Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytamy po polsku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytamy po polsku. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 grudnia 2018

Malgorzata Poniatowska Nie minelo nic procz lat


CZYTAM PO POLSKU - MAŁGORZATA PONIATOWSKA

NIE MINĘŁO NIC, PROCZ LAT




 

http://www.czytampopolsku.pl/2018/12/nie-mineo-nic-procz-lat.html?fbclid=IwAR2r5uUaIOHClHSS03ziEyROzSKoMgqPRYMySRXbpUfepgxPBQ7RAho8OIk






sobota, 15 grudnia 2018


Nie minęło nic, prócz lat…

Szymon Kobyliński, Aleksandra Ziółkowska-Boehm

Nowy Świat 2003 











 

Ich "szczenięce lata"

     Dziesięciolecie dwu rodzin, dwu krajów położonych, gdzieś na krańcach świata, zawarte zostało w listach krążących między Aleksandrą Ziółkowską-Boehm a Szymonem Kobylińskim. Ona – pisarka, spadkobierczyni archiwum Melchiora Wańkowicza, Polka z krwi i kości mieszkająca od kilku lat w Stanach Zjednoczonych. On – rysownik, satyryk, pisarz, gawędziarz, ilustrator, pasjonat historii Polski. Wiele ich różniło. Startowali z innych miejsc w dziejach Polski. Jego „szczenięce lata” przebiegały w czasach Drugiej Rzeczypospolitej, jej dzieciństwo w czasach komunistycznego PRL-u. Z listów literatki i grafika wyłoniło się jednak wiele wspólnych płaszczyzn do spontanicznej wymiany zdań. Najważniejsze z wątków dotyczyły rodziny, ojczyzny, twórczości, ale i przyrody, zwierząt.

Umieli się różnić pięknie

     Oboje, czynni literacko, zmagający się z realiami wydawniczymi w swych krajach, nawzajem motywowali się do nieustannej pracy twórczej. Szymon Kobyliński, z racji wieku, wspierał adresatkę swych listów w realizacji jej pisarskich zamierzeń. Oboje recenzowali swe dzieła, lub projekty prac, nie szczędząc sobie szczerych uwag utrzymanych w przyjacielskim tonie. „Umieli się różnić pięknie i mocno”, chociażby w podejściu do kwestii obecności osobistych klimatów w pisarstwie. Szymon Kobyliński próbował skłonić Aleksandrę Ziółkowską-Boehm do szerszego przedstawiania swych spostrzeżeń, opinii czy interpretacji zjawisk i faktów w pisanych tekstach. Przekonywał, iż szukając książek konkretnych autorów „Sięgam, by spotkać ich osobowości, widne w doborze i intencji, czytelne w zamyśle ogólnym utworu, w tendencji całości”. Czytelnicy Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm wiedzą, że przyjęła rady bardziej doświadczonego kolegi po piórze – vide „Ulica Żółwiego Strumienia” czy „Podróże z moją kotką”.
Aleksandra Ziółkowska-Boehm - Fot. www.zppno.org
Aleksandra Ziółkowska-Boehm - Fot. www.zppno.org
Szymon Kobyliński jako senator Ostroróg - Fot. www.stopklatka.pl
Szymon Kobyliński jako senator Ostroróg - Fot. www.stopklatka.pl







 

Imponderabilia w PRL

     Ważne miejsce w opublikowanej korespondencji zajmowała naturalnie sprawa polska. Historyk mieszkający na stałe w Ojczyźnie na bieżąco relacjonował permanentnej podróżniczce sytuację społeczno – polityczną w Kraju, komentując zachodzące w nim zmiany (na lepsze?): „dziś wszelkie imponderabilia zgnojono w PRL- owskim rozpędzie dość dokładnie. Pojęcia takie, jak honor, prawość, poglądów… są przywarami, nie cnotami”. Piewca polskości, rozczarowany zastaną rzeczywistością pookrągłostołową, przytoczył w jednej ze swych epistoł fragment własnego wiersza, poświęconego Lirnikom, którzy zawsze będą „poetami, co mówią za wcześnie – i za późno: jak szarfy na trumnie”.

 

American Way of Life

     Kością niezgody między przyjaciółmi była kwestia kondycji społeczeństwa amerykańskiego i Stanów Zjednoczonych zestawionych  z kulturą Starego Świata, w tym Europy i Polski. Autorzy listów przerzucają się argumentami dowodzącymi ich racji, tj. wyższości jednych nad drugimi. Aleksandra Ziółkowska-Boehm wyrażała uznanie dla American Way of Life i skupiała się na blaskach amerykańskiego państwa i społeczeństwa. Przeciwnie - Szymon Kobyliński – dostrzegał jedynie niedostateczny poziom kulturalny i cywilizacyjny Amerykanów. Nie unikał odważnych określeń dla amerykańskiej middle class, jak prostactwo czy półinteligencja. Intrygujący jest fakt, że rysownik nigdy w Stanach Zjednoczonych nie był…
     Ostatnie dwa akapity połączone zostały w kolejnym wątku rzeczonej korespondencji literatów – emigracja i powroty do Kraju. Interesującą opinię o uchodźstwie przedstawił Szymon Kobyliński cytując londyńskiego Litwina barona Bystrama: „emigracja. Umarła ona na niepodległość”. Aleksandra Ziółkowska-Boehm, nie kryjąc się z zamiarem powrotu do Polski, wyraziła swe poglądy na różne traktowanie za oceanem tzw. emigracji politycznej i Polonii oraz odmienne postawy Polaków w temacie wracania rodaków do Ojczyzny. 

Dr-Aleksandra-Ziolkowska-Boehm - Fot. www.cultureave.com
Dr-Aleksandra-Ziolkowska-Boehm - Fot. www.cultureave.com

Ostatni, co tak poloneza

Na omawiane zagadnienie, jak i na wiele innych w tej korespondencji, kładzie się cieniem (ale nie złowrogim), wybitna postać Melchiora Wańkowicza, którego satyryk nazwał „kolosem egocentryzmu rodzącego literaturę wzruszeń”. Była asystentka Mistrza podzieliła się z przyjacielem refleksjami  w odniesieniu do nurtującego ją pytania: „Czy jego [Melchiora Wańkowicza – MP] pisarstwo tak bardzo związane z historią Polski już nie przyciąga młodego pokolenia?”. Znakomicie w tym kontekście wybrzmiał wspomnieniowy esej Szymona Kobylińskiego o Królu Reportażu, napisany w kilka lat po śmierci publicysty. Ukazał się  pod znamiennym tytułem „Ostatni, co tak poloneza…”. 

Zwykli serdeczni ludzie

     Oboje autorzy, posiadając pokaźne grono szacownych przyjaciół i znajomych, z dużą uwagą pochylali się nad niuansami stosunków międzyludzkich. Oboje dużo uczuć lokowali w pielęgnowanie rodzinnych relacji z małżonkami, dziećmi, wnukami. Doceniali doniosłość domu rodzinnego wyposażającego dzieci w wartości pozwalające trwać przy ojczystych tradycjach. Szczególnie ciepłe, osobiste są końcowe części listów obojga, gdy już opadł kurz bitewny poważnych dyskusji i ostrych polemik, a dochodzili do głosu zwykli serdeczni ludzie. Znalazło się tam miejsce dla rysunków i koni Weroniki, dla wojaży Tomka, dla Gniazdowa Danusi, dla pracy Normana, dla Maćka, dla Maksia…

Szymon Kobyliński - Fot. www.kobieta.interia.pl
Szymon Kobyliński - Fot. www.kobieta.interia.pl

Szczególne dyskusje przez ocean

     Arcyciekawy dwugłos twórców nadających na podobnych falach jest przykładem, ginącej w epoce e-maili i SMS – ów, godnej podziwu epistolografii. Jednakże publikowanie korespondencji rodzi we mnie ambiwalentne odczucia, podobnie do oglądania sypialni w zabytkowych wnętrzach udostępnianych do zwiedzania. Czuję się niezręcznie wchodząc w intymny świat osób, które nie mogą już się na to nie zgodzić. Przypadek listów Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm i Szymona Kobylińskiego wydaje się być zgoła inny. Emanowała z nich wewnętrzna zgoda autorów na upowszechnianie tego, co wychodziło spod ich piór. I chwała im za te „szczególne dyskusje przez ocean”!

 

Człowiek jest zawsze młody

     Interesujący Indeks osób dopełnił treści książki – nieksiążki, zawierając obok nazwisk postaci króciutkie informacje „kto zacz”. W drugim aneksie do tekstu głównego Jan Miodek odniósł się do neologizmu stworzonego przez Aleksandrę Ziółkowską-Boehmbogunwija – na określenie egzotycznej pnącej rośliny. Tytuł publikacji „Nie minęło nic, prócz lat…” zaczerpnięty z amerykańskiego filmu wspaniale określił zawartość tomu, w którym pojawiło się zdanie „człowiek jest zawsze młody, tylko przez coraz mniejszą liczbę godzin w ciągu dnia…”. 

     Przeczytałam dialog intelektualistów w piętnaście lat po jego opublikowaniu. Dysponowałam informacjami o wydarzeniach mających swe początki w oczekiwanych przez oboje przesyłkach. Jakże inaczej mogłam się odnosić do ich treści. Gdybym jednak zapoznała się z publikacją kilkanaście lat temu, z pewnością inny byłby mój odbiór lektury listów. Pozostaje bez odpowiedzi postawione na marginesie pytanie: jak ważki jest wpływ okoliczności na właściwe przyjęcie tekstu...

środa, 4 lipca 2018

Malgorzata Poniatowska Na tropach Wankowicza po latach Dni ktore zmienily jej zycie

Na tropach Wankowicza po latach

Małgorzata Poniatowska





Małgorzata Poniatowska, Czytam po polsku, 2 lipca 2017

Dni, które zmieniły jej życie
     Melchior Wańkowicz dostarczył swym życiem materiału na wiele opracowań i studiów naukowych pokoleniom badaczy historii literatury polskiej. Szczególna rola przypadła absolwentce polonistyki Uniwersytetu Łódzkiego kończącej edukację złożeniem pracy magisterskiej o twórczości reporterskiej Melchiora Wańkowicza. Zatrudnił ona Aleksandrę Ziółkowską jako swą asystentkę i researchera. Zaskarbiła sobie szacunek i zaufanie Mistrza, a ten zadedykował jej drugi tom dzieła, nad którym wspólnie pracowali: „Mojej sekretarce magister Aleksandrze Ziółkowskiej, bez której oddanego współpracownictwa zapewne byłaby to jeszcze gorsza książka’’. Pisarz pozostawił jej w testamencie swoje niezwykle bogate archiwum dokumentarne
Aleksandra Ziółkowska-Boehm jest polską pisarką osiadłą w Stanach Zjednoczonych publikującą zarówno w Polsce jak i w USA oraz w Kanadzie. Spotkanie studentki z jednym z największych ówczesnych pisarzy polskich ukształtowało autorkę i jak sama powiedziała były to „Dwa niezapomniane dni, , które zmieniły moje życie”.

Wańkowicz non-fiction
     Na biografię Melchiora Wańkowicza złożyło się tak wiele wątków, etapów, „klimatów”, że wystarczyłoby na kilka życiorysów. Można domniemywać, że twórczość Wańkowicza charakteryzuje różnorodność i wielowątkowość, gdyż jego życie przebiegało równolegle do wielkich wydarzeń historycznych w dziejach świata i Polski: zabory, dwie rewolucje, dwie wojny światowe. Los pozwolił mu żyć w Polsce przedwojennej, powojennej i na emigracji. Jakaż to była skarbnica tematyki dla Króla reportażu, którego pisarstwo opierało się na faktach – „Fakt jest dla mnie katalizatorem dla wyobraźni”.
     W książce asystentki Króla reportażu dominują kwestie sensu stricto literackie. Dużo uwagi poświęciła autorka przybliżeniu czytelnikowi tajników warsztatu pisarskiego Mistrza, jego sposobom pracy nad nową książką i tworzeniu wyszukanego języka. Niebagatelną rolę pełniło powiększające się z dnia na dzień archiwum pisarza, później odziedziczone przez Aleksandrę Ziółkowską. Podejmowane już za życia Melchiora Wańkowicza próby klasyfikacji jego twórczości sprowadziły się do konstatacji, iż jest on twórcą reportażu literackiego z elementami wspomnień, opowieści, felietonów, gawęd lub, jak sam określił „literatury faktu”, którą dziś funkcjonuje pod nazwą non-fiction.

Roje szerszeni
     Aleksandra Ziółkowska odniosła się w książce nie tylko do czystej literatury wańkowiczowskiej, ale i do jej okolic. A znalazły się w tej przestrzeni reperkusje spowodowane edycją wspominanej, przepięknej pracy, reportażu historyczno-geograficznego, zatytułowanego „Na tropach Smętka”. Edycja tej pozycji w 1936 roku „Wobec jawnej wrogości autora” przyczyniła się do wydania przez Gestapo zakazu rozpowszechniania książki, a już po wybuchu wojny do poszukiwań Melchiora Wańkowicza przez hitlerowców . Na szczęście bezskutecznie!
Materiału literackiego dostarczały też losy rodziny Wańkowicza: wychowywanie córek Krystyny i Marty, niemal dwudziestoletnia emigracja Melchiora i jego żony Zofii, tragiczna śmierć Krystyny podczas Powstania Warszawskiego, osiedlenie się Marty w Stanach Zjednoczonych, PRL-owska egzystencja pisarza z konsekwencjami w postaci np. procesu w związku z podpisaniem Listu 34.
     Rozdział rozpoczynający publikację Aleksandry Ziółkowskiej opowiada o trudnych sprawach emigracyjnej działalności przedwojennego wydawnictwa Rój (Roy Publishers) założonego przez Melchiora Wańkowicza, a funkcjonującego nawet podczas okupacji. Owocem pełnienia przez Melchiora Wańkowicza funkcji reportera wojennego i kronikarza II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie okazało się dzieło „Bitwa o Monte Cassino”. Dzięki lekturze zbiorku Aleksandry Ziółkowskiej czytelnicy poznali perypetie wydawnicze Wokół Monte Cassino”. Wybitna praca Melchiora Wańkowicza, określana jako „majstersztyk reportażu”  czy „dokument epoki”, nie wszystkim się podobała.
Skutkiem tego próbowano blokować jej edycję, a autora dyskredytować.


Aleksandra Ziółkowska i Melchior Wańkowicz - http://aleksandraziolkowskaboehm.blogspot.com/


Cukier krzepi, bo Lotem bliżej
   Aleksandra Ziółkowska głęboko wniknęła w sedno pisarstwa Melchiora Wańkowicza, wszak jej praca doktorska również dotyczyła jego postaci. Trafnie zauważyła, że specyfika twórczości Mistrza uwarunkowana została m. in. jego „życiorysem językowym”, w którym ważne miejsce zajmowało wczesne ukształtowanie się stylistyki kresowej oraz eleganckiej szaty językowej. Analiza warstwy leksykalnej dzieł Melchiora Wańkowicza pozwoliła autorce tropiącej jego literackie ślady, odkryć i pokazać, jak bardzo pisarz ukochał tworzenie neologizmów (chciejstwo, dośrodkowanie, kundlizm, międzyepoka) i jak bardzo potrafił korzystać z przebogactwa polszczyzny wybierając słowa-wytrychy, słowa-zaklęcia, słowa-przekleństwa.  Wyprzedzając epokę Wańkowicz doceniał potęgę reklamy i zaistniał w jej świecie jako pierwszy polski copywriter, twórca sloganu „Cukier krzepi”, okrzykniętego najdroższym zdaniem świata. Pod koniec życia osiągnął jeszcze jeden spektakularny sukces reklamowy hasłem „Lotem bliżej”! Ale kto o tym pamięta?...

King na tropach Polski
     Kolejnym i niebagatelnym obszarem zainteresowań Aleksandry Ziółkowskiej jest naturalnie Melchior Wańkowicz jako człowiek. Pisarka przeanalizowała niezwykłe relacje Kinga z córkami oraz jego niekonwencjonalne metody wychowawcze. Córki Króla reportażu były przecież realnymi postaciami, ale również bohaterkami literackimi. Autorka nadzwyczaj otwarcie opowiedziała o różnicach ich charakterów i różnych nadziejach, jakie pokładał w nich ojciec, a które nie miały się nigdy spełnić.
     Melchior Wańkowicz zawsze i wszędzie pozostawał „Na tropach Polski”, nawet gdy trwanie przy Ojczyźnie wymagało poświęceń najwyższej próby, gdy Ojczyzna zabrała mu ukochane dziecko. Bezwarunkową miłość Melchiora Wańkowicza do kraju ojczystego rozumieli współcześni mu koledzy po piórze, nazywając nawet to uczucie obsesją. Pisarz był zafascynowany Polską i Polakami, ale nie był bezkrytyczny wobec rodaków. Pięknie ujął tę bezstronność sądów Mistrza Zygmunt Lichniak „Jeśli gryzie, to gryzie sercem. Sercem, które… bardzo wiernie… patriotyzuje”.

Patrząc na karafkę po latach
     W swoim dorobku literackim Aleksandra Ziółkowska-Boehm posiada kilka pozycji powstałych jako swoista forma spłaty kredytu zaufania, jakim Król reportażu obdarzył adeptkę sztuki pisarskiej oraz spłatą długu wdzięczności wobec niego. Omawiana książka o tytule parafrazującym wańkowiczowski tytuł „Na tropach Smętka”, powstała w kilkanaście lat po śmierci Mistrza. Czasowy dystans nie pozbawił autorkę emocji wyrażonych tekstem kolejnej publikacji o Melchiorze Wańkowiczu. Wręcz przeciwnie – z mnogości tematów rozważanych przez autorkę widać, że nagromadziło się bez liku niejasności, z którymi wierna uczennica Mistrza postanowiła się uporać. Po dwudziestu latach od premiery Aleksandra Ziółkowska poprawiła i uzupełniła swe opracowanie, korzystając m. in. z archiwów IPN i wydała pod rozszerzonym tytułem „Na tropach Wańkowicza po latach”. 
Miałam przyjemność zapoznać się z pierwszym wydaniem tekstu "Na tropach Wańkowicza" i z mieszanymi uczuciami, jako pierwszy czytelnik, porozcinać karty egzemplarza tomu wydanego bez mała trzydzieści lat wcześniej. Ciekawe, jakimi tropami podążała książka Aleksandry Ziółkowskiej nim wreszcie trafiła do kogoś, kto z radością zanurzył się w przyczynek do biografii pisarza oglądającego świat tak, jak bajkopisarz karafkę – ze wszystkich stron.

Małgorzata Poniatowska, Czytam po polsku, 2 lipca 2017