niedziela, 15 grudnia 2019

Anna Bernat Nowe Ksiazki





Anna Bernat

Nowe Książki, listopad  2019

Kilka czystych faktów

Anna Bernat


Podglądanie warsztatu pisarza, zwłaszcza lubianego, którego książki się czyta po wielokroć i stale bywa na jego spotkaniach autorskich, jest zawsze interesujące. Jak on to robi? Przecież autor pisze o innych, a jednak mówiąc o sprawach ważnych, oryginalnych, wzruszających, czytelnik odnosi wrażenie, że ta opowiedziana historia jest też o nim, że jakaś cząstka jego życia jest w niej zawarta.
Takie jest pisarstwo Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm; ma ona dar utrwalania świata i ludzkich trudnych doświadczeń na tle historii. Są to książki, skłaniające do refleksji nad polskim życiem, jego realiami dziejowymi, których przypomnienie, np. w relacjach bohaterów opowieści, i wytłumaczenie, sprawia, że ludzie, którzy kiedykolwiek się w swoim życiu z nimi zetknęli, stają się sobie bliscy i tworzą serdeczną, niekiedy obronną, wspólnotę.   
Aleksandra Ziółkowska-Boehm, dziś autorka 22 książek opublikowanych w języku polskim w kraju i 12 w języku angielskim w Stanach Zjednoczonych (nie licząc wznowień) jako młoda osoba została poproszona przez  Melchiora Wańkowicza, aby jako asystentka i sekretarka pomagała mu w pracach redakcyjnych, zwłaszcza  przy ostatniej książce pisarza „Karafce La Fontaine’a”, określanej jako biblia dziennikarstwa. Pisarz zawarł w niej swoje rozważania na temat istoty pisania i procesu twórczego, literatury, pisarstwa, reportażu, tworzywa literackiego.
"Żadna moja książka nie była tak osobista. Spojrzałem wstecz, zdumiałem się i począłem się zastanawiać - jakże to zrobiło się to moje pisarstwo?" - napisał Wańkowicz o "Karafce..."
W „Pisarskich delicjach” autorka wspomina, że w podziękowaniu za jej pracę pisarz zadedykował jej II tom „Karafki…”: „Pani Aleksandrze Ziółkowskiej, bez której oddanego współpracownictwa zapewne byłaby to jeszcze gorsza książka”, a następnie  w testamencie zapisał jej swoje archiwum.
Teraz Aleksandra Ziółkowska-Boehm opublikowała swoją książkę na temat pisarstwa i jest to rzecz pasjonująca.
Jak pisze w „Pisarskich delicjach…” „ludzi, o których losach postanawia pisać zazwyczaj ona wybiera, niekiedy jednak jej rozmówcy pojawiają się jakby sami. „Poznaję ich – pisze autorka – w Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Toruniu, Opocznie, za oceanem – w Kanadzie Stanach Zjednoczonych, nawet w Argentynie i Brazylii”. Często ich historie oraz ich rodów i rodzin związane są z Kresami. Zwykle nie mają znanych nazwisk. „Są to ludzie, którzy przeszli wiele tragicznych wydarzeń, ale swój los przyjmowali z niemałą odwagą i godnością. Imponują mi, zadziwiają; piękni ludzie”.
Takim pięknym człowiekiem jest bohaterka książki „Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża” – Cezaria Iljin-Szymańska, działaczka podziemia, uczestniczka powstania warszawskiego w Zgrupowaniu „Radosław”. Po powstaniu aresztowana w Białymstoku i osadzona w obozie NKWD nr 41 w Ostaszkowie. Do Polski powróciła w 1946 r. z malaria i tyfusem. Została cenionym architektem, włączyła się w odbudowę Warszawy. 
Ale te historie są przedstawione w książce „Kaja od Radosława…”. Natomiast w „Pisarskich delicjach” rozdział poświęcony Kai jest opowieścią o tym, jak  „wspólnie” powstawała tamta książką, jest historią wielu spotkań, rozmów, telefonów przez ocean, korespondencji, uzgadniania brzmienia zdań, nawet doboru poszczególnych wyrazów, np. Kai nie odpowiadało słowo „kobieta”. Pisała do autorki „Oleńko, proszę nie nazywaj mnie kobietą. Dawniej kobietą nazywano tylko służące(…) Pisz albo „pani”, albo wymyśl coś”.  Zastąpiłam „kobiety” jej imieniem - zaznacza pisarka.
Jest to też przedstawienie relacji pomiędzy osobą, która staje się bohaterem książki i pisarką. Relacji, które przerodziły się w głęboką przyjaźń, bliskość do tego stopnia, że Kaja zaprosiła autorkę „po najdłuższym życiu” do swojego grobowca, zapisując jej w testamencie miejsce na Powązkach.
Innym „pięknym człowiekiem”, bohaterem „Delicji…” jest Roman Rodziewicz, syn zesłańca na Sybir, słynny „hubalczyk”, który z majorem Henrykiem Dobrzańskim ps. „Hubal” przebywał od pierwszego do ostatniego dnia istnienia oddziału. Po śmierci Hubala wstąpił do ZWZ, następnie AK. Aresztowany w 1943 r. przez trzy miesiące  torturowany w więzieniu w Mołodecznie, został wysłany do Auschwitz, w 1944 r. trafił do Buchenwaldu i Nadrenii. Po zakończeniu wojny dostał się do Włoch, dołączył do II Korpusu Polskiego. We Włoszech spotkał się z Melchiorem Wańkowiczem i ich znajomość trwała 40 lat.
W „Delicjach…” Ziółkowska-Boehm przedstawia m.in. wątek miłości Romana Rodziewicza i Halinki Czermińskiej. Gdy Rodziewicz został aresztowany Halinka pisała doń listy do Auschwitz. W pewnym momencie korespondencja się urwała. Do ich spotkania pierwszy raz po wojnie doszło dopiero po 35 latach. Delikatnie i dyskretnie pisze autorka o tym, dlaczego tak się stało.
W „Pisarskich delicjach autorka przywołuje inną „piękną” postać – Ewę Bąkowską, bohaterkę książki „Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon”.
Dzieje tego dworu i jego mieszkańców mają wymiar symboliczny, stanowią opowieść, która można odnieść do innych dworów i domów na Kresach, na Mazowszu, w całej Polsce. Po większości z nich po wojnie nie pozostał kamień na kamieniu, tylko w zdziczałych ogrodach można jeszcze było do niedawna dostrzec zarysy fundamentów zdruzgotanych, zniesionych z powierzchni ziemi domostw, Dwór w Krasnicy się ostał. Po 1989 r. rodzinie nie udało się go odzyskać. A jego nabywca, właściciel fabryki mrożonek, po prostu go spalił. 
Osobny fragment „Pisarskich delicji” autorka poświęca swojej korespondencji z Jerzym Giedroyciem. Listów było 230; dotyczyły spraw różnych, m.in. książki Ziółkowskiej – Boehm pt. „Otwarta rana Ameryki” poświęconej Indianom, o którą redaktor „Kultury” pytał wielokrotnie. Główna jednak część korespondencji związana była z wspólną redakcyjną pracą nad przygotowywanym do wydania w kraju tomem korespondencji pomiędzy Wańkowiczem i Giedroyciem. W momencie, kiedy Ziółkowska- Boehm uznała, że napisany przez Giedroycia wstęp krzywdzi Wańkowicza, odpowiedziała wprost „Pana wstęp przeczytałam i bardzo mi się nie podoba”. Kiedy redaktor paryskiej „Kultury” zarzucił jej zbytnią emocjonalność, odparła: ”Ja to nazywam lojalnością” – pisała. Jerzy Giedroyc zmienił wstęp.
Swoją książkę „Pisarskie delicje” Aleksandra Ziółkowska-Boehm rozpoczęła  szkicem na temat tworzywa literackiego, a zwłaszcza interesujących autorkę rozróżnień między literackim reportażem, opowieścią, literaturą faktu.
Po lekturze książki  można powiedzieć, że ideą autorki było nie tylko przekazanie tego, jak ważne jest dla niej pisarstwo, dzięki któremu przekazuje obserwacje, emocje, odczucia wrażenia i fakty, ale też  przedstawienie zasad, którymi kieruje się przy pisaniu. A jedną z najważniejszych zasad jest delikatność i uważność w traktowaniu swoich bohaterów i opowieści które jej powierzyli. Tych, które znalazły się w jej książkach, jak też tych, które właśnie ze względu na zasady, pozostaną tylko w pamięci i sercu pisarki, bo o to prosili jej rozmówcy, bohaterowie książek. Jest w tym pisarstwie Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm wielka czystość intencji. Ton, jak w wierszu  „Tarnina” Zbigniewa Herberta „kilka czystych taktów/ to bardzo dużo/to wszystko”.
Anna Bernat
Aleksandra Ziółkowska-Boehm „Pisarskie delicje”. Wydawnictwo Bellona Warszawa 2019


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza