sobota, 7 grudnia 2019

Pisarskie delicje Bellona 2019






























Aleksandra Ziółkowska-Boehm
PISARSKIE DELICJE,
Bellona, Warszawa 2019,
343 stron


Aleksandra Ziółkowska-Boehm pisze o reportażach literackich, literaturze faktu, dylematach pisarzy i o tytułowych „delicjach”, czyli głosach krytyków i czytelników. Docieka, jak książki po ukazaniu się żyją własnym życiem, nierzadko wbrew zamierzeniom autorów. Opowiada o losach nietuzinkowych ludzi, których spotkała w Polsce, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, a nawet w Argentynie i Brazylii. Nie waha się zmierzyć z wielkimi nazwiskami kultury, takimi jak Isaac Bashevis Singer czy Jerzy Giedroyc, redaktor naczelny paryskiej „Kultury”, który przez dziesięciolecia kształtował gusta literackie i polityczne myślenie polskich elit nie tylko na emigracji.

**
Delicje pisarskie to forma literacka, w której można znaleźć głosy zarówno krytyków jak i czytelników, informacje o reportażach literackich, literaturze faktu, czy dylematach pisarzy. Aleksandra Ziółkowska-Boehm opowiada o losach niezwykłych ludzi, poznanych w Polsce, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, a nawet w Argentynie i Brazylii. Wyjątkowo odważna książka, w której bada życie książek, po ich ukazaniu się na rynku, mierzy się z osobliwymi jednostkami takimi jak Isaac Bashevis Singer czy Jerzy Giedroyc.
**





Anna Bernat

NOWE KSIĄŻKI, listopad 2019

 

Klika czystych taktów

Podglądanie warsztatu pisarza, zwłaszcza lubianego, którego książki się czyta po wielokroć i stale bywa na jego spotkaniach autorskich, jest zawsze interesujące. Jak on to robi? Przecież autor pisze o innych, a jednak mówiąc o sprawach ważnych, oryginalnych, wzruszających, czytelnik odnosi wrażenie, że ta opowiedziana historia jest też o nim, że jakaś cząstka jego życia jest w niej zawarta.

Takie jest pisarstwo Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm; ma ona dar utrwalania świata i ludzkich trudnych doświadczeń na tle historii. Są to książki, skłaniające do refleksji nad polskim życiem, jego realiami dziejowymi, których przypomnienie, np. w relacjach bohaterów opowieści, i wytłumaczenie, sprawia, że ludzie, którzy kiedykolwiek się w swoim życiu z nimi zetknęli, stają się sobie bliscy i tworzą serdeczną, niekiedy obronną, wspólnotę.   

Aleksandra Ziółkowska-Boehm, dziś autorka 22 książek opublikowanych w języku polskim w kraju i 12 w języku angielskim w Stanach Zjednoczonych (nie licząc wznowień) jako młoda osoba w pracach redakcyjnych, zwłaszcza  przy ostatniej książce pisarza „Karafce La Fontaine’a”, określanej jako biblia dziennikarstwa. Pisarz zawarł w niej swoje rozważania na temat istoty pisania i procesu twórczego, literatury, pisarstwa, reportażu, tworzywa literackiego.

"Żadna moja książka nie była tak osobista. Spojrzałem wstecz, zdumiałem się i począłem się zastanawiać - jakże to zrobiło się to moje pisarstwo?" - napisał Wańkowicz o "Karafce..."

W „Pisarskich delicjach” autorka wspomina, że w podziękowaniu za jej pracę pisarz zadedykował jej II tom „Karafki…”: „Pani Aleksandrze Ziółkowskiej, bez której oddanego współpracownictwa zapewne byłaby to jeszcze gorsza książka”, a następnie  w testamencie zapisał jej swoje archiwum.

Teraz Aleksandra Ziółkowska-Boehm opublikowała swoją książkę na temat pisarstwa i jest to rzecz pasjonująca.

Jak pisze w „Pisarskich delicjach…” „ludzi, o których losach postanawia pisać zazwyczaj ona wybiera, niekiedy jednak jej rozmówcy pojawiają się jakby sami. „Poznaję ich – pisze autorka – w Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Toruniu, Opocznie, za oceanem – w Kanadzie Stanach Zjednoczonych, nawet w Argentynie i Brazylii”. Często ich historie oraz ich rodów i rodzin związane są z Kresami. Zwykle nie mają znanych nazwisk. „Są to ludzie, którzy przeszli wiele tragicznych wydarzeń, ale swój los przyjmowali z niemałą odwagą i godnością. Imponują mi, zadziwiają; piękni ludzie”.

Takim pięknym człowiekiem jest bohaterka książki „Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża” – Cezaria Iljin-Szymańska, działaczka podziemia, uczestniczka powstania warszawskiego w Zgrupowaniu „Radosław”. Po powstaniu aresztowana w Białymstoku i osadzona w obozie NKWD nr 41 w Ostaszkowie. Do Polski powróciła w 1946 r. z malaria i tyfusem. Została cenionym architektem, włączyła się w odbudowę Warszawy. 

Ale te historie są przedstawione w książce „Kaja od Radosława…”. Natomiast w „Pisarskich delicjach” rozdział poświęcony Kai jest opowieścią o tym, jak  „wspólnie” powstawała tamta książką, jest historią wielu spotkań, rozmów, telefonów przez ocean, korespondencji, uzgadniania brzmienia zdań, nawet doboru poszczególnych wyrazów, np. Kai nie odpowiadało słowo „kobieta”. Pisała do autorki „Oleńko, proszę nie nazywaj mnie kobietą. Dawniej kobietą nazywano tylko służące (…) Pisz albo „pani”, albo wymyśl coś”.  Zastąpiłam „kobiety” jej imieniem - zaznacza pisarka.

Jest to też przedstawienie relacji pomiędzy osobą, która staje się bohaterem książki i pisarką. Relacji, które przerodziły się w głęboką przyjaźń, bliskość do tego stopnia, że Kaja zaprosiła autorkę „po najdłuższym życiu” do swojego grobowca, zapisując jej w testamencie miejsce na Powązkach.

Innym „pięknym człowiekiem”, bohaterem „Delicji…” jest Roman Rodziewicz, syn zesłańca na Sybir, słynny „hubalczyk”, który z majorem Henrykiem Dobrzańskim ps. „Hubal” przebywał od pierwszego do ostatniego dnia istnienia oddziału. Po śmierci Hubala wstąpił do ZWZ, następnie AK. Aresztowany w 1943 r. przez trzy miesiące  torturowany w więzieniu w Mołodecznie, został wysłany do Auschwitz, w 1944 r. trafił do Buchenwaldu i Nadrenii. Po zakończeniu wojny dostał się do Włoch, dołączył do II Korpusu Polskiego. We Włoszech spotkał się z Melchiorem Wańkowiczem i ich znajomość trwała 40 lat.

W „Delicjach…” Ziółkowska-Boehm przedstawia m.in. wątek miłości Romana Rodziewicza i Halinki Czermińskiej. Gdy Rodziewicz został aresztowany Halinka pisała doń listy do Auschwitz. W pewnym momencie korespondencja się urwała. Do ich spotkania pierwszy raz po wojnie doszło dopiero po 35 latach. Delikatnie i dyskretnie pisze autorka o tym, dlaczego tak się stało.

W „Pisarskich delicjach autorka przywołuje inną „piękną” postać – Ewę Bąkowską, bohaterkę książki „Dwór w Kraśnicy i Hubalowy Demon”.

Dzieje tego dworu i jego mieszkańców mają wymiar symboliczny, stanowią opowieść, którą można odnieść do innych dworów i domów na Kresach, na Mazowszu, w całej Polsce. Po większości z nich po wojnie nie pozostał kamień na kamieniu, tylko w zdziczałych ogrodach można jeszcze było do niedawna dostrzec zarysy fundamentów zdruzgotanych, zniesionych z powierzchni ziemi domostw, Dwór w Krasnicy się ostał. Po 1989 r. rodzinie nie udało się go odzyskać. A jego nabywca, właściciel fabryki mrożonek, po prostu go spalił.

Osobny fragment „Pisarskich delicji” autorka poświęca swojej korespondencji z Jerzym Giedroyciem. Listów było 230; dotyczyły spraw różnych, m.in. książki Ziółkowskiej – Boehm pt. „Otwarta rana Ameryki” poświęconej Indianom, o którą redaktor „Kultury” pytał wielokrotnie. Główna jednak część korespondencji związana była z wspólną redakcyjną pracą nad przygotowywanym do wydania w kraju tomem korespondencji pomiędzy Wańkowiczem i Giedroyciem. W momencie, kiedy Ziółkowska- Boehm uznała, że napisany przez Giedroycia wstęp krzywdzi Wańkowicza, odpowiedziała wprost „Pana wstęp przeczytałam i bardzo mi się nie podoba”. Kiedy redaktor paryskiej „Kultury” zarzucił jej zbytnią emocjonalność, odparła: ”Ja to nazywam lojalnością” – pisała. Jerzy Giedroyc zmienił wstęp.

Swoją książkę „Pisarskie delicje” Aleksandra Ziółkowska-Boehm rozpoczęła  szkicem na temat tworzywa literackiego, a zwłaszcza interesujących autorkę rozróżnień między literackim reportażem, opowieścią, literaturą faktu.

Po lekturze książki  można powiedzieć, że ideą autorki było nie tylko przekazanie tego, jak ważne jest dla niej pisarstwo, dzięki któremu przekazuje obserwacje, emocje, odczucia wrażenia i fakty, ale też  przedstawienie zasad, którymi kieruje się przy pisaniu. A jedną z najważniejszych zasad jest delikatność i uważność w traktowaniu swoich bohaterów i opowieści które jej powierzyli. Tych, które znalazły się w jej książkach, jak też tych, które właśnie ze względu na zasady, pozostaną tylko w pamięci i sercu pisarki, bo o to prosili jej rozmówcy, bohaterowie książek. Jest w tym pisarstwie Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm wielka czystość intencji. Ton, jak w wierszu  „Tarnina” Zbigniewa Herberta „kilka czystych taktów/ to bardzo dużo/to wszystko”.

(Aleksandra Ziółkowska-Boehm „Pisarskie delicje”. Wydawnictwo Bellona Warszawa 2019)

Anna Bernat, Kilka czystych taktów, Nowe Książki, listopad 2019



*
(...) Na szczególną uwagę w najnowszym „Pamiętniku Literackim”(56 ) zasługuje – obok materiałów wspomnieniowych o Zbigniewie Herbercie i opublikowanego po angielsku wywiadu Reginy Wasiak-Taylor z Ursula Philips, czyli brytyjską tlumaczką (m.n.”Poganki” Narcyzy Żmichowskiej) i „Choucas”  Zofii Nałkowskiej) – osobisty esej-wyznanie Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm, autorki licznych książek z zakresu literatury faktu. Wśród nich opowieści, łączących wątki reportażu z rozmowami, dokumentami, pamiętnikami – jak głośna „Druga bitwa o Monte Cassino” czy „Dwór w Kraśnicy”. W eseju zatytułowanym „Opowieść – literacki reportaż”  Ziółkowska-Boehm pisze o swoich inspiracjach i początkach zainteresowań twórczych oraz specyfice uprawianego gatunku: „Swoje teksty non-fiction nazywam opowieściami. Mają luźną budowę, swobodny tok narracji. Perspektywa pokazania wydarzeń może być wieloraka, jak wieloraki punkt widzenia (...) Pisarz, który wybiera literaturę faktu jako swój warsztat  i tematykę, zdaje sobie sprawę od początku, przed jakimi staje zadaniami. Przede wszystkim musi dbać, by jego przekaz zawierał prawdę...Trudność polega na tym, jak przekazać prawdę, która jest „moją prawdą lub prawdą „innej osoby”. Czy prawda jest jedna?”

Mieczysław Orski, ODRA nr 4, 2019

*

Wańkowiczowskie rekomendacje, Z Aleksandrą Ziółkowską-Boehm pisarką rozmawiają Krzysztof Masłoń i Tomasz Zbigniew Zapert, „Do Rzeczy”, 3-9 czerwca 2019, str. 48-49

**
„ Książka „Pisarskie delicje” Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm jest osobistym wyznaniem wiary autorki w moc literatury faktu. Czyż nie po to czytamy reportaże i prawdziwe historie, żeby zastanowić się, czym jest cierpienie, heroizm, tchórzostwo, patriotyzm, a także poznać samych siebie w kontekście trudnych wydarzeń przeżywanych przez innych? Autorka uważa, że poruszenie wybranego tematu, jeśli komuś lub czemuś służy, jest warte trudu. Każda zawarta w książce opowieść przemienia zarówno życie twórcy, opisanych w niej bohaterów, jak i czytelnika. A pisarka jest ze wszech miar samodzielną oraz, dzięki wewnętrznej wolności, namiętną i heroiczną reporterką. Uzsadniając swoje pisanie, broni po prostu własnego prawa do spojrzenia na rzeczywistość, poznawanych ludzi, czy do odbioru życia innych po swojemu. Jednak nie o egoistyczną postawę tu chodzi, lecz o posłannictwo, służenie innym, ale i sobie: własnym upodobaniom czy wręcz fascynacjom, jak stwierdza w „Pisarskich delicjach”. Notatki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm są więc osobiste, ale nie egocentryczne.
Tytułowe delicje to osobliwie wzruszające reakcje bohaterów oraz czytelników na napisane przez Aleksandrę Ziółkowską-Boehm reportaże literackie i historyczne. Szczególnym darem, który poruszył jej serce, były kolorowe obrazy namalowane przez dzieci słabosłyszące do książki ”Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego krzyża”. Aleksandra Ziółkowska-Boehm wyznaje: Jakże piękne jest życie książki, która wywołuje taki szczególny odbiór ...,Jaka radość dla pisarza.... W „Pisarskich delicjach” autorka dzieli się z czytelnikami listami, które przez wiele lat pisała do niej Cezaria Iljin-Szymańska „Kaja”. Epistoły te są pięknym świadectwem głębokiej więzi między dwiema niezwykłymi kobietami.
Każda stworzona opowieśc to rezultaty wielogodzinnych, a nawet tygodniowych spotkań, rozmów, a także wielomiesięcznej wymiany korespondencji. Nieraz zdarzało się, że rozmówca wpadał w irytację, dziwiąc sie skrupulatności pisarki, np. przed ukazaniem się artykułu o Krystynie Wańkowiczównie i okolicznościach jej śmierci pisarka „zasypywała” generała Janusza Brochwicz-Lewińskiego „Gryfa” mnóstwem pytań o szczegóły z jego opowiadań. Był on wielce zdumiony, że musiał zajmować stanowisko w sprawie różnych detali. Dla pisarski nadrzędne są: dociekliwość, dążenie do perfekcji, prostota, a także prawda o ludziach doświadczonych przez tryby Historii, żyjących wśród nas jako świadkowie, którzy stali twarzą w twarz z okrucieństwem o wymiarze niemożliwym do zrozumienia. Aleksandra Ziółkowska-Boehm  podkreśla, że w obrębie literatury faktu pisarz powinien starać się wydobyć na światło dzienne prawdę, utrwalając słowa, czyny i przekonania, które zawiadują losem opisywanych osób.
Do napisania „Pisarskich delicji” skłoniły Panią Aleksandrę głosy dwóch recenzentów, którzy po lekturze „Drugiej bitwy o Monte Cassino” wyrazili opinię, że autorka nie wspomniała ani słowem o metodach swojej pracy. W omawianej pozycji zaprezentowała więc swoją teorię tworzenia literatury faktu. Ta sztuka udała się ostatniej sekretarce Melchiora Wańkowicza znakomicie, zwłaszcza że ma ona rzadki dar nawiązywania słowem pisanym głębokiego dialogu z czytelnikiem już od pierwszej linijki tekstu. Jej rozważania o pisarskim warsztacie i o tym, jakich wyjątkowych czytelników i bohaterów mogą mieć pisarze, jakim darem mogą być oni dla siebie nawzajem, tchną autentyzmem i szczerością. Cechuje się skrótowością i sentencjonalnością. W tym „mówienu” do czytelników jest coś pociągającego.
Lekturę „Pisarskich delicji” można proponować zarówno tym, którzy już znają dorobek Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm, jak i tym, których omijała dotąd ta przygoda. Przede wszystko, jednak warto ją polecać raczkującym narratorom. Słowem tym, którzy jeszcze nie wiedzą, co począć, gdy czują, że rodzi się w nich reportażysta. Mogą oni dzięki tej pozycji poznać tajniki warsztatu doświadczonej autorki literatury faktu. Niechaj więc zbiór ten czytelnicy dawkują sobie małymi porcjami, jak cenny poradnik na życie. Rzecz jasna, życie pisarskie, czyli to, moim zdaniem, bardziej prawdziwe”.
Beata Bednarz, Jakże piękne jest życie książki... i pisarzy, LIST DO PANI, październik 2019

**



Ewa Bagłaj - „Inspiruje mnie pisarka Aleksandra Ziółkowska-Boehm, która napisała m.in. książkę „Pisarskie delicje”. Opisuje w niej odpowiedzialność, jaką autor biografii bierze za życie bohaterów, którzy powierzają mu swoje historie do opowiedzenia. Pokazuje też, że można dążyć do tego, co jest prawdziwe, a niekoniecznie do sensacji”.
Tygodnik SŁOWO PODLASKIE, Biala Podlaska, 18-24 lutego 2020

**

Pisarskie reminiscencje Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm

avatar użytkownika kazefkazef, ndz., 03/11/2019 - 19:23
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem „Pisarskie delicje” Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm; z tym większym, że Autorkę i jej twórczość znam już od ponad 15 lat. Poniżej garść refleksji po lekturze, które śmiało proszę traktować jako zachętę do sięgnięcia po tę wydaną w tym roku publikację.
Książka składa się z dwóch części. W pierwszej autorka częstuje nas bardzo osobistymi rozważaniami o swoim warsztacie literackim. „Pisanie pojmuję… jako posłannictwo, służenie innym, ale i sobie: własnym upodobaniom czy wręcz fascynacjom” - stwierdza. I trudno się z tym nie zgodzić znając jej pisarską drogę.
Po przeczytaniu początkowego eseju pojawia się myśl, która nabiera jeszcze mocy po lekturze całości: książka powinna się nazywać jakoś inaczej. W głównej mierze traktuje bowiem o rożnego rodzaju reperkusjach i reminiscencjach twórczości Autorki. Najpierw przyszły mi do głowy "żniwa" - ale to się zbyt kojarzy z uprawą roli, orką, siewem, zbiorem..
Lepsze i ładniejsze byłyby "pisarskie owoce". Bo publikując swoje historie Aleksandra Ziółkowska-Boehm zbiera potem owoce. Tematy, które porusza, ludzie, którym poświęca opowieści - to wszystko przynosi bogaty, wspaniały plon; właśnie piękne owoce. I to jest najbardziej poruszające w tej prozie.
Oczywiście nie byłoby tego wszystkiego bez pisarskiego warsztatu, zapału, pasji, mądrości, szacunku do ludzi, Wielkiego serca, z którym Autorka przystępuje do swojej pracy. Odpowiedzialności, powściągliwości, poczucia wagi słów. Trochę o tym sama pisze w początkowych partiach "delicji" (dlatego - być może - biorąc pod uwagę te właśnie fragmenty, szersze znaczeniowo "delicje" pasują lepiej do całości książki niż "owoce").
Esej o własnej twórczości najciekawszy robi się w miejscu, w którym Pisarka opowiada o poszukiwaniu sposobu na najlepsze poprowadzenie narracji i tworzeniu "obłoczka sekretu”, "niedopowiedzenia", "niepokoju". I o tym, jak próbuje dotrzeć do "odpowiedniej atmosfery, rytmu i języka konkretnej opowieści". Trochę znam to uczucie. Tę trudność i te starania. W końcu sam kilka książek mam na koncie. To jest tematyka, o której ktoś powinien napisać pracę polonistyczną na kanwie twórczości Pani Aleksandry. Szkoda, że pisząc o tych poszukiwaniach (często dosyć nieuchwytnych), nie przywołała konkretnych przykładów ze swoich książek. Ale to już zadanie dla badacza – dla samego autora jest to w jakiś sposób niezręczne, aby o tym pisać. Przypomniał mi się Melchior Wańkowicz, który mówił (w „Karafce La Fonteine'a”) o rytmie akapitów u Sienkiewicza, że rozpoznaje tę warsztatową robotę, ale wciąż nie umie uchwycić, na czym polegała wielkość pióra pisarza, którą chwytał za serca czytelników. Szkoda, że Wańkowicz nigdy nie rozwinął tych refleksji. W „Pisarskich delicjach” świetne są te cytaty, które pokazują, że czytelnicy znajdują się pod urokiem "atmosfery, rytmu i języka". Opisał to w liście pewien pan, który czytając poczuł klimat bossa novy, więc puścił sobie taką właśnie muzykę z magnetofonu - świetnie mu pasowała już do konca lektury książki o Ingrid Bergman” (A. Ziółkowska-Boehm, Ingrid Bergman prywatnie, Warszawa 2013).
Z szeregu bardzo interesujących pisarskich "owoców", największe na mnie wrażenie wciąż robi historia miłości hubalczyka Romana Rodziewicza. Te niesamowite zapętlenie - rozbieżności między jego wersją, a tą, którą po latach przekazali synowie jego wielkiej i pierwszej miłości Halinki. Nie mogę tu za wiele zdradzić, aby nie psuć przyjemności tym, którzy jeszcze książki nie czytali, ale komentarz do owego „zapętlenia” można odnaleźć w opowieści o pewnym Panu, który będąc już w mocno podeszłym wieku, bardzo się przejął, gdy przeczytał w książce, że w młodości jego dziewczyna postanowiła go porzucić. Inaczej to wtedy zapamiętał... a po ponad pięćdziesięciu latach emocje wróciły... Bardzo mądrze podsumował tę sytuację mąż Pisarki - Norman. Oczywiście można po swojemu całą historię rozwikłać i stworzyć własną teorię. Przypuszczam, że Pani Aleksandra też taką ma, ale podobnie, jak napisała, że Pani Zofia Wańkowiczowa "może nie rozpoznała" ciała córki, zamiast wprost napisać "nie rozpoznała", tak i tu nie chce (bo nie należy i nie wypada!) posunąć się o ten jeden krok dalej i wysuwać jakieś przypuszczenia co do rzeczywistych relacji i przebiegu zdarzeń.
Z podobną ostrożnością Autorka podchodzi do opowieści o trudnym związku Melchiora Wańkowicza i jego żony. To wciąż bardzo ciekawe, nawet czytane po raz kolejny. Poruszająco brzmi opowieść o wieloletniej przyjaźni z „Kają od Radosława”, która przechowała słynny krzyż majora Hubala; wzruszające jest wspomnienie o tym, że Pisarka była do Kai tak przywiązana, że chciała do Niej dzwonić zaraz po pogrzebie Kai, tak żeby o wszystkim poopowiadać...
Na koniec: książka udowadnia, że warto było poświęcać godziny, dni, miesiące i lata. Warto było swój wyjątkowy talent, pasję i energię spożytkować pisząc te wielkie, najprawdziwsze opowieści. Takie właśnie ostateczne przesłanie odczytuję z tej publikacji. I wciąż mam nadzieję na kolejne!

Krzysztof  Zajączkowski

**

MAŁGORZATA  PONIATOWSKA
Czytam po polsku, 4 czerwca 2019


     Podczas czytania najnowszej książki autorstwa Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm czyniłam notatki, aby nie umknęły mi żadne istotne kwestie poruszane w tekście. Już sam tytuł publikacji „Pisarskie delicje” obiecywał, że lektura ta nie będzie zwykłą strawą dla ducha, że zaserwuje czytelnikowi smakowite specjały sporządzone przez mistrzynię pióra oraz, że autorka będzie nas gościć w swej literackiej kuchni. Pokaźna ilość poczynionych przeze mnie zapisków świadczy o jakości i randze podsuwanych przez pisarkę zagadnień dotyczących twórczości, kultury, etyki…
Dyskretnie w cieniu Mistrza
     Nie wiem, czy wolno mi dotknąć niezwykle delikatnej kwestii i zwrócić uwagą na ledwie wyczuwalny ton rozżalenia uznanej pisarki „Od lat ukazują się moje książki niezwiązane z pisarstwem autora «Szczenięcych lat», poświęcone…”. Uważam, że Aleksandra Ziółkowska-Boehm całym swoim dorobkiem literackim udowodniła, że Król Reportażu i spotkanie z nim stanowiło dla niej jedynie spiritus movens, które młodej adeptce literatury wskazało kierunek życiowej wędrówki. Zdobywanie kolejnych jej etapów i wspinanie się po szczeblach pisarskiej kariery, było zadaniem, któremu poświęciła „długie godziny samotności… i całe dnie zmagania z własnym lenistwem, niewiedzą”, i którego realizację zawdzięcza swemu talentowi oraz „rygorowi i dyscyplinie”. Jak słusznie zauważył M. Oramus, nie tylko Aleksandra Ziółkowska „Miała szczęście – ale miał je i Wańkowicz”, który w późnej jesieni życia spotkał wierną „kustoszkę jego pamięci”, pozostającą „dyskretnie w cieniu” Mistrza.
 „Pięknie by siedziały w książce”
     Nie sposób przejść obojętnie obok formułowanych przez literatkę spostrzeżeń, uwag czy  wniosków. Cieszę się, że część z nich, dzięki własnemu doświadczeniu i wiedzy, odkryłam mozolnie sama. Ogromną przyjemność sprawiło mi odczytywanie przemyśleń i rozważań Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm przekazywanych czytelnikom, jako element wypełniania pisarskiej misji, którą przyjęła do realizacji, bo „Każdy autor chciałby, by jego książka była ważna i oryginalna i skłaniała do refleksji”. Szczególną uwagę przywiązuję do etycznych aspektów pisarstwa i z tego powodu bardzo wnikliwie zapoznałam się z treścią rozdziału pt. „Jakie od lat stoją przede mną dylematy związane z autorem Szczenięcych lat”. Prozaiczka, obdarzona dużą dawką wrodzonego taktu, napisała o konieczności wyraźnego stawiania granic biograficznego wścibstwa”, aby mając dostęp do zbioru listów czerpać z nich wiedzę na użytek własnych przemyśleń o ich nadawcy i adresacie, ale niekoniecznie informacje te upubliczniać, chociaż „pięknie by siedziały w książce”.
Kontynuując wątek moralnych zapatrywań artystki słowa, jakich implikacje obserwujemy podczas zagłębiania się w lekturę jej książek, odwołam się do jednej z jej wypowiedzi:  „własne poczucie sprawiedliwości, poczucie etyki. Uważam… za ważny element pisarstwa”. Z tego względu mieszkanka Ulicy Żółwiego Strumienia nie sprzeniewierzyła się zaufaniu jakim obdarzyli ją rozmówcy i nie dała się ponieść taniej „sprzedając” prywatne szczegóły wyjęte z życiorysów znanych sobie osób.  Powściągliwa w słowach, pisząc o ludziach, stara się dostrzegać tylko
jaśniejszą ich stronę, nie szukając skandali czy afer.
     Zagadnienie etyczności przekazu literackiego, niezwykle istotne dla rzeczonej pisarki non fiction, posługującej się w swej pracy badawczej takimi narzędziami, jak wywiad czy rozmowa, ściśle wiąże się z autoryzacją słowa pisanego. W tej problematyce humanistka powołuje się na zasady etyki zawodowej, którym od lat wiernie służy. Niezwykle skrupulatna w swej pracy badawczej stwierdziła, iż „Weryfikować należy wszystko, co jest możliwe do zweryfikowania”. 

Treść i forma
     W rozpatrywanej książce wychwyciłam pojawiające się kilkakrotnie twórcze dualizmy, charakterystyczne dla różnych aktywności artystycznych. Spod znakomitego pióra polskiej humanistki wyszło zdanie „Dobre pisarstwo to połączenie dobrej formy i treści”. W tej zwięzłej wypowiedzi zwróciła ona uwagę na warunki konieczne (ale niewystarczające), aby powstała interesująca i wartościowa literatura. Według cenionego przez Aleksandrę Ziółkowską-Boehm noblisty, Isaaca B. Singera, ważne jest, aby pisarze „mieli historię do opowiedzenia”, tak, jak dzieje się to w przypadku naszej autorki. Na drugim planie ujęcia przywołanego tematu znajduje się literacka forma opowieści, zależna od pisarskiego warsztatu, „wyboru perspektywy” oraz stylu i tonu narracji piszącego. W publikacji „Pisarskie delicje” doktor nauk humanistycznych zaprezentowała procesy nadawania kształtu barwnym gawędom i interesującym opowieściom, traktującym o licznych postaciach historycznych.
   Według mnie Aleksandrze Ziółkowskiej-Boehm towarzyszy niezachwiane przekonanie o wspaniałość ludzi i świata. Dla tej wyjątkowej estetki wszystko dookoła jest i ma być piękne: piękni ludzie – bohaterowie, o których chętnie pisze, książki piękne do czytania, piękna literacka para – King i Królik. A na dodatek, opisując niezwykłe cuda świata, posługuje się piękną polszczyzną. Czegóż chcieć więcej?...
 „Przed i po” książki
     Dwoistość przejawia się również w „żywotach” wartościowych lektur, niosących ze sobą duży ładunek emocjonalny, ale i informacyjny. Znakomicie porusza się w tych zagadnieniach badaczka polszczyzny, dostrzegająca dwa etapy życia książki, wyróżniając czas przed jej wydaniem i po dostarczeniu jej do księgarń. Pisząc o swoich literackich doświadczeniach uchyliła rąbka tajemnicy przybliżając nam niuanse niełatwych procesów tworzenia literatury non fiction (współpraca z Kają Cezarią Iljin-Szymańską czy Jerzym Giedroyciem). Z drugiej strony literatka dużo miejsca poświęciła ciągowi dalszemu swoich wydawnictw, skutkom ubocznym przekazanych w nich treści, gdy tomy okupione twórczymi wysiłkami piszącego rozpoczynają samodzielną egzystencję niezależną od jego intencji. W szczególności odbywają się wiele wyjaśniające spotkania autorów z czytelnikami, wywołujące nawiązywanie nowych znajomości oraz lawinę zdarzeń z udziałem obu spotykających się stron – aż po propozycję miejsca w grobowcu (sic!). 
     Absolutnie wyjątkowym prezentem obdarowały autorkę Słabosłyszące Dzieci z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego. Wystawiły spektakl pt. "Dotyk oświeconej dłoni" na podstawie historii "Kai od Radosława" oraz przygotowały album z ilustracjami zatytułowany "Życie malowane «szerokim światem» - szlakiem Cezarii i Wiktorii Iljin...." Opisy wszystkich obrazów są zdaniami wyjętymi z tekstu książki, ilustrującymi wędrówkę bohaterki "Od Ałtaju po Bałtyk i Tatry". 

Sobie i światu
     Dwojaki jest również cel, jaki, być może, postawiła przed sobą autorka „Ulicy Żółwiego Strumienia” formułując uwagę „Pisanie pojmuję… jako posłannictwo, służenie innym, ale i sobie: własnym upodobaniom czy wręcz fascynacjom”. Polska patriotka, tworząc książki w języku ojczystym, wielokrotnie przysłużyła się swoim rodakom mieszkającym po obu stronach oceanu popularyzując wielką historię Polski. Będąc obywatelka świata i przebywając niemal trzydzieści lat poza granicami Kraju przyswoiła sobie „multiosobowość emigranta”, który winien „stać się pomostem między dwiema kulturami” (T. Łychowski). Jednak, co ważniejsze, Aleksandra Ziółkowska-Boehm pamięta, że jej „Korzenie są polskie” i ma świadomość, że dobre pisarstwo winno czerpać z tradycji swojego narodu, ale i ofiarowywać własnemu narodowi ponadczasowe dzieła. Pisarka dała wyraz temu przekonaniu całą swą twórczością, przysparzając Ojczyźnie sprzymierzeńców na wielu kontynentach. Gorąca orędowniczka polskości, służąc narodowej sprawie, w wywiadzie dla nowojorskiego „Nowego Dziennika” wystosowała specjalny apel do rodaków rozsianych po wielkim świecie: „Mówmy dobrze o Polsce”. Może posłanie to dotrze i do Europy…
     Jednocześnie, entuzjastka pięknych historii i pasjonatka polskiej mowy, realizuje siebie żyjąc w ciągłym ruchu i angażując się w niezliczoną ilość projektów i przedsięwzięć społecznych, kulturalnych, naukowych, a przede wszystkim literackich. „Moje własne życie dostarcza mi emocji, które często są inspiracją” i chwała Ci za to Pani Aleksandro! Cóż może być bardziej fascynującego niż prawdziwe życie (non fiction) urozmaicone ciągiem niezwykłych wydarzeń, nierzadko o światowym zasięgu (bo „Nie tylko Ameryka”, ale i „Kanada, Kanada”).
Od Tatr aż po Kresy Wschodnie
     Wśród Polonii amerykańskiej, kanadyjskiej i każdej innej pozostawało wielu kresowian, o których z wielką atencją opowiedziała Polonuska z Ameryki. Ucieszył mnie rozdział zatytułowany „Ludzie z Kresów w moich książkach”, w którym przeczytałam zdanie: „Z radością dowiadywałam się, ilu wybitnych wspaniałych Polaków ma przeszłość kresową”. Podobne uczucia towarzyszyły mi, gdy odkrywałam swego czasu, iż „Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że większość wybitnych Polaków miała bardziej lub mniej ścisły kontakt z naszymi górami i ich stolicą” [Tatry i Zakopane – MP], o czym napisałam we wstępniaku do bloga CzytamPoPolsku.pl (w dalszej kolejności, studiując biografie Wielkich Polaków, skonstatowałam ich kresowe pochodzenie, skutkiem czego  w kręgu moich zainteresowań także znalazły się Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej).
Bądźmy dobrzy dla pisarzy
     W Aneksie do „Pisarskich delicji” Aleksandra Ziółkowska-Boehm rozważała, jakich pisarskich honorów może się spodziewać autor książki. W pierwszym rzędzie wymieniła kontakt z czytelnikami – osobisty lub listowny – oraz recenzje i nagrody. Te ostatnie, jako uwieńczenie dzieła, są „marzeniem każdego twórcy” – przyznała literatka wyjątkowo szczodrze nagradzana przez przeróżne gremia.
Sprawa z recenzjami przedstawia się zgoła odmiennie. Pisarka wyjawiła pogląd, z którym nie sposób się nie zgodzić: „można się modlić o recenzję, ale prosić o nią nie wypada”. I nie trzeba. Jeśli twórca podaje czytelnikowi prawdziwe odautorskie delicje, którymi ten może się godzinami delektować, trudno nie spodziewać się od niego wdzięczności wyrażonej skromną choćby recenzją

MAŁGORZATA  PONIATOWSKA, Czytam po polsku, 4 czerwca 2019

*
„Pisarskie delicje”
Dziś będzie trochę nietypowo, bo nie nawiążę do żadnego poruszanego aktualnie tematu w Familijnej Jedynce. Będziemy autonomiczni! Otóż jesteśmy tuż-tuż przed wakacjami, bo już od jutra lipiec, i potem sierpień. Typowy okres urlopowy. Przeważnie zabieramy ze sobą na wakacje osoby najbliższe, w domyśle – kochaną rodzinkę, lub choć jakieś przyjazne dusze. Oczywiście propagujemy nade wszystko wakacje z Panem Bogiem! To oczywiste.
Ale bywają sytuacje, gdy nie mamy z kim pojechać na urlop. A nawet może być, że w ogóle nigdzie nie wyjedziemy. I jest na to też rada, żeby nie być samemu. To – książki. Spotkanie z autorem. Z autorami. Na pierwszy ogień proponuję książki Pani Aleksandry Ziółkowskiej – Boehm, spadkobierczyni archiwum Melchiora Wańkowicza, która właśnie zawitała do Polski, bo na stałe mieszka w USA. Opisuje ona w swoich książkach losy różnych ludzi, głównie Polaków z całego świata, i ich niesamowite losy. Do jej tematyki należą m.in.: Kresy Wschodnie, Powstanie Warszawskie, Hubal, obozy koncentracyjne, losy Polonii… A pisała też m. in o amerykańskich Indianach, a nawet o Ingrid Bergman. Aktualnie promuje teraz dwie nowe swoje książki – „Pisarskie delicje” które pochłonęłam w trzy wieczory. I drugą – którą będę miała już na całe lato, to „Wokół Wańkowicza”, prawie 700 stron! I to lubię!
Otóż proponuję, aby Państwo też podążyli podobną drogą – literackich spotkań z ciekawymi ludźmi. I podzielili się swoimi fascynacjami lub odkryciami. Może będzie okazja do wymiany doświadczeń?
Mówiła Elżbieta Nowak 30.06.2019 r., Kochane życie, pr. I Polskiego Radia, ok. 6.15
** 


Jolanta Wysocka: PISANIE NALEZY DO SWIATA MAGICZNEGO, Rozmowa Nowego Dziennika z Aleksandrą Ziółkowską-Boehm, Nowy Dziennik, Nowy Jork, 27 wrzesnia 2019, str 18-19
http://dziennik.com/publicystyka/kultura/pisanie-nalezy-do-swiata-magicznego/

Druga pani książka, która się niedawno ukazała w Polsce to wydana przez znane wydawnictwo Bellona - "Pisarskie delicje". Są to pani rozważania o własnym warsztacie pisarskim. W jednym z rozdziałów napisała pani - jak się odwdzięczyła bohaterka ksiażki „Kaia od Radosława”, która zapisała pani ... miejsce w grobie na Powązkach.

-  No właśnie, czy wielu autorów ma taki prezent od swoich bohaterów?...     
W tej książce chciałam się podzielić doświadczeniami z procesu pisania, zastanawiam się, czym jest  
dla mnie literatura faktu, jak się układały relacje z ludźmi, którzy opowiedzieli mi swoje losy. Także, 
jak po ukazaniu się książek niektóre ich tematy pokazywały „inne, nowe watki”.

 W „Pisarskich delicjach” poświęciła pani rozdziały m.in. takim mistrzom pióra i publicystyki, jak Jerzy Giedroyc czy Isaac Bashevis Singer. Dlaczego właśnie oni stali się współbohaterami pani opowieści?
-Piszę o tym, jaką wspaniałą lekcję „zaczepienia tematu” dostałam w czasie spotkania z Isaakiem B. Singerem w Nowym Jorku we wrześniu 1985 roku, gdy byłam stypendystką Fulbrighta. Spotkanie Singera było dużym wydarzeniem w moim życiu. Podarował mi swoje ksiażki z dedykacjami, a także książkę z ręcznymi poprawkami - zapiskami do nowego wydania. Podarował też fotografię z piękną dedykacją. Odpowiedział na wiele moich pytań m.in. -  jakie ma rady dla młodych pisarzy. Przytaczam je w „Pisarskich delicjach”.
Jerzy Giedroyc, z którym ma wymienione ok 200 listów, pisywałam do „Zeszytów historycznych” i paryskiej „Kultury” – zaprosił mnie do współpracy przy opracowaniu jego korespondencji z Wańkowiczem. Zadawał mi pytania o moją kotkę, na temat Indian, którym to tematem bardzo się interesował, ale jednocześnie mieliśmy inne zdania na temat osoby Wańkowicza, którego ja „broniłam”. Napisał że jestem „emocjonalna” jeżeli chodzi o pisarza, a ja odpowiedziałam, że nazywam to „lojalnością”. Giedroyc wymienił swój wstęp do tomu korespondencji, nowy napisał ładnie - z szacunkiem i podziwem. Jestem mu wdzięczna, że dał się przekonać.

Czy można uznać, że w zdaniu w "Pisarskich delicjach": "Pisanie pojmuję… jako posłannictwo, służenie innym, ale i sobie: własnym upodobaniom czy wręcz fascynacjom", zawarła pani swego rodzaju credo pisarskie, a być może także życiowe?
- Moje rozumienie pisania nie musi być zbieżne z przemyśleniami innych. Pisanie pojmuję - najogólniej mówiąc – właśnie niemal jako posłannictwo, służenie innym, ale i sobie: własnym upodobaniom czy wręcz fascynacjom... Czasami mówię: żeby mi życia starczyło, abym mogła spokojnie przemysleć, wysłuchać, poczytać, zrobic notatki, i wreszcie - napisać.
 „Pisarskie delicje” zaczęłam od eseju, że pisanie należy do świata magicznego, i wielu z nas chciałoby w nim zamieszkać. Nawet tylko znalezienie się w jego kręgu daje dużo wrażeń i uczy ... pokory. Dobre pisanie to połączenie ciekawej formy i treści. Kiedy sposób pokazania jest tak samo piękny jak opowiedziana historia – to zazwyczaj powstaje interesująca literatura.
Każdy autor chciałby, by jego książka była ważna i oryginalna, by skłaniała do refleksji. Pisząc, chcemy przekazać innym nasze obserwacje, emocje, odczucia, wrażenia i fakty.
Pisząc, za każdym razem jakbym reagowała na rzeczywistość, ludzi i na zdarzenia wokół siebie. Jakbym chciała odpowiedzieć na pytanie: "jakie jest nasze życie?".
Opowieści innych zawsze mnie interesowały, chętnie je wysłuchuję i czasami chcę o nich także napisać. Również moje własne życie dostarcza mi emocji, które często są inspiracją. Piszę o tych dobrych, i o tych gorszych, i jest to rodzaj swoistej terapii, gdy dzielę się swoimi przemyśleniami i obserwacjami z innymi. Tak jak wszyscy, wciąż uczę się żyć potykając się nie raz i nie dwa. Chciałabym zrozumieć swoje życie i świat wkoło mnie, pisząc, przybliżam i w jakiejś mierze przyswajam sobie nowe i nieznane zjawiska.
Pisze Pani o literaturze faktu, podkreśla jej wagę  we współczesnym świecie...
-Dwudziesty pierwszy wiek od samego początku należy do literatury faktu, i zapewne taki pozostanie. Gdy wchodzi się do sieci księgarń Barnes and Noble widać przede wszystkim monografie, biografie, wspomnienia, omówienia, pamiętniki, dzienniki, wywiady, wyjaśnienia, relacje.
Czytelnik współczesny oczekuje dokumentacji, jest głodny faktów, przekazów z pierwszej ręki. Chce śledzić, co się dzieje w świecie, który dzięki telewizji i głównie internetowi wszedł w nasze życie ze swoimi dylematami, problemami, katastrofami i biedą. Na temat wielu spraw i zjawisk pragniemy wiedziec więcej, czasami je zgłębić, lub choćby „coś” lepiej zrozumieć. Chcemy wiedzieć także o sprawach nam, Polakom, bliskim, o naszej historii, naszych wielkich postaciach, ale i o przeciętnym człowieku, by się z nim identyfikować. Może chcielibyśmy wyciągnąć nowe wnioski z naszej przeszłości, nawet wiedząc, że „historia lubi się powtarzać”.

Jak pani patrzy na pojęcie kreatywności w literaturze faktu?
- Autorzy non-fiction mają swoisty kontrakt z czytelnikiem: nic nie wymyślamy. Wszystko, o czym piszemy, jest oparte na dokumentach, faktach, ustalonych relacjach, i autor winien o tym napisać czytelnikowi. Uważam, że mimo tych trudności, pole do kreatywności jest duże.
Pisarz, który wybiera literaturę faktu jako swój warsztat i tematykę zdaje sobie sprawę od początku, i z czasem coraz bardziej przekonuje się, przed jakimi staje zadaniami. Przede wszystkim, musi dbać, by jego przekaz zawierał prawdę – zarówno miejsca i czasu akcji, jak postaci, które pokazuje. Prawdziwe muszą być ich wybory i motywy działania, ich życie, dobry los, tragedia i ból, potknięcia, rozczarowania, upadki, jak i radości i satysfakcje. Różne są sposoby pokazania wybranego bohatera i jego losów, zdarzeń wokół. Trudność polega na tym, jak przekazać prawdę, która jest „moją prawdą” lub prawdą „innej osoby”.
Czy jest jedna prawda?...To jest temat nieraz skomplikowany.

Co jest ważne przy pisaniu? Co przeszkadza, powstrzymuje od pisania?
-Ważne jest, aby autor umiał zaangażować, wciągnąć emocjonalnie czytelnika w tok swojej opowieści. Kreatywność piszącego polega na wyborze perspektywy, która jak oko kamery pozwala zatrzymać i skupić się na wybranym szczególe. Skupić tak, by zwrócić uwagę czytelnika. Podając szczegóły niejako wciąga się czytelnika w akcję, uruchamia jego wyobraźnię. Wstrzemięźliwość ma ważną rolę w opowiadaniu, może wykreować dramat i napięcie. Powiedzenie „za dużo” zabiera napięcie, gadulstwo narratora niszczy tekst.

Co powstrzymuje od pisania?... dziesiątki spraw, ludzie, świadomość, że tyle już napisano, że jakże wiele się pisze, że nieraz wręcz gadulstwo nas otacza. ...Ale jednocześnie jakże piękne i szlachetne jest przekonanie, że ktoś chce się podzielić się z innymi ważną sprawą...Uważam, że każdy z nas ma swoją własną opowieść i może ją napisać opierając na własnym życiu. Każdy może napisać własne wspomnienie, biografię, pamiętnik czy historię rodzinną. Jak dalece chce, jak dalece potrafi, i czy będzie chciał i umiał poddać się dyscyplinie, to jest osobne zagadnienie.

Pisze pani także o poświęceniu...
-Pisanie wymaga nieraz wielkiego poświęcenia. Zdarza się, że wszystko inne wkoło jest ważniejsze, jakby właściwsze. I zapewne często tak właśnie jest. Są i inne przypadki, kiedy trzeba umieć uciszyć głos w sobie, który przeszkadza, nieraz wręcz jest naszym wrogiem. Może nas buntować, może stawiać pytania: „komu - na co - po co?”, i może proponować wiele ciekawych zajęć i niemałych przyjemności. Także wygoda i lenistwo zawsze podpowiada oglądanie kolejnego programu telewizyjnego, który nas tak bardzo nie interesuje, szperanie w internecie, drzemkę, gadulstwo przez telefon, mówienie nieraz wciąż „o tym samym”.

W aneksie do książki zatytułowanym „Bądzmy dobrzy dla pisarzy” uświadamia pani, że „pisanie to długie godziny samotności przed kartką papieru (teraz głównie przed komputerem), to są godziny i dnie całe zmagania z własnym lenistwem, niewiedzą, to odsuwanie wielu spraw na bok, wielu spotkań, nieraz wielu małych i większych przyjemności”

-Pisanie – to poświęcanie godzin na pracę, która nie zawsze jest odbiciem naszych starań i nadziei, nierzadko przynosi wyobcowanie, gorycz i pustkę. Pisanie to długie godziny samotności, a po jakimś czasie – lata samotności. Czytajmy biografie pisarzy, wiele nam dadzą. Jak wiele książek pomogło nam przejść przez trudności, przez załamania... Pamiętamy książki, które wywołały nasze wzruszenie, łzy i uśmiech. Książka cenna i ważna - gdy jest taka - wzrusza, uczy czegoś nowego, poszerza naszą wiedzę, zmienia nasze zdanie, naszą opinię, rozszerza punkt widzenia, obchodzi go z różnych stron, uwraźliwia, wywołuje refleksje, daje nadzieję...

Pisze pani o procesie twórczym, zaangażowaniu, cyzelowaniu treści...

-Pisarz powinien być zaangażowany emocjonalnie w temat, ale nie pokazywać swoich uczuć. Jak mówię: emocje popychają mnie do pisania, ale potem tekst odkładam, by się „uleżał”.
Po jakimś czasie sięgam po niego i go cyzeluję, „udoskonalam”. Zabieram komentarze, wszelkie emocje szczególnie fatalnie brzmią po latach.
Im trudniejszy temat, tym trzeba być oszczędniejszym w słowach, powściąliwszym, unikać przymiotników. Im poważniejszy, tym trzeba go podać spokojniej. Komentarz i różne odczucia powinien wywołać u siebie czytelnik w czasie lektury. Nie powinna być mu wskazana gotowa interpretacja, podsunięta i wypowiedziana przez narratora, pisarza. Trzeba podać obraz tak, by czytelnik sam wyciągnął wnioski. By wstrzymał oddech. Nie należy pisać gotowych komentarzy, czytelnik sam powinien się wzruszyć, zdziwić, zakłopotać, zastanowić, pomyśleć...Gdy to nie następuje, to znaczy, że „nie udało” mi się, nie potrafiłam.
avatar użytkownika kazefNieraz pokazuję losy rozbitych wojennymi wypadkami rodzin, dramaty pojedyńczych osób. Wydawca amerykański napisał mi, że poprzez pokazane losy czytelnik się identyfikuje i wzrusza, i że tak się dzieje także dlatego, że nie wstawiam własnego komentarza.
Tak właśnie pojmuję pisanie...

Jolanta Wysocka: PISANIE NALEZY DO SWIATA MAGICZNEGO, Rozmowa Nowego Dziennika z Aleksandrą Ziółkowską-Boehm, Nowy Dziennik, Nowy Jork, 27 wrzesnia 2019, str 18-19
http://dziennik.com/publicystyka/kultura/pisanie-nalezy-do-swiata-magicznego/

**








 

(...)
PAP: Przyjeżdża pani do kraju na majowe Targi Książki; jakie nowe tytuły przedstawi pani czytelnikom?
Aleksandra Ziółkowska-Boehm: PIW na Targi przygotował mój tom "Wokół Wańkowicza", która zawiera wszystko, co dotąd napisałam o pisarzu w "Blisko Wańkowicza" i "Na tropach Wańkowicza" plus 150 stron uzupełnień - nowych dokumentów, materiałów, do których dotarłam m.in. w IPN, nowych badań i punktów widzenia, które wywołała 16-tomowa seria Dzieł Wszystkich Wańkowicza, jaka ukazała się w Wydawnictwie Prószyński.
Z kolei Wydawnictwo Bellona przygotowało moją nową książkę "Pisarskie delicje". To rozważania na temat literatury faktu. Zastanawiam się, czym jest oparta na faktach opowieść, a czym literacki reportaż, jak rozmawiać z bohaterami?.. W swojej praktyce pisarskiej sama doszłam do przyjęcia pewnych reguł; zawsze podkreślam wagę autoryzacji, na co uczulił mnie Singer, z którym rozmawiałam w 1985 r., kiedy przebywałam w USA jako stypendystka Fulbrighta. Opisuję to w rozdziale „Przesłanie Isaaca B. Singera".
W "Delicjach..." przytaczam też m.in. korespondencję z Jerzym Giedroyciem, z Cezarią Iljin Szymańską - bohaterką książki "Kaja od Radosława". Piszę też o tym, jak książki po ukazaniu się żyją własnym życiem, jak się niektóre wątki na nowo pojawiają, wyjaśniają po latach, wspominam o mocnych więziach, niekiedy przyjaźniach, jakie łączą pisarza z bohaterami jego opowieści. Czasami autora spotykają wypadki piękne, ale i przedziwne, otóż bohaterka książki "Kaja od Radosława" podziękowała mi za nią, zapisując miejsce w swoim grobowcu na Powązkach. Czy kiedyś autor dostał taki prezent?
Rozmawiała: Anna Bernat (PAP)
x
Doktor nauk humanistycznych UW Aleksandra Ziółkowska-Boehm jest polską pisarką, od 1990 r. mieszkającą w Stanach Zjednoczonych. W latach 1972-74 była asystentką i sekretarką Melchiora Wańkowicza; pisarz zadedykował jej "Karafkę La Fontaine’a" i zapisał w testamencie swoje archiwum.
Jest m.in. członkiem zarządu powstałej w 2001 r. Fundacji im. Stefana Korbońskiego w Waszyngtonie i jurorem nagrody literackiej londyńskiego Związku Pisarzy na Obczyźnie. (PAP)
abe/ pat/

*
GLOSY

Tomasz Lychowski









to me
Olenko,

Wankowicz - Giedroyc to Twoja walka o prawdę. Lojalność.

Kaja to prawdziwa przyjaźń. Twoja przyjażń ja ożywiła, jej ostatnie lata byly latami radosci i nadziei. Już nie byla tak samotna jak to czesto bywa w tym wieku. Przyjaciele odchodza, bliskiej rodziny coraz mniej.

Czytając Twoją książkę trzymamy kciuki by Giedroyc dał się przekonać, a Kaja mogła się nacieszyć książka. Prawdziwy suspense!

Książka bardzo ciepła bo sercem pisana.

Brawo!
Tomasz Lychowski, Rio de Janeiro, 26 lipca 2019

**
Szanowna Pani:
       Dwa tygodnie temu, bedac w Warszawie kupilem i przeczytalem uwaznie w 3 wieczory „Pisarskie Delicje” - swietny przeglad wielu Pani „opowiesci”. Ja czytalem w przeszlosci kilka Pani ksiazek i znam czesc Pani dzialalnosci zwiazanej z Melchiorem Wankowiczem i Monte Cassino; mialem tam dwoch wujkow  urodzeni na Kresach przeszli przez sowieckie lagry. Jeden z nich (Stach Kozakiewicz) byl w 5 Batalionie Ciezkich Karabinow Maszynowych ktory poniosl wyjatkowo straszne straty bo byl glownym celem swietnie wyszkolonych snajperow i artylerzystow niemieckich. 
      „Pisarskie Delicje” to rzeczywiscie ”swobodne i nieujarzmione” delicje; piekne Pani listy do Giedroycia z lipca i sierpnia 2000, logiczne i klarowne jakby tekst doktoratu z matematyki; swietny komentarz do „Katynia” zrobionego przez ostroznego Wajde i dlatego bez zakończenia, jak wszystkie jego podporki PRL-u; zacytowanie waznej opinii Singera; i inne perelki. I ten raczej rzadki w naszej literaturze rarytas - tak duzo i pieknie o polskich heroinach - żaden narod nie miał tak zasluzonych aniolow! Bravo i dziekuje! (...)
Jozef Kunc

Joseph A. Kunc, PhD
Professor of astronautics, aerospace engineering, physics and astronomy
University of Southern California , Los Angeles, CA 90089-1192
**
Czytam twoje fascynujące i wzruszające Delicje krążąc wśród kartek — i chwilami mam takie wrażenie, jakbym chodziła po Powązkach z moją 93-letnią siostrą Katarzyną. Kasia kocha te spacery, dużo wie, dużo pamięta i lubi opowiadać, i o tych znajomych jej (jak żywych) pochowanych, i o tych, których nagrobki są zatarte, ledwie czytelne. Stajemy, ścieramy mech z napisów, czasem wyrywamy chwasty- bo nikt już do nich nie przychodzi. I ty coś podobnego robisz w tej książce - o w większości umarłych - tak pięknie o nich opowiadając, że nam się zdaje, że widzimy ich i słyszymy razem z tobą.
Tobie nikt się nie mógł oprzeć, nawet Giedroyć. Słodycz i stal, to ty.
            Przepiękne są akwarele dzieci, które tu reprodukujesz. Ogromnie ciekawe wszystkie listy!
Joanna Clark, Princeton, NJ, 14 września 2019.
Dedykacja: Olence, krolowej na dworach, dworkach, kresach polskiej i amerykanskiej ziemi
*
Mówisz o sprawach głęboko przez siebie przemyślanych i zarazem ściśle związanych z twoim warsztatem pisarskim. Fascynująco o literaturze faktu, co aż prosi o dyskusję. Kwestia prawdy! Ten punkt widzenia przez "kamerę"? Osobiste porachunki? Wzgląd na tych, osoby wartościowe, dla których prawda może być bolesna?
Zgadzam się z tobą, że w każdym pisaniu jest wiara w posłannictwo, jakkolwiek rozumiane, łącznie z radością i trudem pracy dla siebie.
Joanna Clark, Princeton, NJ, 1 pazdziernika 2019
*
avatar użytkownika kazefPrzyjaciele przyniesli mi w prezencie Twoją ksiązke i juz ją przeczytałam – z wielka przyjemnoscia. Jak zawsze Twoje ksiazki - dobrze się czyta i jestem pelna podziwu. Przypisy są doskonałe, ale to cechuje wszystkie Twoje ksiazki. Korespondencja z Kaja, z Giedroyciem, az się chce, by bylo więcej. Ksiazka dowodzi wielkiej pracy, umiaru i taktu.
Xenia Popowicz, Katowice, 8 wrzesnia 2019
*


Z Twoimi książkami jest tak, jakby rozmawiało sie z Tobą.
Miło mi, ze znowu po nocach mam kontakt przez czytane własnie dwie Twoje ksiazki „Otwarta rana” i „Pisarskie delicje”.
Zdzisława Donat, 3 grudnia 2019


*

Czytając książkę p.Ziółkowskiej-Boehm „Pisarskie delicje” już na samym początku trafiłam na ciekawe zdanie, które brzmi tak: „Pisanie należy do świata magicznego i wielu z nas chciałoby w nim zamieszkać”.
Mówiąc pół żartem, pół serio, to wiele razy wchodziła Pani do tego magicznego świata i dłużej lub krócej tam pomieszkiwała, ale trzeba było wracać do rzeczywistości, bo powstawały nowe książki i trzeba było wykonać ważną część pracy nad książką, a mianowicie zorganizować spotkania i rozmowy z wybranymi osobami, szukać materiałów w archiwach państwowych i zbiorach prywatnych, pozyskiwać zdjęcia, które wzbogacają książkę. Trzeba uzyskać pisemnie oświadczenie osób potwiedzających zgodność faktów i uzyskać pozwolenie na wykorzystanie zdjęć. To wszystko jest po to, aby w przyszłości nie doszło do nieprzyjemnych sytuacji. Np żądań odszkodowania lub procesów sądowych.

Po zakończeniu tych czynności można spokojnie przenieść się do magicznego świata i oddać się najprzyjemniejszej części tworzenia książki – pisaniu. Po napisaniu książki trzeba wyjśc z magicznego świata, bo książkę trzeba wydać, a to łączy się z wieloma zabiegami,  np. trzeba znależć wydawcę i uzgdnić z nim wiele szczegółów. Na końcu tego procesu czytelnik dostaje gotową książkę.

Po przeczytaniu „Pisarskich delicji” zarozumiałam,  jak ważne dla autora są listy czytelników, które p. Ziółkowska-Boehm nazywa piękna nagrodą, i to są jej pisarskie delicje. Pewnie dletego książka nosi taki tytuł.

Warto jeszcze przytoczyć słowa, jakie wypowiedziała o pisarstwie p.Ziółkowskiej Boehm Agnieszka Bogucka – opiekunka „Gryfa” – Janusza Brochwicz Lewińskiego – żołnierza batalionu „Parasol”. Panie miały kontakt kiedy p.Ziółkowska-Boehm zbierała materiały dotyczące okoliczności śmierci Krystyny Wańkowiczówny (córki pisarza Melchiora), która zginęła w szóstym dniu Powstania Warszawskiego, a „Gyf” był jej dowódcą. Oto te słowa : -„Poczucie odpowiedzialności za tekst i perfekcyjna dokładność w przedstawieniu tematu.

Takie słowa na pewno są ważne dla autora i są rodzajem nagrody od czytelnika.
Na koniec chcę przytoczyc zdanie z „Pisarskich delicjo”, któe napisała  p.Ziólkowska-Boehm:
„Ogólnie staram sie, żeby moje książki były do czytania”.
Zapewniam Pania, że są do czytania, bo są wspaniałą literaturą faktu. Pani książki uczą każdego czytającego, bez względu na jego wiek. I wzruszają  często do łez, bo jak tu nie można uronić łez czytając historię Krystyny Wańkowiczówny”.

Maria Szczegielniak , Gawrony,  14 stycznia 2020


*
*
Wojciech Reszczynski, Radio, program 3, Trojka na powaznie, 4 grudnia godz. 11:05-12:00

*

Spotkania autorskie:

Biblioteka im. Marszalka J.Pilsudskiego, ul. Gdanska 100/102,  Lodz
Biblioteka Publiczna Mokotow, ul. Wiktorska 10, Warszawa
Ksiegarnia Nike, Warszawa, ul. Pulawska 11, Warszawa
Biblioteka Konskie
Biblioteka Opoczno 
Gmina Slawno
Ogrod Krasinskich, "Imieniny Kochanowskiego", Warszawa
„Pod Gruszka”, ul. Szczepanska 1, Krakow
Warszawskie Targi Ksiazki, stadion narodowy
Targi Ciekawej Ksiazki w Lodzi, Expo, Al.Politechniki 4
Targi Ksiazki Historycznej, Warszawa, Zamek
Stalowa Wola, Biblioteka im. Melchiora Wankowicza, ul.ks.Popieluszki 10
Wloclawek, Biblioteka im. Z.Arentowicza, ul.Warszawska 11/13
Dom Literatury, Warszawa, Krakowskie Przedmiescie
Biblioteka Sluzew, ul.  Mozarta 1, Warszawa
Uniwersytet Warszawski, Katedra Ukrainistyki Wydzialu Lingwistyki Stosowanej, Warszawa, ul. Szturmowa 4

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz