – w Stanach Zjednoczonych ukazała się moja książka Melchior Wańkowicz Poland’s Master of the Written Word, w trakcie tłumaczenia jest Bitwa o Monte Cassino.
.

Crazy Horse, Południowa Dakota
.
Dzięki Pani pracy jako kustoszki pamięci Melchiora Wańkowicza znamy przywoływaną korespondencję małżeństwa: Kinga i Królika,
z lat 1914‒1968. Jeden z Pani Wańkowiczowskich dylematów dotyczy
ukazywania „trudnej strony” ich związku. Zna Pani wersję pisarza, który
wręczył Pani tzw. diarusz, ale nie zna Pani „prawdy” Zofii Wańkowicz.
Publikacja owego diariusza oraz wersji Zofii, jeśli taka istniałaby,
chyba nie zmieniłaby opinii większości admiratorów twórczości Melchiora
Wańkowicza? Że była to piękna para, która może być wzorem dla małżonków,
ponieważ mimo wielu burz dziejowych oraz osobistych błędów i rozterek
uczuciowych on i ona lojalnie przy sobie trwali ponad pół wieku.
.
AZB: Wańkowicz nie pisał dziennika.
Przytaczany diariusz – niedługi (dziesięciostronicowy) – pisany w 1945
roku, był publikowany w „Plusie Minusie”, literackim dodatku do
„Rzeczpospolitej” w 2010 roku pt. Róż na kraterze.
W 1951 roku, pięć lat po połączeniu z żoną (lata wojny byli osobno), ukazuje się książka Ziele na kraterze,
gdzie Wańkowicz z wielką atencją i pietyzmem pokazał lata
międzywojenne, okres okupacji i cierpienie matki po stracie córki. Karty
pokazujące szukanie ciała Krysi są przejmującą elegią na rzecz zmarłego
dziecka i oddaniem hołdu matce, jej bólu, jej przeżyciom.
Napisałam w Pisarskich delicjach,
że małżeństwo Zofii i Melchiora Wańkowiczów było pod wieloma względami
wyjątkowe: piękne, trudne i serdeczne. Ileż wspólnie przeżyli nieszczęść
i katastrof! Pani Zofia straciła w młodym wieku matkę, braci, oboje
stracili córkę, dom, dorobek życia. Na emigracji żyli w nędznych
warunkach, po powrocie do Polski uzyskali względny spokój, przerwany
procesem pisarza w 1964 roku. Ukochany przez czytelników pisarz osiągnął
pozycję jednego z najwybitniejszych pisarzy polskich.
.
Jak wiele książek pomogło
nam przejść przez trudności, przez załamania… Pamiętamy książki, które
wywołały nasze wzruszenie, łzy i uśmiech – przypominam słowa z Pani tekstu pt. Bądźmy dobrzy dla pisarzy,
odczytanego w Londynie we wrześniu 2011 z okazji 60. rocznicy Związku
Pisarzy Polskich na Obczyźnie. Do jakich tytułów często Pani wraca w
trudnych chwilach oraz jakie książki poleciłaby przyjaciołom i
admiratorom swojej twórczości na czas epidemii?
.
AZB: Lubię wciąż sięgać po nowe książki,
poznawać nowych autorów. Lubię także powracanie do klasyki, których
ponowna lektura pokazuje często, jak się zmieniamy.
Jeżeli mogę polecić swoje książki na czas epidemii...
Podróże z moją kotką
– o mojej przyjaźni z kotką Suzy (potem dwoma kotami), która
zaadoptowała Normana i mnie w Teksasie i przez piętnaście lat była naszą
towarzyszką, także podróży. Wędrowała z nami po indiańskich
rezerwatach, latała samolotami do Polski, gdzie była ponad dwadzieścia
razy. Jej śmierć wciąż boli, była to kotka wyjątkowa. Teraz mam „drugą
parę kotów” i wiele o nich mogę powiedzieć, chciałabym także napisać.
Polecę jeszcze książkę pokazującą moje dzieciństwo i młodość, myśli i pragnienia, które opisałam w
Ulicy Żółwiego Strumienia.
.

Z kotką Suzy
.
Z moich innych książek na obecny czas –
jeżeli mogę polecić – o dzielnych ludziach, którzy wiele przeszli,
których nieszczęścia, tragedie nie złamały. Są to:
Kaja od Radosława,
Lepszy dzień nie przyszedł już (opowieść o Rodziewiczu Z miejsca na miejsce w cieniu legendy Hubala),
Dwór w Kraśnicy i hubalowy Demon.
Także indiańską
Otwarta rana Ameryki, która przybliża współczesne niemałe problemy amerykańskich Indian....
Może te książki dodadzą sił w obecnym trudnym okresie?...Chciałabym.
.
Wracam do tych książek właśnie
dlatego, że mają krzepiącą moc. W myśl przysłowia: „Bogactw nigdy dość”
oraz słów napisanych do Pani w jednym listów przez „polską heroinę” –
Cezarię Iljin-Szymańską, ps. „Kaja”: Co teraz piszesz? Czy jako Pani
domu i literat masz czas na tęsknotki i towarzystwo do poplotkowania?
(tak miło jest czasem poplotkować sobie) – i chęć do uśmiechania się tak
do nikogo – po prostu, bo dobrze jest żyć, pragnę zapytać w imieniu wszystkich wiernych czytelników: co nowego z Pani twórczych zamierzeń?
.
AZB: Nigdy nie wiem, czy ukończenie
książki zabierze mi rok, czy trzy... Nie chcę zapeszać... Pisanie to
poświęcenie – ze swoistą pokorą o tym mówię. Mam kilka tematów, którymi
się zajmuję. Oby mi życia starczyło na ich skończenie... Jak mówiła moja
kochana Mama: obyśmy tylko zdrowi byli...
***
Dwie książki, które ukazały się w ubiegłym roku:
Pisarskie delicje oraz
Wokół Wańkowicza,
spotkały się z ciepłym przyjęciem ze strony zarówno znakomitych
krytyków literackich, jak i zwykłych czytelników: „Dla czytelnika tej
książki »delicje« rozpoczynają się na dobre w rozdziałach
relacjonujących i komentujących okoliczności i drogi docierania przez
autorkę do jej bohaterów, nawiązywania z nimi często bliższej znajomości
i dzięki temu wynajdywaniu atrakcyjnych, mało w Polsce jeszcze wówczas
zbadanych, tematów „kresowych” i innych” (Mieczysław Orski o
Pisarskich delicjach);
„To nie jest »tylko« książka wspomnieniowa. Wspomnienia zostały w niej
połączone z rezultatami wielkiej pracy, której trud przede wszystkim
historyk potrafi docenić” (Marcin Kula o książce
Wokół Wańkowicza); „Dla miłośników twórczości autora
Szczenięcych lat rzecz bezcenna” (Krzysztof Masłoń o książce
Wokół Wańkowicza); W związku z tym, że dwie kompletnie różne książki trafiły do jednego tomu, każdy znajdzie we
Wokół Wańkowicza
coś, co go usatysfakcjonuje niezależnie od tego, czy woli suche fakty,
czy też subiektywną i »domową« narrację (Izabela Mikrut); „
Wokół Wańkowicza
stanowi obszerne i bardzo drobiazgowe kompendium wiedzy o pisarzu oraz
jego twórczości” (Natalia Rowińska); „Wyszła prawie encyklopedia
Wańkowiczowska. M.[Melchior] W.[ańkowicz] byłby zachwycony zapewne”
(Adam Wierciński); „rzecz pasjonująca. (…) Jest w tym pisarstwie
Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm wielka czystość intencji. Ton, jak w
wierszu
Tarnina Zbigniewa Herberta „kilka czystych taktów/ to bardzo dużo/to wszystko” (Anna Bernat o
Pisarskich delicjach);
„Ogromną przyjemność sprawiło mi odczytywanie przemyśleń i rozważań
Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm przekazywanych czytelnikom jako element
wypełniania pisarskiej misji, którą przyjęła do realizacji” (Małgorzata
Poniatowska o
Pisarskich delicjach); „Książka bardzo ciepła, bo sercem pisana” (Tomasz Łychowski o
Pisarskich delicjach);
„Lepsze i ładniejsze byłyby »pisarskie owoce«. Bo publikując swoje
historie, Aleksandra Ziółkowska-Boehm zbiera potem owoce. Tematy, które
porusza, ludzie, którym poświęca opowieści ‒ to wszystko przynosi
bogaty, wspaniały plon; właśnie piękne owoce. I to jest najbardziej
poruszające w tej prozie” (Krzysztof Zajączkowski o
Pisarskich delicjach);
„I ten raczej rzadki w naszej literaturze rarytas: tak dużo i pięknie o
polskich heroinach ‒ żaden naród nie miał tak zasłużonych aniołów!”
(Józef Kunc o
Pisarskich delicjach); „Tobie nikt się nie mógł oprzeć, nawet Giedroyć. Słodycz i stal, to ty” (Joanna Clark o
Pisarskich delicjach).
To tylko kilka wybranych opinii. Recenzje
Pisarskich delicji
jeszcze ponoć mają się ukazać. Niebawem w londyńskim „Pamiętniku
Literackim” Aleksandry Biegaj (obroniła pracę magisterską na
Uniwersytecie Śląskim w Katowicach pt.
Obrazy ludzkich losów w twórczości Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm). Ma też napisać dr Adam Wierciński.
Książkę Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm Pisarskie delicje możecie kupić w popularnych księgarniach internetowych: