wtorek, 12 marca 2013

Polska Zbrojna rozmowa z Aleksandra Ziolkowska-Boehm





 

POLSKA ZBROJNA  29.03.2010
MAŁGORZATA SCHWARZGRUBER
rozmowa z ALeksandrą Ziółkowską-Boehm

author

 POLSKA ZBROJNA   
9.03.2010
 
 

Czy Melchior Wańkowicz, opisując decydujące natarcie podczas bitwy o Monte Cassino, minął się z prawdą? Tak twierdzi jeden z uczestników tego wydarzenia.


Bitwa o Monte Cassino” Melchiora Wańkowicza uważana jest za największe dzieło pisarza, które wystawia wspaniały pomnik bohaterskim żołnierzom generała Władysława Andersa. To ważne świadectwo tego, co wydarzyło się na stokach włoskiego masywu górskiego w 1944 roku. Książka utrwaliła legendę tej bitwy i trafiła do kanonu klasyki reportażu wojennego.
 
Wańkowicz tworzył ją, zbierając materiały na gorąco, w czasie toczących się przez dwa tygodnie walk. Przyniosła mu sławę, ale też wywołała wiele kontrowersji. Był krytykowany zarówno za skrócone powojenne wydanie, jak i za wydania wcześniejsze”, twierdzi dawna asystentka pisarza Aleksandra Ziółkowska-Boehm w swojej wydanej niedawno przez Prószyńskiego i spółkę książce „Na tropach Wańkowicza po latach”.


PRAWDA BYŁA INNA
W tej publikacji pojawia się Zdzisław Julian Starostecki, dziś generał mieszkający w USA, konstruktor głowic rakiet Patriot, a w 1944 roku czołgista pod Monte Cassino. Podważa on wersję swego dowódcy porucznika Jana Kochanowskiego, którą utrwalił Wańkowicz. Twierdzi, że kluczowe natarcie czołgów na wzgórze Widmo wyglądało inaczej, niż przedstawił je słynny pisarz.
 
Ziółkowska-Boehm opublikowała wywiad ze Starosteckim jeszcze w 1996 roku w paryskich „Zeszytach Historycznych”. Nowa wersja wydarzeń spod Monte Cassino brzmi szokująco. Starostecki przedstawił ją nie tylko w rozmowie z Ziółkowską-Boehm, lecz także na łamach „Dziennika Związkowego”: „U Melchiora Wańkowicza, opisującego bitwę, wzgórze Widmo zdobył 17 maja 1944 roku porucznik Jan Kochanowski ze szwadronem czołgów 4 Pułku Pancernego «Skorpion», ruszając desperacko ze wsparciem dla ponoszącego śmiertelne straty 6 batalionu 3 Dywizji Strzelców Karpackich. Tak zrelacjonował on to w szpitalu Wańkowiczowi. Prawda była inna. Nasze czołgi wspinały się wąską półką skalną, bez przerwy ostrzeliwane. Kochanowski zwątpił w powodzenie i zadecydował o odwrocie. Nie mogłem tego pojąć. Widziałem szanse zdobycia wzgórza i powiedziałem mu, że w takim razie przejmuję dowództwo. Porucznik wyrwał mi mikrofon, żebym nie mógł komunikować się z pozostałymi maszynami. Bez wahania walnąłem go sierpowym. I... ucichł. Wzięliśmy wzgórze. Potem dotarli żołnierze 6 batalionu”.
 
Ziółkowska-Boehm przyznaje, że miała mieszane odczucia po wysłuchaniu tej opowieści. „Zapytałam, dlaczego czekał tyle lat. Podkreślałam, że opowiada o osobach, które już dawno nie żyją. Odparł, że z wiekiem ta sprawa go coraz bardziej męczy i chciałby ją nagłośnić. Ta odpowiedź nie była dla mnie w pełni zadowalająca, ale nie porzuciłam tematu. Poprosiłam Starosteckiego, by opisał szczegółowo swoją wersję wydarzeń. Przyznam, że lektura tych starannych zapisków zrobiła na mnie wrażenie. Starostecki żył tą historią i miał ją głęboko osadzoną w pamięci. Jednocześnie nie był to człowiek zgorzkniały. Miał udane życie osobiste, duże osiągnięcia zawodowe: jako kierownik projektu nadzorował z ramienia Centrum Badań Departamentu Obrony dokumentację oraz konstrukcję głowicy Patriot i jej komponentów. Uznałam, że nie przemawiała przez niego gorycz, ale chęć sensownego rozrachunku z przeszłością”.



Gdy wersja
Starosteckiego została przedstawiona publicznie, rozpętała się burza. Byli żołnierze spod Monte Cassino uznali, że to zamach na legendę bitwy. Jerzy Giedroyc, który opublikował wywiad Ziółkowskiej, został zasypany pełnymi oburzenia listami protestacyjnymi. Pismo w obronie dobrego imienia żołnierzy spod Monte Cassino wystosował nawet były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Wtedy dopiero pojawił się nowy dowód. Starostecki odszukał świadka ataku na Widmo. Tadeusz Trejdosiewicz, ówczesny zastępca dowódcy szwadronu, prawnik mieszkający od zakończenia II wojny światowej w Londynie, napisał oświadczenie potwierdzające tę nową wersję.


WERSJA KOCHANOWSKIEGO
W dziele Wańkowicza nie ma w ogóle mowy o scysji Kochanowskiego ze Starosteckim. Wersja wydarzenia opowiedziana pisarzowi przez porucznika Kochanowskiego tak wygląda w drugim tomie „Bitwy o Monte Cassino”:
 
„Dwa pierwsze czołgi definitywnie nie mogą pokonać tarasu już niedaleko szczytu. Nic nie poradzi – od kpt. Dzięciołowskiego przychodzi rozkaz poniechania zadania. Kapitan Dzięciołowski, czołgista z bitwy pod Kutnem, obrońca Warszawy, który następnie potrafił zbiec z niemieckiego oflagu, nie dawałby zbyt lekko podobnego rozkazu. Ppor. Kochanowski zabiera się już do przekazania rozkazu swym czołgom, kiedy następuje bunt załogi. – Jak to?... Cofać się, kiedy są już pod szczytem? Pchor. Starostecki wyskakuje pod ogniem, myszkuje w terenie, wraca: – Przejdziemy! Poprowadzę. Ppor. Kochanowski posłuchał swego podchorążego: czołg jego zamiast w dół – buksuje, rzęzi – udało się złapać «second wind» i przebrnąć taras”.



Pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku
Starostecki odwiedził Wańkowicza, gdy ten mieszkał pod Nowym Jorkiem. Opowiedział mu swoją wersję ataku na Widmo. Wańkowicz nie dokonał jednak żadnych zmian w kolejnym wydaniu książki. Dlaczego? Aleksandra Ziółkowska-Boehm twierdzi, że gdyby Starostecki przysłał tę swoją historię na piśmie, Wańkowicz dołączyłby ją do swego archiwum i prędzej czy później skontaktował się z Janem Kochanowskim, który wtedy mieszkał w Londynie.



Ziółkowska, która otrzymała w spadku archiwum pisarza, twierdzi, że w papierach nie ma żadnego śladu na temat wersji Starosteckiego. A są tam na przykład listy od ludzi, którzy wytykali Wańkowiczowi błędy w imionach i nazwiskach przywoływanych żołnierzy. Pisarz nanosił te poprawki w kolejnych wydaniach. „Błędem Starosteckiego było to, że nie walczył o swoją wersję, nie przysłał jej Wańkowiczowi ani do Stanów Zjednoczonych, ani do Polski, gdzie pisarz w 1958 roku wrócił na stałe. W książce wersja zdobycia Widma pozostanie więc na zawsze taka, jak ją przedstawił Wańkowiczowi Kochanowski”, mówi Ziółkowska-Boehm.



Starostecki ma też zastrzeżenia do relacji innych żołnierzy, które Wańkowicz zamieścił w książce. Jak twierdzi, pisarz często zbierał swoje materiały z dala od pierwszej linii frontu, opierał się na opowieściach, które bywały ubarwiane. Zbyt rzadko je weryfikował. Mylił nazwiska, bywał mało precyzyjny. Starostecki przyznaje jednak, że to wszystko nie zmienia znaczenia książki i jej patriotycznego przesłania, chociaż dla wielu te drobiazgi były irytujące, bowiem diabeł tkwi w szczegółach.



Starostecki zdaje sobie sprawę z tego, że z powodu praw autorskich zmiana treści książki Wańkowicza jest niemożliwa. Uważa jednak, że w najnowszym wydaniu „Bitwy o Monte Cassino” powinien się ukazać przypis mówiący prawdę o zdobyciu Widma.
 
C O M M E N T
ALEKSANDRA
ZIÓŁKOWSKA-BOEHM
Czy zamierzam napisać „Bitwę o drugie Monte Cassino”? Mam dość dużą dokumentację, ale nie wiem, czy materiału starczy na całą książkę, czy raczej na jeden rozdział. Emocje opadły i mamy z panem
Zdzisławem Starosteckim, który w listopadzie 2009 roku został generałem, dobry kontakt. Dał mi pisemne oświadczenie, że mogę wykorzystać wszystkie materiały, które mam. A jest ich niemało. Zastanawiam się, jak autor ma reagować na takie rewelacje po latach, kiedy nie można niczego już sprawdzić, nie można dać szansy wytłumaczenia się przywoływanym osobom. Nie jest to prosta odpowiedź.

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza