Kenia
Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
List oceaniczny -
dodatek kulturalny do GAZETY, Toronto
Dziennikarz z Wysp Karaibskich - Thomas
TomczykPaulina Potocka
Apr 5, 2004
http://www.cultureave.com/dziennikarz-z-wysp-karaibskich/
O małym Tomku w
domu Wańkowicza napisała Zofia Kucówna w pięknej książce „Zatrzymać czas”, że
kiedy odwiedziła pisarza „po pokojach biegało małe dziecko, chłopczyk... i
dzięki niemu ten dom nie był smutny”. Był rok 1973 – rok później 82-letni autor
„Monte Cassino” zmarł.
Jako czteroletni chłopiec przeniósł się z Łodzi do
Warszawy z matką, która po ukończeniu studiów zaczęła pracę u wielkiego pisarza
Melchiora Wańkowicza, z którego najpierw pisała magisterium, a później
doktoryzowała się. Po śmierci pisarza w książce „Blisko Wańkowicza” Aleksandra
Ziółkowska napisała osobny rozdział zatytułowany „Król Herod to był mądry
król...” cytując wielkiego reportera, który starszy i schorowany, nie miał
cierpliwości do przeszkadzających mu dzieci. Ziółkowska pokazuje także, jak
Wańkowicz straszył jej małego wtedy synka policjantem, kiedy ten w ogrodzie
obłupał korę z drzewa, jak dawał mu order czarnego ciastka za dobre zachowanie,
układał wierszyki na urodziny malca i jak czytał mu Koziołka Matołka naśladując
„jak wyją wilki”. Oto wiersz Wańkowicza (cytat z „Blisko Wańkowicza”):
Dobra nasza, dobra nasza!...
Dziś urodziny Tomasza
Frajda taka,
frajda taka,
Że możem uczcić dzieciaka.
Dostanie tort i skakankę
I
składankę budowlankę
A jak Ania będzie chora
Może bawić się w
doktora.
Pamiętaj: kto ma pięć lat
To jest straszak, no i chwat
Nie
jest zbyt gorąca zupka
Nie ciągnie za ogon Dupka.
Bo kto dybie ciągle na
psa
Ten dostaje za to klapsa.
Nie ciągnie go też za ucho
No i starszych
zawsze słucha.
Wynosząc Cię pod niebiosy
Życzymy byś miał dwa
nosy
Rączkę, nóżkę zapasową
I jeszcze i to, i owo.
Abyś był chłopaczek
żywy
Ale grzeczny, nie wrzaskliwy
I w sędziwych pięciu latach
Nigdy nie
deptał po kwiatach.
I jeśli jesteś coś warty
Zawsze słuchaj pani
Marty.
I jak przetrwasz tak rok cały
Będziesz szkolniak
doskonały
Wszyscy będą lubić Ciebie
I będziesz się czuł jak w
niebie.
Tomek jest także bohaterem późniejszej książki Aleksandry
Ziółkowskiej-Boehm „Ulica Żółwiego Strumienia”, po lekturze której Szymon
Kobyliński (który znał Tomka od dziecka, oceniał jego rysunki namawiając do
własnego spojrzenia) napisał:„-Tomek jawi się przede wszystkim jako dobry, a to
komplement najszczytowszy z możliwych, zwłaszcza dziś, a ponadto od małego mądry
życiowo i sercowo... Jego losy, rozpostarte po mnóstwie krain i szkół, jednak
zaliczanych „w cuglach”, są świetnym leitomotivem całej narracji. Coś rośnie i
dojrzewa z tym chłopakiem, coś się spełnia i czyni coraz bogatszym duchowo”
(cytat z książki „Nie minęło nic, prócz lat”).
Na coroczne wakacje zimą i
latem jeździł z mamą do Halamy w Zakopanem i do Nieborowa. Aleksandra jakby wciąż
dbała o jego nowe wrażenia i przeżycia. Poleciała z nim samolotem do Krakowa,
„aby chłopiec zaznał lotu samolotem”. Po latach jego babka będzie mówić – „mój
wnuk więcej jeździ samolotami niż ja autobusami..”.
Pierwszą daleką podróż mama wymyśliła przed rozpoczęciem szkoły. Na
„zakończenie dzieciństwa” wybrali się w podróż morską statkiem handlowym do
Włoch i do Maroka.
Po skończeniu piątej klasy szkoły podstawowej towarzyszył
jej na stypendium do Kanady, gdzie chodził do katolickiej szkoły (Ziółkowska
opisała ten okres w rozdziale „Szkoła w Kanadzie” w książce „Nie tylko
Ameryka”). W Toronto zastał ich stan wojny i pozostali ponad dwa lata. Tomek
nauczył się języka angielskiego, zaczął naukę francuskiego, którą potem
kontynuował w Instytucie Francuskim w Warszawie. Nauczył się także dobrze
hiszpańskiego. Mama pisze, że nauka języków jest niewątpliwie pozytywnym
rezultatem ich częstego przemieszczania się. W Toronto roznosił gazety, należał
do harcerstwa, wyjeżdżał z matką na Florydę i do Nowego Jorku. W Kanadzie, jak
pisze matka, „usposobienie zmieniło mu się na pozytywniejsze”, ale Tomek tęsknił
do rodziny, do zostawionego z dziadkami jamnika i bardzo chciał
wracać.
Wrócili do Warszawy w grudniu 1983 roku mając wcześniej przyznany
stały pobyt w Kanadzie. Śmieszne perypetie ze zdobyciem podręczników, z
wywiadówką w polskiej szkole opisane są także w przywoływanej książce „Ulicy
Żółwiego Strumienia”. Starannie przygotował się do egzaminów wstępnych, które
zdał i dostał się do dobrej szkoły Reytana w Warszawie. Miał czas szczelnie
wypełniony - uczył się gry na flecie, chodził na naukę języków. Z chłopcem
rozmiłowanym w grze w szachy nie chciała grać mama (bo ponoć nie umie), ale
grywał on z przywiezionym z Kanady komputerem, a także z odwiedzającym
przyjacielem domu Michałem Radgowskim. Szachami i fotografią zainteresował
chłopca młodszy brat mamy, Krzysztof.
W pokoju Tomka na ścianie wisiała
duża mapa świata. Ulubioną zabawą z mamą było, by poszukała na mapie
jakiekolwiek miejsce: miasto czy region w świecie i spytała o nie Tomka, który
miał wyznaczony krótki czas na odszukanie. Znał bowiem mapę świata na pamięć.
Częstym gościem matki w mieszkaniu na Mokotowie bywał Ryszard Kapuściński, który
zachodził do pokoju chłopca, mówił mu, że marzenia o podróżach można spełnić, że
można pojechać wszędzie, na przykład do Afryki także. Jak się tylko bardzo chce.
Kapuściński swoją serdecznością i delikatnością ujmował i Tomek z czasem stał
się zapalonym czytelnikiem jego książek.
Będąc uczniem szkoły Reytana
przerwał naukę i towarzyszył Pani Aleksandrze w jej kolejnym amerykańskim tym razem
stypendium, cały semestr uczęszczając do szkoły na Florydzie. Do Stanów jeździł
jeszcze dwukrotnie z mamą na jej stypendia (zawsze amerykańskie, nie polskie).
Jak mama mówi, jakimś cudem nigdy nie powtarzał roku i zawsze uzupełnił
materiał. Po maturze jako kierunek studiów wybrał architekturę ucząc się
wcześniej dwa lata rysunku. Zdał dobrze egzaminy wstępne i stał się studentem
wydziału architektury Politechniki Warszawskiej. Jako student miał praktyki w
Sandomierzu, także Czechosłowacji, ale jak wielu młodych ludzi jeździł po całej
Europie, między innymi zbierał winogrona we Francji. Mama opisuje wzruszającą
historię, gdy ukradziono mu plecak w Lizbonie, znalazł schronienie u ojców
Palotynów i po tygodniu sam odnalazł złodzieja. Ten sam fakt opisał później
ksiądz Andrzej Gładysz w „Naszej Rodzinie” (przedrukowanym w „Nowym Dzienniku”
25-25 lipca 1992) w artykule „Polacy w Portugalii”. Cytuję:
„Jako ostatniego, wspomnę pewnego studenta architektury, bardzo miłego i
kulturalnego, który poprzedniego lata, podróżując jako turysta, został w
Lizbonie doszczętnie okradziony (przypadek wcale nierzadki). Zamieszkał u nas na
kilka dni do czasu, aż Konsulat wyrobi mu powrotne dokumenty. W ciągu kilku dni
chłopak wytropił złodzieja, odzyskał większość swych rzeczy, a winowajcę oddał w
ręce policji. Ostatni akt tego dramatu rozegrał się w mojej obecności w
komisariacie policji: Tomek wraz ze złodziejem, już w kajdanach, padli sobie w
objęcia za pożegnanie i ściskali się ze łzami w oczach”.
Według książki „Ulica Żółwiego Strumienia” (str. 445) ta historia od strony
Tomka wyglądała tak: „Patrzyłem na niego i zrobiło mi się go żal. Podszedłem,
podałem dłoń – Con Dio (zostań z Bogiem), powiedziałem... Portugalczyk popatrzył
na mnie, oczy mu się zaszkliły, chwycił mnie wpół i schylił głowę. Trwaliśmy tak
chwilę”.
Był na drugim roku architektury, gdy mama wyszła za
mąż za Amerykanina i przeniosła się do Stanów. Tomek doleciał do nich i
kontynuował studia architektury na uniwersytecie w Fayetteville w stanie
Arkansas, gdzie wykładał słynny amerykański architekt Fay Jones. W czasie
wakacji jeden miesiąc pracował, resztę podróżował. Był na przykład w Puerto
Rico, objechał autobusem cały Meksyk aż do Jukatanu, mając wciąż polski paszport
pojechał na Kubę. Wiele fotografował i fotografia stała się jego dużą pasją. Na
czwartym roku studiów, zgodnie w programem, cała grupa studentów architektury
uniwersytetu w Fayetteville przeniosła się na studia do Rzymu. Tomek dorabiał
jako tłumacz w TV, wykonywał rysunki-portrety i jeździł - i po Włoszech i po
innych krajach. Bywał także w Warszawie.
W „Twoim Stylu” (listopad 1992)
przeprowadzono z nim wywiad z cyklu ”Rodzinne wartości”, powiedział w nim, że
chociaż studiuje architekturę, ale ciągnie go do reportażu. Powiedział
także:„Mama miała i ma przyjaciół z kręgu literackiego. Tematy, o których się u
nas rozmawia, były mi znacznie bliższe, niż te poruszane z rówieśnikami. Czasami
czułem się niezręcznie, gdy stwierdzałem, że nudzę się z kolegami. Nie było to
żadne wywyższanie się. (...) Podziwiam moją mamę za to, że przez tyle lat udało
jej się pozostać samodzielnym i niezależnym człowiekiem. I że mnie tak
wychowała. Nigdy nie patrzę w przeszłość, myśląc, że chciałbym coś w niej
zmienić, odwrócić. Czasami było ciężko. Zmiana kraju, kontynentu, oderwanie się
od czegoś, co się znało, nowe środowisko, inne problemy... Polska, Kanada, znów
Polska, potem Stany, Polska i znowu Stany... Myślę, że jednak udało mi się
odnaleźć siebie w takim rytmie życia, wyciągnąć z niego korzyść. Jestem
przygotowany na to, że w każdej chwili mogę zmienić miejsce zamieszkania,
studiów” (...) Jak pisze mama, Tomek ma swoje nieduże pokoje z książkami i w
warszawskim mieszkaniu i w domu w Wilmington w stanie Delaware.O swoim
podróżowaniu do Jugosławii mówił w radiu WAWA.
W „Polityce”(19 marca
1994) ukazał się jego tekst „Jak studiować w Ameryce”, przedrukowany potem w
nowojorskim „Nowym Dzienniku”, zaczynający się od słów: ”Przeżyłem głęboką
konsternację, gdy podczas jednego z pierwszych wykładów kolega poklepał po
plecach 60-letniego profesora i spytał: ”Jak ci leci, Earl?”. Starszy pan
odpowiedział: ”W porządku. Czy miałeś okazję popracować nad zadaniem, Ken?”
Przez następne dwa miesiące stopniowo zmieniałem własne wyobrażenia o stosunkach
między studentami a ciałem pedagogicznym”. W „Rzeczypospolitej” drukuje duży
reportaż z fotografiami z Gruzji zatytułowany ”W krainie anarchii” („W Gruzji
nie istnieje armia z prawdziwego zdarzenia – w Tbilisi i większych miastach
widać czasem patrole armii rządowej, natomiast wieś i rejony przygraniczne
zostały pozostawione samym sobie”...).
Fotografie Tomka drukuje „Gazeta
Wyborcza”. W „Twoim Stylu” (Nr 11,1992) ukazuje się jego obszerny reportaż z
fotografiami z Albanii: „Albania, czyli przebudzenie”. Cytat:
„Wydaje
się, jakby trzy czwarte miasta wzięło jednocześnie urlop, ale nikt nie miał
pieniędzy, by gdziekolwiek wyjechać”.(...) Teraz Albania stała się miejscem
swoistego polowania na dusze. Do Tirany przylecieli bogaci muzułmanie z Jordanu
i Arabii Saudyjskiej. Nie skąpią oni pieniędzy na odbudowę meczetów i na uczenie
młodzieży i dorosłych jak powinien modlić się pobożny muzułmanin. Otwiera się
także na nowo świątynie, których fasady i wnętrza zostały kiedyś przebudowane,
aby zatrzeć ich religijny charakter i przystosować do nowej funkcji. (...)
Przyjechać do Albanii teraz, to dla jednych o kilka lat za późno. Dla innych o
wiele lat za wcześnie”.
Także w „Twoim Stylu” (Nr 6, 1993) ukazał się
reportaż Tomasza Tomczyka z Kuby: „Plaże pod specjalnym nadzorem”.
Cytat:
„Niewątpliwym sukcesem nowego systemu jest zlikwidowanie uprzedzeń
rasowych. Ten najbardziej zhispanizowany, kiedyś najbardziej konserwatywny
skrawek Ameryki Łacińskiej, stał się przykładem tolerancji. (...) Jeśli widać na
wyspie dyskryminację, to jest ona skierowana przeciw... samym Kubańczykom.
Kubańczyk nie ma prawa wejść do hotelu, do restauracji czy sklepu, a nawet na
niektóre plaże, o ile nie znajduje się w towarzystwie obcokrajowców” (...)„Maria
mówi, że ma szczęście. Poznałem ją w drodze z Hawany do Bahia Honda. Zatrzymała
nasz samochód. Maria jechała na kilka dni do swojej rodziny na wsi. Przywoziła
stamtąd żywność, tak trudno osiągalną w stolicy” (...).
W amerykańskim
piśmie „Northwest Arkansas Time” (October – November 1992) jako Thomas Tomczyk
drukuje cykl reportaży z Albanii: „A little slice of Albanian history”, „Poor
country rich in culture, hospitality”, „Albania: Forty-eight years of
Isolation”. Na studiach obok architektury jako przedmiot dodatkowy wybrał
dziennikarstwo, otrzymał prestiżową nagrodę przyznawaną przez Fulbright College
Awards – „The Larry Obsitnik Award in Photojournalism”.
Po otrzymaniu
dyplomu architekta pracuje w Dallas w dużej firmie architektonicznej, kupił
stare Porsche. W rok później sprzedał samochód i wyjechał w podróż, o której
mówił mamie od dawna, podróż dookoła świata. Marzył o niej jako chłopiec
słuchający opowieści Kapuścińskiego. Był blisko rok w Turcji, Egipcie (gdzie
nawiązał kontakt z pismem i drukował w „Cairo Today”), Iranie, Afganistanie,
Pakistanie, Nepalu, Tybecie, objeżdża Indie (kupiwszy motocykl w New Delhi i po
trzech miesiącach sprzedając go w tym samym miejscu), Sri Lance, Chinach,
Japonii... Mama zapytana o odwiedzone przez syna miejsca, nie umie wymienić
wszystkich krajów, pamięta tylko, że co tydzień telefonował, i pamięta, jak nie
spała nocami, gdy tydzień mijał, a telefon nie dzwonił. Z Alaski pojechał do San
Francisco, miasto zrobiło na nim urzekające wrażenie i postanowił w nim
zamieszkać. Wynajął mieszkanie na słynnej Lombard Street, pieszo chodząc do
pracy do dużej firmy architektonicznej. Ma motocykl, zawsze uprawia sport –
jeszcze w Polsce judo, w Stanach szermierkę, polo i boks. W San Francisco zrobił
licencję z paragliding. I znowu obmyśla wyjazd. Tym razem jedzie do Afryki,
między innymi do Kenii, Etiopii, Sudanu i Somalii.
W „Polityce” (11 września
1999) w cyklu „Na własne oczy” ukazuje się jego poruszający reportaż
zatytułowany „Sudańska fabryka głodu” ze wstrząsającymi zdjęciami. Reportaż
zaczyna tak:
„Wokół snują się nagie postacie o patyczkowych kończynach i
olbrzymich głowach. Obcy czuje się tu nieswojo. Jest jak na innej planecie,
otoczony przez mieszkańców o twarzach mędrców i zanikłym ciele.Najsłabsze dzieci
leżą w cieniu drzew nie mając sił, by odgonić z twarzy muchy. Trzylatki nie
potrafią jeszcze chodzić. Dzieci wyglądające na cztery lata, mają siedem. W
centrach terapeutycznych południowego Sudanu tygodniami balansują na granicy
życia i śmierci. Wolontariusze organizacji „Lekarze bez granic” przyjmują je tu,
gdy ich waga spada poniżej 60 procent normalnej. Nagość jest wszędzie
wszechobecna”. (...)Niebawem potem wspominani w reportażu „lekarze bez granic”
otrzymali pokojową nagrodę Nobla. W nowojorskim „Nowym Dzienniku” Tomasz Tomczyk
wydrukował reportaż z Egiptu, Somalii i Sudanu: „Z dala od piramid”, i „W
Somalilandzie już nie strzelają”, „Siedem plag Sudanu”.
Tomek postanawia
zrobić magisterium właśnie z dziennikarstwa. Wybrał najstarszy amerykański
wydział dziennikarstwa na uniwersytecie w Columbii w Missouri. Sam znajduje
wcześniej pracę jako „assistant professorship” – prowadzi zajęcia na wydziale
architektury i jednocześnie studiuje na wydziale dziennikarstwa (co zwolniło go
z ogromnych opłat za studia magisterskie). Otrzymuje dodatkowe stypendium na
uniwersytecie, jak i z Miami The American Institute of Polish Culture i z
nowojorskiej Fundacji Kościuszkowskiej.Jest czynny i bardzo zajęty. Drukuje
swoje cartoons w prasie (zawsze powołuje się na wpływ politycznych rysunków
Szymona Kobylińskiego). Te rysunki z komentarzami także politycznymi drukowane w
prasie amerykańskiej są dużym Tomka osiągnięciem. Drukuje dalej reportaże, duże
echa wywołał jego reportaż „Step by Step” w „Columbia Missourian”. W czasie
studiów - jak większość studentów dziennikarstwa - dużo jeździ. Jedzie ponownie
do Indii. W nowojorskim miesięczniku „Lapis” drukuje „cover story”- reportaż z
fotografiami na temat święta „Maha Kumbha Mela”, jego fotografie ukazują się w
„Missouri Life”, z Sudanu w „World and I”, „Global Journalist”.
W
uniwersyteckim miasteczku Columbia organizuje wystawę fotograficzną „Stacje
Krzyżowe”. Powiedział, że inspirację do tego tematu uzyskał w Sudanie, kiedy
patrzył na ludzkie nieszczęścia. Wystawa wzbudziła poruszenie w kościele, ksiądz
Edwin Cole mówi, że fotografie młodego fotoreportera ożywiły parafię. Praktyki
studenckie odbywa w wielkiej codziennej gazecie w Santiago de Chile, gdzie
drukuje po hiszpańsku swoje teksty. Pracę magisterską pisze z Erytrei, gdzie
spędza 3 miesiące zbierając materiał na temat odbudowywania kolei, w której
biorą udział Włosi. Otrzymuje nagrodę jako finalista w „Photographer’s Forum
Magazine” w Los Angeles. Po skończeniu magisterium pracuje jako architekt w
Nowym Jorku, wyjeżdża do Nikaragui i Hondurasu. Od marca 2003 roku jest na
Karaibach – na wyspie Roatan otwiera własny dwutygodnik „Bay Islans Voice”. Jest
w języku angielskim i ma kilka stron w języku hiszpańskim. Ukazało się ponad 20
numerów, obejmuje zasięgiem wyspy Roatan, Utila i Guanaja. Pismo ma wiele
ogłoszeń, wspiera lokalny uniwersytet, sponsoruje uzdolnioną biegaczkę.
Przeprowadza wywiady między innymi z „pierwszą damą Hondurasu”, z szefem
policji, z gubernatorem wyspy. Tomek zatrudnia dwie osoby, poszukuje
odpowiedzialnych ludzi znających nie tylko angielski, ale i hiszpański. Na
ogłoszenie o pracę zgłosiło się 50 amerykańskich młodych dziennikarzy. Od 2004
roku uruchamia kwartalnik „Echo”. Na stronie internetowej podkreśla, że urodził
się w Łodzi (którą opuścił jako 4-letni chłopiec), że jest z Polski.
-
Czy brakuje mu ojczyzny? – na te i inne pytania nie mam odpowiedzi. Może kiedyś,
gdy będzie w Stanach, uda mi się z nim przeprowadzić wywiad?W 1992 roku w „Twoim
Stylu” w wywiadzie z Elżbietą Chęcińską powiedział:„Gdzie jest mój dom rodzinny?
Nie wiem. Najbardziej chyba cenię dom moich dziadków, który pachnie
dzieciństwem. Dziadek zmarł, ale jest babcia, są wujkowie (...) Dużo podróżuję i
wiem, że mama martwi się o mnie. Po powrocie opowiadam jej przeróżne,
niesamowite historie, a ona aż wstrzymuje oddech. Zapewniam ją, że uważam na
siebie, ale i tak się niepokoi”(...).
Porozmawiałam na jego temat z
mamą, Aleksandrą Ziółkowską-Boehm. Mówi, że Tomek ma wielkie serce, że jest
wrażliwy, pełen inicjatywy, wymagający dużo od siebie, i że ciężko pracuje.
Podziwia jego niemałą wiedzę, jego oczytanie, znajomość języków, umiejętność
zorganizowania się i dostosowania. Oczywiście, że jest dumna - jest jej jedynym
ukochanym synem, którego sama wychowała. Mówi: „Gdy się rodzi dziecko, troska i
zmartwienie już nas nie opuszcza. Tym bardziej, gdy jest wciąż w ruchu... Każdy
jego kolejny wyjazd to mój wielki niepokój, czasami wręcz strach”. Ziółkowska
uważa także, że płaci się dużą cenę za to podróżowanie i przemieszczanie. Tomek
wciąż nie ułożył sobie życia, czego i jemu i sobie życzy. Są wciąż oddaleni. -
Może gdybym go nie wychowała w przekonaniu, że świat stoi otworem, że można
sięgać po marzenia... Daje przykład swojego starszego brata Henryka, który w
Polsce buduje dom z czterema osobnymi mieszkaniami, w których zamieszkają jego
dwaj synowie. Będą pod jednym dachem. Jest to inny model życia – jakże pełen
komfortu psychicznego, - mówi Aleksandra Ziółkowska-Boehm.
(skrócona
wersja tego tekstu ukazała się w: WEEKEND, Nowy Dziennik, Nowy Jork, 21 lutego
2004)
BAY ISLANDS VOICE
bi-weekly news magazinefor Roatan, Utila
& Guanaja
REPORTING LIFE OF THE ISLAND COMMUNITY
http://www.cultureave.com/dziennikarz-z-wysp-karaibskich/
EDUCATION:
Politechnic of Warsaw, Architecture 1988-1990,
Bachelor of Architecture University of Arkansas, Fayetteville, Arkansas, 1993,
Masters Degree in Journalism, University of Missouri, Columbia, Missouri, 2002.
Worked as an ARCHITECT: Dore & Whittier Architects, Burlington, Vermont;
Consulting
for Architects Inc.; Gruzen Samton Architects, New York, New York.;
Gensler; HKS Architects; James Pratt Architecture, Dallas, Texas; Fisher
Friedman Associates, San Francisco; Project Coordinator for Christmas
in April organization with responsibility for coordinating and
supervising over 90 volunteers involved in a renovation of a San
Francisco Mental Crisis Clinic. 2002: Prepared a master plan and
designed a dormitory building for Los Chavalitos, a non profit
organization running an orphanage and school in Camoapa, Nicaragua.
1999/2000: University od Missouri Graduate
TEACHING
ASSISTANT for Environmental Design Class with professor Benjamin
Shwartz. September 1995 - June 1996: PHOTOGRAPHING WHILE TRAVELING
overland through Asia: Turkey, Iran, Afghanistan, Pakistan, India, Sri
Lanka, Nepal, Tibet, China and Japan. FREELANCED PHOTOSTORIES AND
ARTICLES requiring extended length of stay in: Albania, Cuba, Egypt,
Georgia, Poland, Sudan, Somaliland, India, Eritrea. 2000 - Worked as a
photojournalist at "El Mercurio", Santiago, Chile.
AUTHOR:
ROATAN MAGIC Hidden Jewel of the Western Caribbean, Bay Islands Voice, 2010, ISBN 0-9829714-0-0
articles
and photos: in "Northwest Arkansas Times", "Nowy Dziennik", "Polityka",
"Rzeczpospolita", "Gazeta Wyborcza","Twoj Styl", "IPI Global
Journalist," "World&I", "Lapis," "Missouri Life", "The Bay
Islands Voice". EDITORIAL CARTOONS in "Columbia Missourian".
MANAGING EDITOR AND PUBLISHER "The Bay Islans Voice", Roatan, Honduras (2003-2012), MOTMOT MAGAZINE, Granada, Nicaragua (2014-).
HONORS
and AWARDS: 2000 Edom Photojournalism Award, University of Missouri-
Columbia, Missouri; 2000 American Institute of Polish Culture Journalism
Scholarship, AIPC- Miami, Florida; 2000 Kosciuszko Foundation
Journalism Scholarship, Kosciuszko Foundation- New York, New York; 1993
Larry Obsitnik Photojournalism Award, University of Arkansas -
Fayetteville, Arkansas.
==Sources==
* Marquis Who’s Who in America, New Providence, NJ., (USA, since 70th
edition), ISBN 978-0-8379-7057-1 ,
* ''Who is Who in Polish America'' (ed. Boleslaw Wierzbianski). New York: Bicentennial Publ. Corp., 1996; ISBN 0-7818-0010-1 ,
* ''Wielka
Encyklopedia Polonii Swiata'' (Red. Prof. dr Zbigniew Piasek),
Instytut Edukacji i Rozwoju w Częstochowie oraz Wydawnictwo Akademii
Polonijnej Educator, Częstochowa, 2014, ISBN 978-83-7542-116-3 .
LINKS
http://www.worldcat.org/title/rebuilding-of-the-massawa-asmara-railway/oclc/731030365&referer=brief_results
http://archiwum.polityka.pl/autor/tomasz-tomczyk,0,10625.html
http://www.bayislandsvoice.com/author/thomas
https://payamag.com