czwartek, 2 lipca 2009




Thomas Tomczyk





THOMAS TOMCZYK (Tomasz Tomczyk), architect, photojournalist, editorial cartoonist, Managing editor and publisher;
**
Born August 9, 1969, Lodz, Poland; son of Wojciech Tomczyk and Aleksandra Ziolkowska-Boehm.

**
 



czwartek, 2 lipca 2009


Thomas Tomczyk





THOMAS TOMCZYK (Tomasz Tomczyk), architect, photojournalist, editorial cartoonist, Managing editor and publisher
**
Born August 9, 1969, Lodz, Poland; son of Wojciech Tomczyk and Aleksandra Ziolkowska-Boehm.

**
EDUCATION:
Politechnic of Warsaw, Architecture 1988-1990,

Bachelor of Architecture University of Arkansas, Fayetteville, Arkansas, 1993,

Masters Degree in Journalism, University of Missouri, Columbia, Missouri, 2002.
Worked as an ARCHITECT: Dore & Whittier Architects, Burlington, Vermont;


Consulting for Architects Inc.; Gruzen Samton Architects, New York, New York.; Gensler; HKS Architects; James Pratt Architecture, Dallas, Texas; Fisher Friedman Associates, San Francisco; Project Coordinator for Christmas in April organization with responsibility for coordinating and supervising over 90 volunteers involved in a renovation of a San Francisco Mental Crisis Clinic. 2002: Prepared a master plan and designed a dormitory building for Los Chavalitos, a non profit organization running an orphanage and school in Camoapa, Nicaragua. 1999/2000: University od Missouri Graduate

TEACHING ASSISTANT for Environmental Design Class with professor Benjamin Shwartz. September 1995 - June 1996: PHOTOGRAPHING WHILE TRAVELING overland through Asia: Turkey, Iran, Afghanistan, Pakistan, India, Sri Lanka, Nepal, Tibet, China and Japan. FREELANCED PHOTOSTORIES AND ARTICLES requiring extended length of stay in: Albania, Cuba, Egypt, Georgia, Poland, Sudan, Somaliland, India, Eritrea. 2000 - Worked as a photojournalist at "El Mercurio", Santiago, Chile.

AUTHOR:

ROATAN MAGIC Hidden Jewel of the Western Caribbean, Bay Islands Voice, 2010, ISBN 0-9829714-0-0

articles and photos: in "Northwest Arkansas Time", "Nowy Dziennik", "Polityka", "Rzeczpospolita", "Gazeta Wyborcza","Twoj Styl", "IPI Global Journalist," "World & I", "Lapis," "Missouri Life", "The Bay Islands Voice". EDITORIAL CARTOONS in "Columbia Missourian".

MANAGING EDITOR AND PUBLISHER "The Bay Islans Voice", Roatan, Honduras (2003-2012), MOTMOT MAGAZINE, Granada, Nicaragua (2014-).

HONORS and AWARDS: 2000 Edom Photojournalism Award, University of Missouri- Columbia, Missouri; 2000 American Institute of Polish Culture Journalism Scholarship, AIPC- Miami, Florida; 2000 Kosciuszko Foundation Journalism Scholarship, Kosciuszko Foundation- New York, New York; 1993 Larry Obsitnik Photojournalism Award, University of Arkansas - Fayetteville, Arkansas.

==Sources==



* ''Who is Who in Polish America'' (ed. Boleslaw Wierzbianski). New York: Bicentennial Publ. Corp., 1996; ISBN 0-7818-0010-1
.*''Wielka Encyklopedia Polonii Swiata'' (Red. Prof. dr Zbigniew Piasek), Instytut Edukacji i Rozwoju w Częstochowie oraz Wydawnictwo Akademii Polonijnej Educator, Częstochowa, 2014, ISBN 978-83-7542-116-3.



LINKS


http://www.worldcat.org/title/rebuilding-of-the-massawa-asmara-railway/oclc/731030365&referer=brief_results

http://archiwum.polityka.pl/autor/tomasz-tomczyk,0,10625.html


http://www.bayislandsvoice.com/author/thomas






niedziela, 28 czerwca 2009


Zdjecie




Norman, Aleksandra, Thomas

Lata 1990-e, Wilmington, Delaware

BIOGRAM

ALEKSANDRA ZIÓŁKOWSKA - BOEHM urodziła się w Łodzi 15 kwietnia 1949 roku. Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim, następnie uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
W latach 1972-1974 asystentka i sekretarka Melchiora Wańkowicza (jej pisarz zadedykowal drugi tom "Karafki LaFontaine'a" i jej zapisał w testamencie swoje archiwum). W latach 1977-1981 -członek Redakcji Repertuaru Teatru Telewizji Polskiej w Warszawie.


STYPENDYSTKA
Oxford Language Centre w Oxfordzie (1975); W latach 1981-1983 - stypendium Ontaryjskiego Ministerstwa Kultury, Kanadysko-Polskiego Instytutu Naukowego w Toronto; Fundacji Adama Mickiewicza w Toronto i uniwersytetu w Toronto;
Stypendium Institute of International Education, Fulbright (Waszyngton, D.C. 1985), Fundacji Kościuszkowskiej (Nowy Jork 1990), FULBRIGHT scholar (2006-2007).


CZłONKOSTWO:
ZAIKS (Warszawa 1976-),
Stowarzyszenie Pisarzy Polskich (Warszawa 1990-),
Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie (Londyn 1994-),
Fundacja Kościuszkowska (Nowy Jork 1991-),
Polski Instytut Naukowy w Ameryce (Nowy Jork 1991-),
Amerykański PEN Club (Nowy York 1998-),
Fulbright Association (Washington, DC 2007-)
.
NAGRODY:

KONTRASTY (miesięcznik reporterów 1980),
ZŁOTY EXLIBRIS (Książnica Pomorska 2001),
THE DELAWARE DIVISION OF THE ARTS (2006).
ZWIAZEK PISARZY POLSKICH NA OBCZYZNIE, UNION OF POLISH WRITERS ABROAD, (Londyn
2007).
.
OMÓWIENIA książek Aleksandry Ziółkowskiej - Boehm ukazały się między innymi w pismach: Odra, Nowe Książki, Twórczość, Puls, Arkusz, Więź, Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, Polityka,Twój Styl, Pani, Zwierciadlo, Nowy Dziennnik, Kultura, The Sarmatian Review, The Polish Review, Periphery.


KSIĄŻKI
BLISKO WAŃKOWICZA (Kraków 1975, 1978, 1988),
Z MIEJSCA NA MIEJSCE (Kraków 1983, Warszawa 1986, 1997),
SENATOR HAIDASZ (Toronto1983),
DREAMS AND REALITY (Toronto 1984),
KANADA, KANADA... (Warszawa 1986),
DIECEZJA ŁÓDZKA I JEJ BISKUPI (Poznań-Łódź1987),
MOJE I ZASŁYSZANE (Warszawa 1988),
KANADYJSKI SENATOR (Warszawa 1989),
NA TROPACH WAŃKOWICZA (Warszawa 1989, Warszawa 1999),
PROCES M.WAŃKOWICZA 1964 ROKU (Warszawa 1990),
NIE TYLKO AMERYKA (Warszawa 1992),
KORZENIE SĄ POLSKIE (Warszawa 1992),
ULICA ŻÓŁWIEGO STRUMIENIA (Warszawa 1995, 2004),
AMERYKANIE Z WYBORU (Warszawa 1998),
PODRÓŻE Z MOJĄ KOTKĄ (Warszawa 2002, 2004),
NIE MINĘŁO NIC, PRÓCZ LAT (z Szymonem Kobylińskim) (Warszawa 2003)
THE ROOTS ARE POLISH (Toronto 2004),
KAJA OD RADOSŁAWA, CZYLI HISTORIA HUBALOWEGO KRZYZA (Warszawa 2006),
OTWARTA RANA AMERYKI (Bielsko Biala 2007),
NA TROPACH WANKOWICZA - PO LATACH (zapowiedź, 3 wydanie poszerzone)
DWÓR W KRASNICY I HUBALOWY DEMON (zapowiedź)
OPEN WOUNDS – A NATIVE AMERICAN HERITAGE (zapowiedź)



Fragmenty trzech jej książek ukazały się w języku niemieckim (Nordost-Archiv, 2001, Luneburg,
Germany).
PRACE REDAKCYJNE (wstęp, przypisy i opracowanie):
*"M. Wańkowicz. Reportaże zagraniczne" (Kraków 1981),
*"Korespondencja Krystyny i Melchiora Wańkowiczów" (Warszawa 1992),
*"Korespondencja Jerzy Giedroyc - Melchior Wańkowicz" (seria "Archiwum Kultury", Warszawa 2000).
*"Dzieła emigracyjne" i "Dzieła przedwojenne Melchiora Wańkowicza" (seria, Warszawa 1990),
*"King i Krolik. Korespondencja Zofii i Melchiora Wankowiczow" , 2 tomy (Warszawa 2004).

AUTORKA SCENARIUSZA widowiska muzycznego: "2 Korpus w piosenkach Ref-Rena" (zrealizowanego w TV Warszawa 1991, reż. Barbara Borys-Damięcka).

UDZIAŁ I KONSULTACJA w dokumentalnych filmach poświęconych Zbigniewowi Brzezinskiemu, senatorowi Stanleyowi Haidaszowi (TV Warszawa, reż. Zbigniew Kowalewski), Melchiorowi Wańkowiczowi (TV Warszawa, reż Piotr Morawski) i Korczakowi Ziolkowskiemu (TV Philadelphia).

Mieszka w Wilmington w stanie Delaware, regularnie odwiedza Polskę. Dziewięć lat mieszkała w Teksasie, niemal rok w Północnej Karolinie, ponad dwa lata w Toronto. Jej mąż, Amerykanin, Norman Boehm, jest specjalistą od kontraktów firm olejowych (spędził 23 lata pracując dla firm Aramco i Exxon w Arabii Saudyjskiej, Londynie i Norwegii). Syn, Thomas Tomczyk, z wykształcenia architekt i fotoreporter, prowadzi własne pismo: The Bay Islands Voice.

BIOGRAMY ALEKSANDRY ZIÓŁKOWSKIEJ-BOEHM
znajdują się w następujących wydawnictwach słownikowych:
*KTO JEST KIM W POLSCE, Interpress, Warszawa (od 1989 r.)
*POLSCY PISARZE WSPÓŁCZEŚNI, Lesław Bartelski, PWN 1995
*STOWARZYSZENIE PISARZY POLSKICH: II Zeszyt o twórczości członków SPP, Warszawa 1995
*POLACY W ŚWIECIE, Kwartalnik Biograficzny Polonii, Nr 6, Paryż 1995
*ENCYKLOPEDIA POLSKIEJ EMIGRACJI Red. Kazimierz Dopierala. Tom 5, Oficyna Wydawnicza Kucharski Toruń 2005. s. 425-426,
*WHO IS WHO IN POLISH AMERICA, Bicentennial Publishing Corp., New York, USA 1996
*INTERNATIONAL WHO'S IS WHO OF INTELLECTUALS, Cambridge, England, 1992
*FIVE THOUSAND PERSONALITIES OF THE WORLD, Raleigh, N.Carolina, USA, 1992
*INTERNATIONAL AUTHORS AND WRITERS WHO'S WHO, 16th edition, Cambridge, England, 1999
*MARQUIS WHO'S WHO IN THE EAST (od 27edycji), New Providence, NJ, USA, 1998
*MARQUIS WHO'S WHO OF AMERICAN WOMEN (od 22 edycji), New Providence, NJ, USA
*MARQUIS WHO'S WHO IN AMERICA (od 54 edycji), New Providence, NJ, USA
*MARQUIS WHO IS WHO IN THE WORLD (od 17 edycji, New Providence, NJ, USA

Cezary Chlebowski, HUBALOWE VIRTUTI

Cezary Chlebowski - Hubalowe Virtuti, KAJA OD RADOSLAWA ( Public )



Cezary Chlebowski
HUBALOWE VIRTUTI
W latach siedemdziesiątych, w glebokim jeszcze PRL-u, przez dlugi czas furore robil w calym kraju wielki film Bohdana Poreby „Hubal”. W jednym z końcowych kadrów, Ryszard Filipski (onze filmowy :”szalony major” jak go Niemcy nazywali), przypinajac do munduru swoje Virtuti w wieczor poprzedzajacy ostateczna bitwe, odlamuje niechcacy koleczko laczace Krzyz ze wstazka i odznaczenie pada na blat wiejskiego stolu.
-Zly omen – mowi z gorzkim usmiechem major i oddaje Krzyz, wstazke i zgiete koleczko w rece pomagajacej mu Tereski, ktora wyjezdzala do najblizszego miasteczka, aby znaleźć majstra z lutownicą.
Nazajutrz, 30 kwietnia 1940 roku, major ginie pod Anielinem na ziemi piotrkowskiej, jego zwloki zostają przez Niemcow pochowane w nieznanym dzisiaj miejscu. Gdy wierna Tereska wraca po dwoch dniach z nie naprawionym Krzyzem, nie ma juz majora, a jest jedynie wielka rozpacz po nim. Przez tydzien ukrywala sie na wsi. A gdy uspokoilo sie nieco, pojechala do Warszawy pod jedyny znany jej w stolicy adres IIjinow na Pulawskiej, wetknela odznaczenie jedynej napotkanej tam kobiecie – Cezarji IIijnownie i powiedziala – Przechowajcie!
Iljinowna wiedziala co jej powierzono, wiec z tą relikwią nie rozstawala sie przez 54 lata. Virtuti „Hubala” wszyte w garderobę towarzyszylo dziewczynie w konspiracyjnej robocie, w powstanczej wedrowce po kanalach, w walkach na barykadach, w przeprawie przez Wisle i w szpitalu polowym LWP w Aninie.
Ozdrowiala nieco dziewczyna natychmiast uciekla i pojechala szukac matki. A Virtuti z nia. Ale NKWD aresztowalo ja w Bialymstoku i zeslalo do Ostaszkowa. Tam obozowi szewcy – oczywiscie Polacy – dopuszczeni do tajemnicy, wyzlobili w obcasie jej drewnianego chodaka w miare szczelną skrytkę, w ktorej odznaczenie przetrwalo wszystkie zagrozenia: czeste rewizje i kipisze i wreszcie – juz po wojnie – powrot do Polski Ludowej. A pozniej objechalo z nią całą Europe, troche Afryki i nieco Azji. Wreszcie w 1994 roku Cezaria, czyli powstancza „Kaja”, zona Marka Szymanskiego – „Sepa”, szefa hubalowej piechoty z przelomu 1939/40 roku, uwierzyla, ze juz wreszcie mozna uwolnic majorowe Virtuti i przekazala je do Izby Pamieci majora Henryka Dobrzanskiego w Tomaszowie Mazowieckim. I tam mozna je obecnie ogladac.
Doktor Nauk Humanisztycznych Uniwersytetu Warszawskiego, czlonek amerykanskiego Pen Clubu pani Aleksandra Ziolkowska-Boehm, mieszkajaca od paru lat po drugiej stronie Atlantyku, jest autorka kolejnej ksiazki o polskich sprawach noszącej tytul „Kaja od Radoslawa, czyli historia Hubalowego krzyza”.


Ta poruszajaca historia jest obudowana przez autorke calym mnostwem wydarzeń, wątków bocznych, dykteryjek, rzeczy odkrywanych, nieznanych, które razem tworza niepowtarzalny klimat powankowiczowski.
To nieprzypadkowe porownanie. Pani Aleksandra była prawą reką wielkiego pana Melchiora i odziedziczyla po nim nie tylko ten wspanialy pazur pisarski, ale i (przekazane testamentem archiwum tego wspanialego tworcy.
Powyzej zaprezentowana ksiazka ciagnie dalej pewne tematy dotkniete tylko przez Wankowicza, a przez dr Aleksandre Ziolkowska dzisiaj rozwijane i poglebiane. Przed „Monte Cassino” Melchior Wankowicz napisal skromna ksiazeczke „Hubalczycy”. Niby nic, a jednak duzo. Bo to on pierwszy zlamal publicznie klamliwa wersje o zdradach i ucieczkach polskich oficerow we wrzesniu 1939 roku i o komunistach, pierwszych lapiacych za bron przeciwko bolszewikowm.
W „Kaji” Aleksandry Ziolkowskiej mamy nie tylko nurt wojenny. Autorka zarysowala nam cale wielopokoleniowe rody Iljinow, Szemiotow, które mieszaly krew (w bojach także) z nasza rodzima szlachta i nieszlachta, co dawalo rezultaty wspaniale.
Lektura pisarstwa pani Oli to istna uczta duchowa. To nie tylko wedrowka po wydarzeniach, ale i ich konsumpcja, bo autorka ma rzadki dar wyszukiwania bialych plam w sprawach – zdawac by się moglo – powszechnie znanych. Jej pisarstwo (a jest to – obok „Kaji” – także „Blisko Wankowicza”, „Kanada, Kanada”, „Podroze z moja kotka” oraz parenascie innych tytulow) cechuje wielka przestrzen we wszystkich wymiarach. Choc pisze o sprawach polskich, nadaje im preriowy koloryt.
Choc jednym zdaniem chce tu podkreslic pietyzm wydawniczy, niesztampowe lamanie, oryginalne laczenia licznych ilustracji z tekstem, niespotykany format, a także lekkosc i to nie tylko stylu, ale i papieru,.
Obecnie autorka będzie przez kilka miesiecy przebywala w Polsce jako stypendystka bardzo prestizowej fundacji Fulbrighta”.
Cezary Chlebowski, Hubalowe Virtuti, TYGODNIK SOLIDARNOSC, NR 2 (955) 12 stycznia 2007, str 32.

KING I KRÓLIK. Joanna Sokołowska-Gwizdka - wywiad

Joanna Sokolowska-Gwizdka - wywiad


"King i Królik”
- powrót Melchiora Wańkowicza

rozmowa z Aleksandrą Ziółkowską–Boehm

Joanna Sokołowska-Gwizdka - Uważana jest Pani za znawczynię twórczości Wańkowicza, pisarz stał się Pani „wizytówką twórczą”. I mimo, że porusza Pani w swoich książkach różne tematy, takie jak np. wątki historyczne („Z miejsca na miejsce: W cieniu legendy Hubala”), własne życie („Ulica Żółwiego Strumienia”, która doczekała się właśnie drugiego wydania), opowieści o ciekawych ludziach, Polonii kanadyjskiej i amerykańskiej, Indianach, czy ... kotach („Podróże z moją kotką” też mają nowe wydanie), to w tym niemałym już Pani dorobku twórczym dużą i ważną część ciagle stanowią książki poświęconych tematyce Wańkowicza. Czy mogłaby by Pani je przywołać i przypomnieć, dlaczego zajmuje się Pani tym pisarzem?

Aleksandra Ziółkowska-Boehm - Pracowałam jako sekretarka, asystentka i osoba zbierająca materiały do pracy pisarskiej dla Melchiora Wańkowicza, w czasie ostatnich jego dwóch lat życia. Pisarz zadedykował mi swoją ostatnią książkę ( - konkretnie drugi tom „Karafki La Fontaine’a”, a dedykacja brzmi: ”Mojej sekretarce Aleksandrze Ziółkowskiej, bez której oddanego współpracownictwa zapewne byłaby to znacznie gorsza książka” – przyp. J.SG), zapisał mi też w testamencie swoje archiwum. Jest ono dotychczas w moim posiadaniu, część tzw. bibliofilską przekazałam do wrocławskiego Ossolineum, a pamiątkową do Muzeum Literatury w Warszawie, gdzie jako stała ekspozycja znajduje się gabinet Wańkowicza. Po śmierci pisarza, jako 25-letnia dziewczyna, opublikowałam książkę „Blisko Wańkowicza” (Wyd.Lit.1975,1978,1988), która cieszyła się ogromną popularnością, miała trzy wydania i osiągnęła 100 tysięczny nakład. Kolejno na Uniwersytecie Warszawskim obroniłam pracę doktorską na temat Wańkowicza, napisałam książki „Na tropach Wańkowicza” (miała dwa wydania) i „Proces Melchiora Wańkowicza 1964 roku”. Pisałam i piszę inne książki, o innej tematyce, ale zawsze pozostałam wierna tematowi Wańkowicza. Nadzorowałam serię „Dzieła wybrane” i pod moim kierunkiem ukazały się „Dzieła wszystkie Wańkowicza”. Seria jednak została przerwana, gdyż wydawnictwo zaczęło mieć kłopoty i przestało istnieć na rynku. Opracowałam do druku, napisałam wstęp i przypisy do „Reportaży zagranicznych” pisarza (Wyd. Lit. 1981), do jego korespondencji z córką Krystyną (Wyd. Twój Styl, 1992), z Jerzym Giedroyciem (seria „Archiwum Kultury”, Wyd. Czytelnik 2000). W prasie opublikowałam listy z Marią Dąbrowską, Czesławem Miłoszem, Catem Mackiewiczem), jak i wiele artykułów ogólnych na jego temat. Łącznie z esejem drukowanym w dwóch dużych odcinkach w angielskojęzycznym wspaniałym naukowym nowojorskim kwartalniku „The Polish Review”, który także zamieścił wybór listów Wańkowicza do żony.

JSG - Dlaczego korespondencja Melchiora Wańkowicza z żoną Zofią, została wydana dopiero teraz, w 30 lat po śmierci pisarza?
AZB –Szukałam wydawcy przez 15 lat. Podpisywałam umowy kolejno z IW PAX, Wyd. Polonia, Wyd. Prószynski i S-ka. Odkładali, rezygnowali, bankrutowali, przymierzali się do wydania skróconej wersji, mówili, że „Wańkowicz już się tak nie sprzedaje”. I chwała Wydawnictwu Twój Styl, które bez dotacji, bez pomocy, odważyło się na druk – i wydało te dwa tomy przepięknie.

JSG - Jaka jest rozpiętość czasowa tej korespondencji?

AZB - Korespondencję między Zofią i Melchiorem Wańkowiczami otwiera list Melchiora do narzeczonej z 1914 roku. Pierwszy tom obejmuje lata do wybuchu wojny, drugi kończy się na 1968 roku (pani Zofia zmarła w 1969 roku). Publikowane listy stanowią całość zachowanej korespondencji. Przeważająca większość pisana jest ręcznie.

JSG - W listach pisanych ręcznie i to przez tak długi okres czasu, mogą się zdarzyć błędy, przygotowując korespondencję do druku, wiele rzeczy trzeba też ujednolicać. Czy przy opracowywaniu korespondencji Państwa Wańkowiczów do publikacji, dużo musiała Pani wprowadzać zmian?

AZB - Od 1914 roku dwukrotnie w Polsce zmieniano zasady pisowni, sami autorzy listów też dostosowywali swoją pisownię do zmian zachodzących w ciągu lat trwania ich korespondencji. Ogólnie jednak poprawiona została pisownia i ujednolicone zapisy dat, skrótów, itd. Wszystkie te zmiany opisałam w dołączonej Nocie Redakcyjnej. Książkę poprzedza mój wstęp, kończy kalendarium życia i twórczości. I oczywiście jest mnóstwo przypisów.

JSG - Jakie informacje znajdują się w przypisach? Czy długo rozwiązywała Pani różne kryjące się w rękopiśmiennych tekstach „zagadki”?

AZB - Przypisy rosły latami. Niektóre dość wcześnie rozwiązałam, gdyż były encyklopedyczne, do wielu musiałam szukać informacji w przeróżnych publikacjach, do innych trafiałam nieraz przypadkiem. Mam już na ten temat anegdoty. Np. w jednym z listów jest fragment, mówiący o tym, że u generała Sosnkowskiego, nad ranem śniadanie podała „gen. Kuka”. Nie miałam pojęcia, kim była „gen Kuka”, a odręczne pismo Wańkowicza dobrze już znam, nie miałam więc wątpliwości, że tak właśnie napisał. - Może generał Kukiel? - podrzucali mi znajomi. - Jak to, generał Kukiel podał im śniadanie? Aż pewnego dnia moja znajoma spytała – Czy widziałaś, co ta Kuka wygadywała w rozmowie z Kowalskim?... Chodziło o generałową Sosnkowską, z którą wywiady w telewizji przeprowadzał historyk Kowalski. – Jaka Kuka? Co ty powiedziałaś? - Bo tak nazywano panią generałową - powiedziała mi znajoma.
Ostatni przypis dotyczący narzeczonego Tili, córki pisarza, stąd z Ameryki, rozwiązałam 3 miesiące przed oddaniem książki do druku. Odnalazłam w Sarasocie na Florydzie Pawła Jeśmiana, o którym donosiła w listach ojcu i o którego pani Zofia, nie wiedząc, że Tili z nim zerwała, i wyszła za mąż za Jana Erdmana, pytała – Jak się miewa Paweł, mąż Tili?
Poza tym, od ludzi pamiętających starą Warszawę dowiadywałam się różnych adresów, np. gdzie można był oddać futro na przechowanie, itd. W przypisach przywoływałam często fragmenty książek Wańkowicza, aby przybliżyć postać i pokazać, jak ją pisarz utrwalił.

JSG – Korespondencja Melchiora Wańkowicza z żoną jest już kolejnym opublikowanym przez Panią zbiorem listów (po korespondencji Melchiora Wańkowicza z Jerzym Gedroyciem, z córką Krystyną, czy Pani korespondencji z Szymonem Kobylińskim). Jak dalece ważne jest w ogóle publikowanie korespondencji, a w tym przypadku listów Wańkowicza?

AZB - Listy są zazwyczaj najdostępniejszym i najbardziej wiarygodnym materiałem badawczym. Tym bardziej, jeżeli są pisane do osoby bliskiej, przed którą nie trzeba udawać i odgrywać społecznych ról. Publikacja tej korespondencji ma duże znaczenie choćby z tego powodu, że ukazuje pisarza niejako odsłoniętego, nie ukrytego za parawanem, za wyobrażeniem, jakie chciał utrwalić o sobie i jakie propagował na użytek ogółu. W listach do żony, najbliższej mu osoby, nie stosuje auto cenzury, nie ukrywa swoich sadów, opinii. Korespondencja Wańkowicza odsłania nam pisarza, jakiego nie znamy, człowieka trapionego zwątpieniami i trudnościami, ukazuje jego przemyślenia na temat samego procesu kreacji, warsztatu pracy, ujawnia hierarchie towarzyszących mu w życiu wartości. Pokazuje jego ogromną pasję tworzenia, pracy.

JSG – Jaka tematykę obejmują te listy?

AZB – Możemy w nich na przykład prześledzić decyzje pisarza powrotu do Polski (wokół której narosło wiele legend), jego autentyczną walkę z biedą materialną, zarówno przed wojną, jak i na emigracji. Słynny Domeczek na Dziennikarskiej państwo Wańkowiczowie zdecydowali się wynająć, bo nie dawali rady ze spłatami kredytów, sami zamieszkali w wynajętym mieszkaniu przy ulicy Mianowskiego. Bieda nie opuściła go także na emigracji, gdzie pani Zofia w pewnym okresie sprzątała po domach.
JSG - Czy jest tam np. wątek kanadyjski?

AZB - Tak, pojawia się tam wiele razy wątek zarówno kanadyjski, jak i amerykański. Dojrzewanie decyzji powrotu do kraju można prześledzić w listach z 1955 roku, obejmujących okres drugiego – po pięciu latach – objazdu Kanady z odczytami w ośrodkach polonijnych, w celu zebrania materiału do kolejnej książki (Pierwsza „Tworzywo” ukazała się w Nowym Jorku w 1954 roku) poświęconej wychodźstwu polskiemu. Sytuacja, jaką zastał w Kanadzie, była inna od poprzedniej, nie spotkał się ani z dużym oddźwiękiem, ani nawet z zainteresowaniem, co do planów i zamierzeń. Pisał do żony:
”Jeszcze nie wiem, czy będę kontynuował podróż. Sądzę, że będę się pchał, póki się da. Atmosfera jednak, która mnie spotyka, jest nie tyle atmosferą hołdu, ile zniecierpliwienia natręctwem (...). Sądziłem, że po pięciu latach będzie lepiej: ludzie czują się pewnie, poczną wracać do spraw kultury polskiej. Jest jednak inaczej” (3 marca 1955).
I ciekawe zdanie (23 marca 1955):
„Pamiętaj, że jeśli się nie wydźwigniemy tu, to jedyna możność życia aktywnego pozostaje w kraju”.
JSG – King i Królik czyli Melchior i Zofia Wańkowiczowie, stanowią parę literacką utrwaloną w wielu książkach („Ziele na kraterze”, „Atlantyk-Pacyfik”, „Królik i oceany”, „W pępku Ameryki”). Jaka jest pani Zofia?

AZB - Osobowość pani Zofii rysuje się nie mniej wyraziście niż Melchiora, jest ona postacią niezwykłą. Szczególnie wstrząsające są niemal codzienne kartki pisane przez nią w roku 1940-41. W latach II wojny światowej dom Wańkowiczów służył jako schronienie dla zbiegłych jeńców, Anglików i Polaków, z obozów jenieckich. W szeregach patronatu nad więźniami Zofia Wańkowiczowa niosła pomoc uwięzionym na Pawiaku i w obozach koncentracyjnych.
Listy Zofii i Melchiora Wańkowiczów stanowią przykład związku dwojga ludzi, którzy przeszli razem przez życie, ludzi sobie oddanych i otwartych.

JSG – Z książek pisarza znane są także dwie córki państwa Wańkowiczów - Krysia i Tili. Jak je widzą rodzice w korespondencji?

AZB - Obserwujemy oczekiwanie na ich narodziny, ich dzieciństwo. Pani Zofia prowadzi np. „Dzienniczek Krysi” zapisując wszystkie jej powiedzonka, kolejno - dojrzewanie i młodość. Jest to przejmująca saga rodzinna, czy dla innych – „Ziele na kraterze” rozpisane w listach. Jednym z bardziej przejmujących listów jest pisany w roku, w którym Pani Zofia donosi: „Krysia, jak mówiły sanitariuszki i koledzy, zginęła 6 sierpnia, między dziesiątą, a jedenastą rano, w niedzielę, w dzień Przemienienia Pańskiego, na Woli, wraz z całą grupą od granatnika. Kopiemy na Woli i pochowaliśmy wielu jej kolegów, ale tej grupy nie znaleźliśmy dotąd. Rom zginął 1 sierpnia o dziewiątej wieczór na Mokotowie. Bisia widziana w końcu września w gestapo na Szucha, zaginęła bez wieści. Tola Niemcy rozstrzelali pod Skierniewicami, gdy pojechał szukać wiadomości o dzieciach”. A przecież w pierwszym tomie przypatrujemy się jak te dzieci rosną, zarówno Krysia, córka Melchiora i Zofii, jak i Rom i Bisia, syn i córka Tola, brata Melchiora.

JSG - Czy druk tego rodzaju prywatnej korespondencji nie jest rodzajem wścibstwa?

AZB - Niewątpliwie tak, ale w przypadku Melchiora Wańkowicza jest to wścibstwo uzasadnione, mamy bowiem do czynienia z pisarzem, którego życie stanowi pasjonujący reportaż. Jego bohaterem jest sam pisarz przywołujący sens ludzkiej przygody.


JSG - Co na książkę mówi żyjąca rodzina Melchiora Wańkowicza?

AZB - Prawnukowie Wańkowicza (ich matka, Ania Erdman zmarła w ub. roku) wychowani zostali tu, w Stanach Zjednoczonych. Starszy, Dawid, z którym mam od czasu do czasu kontakt, kilka lat temu osiadł w Polsce. Napisał mi, że nie mógł być na warszawskiej promocji w grudniu, bo był za granicą.

JSG - Gdzie i kiedy miała miejsce promocja i jak wyglądała?

AZB – Promocja książki odbyła się 15 grudnia 2004 r., w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie przy ulicy Nowy Świat 58. Największa sala Szkoły wypełniona była po brzegi. Przyszło wielu znakomitych ludzi. Głos zabrał m.in. legendarny mecenas Stanisław Szczuka, obrońca w wielu ważnych procesach (prowadził kiedyś tzw. proces taterników). On był wykonawcą testamentu pisarza. Spotkanie prowadził znakomity krytyk literacki, Krzysztof Masłoń. Fragmenty książki czytali znani aktorzy Krzysztof Wakuliński i Anna Romantowska.

JSG - Czy są już pierwsze odgłosy w prasie?

AZB - Wydanie tych dwóch tomów nazwano wydarzeniem literackim, w radiu i telewizji dużo mówi się o tej książce, ostatnio w programie TV „Z górnej półki” była nadana rozmowa ze mną. W popularnych dziennikach pojawiły się dość szybko recenzje. „Rzeczpospolita” kolejnego dnia po promocji dała duże omówienie, „Życie” zamieściło obszerny wywiad ze mną, w „Gazecie Wyborczej” Marek Radzinow nazwał Wańkowicza jednym z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku. Wydawca napisał do mnie, że niebawem pojawią się recenzje w miesięcznikach literackich, takich jak „Nowe Książki” i inne. Patronatem medialnym objął książkę m.in krakowski „Tygodnik Powszechny”.
JSG – Od lat walczy Pani o dobre imię Melchiora Wańkowicza. Niedawno znów pojawiły się artykuły, wynikające z przekłamania i powtarzania niesprawdzonych informacji. I jak zwykle stanęła Pani w obronie pisarza.

AZB - Pojawiły się artykuły np. w szanowanym Biuletynie IPN - krzywdzące i niesprawiedliwe wobec pisarza upraszczające sprawy, wyciągające jakieś pochopne wnioski. Napisałam na ten temat artykuł w „Życiu”, czy list po opublikowaniu w „Polityce” artykułu, pełnego z kolei niedomówień na temat procesu pisarza 1964 roku.
Cieszę się np. że w Korespondencji z Giedroyciem, tenże pod moim wpływem zmienił swój wstęp – na sprawiedliwszy w stosunku do pisarza (mam pełną dokumentację naszej wymiany listów, i pierwszy wstęp).
JSG - Dzięki Pani Mielchior Wańkowicz nie umarł, jest w jakimś sensie nieśmiertelny. Co to dla Pani oznacza?
AZB - Wydanie archiwum Wańkowicza jest moim obowiązkiem, a także długiem wdzięczności wobec pisarza, który mnie, wtedy młodej bardzo osobie, zawierzył swoje archiwa. Po 30 latach od jego śmierci, które minęły w 2004 roku, opublikowanie tej korespondencji jest swoistym powrotem pisarza. Oby jak najszerszym. Dla mnie to ogromna radość i satysfakcja.



Aleksandra Ziółkowska-Boehm, doktor nauk humanistycznych, w latach 1972-1974 była asystentką i współpracowniczką Melchiora Wańkowicza oraz redaktorką jego dzieł. W latach 1977-81 pracowała w Redakcji Repertuaru Teatru TVP. Stypendystka m. in. Oxford Language Centre w Oksfordzie, Fundacji Kościuszkowskiej i amerykańskiego Sekretariatu Stanu. Jest autorką wielu książek, m.in.: „Na tropach Wańkowicza”, „Blisko Wańkowicza”, „Dreams and Reality”, „Z miejsca nam miejsce”, „Moje i zasłyszane”, „Kanada, Kanada”, „Nie tylko Ameryka”, „Amerykanie z wyboru”, „Ulica Żółwiego Strumienia”, „Nie minęło nic, prócz lat” (korespondencja z Szymonem Kobylińskim) i „The Roots Are Polish”, „Podróże z moją kotką”. Mieszka w Wilmington w stanie Delaware w USA.

LIST OCEANICZNY, Dodatek kulturalny do GAZETY (Toronto), Nr 25, styczeń 2005

sobota, 27 czerwca 2009


Thomas Tomczyk - Dziennikarz z wysp karaibskich


Rajastan




Tybet










z Ryszardem Kapusinskim, mieszkanie w Warszawie

z Mamą Aleksandrą Ziółkowską-Boehm, Łazienki Warszawskie




Kenia











Kenia







Dziennik Polonii w Kanadzie
www.gazetagazeta.com
List oceaniczny - dodatek kulturalny do GAZETY, Toronto
Dziennikarz z Wysp Karaibskich - Thomas TomczykPaulina Potocka
Apr 5, 2004


O małym Tomku w domu Wańkowicza napisała Zofia Kucówna w pięknej książce „Zatrzymać czas”, że kiedy odwiedziła pisarza „po pokojach biegało małe dziecko, chłopczyk... i dzięki niemu ten dom nie był smutny”. Był rok 1973 – rok później 82-letni autor „Monte Cassino” zmarł.

Jako czteroletni chłopiec przeniósł się z Łodzi do Warszawy z matką, która po ukończeniu studiów zaczęła pracę u wielkiego pisarza Melchiora Wańkowicza, z którego najpierw pisała magisterium, a później doktoryzowała się. Po śmierci pisarza w książce „Blisko Wańkowicza” Aleksandra Ziółkowska napisała osobny rozdział zatytułowany „Król Herod to był mądry król...” cytując wielkiego reportera, który starszy i schorowany, nie miał cierpliwości do przeszkadzających mu dzieci. Ziółkowska pokazuje także, jak Wańkowicz straszył jej małego wtedy synka policjantem, kiedy ten w ogrodzie obłupał korę z drzewa, jak dawał mu order czarnego ciastka za dobre zachowanie, układał wierszyki na urodziny malca i jak czytał mu Koziołka Matołka naśladując „jak wyją wilki”. Oto wiersz Wańkowicza (cytat z „Blisko Wańkowicza”):

Dobra nasza, dobra nasza!...
Dziś urodziny Tomasza
Frajda taka, frajda taka,
Że możem uczcić dzieciaka.
Dostanie tort i skakankę
I składankę budowlankę
A jak Ania będzie chora
Może bawić się w doktora.
Pamiętaj: kto ma pięć lat
To jest straszak, no i chwat
Nie jest zbyt gorąca zupka
Nie ciągnie za ogon Dupka.
Bo kto dybie ciągle na psa
Ten dostaje za to klapsa.
Nie ciągnie go też za ucho
No i starszych zawsze słucha.
Wynosząc Cię pod niebiosy
Życzymy byś miał dwa nosy
Rączkę, nóżkę zapasową
I jeszcze i to, i owo.
Abyś był chłopaczek żywy
Ale grzeczny, nie wrzaskliwy
I w sędziwych pięciu latach
Nigdy nie deptał po kwiatach.
I jeśli jesteś coś warty
Zawsze słuchaj pani Marty.
I jak przetrwasz tak rok cały
Będziesz szkolniak doskonały
Wszyscy będą lubić Ciebie
I będziesz się czuł jak w niebie.

Tomek jest także bohaterem późniejszej książki Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm „Ulica Żółwiego Strumienia”, po lekturze której Szymon Kobyliński (który znał Tomka od dziecka, oceniał jego rysunki namawiając do własnego spojrzenia) napisał:„-Tomek jawi się przede wszystkim jako dobry, a to komplement najszczytowszy z możliwych, zwłaszcza dziś, a ponadto od małego mądry życiowo i sercowo... Jego losy, rozpostarte po mnóstwie krain i szkół, jednak zaliczanych „w cuglach”, są świetnym leitomotivem całej narracji. Coś rośnie i dojrzewa z tym chłopakiem, coś się spełnia i czyni coraz bogatszym duchowo” (cytat z książki „Nie minęło nic, prócz lat”).

Na coroczne wakacje zimą i latem jeździł z matką do Halamy w Zakopanem i do Nieborowa. Matka jakby wciąż dbała o jego nowe wrażenia i przeżycia. Poleciała z nim samolotem do Krakowa, „aby chłopiec zaznał lotu samolotem”. Po latach jego babka będzie mówić – „mój wnuk więcej jeździ samolotami niż ja autobusami..”.

Pierwszą daleką podróż matka wymyśliła przed rozpoczęciem szkoły. Na „zakończenie dzieciństwa” wybrali się w podróż morską statkiem handlowym do Włoch i do Maroka.
Po skończeniu piątej klasy szkoły podstawowej towarzyszył jej na stypendium do Kanady, gdzie chodził do katolickiej szkoły (Ziółkowska opisała ten okres w rozdziale „Szkoła w Kanadzie” w książce „Nie tylko Ameryka”). W Toronto zastał ich stan wojny i pozostali ponad dwa lata. Tomek nauczył się języka angielskiego, zaczął naukę francuskiego, którą potem kontynuował w Instytucie Francuskim w Warszawie. Nauczył się także dobrze hiszpańskiego. Matka pisze, że nauka języków jest niewątpliwie pozytywnym rezultatem ich częstego przemieszczania się. W Toronto roznosił gazety, należał do harcerstwa, wyjeżdżał z matką na Florydę i do Nowego Jorku. W Kanadzie, jak pisze matka, „usposobienie zmieniło mu się na pozytywniejsze”, ale Tomek tęsknił do rodziny, do zostawionego z dziadkami jamnika i bardzo chciał wracać.

Wrócili do Warszawy w grudniu 1983 roku mając wcześniej przyznany stały pobyt w Kanadzie. Śmieszne perypetie ze zdobyciem podręczników, z wywiadówką w polskiej szkole opisane są także w przywoływanej książce „Ulicy Żółwiego Strumienia”. Starannie przygotował się do egzaminów wstępnych, które zdał i dostał się do dobrej szkoły Reytana w Warszawie. Miał czas szczelnie wypełniony - uczył się gry na flecie, chodził na naukę języków. Z chłopcem rozmiłowanym w grze w szachy nie chciała grać matka (bo ponoć nie umie), ale grywał on z przywiezionym z Kanady komputerem, a także z odwiedzającym przyjacielem domu Michałem Radgowskim. Szachami i fotografią zainteresował chłopca młodszy brat matki, Krzysztof.

W pokoju Tomka na ścianie wisiała duża mapa świata. Ulubioną zabawą z matką było, by poszukała na mapie jakiekolwiek miejsce: miasto czy region w świecie i spytała o nie Tomka, który miał wyznaczony krótki czas na odszukanie. Znał bowiem mapę świata na pamięć. Częstym gościem matki w mieszkaniu na Mokotowie bywał Ryszard Kapuściński, który zachodził do pokoju chłopca, mówił mu, że marzenia o podróżach można spełnić, że można pojechać wszędzie, na przykład do Afryki także. Jak się tylko bardzo chce. Kapuściński swoją serdecznością i delikatnością ujmował i Tomek z czasem stał się zapalonym czytelnikiem jego książek.

Będąc uczniem szkoły Reytana przerwał naukę i towarzyszył matce w jej kolejnym amerykańskim tym razem stypendium, cały semestr uczęszczając do szkoły na Florydzie. Do Stanów jeździł jeszcze dwukrotnie z matką na jej stypendia (zawsze amerykańskie, nie polskie). Jak matka mówi, jakimś cudem nigdy nie powtarzał roku i zawsze uzupełnił materiał. Po maturze jako kierunek studiów wybrał architekturę ucząc się wcześniej dwa lata rysunku. Zdał dobrze egzaminy wstępne i stał się studentem wydziału architektury Politechniki Warszawskiej. Jako student miał praktyki w Sandomierzu, także Czechosłowacji, ale jak wielu młodych ludzi jeździł po całej Europie, między innymi zbierał winogrona we Francji. Matka opisuje wzruszającą historię, gdy ukradziono mu plecak w Lizbonie, znalazł schronienie u ojców Palotynów i po tygodniu sam odnalazł złodzieja. Ten sam fakt opisał później ksiądz Andrzej Gładysz w „Naszej Rodzinie” (przedrukowanym w „Nowym Dzienniku” 25-25 lipca 1992) w artykule „Polacy w Portugalii”. Cytuję:

„Jako ostatniego, wspomnę pewnego studenta architektury, bardzo miłego i kulturalnego, który poprzedniego lata, podróżując jako turysta, został w Lizbonie doszczętnie okradziony (przypadek wcale nierzadki). Zamieszkał u nas na kilka dni do czasu, aż Konsulat wyrobi mu powrotne dokumenty. W ciągu kilku dni chłopak wytropił złodzieja, odzyskał większość swych rzeczy, a winowajcę oddał w ręce policji. Ostatni akt tego dramatu rozegrał się w mojej obecności w komisariacie policji: Tomek wraz ze złodziejem, już w kajdanach, padli sobie w objęcia za pożegnanie i ściskali się ze łzami w oczach”.

Według książki „Ulica Żółwiego Strumienia” (str. 445) ta historia od strony Tomka wyglądała tak: „Patrzyłem na niego i zrobiło mi się go żal. Podszedłem, podałem dłoń – Con Dio (zostań z Bogiem), powiedziałem... Portugalczyk popatrzył na mnie, oczy mu się zaszkliły, chwycił mnie wpół i schylił głowę. Trwaliśmy tak chwilę”.

Był na drugim roku architektury, gdy matka wyszła za mąż za Amerykanina i przeniosła się do Stanów. Tomek doleciał do nich i kontynuował studia architektury na uniwersytecie w Fayetteville w stanie Arkansas, gdzie wykładał słynny amerykański architekt Fay Jones. W czasie wakacji jeden miesiąc pracował, resztę podróżował. Był na przykład w Puerto Rico, objechał autobusem cały Meksyk aż do Jukatanu, mając wciąż polski paszport pojechał na Kubę. Wiele fotografował i fotografia stała się jego dużą pasją. Na czwartym roku studiów, zgodnie w programem, cała grupa studentów architektury uniwersytetu w Fayetteville przeniosła się na studia do Rzymu. Tomek dorabiał jako tłumacz w TV, wykonywał rysunki-portrety i jeździł - i po Włoszech i po innych krajach. Bywał także w Warszawie.

W „Twoim Stylu” (listopad 1992) przeprowadzono z nim wywiad z cyklu ”Rodzinne wartości”, powiedział w nim, że chociaż studiuje architekturę, ale ciągnie go do reportażu. Powiedział także:„Mama miała i ma przyjaciół z kręgu literackiego. Tematy, o których się u nas rozmawia, były mi znacznie bliższe, niż te poruszane z rówieśnikami. Czasami czułem się niezręcznie, gdy stwierdzałem, że nudzę się z kolegami. Nie było to żadne wywyższanie się. (...) Podziwiam moją mamę za to, że przez tyle lat udało jej się pozostać samodzielnym i niezależnym człowiekiem. I że mnie tak wychowała. Nigdy nie patrzę w przeszłość, myśląc, że chciałbym coś w niej zmienić, odwrócić. Czasami było ciężko. Zmiana kraju, kontynentu, oderwanie się od czegoś, co się znało, nowe środowisko, inne problemy... Polska, Kanada, znów Polska, potem Stany, Polska i znowu Stany... Myślę, że jednak udało mi się odnaleźć siebie w takim rytmie życia, wyciągnąć z niego korzyść. Jestem przygotowany na to, że w każdej chwili mogę zmienić miejsce zamieszkania, studiów” (...)Jak pisze matka, Tomek ma swoje nieduże pokoje z książkami i w warszawskim mieszkaniu i w domu w Wilmington w stanie Delaware.O swoim podróżowaniu do Jugosławii mówił w radiu WAWA.

W „Polityce”(19 marca 1994) ukazał się jego tekst „Jak studiować w Ameryce”, przedrukowany potem w nowojorskim „Nowym Dzienniku”, zaczynający się od słów: ”Przeżyłem głęboką konsternację, gdy podczas jednego z pierwszych wykładów kolega poklepał po plecach 60-letniego profesora i spytał: ”Jak ci leci, Earl?”. Starszy pan odpowiedział: ”W porządku. Czy miałeś okazję popracować nad zadaniem, Ken?” Przez następne dwa miesiące stopniowo zmieniałem własne wyobrażenia o stosunkach między studentami a ciałem pedagogicznym”. W „Rzeczypospolitej” drukuje duży reportaż z fotografiami z Gruzji zatytułowany ”W krainie anarchii” („W Gruzji nie istnieje armia z prawdziwego zdarzenia – w Tbilisi i większych miastach widać czasem patrole armii rządowej, natomiast wieś i rejony przygraniczne zostały pozostawione samym sobie”...).

Fotografie Tomka drukuje „Gazeta Wyborcza”. W „Twoim Stylu” (Nr 11,1992) ukazuje się jego obszerny reportaż z fotografiami z Albanii: „Albania, czyli przebudzenie”. Cytat:

„Wydaje się, jakby trzy czwarte miasta wzięło jednocześnie urlop, ale nikt nie miał pieniędzy, by gdziekolwiek wyjechać”.(...) Teraz Albania stała się miejscem swoistego polowania na dusze. Do Tirany przylecieli bogaci muzułmanie z Jordanu i Arabii Saudyjskiej. Nie skąpią oni pieniędzy na odbudowę meczetów i na uczenie młodzieży i dorosłych jak powinien modlić się pobożny muzułmanin. Otwiera się także na nowo świątynie, których fasady i wnętrza zostały kiedyś przebudowane, aby zatrzeć ich religijny charakter i przystosować do nowej funkcji. (...) Przyjechać do Albanii teraz, to dla jednych o kilka lat za późno. Dla innych o wiele lat za wcześnie”.

Także w „Twoim Stylu” (Nr 6, 1993) ukazał się reportaż Tomasza Tomczyka z Kuby: „Plaże pod specjalnym nadzorem”. Cytat:

„Niewątpliwym sukcesem nowego systemu jest zlikwidowanie uprzedzeń rasowych. Ten najbardziej zhispanizowany, kiedyś najbardziej konserwatywny skrawek Ameryki Łacińskiej, stał się przykładem tolerancji. (...) Jeśli widać na wyspie dyskryminację, to jest ona skierowana przeciw... samym Kubańczykom. Kubańczyk nie ma prawa wejść do hotelu, do restauracji czy sklepu, a nawet na niektóre plaże, o ile nie znajduje się w towarzystwie obcokrajowców” (...)„Maria mówi, że ma szczęście. Poznałem ją w drodze z Hawany do Bahia Honda. Zatrzymała nasz samochód. Maria jechała na kilka dni do swojej rodziny na wsi. Przywoziła stamtąd żywność, tak trudno osiągalną w stolicy” (...).

W amerykańskim piśmie „Northwest Arkansas Time” (October – November 1992) jako Thomas Tomczyk drukuje cykl reportaży z Albanii: „A little slice of Albanian history”, „Poor country rich in culture, hospitality”, „Albania: Forty-eight years of Isolation”. Na studiach obok architektury jako przedmiot dodatkowy wybrał dziennikarstwo, otrzymał prestiżową nagrodę przyznawaną przez Fulbright College Awards – „The Larry Obsitnik Award in Photojournalism”.

Po otrzymaniu dyplomu architekta pracuje w Dallas w dużej firmie architektonicznej, kupił stare Porsche. W rok później sprzedał samochód i wyjechał w podróż, o której mówił matce od dawna, podróż dookoła świata. Marzył o niej jako chłopiec słuchający opowieści Kapuścińskiego. Był blisko rok w Turcji, Egipcie (gdzie nawiązał kontakt z pismem i drukował w „Cairo Today”), Iranie, Afganistanie, Pakistanie, Nepalu, Tybecie, objeżdża Indie (kupiwszy motocykl w New Delhi i po trzech miesiącach sprzedając go w tym samym miejscu), Sri Lance, Chinach, Japonii... Matka zapytana o odwiedzone przez syna miejsca, nie umie wymienić wszystkich krajów, pamięta tylko, że co tydzień telefonował, i pamięta, jak nie spała nocami, gdy tydzień mijał, a telefon nie dzwonił. Z Alaski pojechał do San Francisco, miasto zrobiło na nim urzekające wrażenie i postanowił w nim zamieszkać. Wynajął mieszkanie na słynnej Lombard Street, pieszo chodząc do pracy do dużej firmy architektonicznej. Ma motocykl, zawsze uprawia sport – jeszcze w Polsce judo, w Stanach szermierkę, polo i boks. W San Francisco zrobił licencję z paragliding. I znowu obmyśla wyjazd. Tym razem jedzie do Afryki, między innymi do Kenii, Etiopii, Sudanu i Somalii.
W „Polityce” (11 września 1999) w cyklu „Na własne oczy” ukazuje się jego poruszający reportaż zatytułowany „Sudańska fabryka głodu” ze wstrząsającymi zdjęciami. Reportaż zaczyna tak:

„Wokół snują się nagie postacie o patyczkowych kończynach i olbrzymich głowach. Obcy czuje się tu nieswojo. Jest jak na innej planecie, otoczony przez mieszkańców o twarzach mędrców i zanikłym ciele.Najsłabsze dzieci leżą w cieniu drzew nie mając sił, by odgonić z twarzy muchy. Trzylatki nie potrafią jeszcze chodzić. Dzieci wyglądające na cztery lata, mają siedem. W centrach terapeutycznych południowego Sudanu tygodniami balansują na granicy życia i śmierci. Wolontariusze organizacji „Lekarze bez granic” przyjmują je tu, gdy ich waga spada poniżej 60 procent normalnej. Nagość jest wszędzie wszechobecna”. (...)Niebawem potem wspominani w reportażu „lekarze bez granic” otrzymali pokojową nagrodę Nobla. W nowojorskim „Nowym Dzienniku” Tomasz Tomczyk wydrukował reportaż z Egiptu, Somalii i Sudanu: „Z dala od piramid”, i „W Somalilandzie już nie strzelają”, „Siedem plag Sudanu”.

Tomek postanawia zrobić magisterium właśnie z dziennikarstwa. Wybrał najstarszy amerykański wydział dziennikarstwa na uniwersytecie w Columbii w Missouri. Sam znajduje wcześniej pracę jako „assistant professorship” – prowadzi zajęcia na wydziale architektury i jednocześnie studiuje na wydziale dziennikarstwa (co zwolniło go z ogromnych opłat za studia magisterskie). Otrzymuje dodatkowe stypendium na uniwersytecie, jak i z Miami The American Institute of Polish Culture i z nowojorskiej Fundacji Kościuszkowskiej.Jest czynny i bardzo zajęty. Drukuje swoje cartoons w prasie (zawsze powołuje się na wpływ politycznych rysunków Szymona Kobylińskiego). Te rysunki z komentarzami także politycznymi drukowane w prasie amerykańskiej są dużym Tomka osiągnięciem. Drukuje dalej reportaże, duże echa wywołał jego reportaż „Step by Step” w „Columbia Missourian”. W czasie studiów - jak większość studentów dziennikarstwa - dużo jeździ. Jedzie ponownie do Indii. W nowojorskim miesięczniku „Lapis” drukuje „cover story”- reportaż z fotografiami na temat święta „Maha Kumbha Mela”, jego fotografie ukazują się w „Missouri Life”, z Sudanu w „World and I”, „Global Journalist”.

W uniwersyteckim miasteczku Columbia organizuje wystawę fotograficzną „Stacje Krzyżowe”. Powiedział, że inspirację do tego tematu uzyskał w Sudanie, kiedy patrzył na ludzkie nieszczęścia. Wystawa wzbudziła poruszenie w kościele, ksiądz Edwin Cole mówi, że fotografie młodego fotoreportera ożywiły parafię. Praktyki studenckie odbywa w wielkiej codziennej gazecie w Santiago de Chile, gdzie drukuje po hiszpańsku swoje teksty. Pracę magisterską pisze z Erytrei, gdzie spędza 3 miesiące zbierając materiał na temat odbudowywania kolei, w której biorą udział Włosi. Otrzymuje nagrodę jako finalista w „Photographer’s Forum Magazine” w Los Angeles. Po skończeniu magisterium pracuje jako architekt w Nowym Jorku, wyjeżdża do Nikaragui i Hondurasu. Od marca 2003 roku jest na Karaibach – na wyspie Roatan otwiera własny dwutygodnik „Bay Islans Voice”. Jest w języku angielskim i ma kilka stron w języku hiszpańskim. Ukazało się ponad 20 numerów, obejmuje zasięgiem wyspy Roatan, Utila i Guanaja. Pismo ma wiele ogłoszeń, wspiera lokalny uniwersytet, sponsoruje uzdolnioną biegaczkę. Przeprowadza wywiady między innymi z „pierwszą damą Hondurasu”, z szefem policji, z gubernatorem wyspy. Tomek zatrudnia dwie osoby, poszukuje odpowiedzialnych ludzi znających nie tylko angielski, ale i hiszpański. Na ogłoszenie o pracę zgłosiło się 50 amerykańskich młodych dziennikarzy. Od 2004 roku uruchamia kwartalnik „Echo”. Na stronie internetowej podkreśla, że urodził się w Łodzi (którą opuścił jako 4-letni chłopiec), że jest z Polski.

- Czy brakuje mu ojczyzny? – na te i inne pytania nie mam odpowiedzi. Może kiedyś, gdy będzie w Stanach, uda mi się z nim przeprowadzić wywiad?W 1992 roku w „Twoim Stylu” w wywiadzie z Elżbietą Chęcińską powiedział:„Gdzie jest mój dom rodzinny? Nie wiem. Najbardziej chyba cenię dom moich dziadków, który pachnie dzieciństwem. Dziadek zmarł, ale jest babcia, są wujkowie(...) Dużo podróżuję i wiem, że mama martwi się o mnie. Po powrocie opowiadam jej przeróżne, niesamowite historie, a ona aż wstrzymuje oddech. Zapewniam ją, że uważam na siebie, ale i tak się niepokoi”(...).

Porozmawiałam na jego temat z matką, Aleksandrą Ziółkowską-Boehm. Mówi, że Tomek ma wielkie serce, że jest wrażliwy, pełen inicjatywy, wymagający dużo od siebie, i że ciężko pracuje. Podziwia jego niemałą wiedzę, jego oczytanie, znajomość języków, umiejętność zorganizowania się i dostosowania. Oczywiście, że jest dumna - jest jej jedynym ukochanym synem, którego sama wychowała. Mówi: „Gdy się rodzi dziecko, troska i zmartwienie już nas nie opuszcza. Tym bardziej, gdy jest wciąż w ruchu... Każdy jego kolejny wyjazd to mój wielki niepokój, czasami wręcz strach”. Ziółkowska uważa także, że płaci się dużą cenę za to podróżowanie i przemieszczanie. Tomek wciąż nie ułożył sobie życia, czego i jemu i sobie życzy. Są wciąż oddaleni. - Może gdybym go nie wychowała w przekonaniu, że świat stoi otworem, że można sięgać po marzenia... Daje przykład swojego starszego brata Henryka, który w Polsce buduje dom z czterema osobnymi mieszkaniami, w których zamieszkają jego dwaj synowie. Będą pod jednym dachem. Jest to inny model życia – jakże pełen komfortu psychicznego, - mówi Aleksandra Ziółkowska-Boehm.

(skrócona wersja tego tekstu ukazała się w: WEEKEND, Nowy Dziennik, Nowy Jork, 21 lutego 2004)

BAY ISLANDS VOICE
bi-weekly news magazinefor Roatan, Utila & Guanaja
REPORTING LIFE OF THE ISLAND COMMUNITY






























czwartek, 25 czerwca 2009


OTWARTA RANA AMERYKI




Aleksandra Ziółkowska-Boehm
„Otwarta rana Ameryki”
Wyd. Debit. Bielsko Biala 2006,
Okladka Joey Nelson, Jeremy Edwards
271 stron, Fotografie
ISBN 978-83-7167-556-0



RECENZJE


(…)”Książka utrzymana jest w stylu opowieści reportażowych, które powstały w wyniku konfrontacji autorki z rzeczywistością indiańskiej Ameryki. Temat jest szeroki, więc i czas jej pisania nie był krótki, bowiem powstawała ona blisko 10 lat. Książka jest ilustrowana starymi zdjęciami o dużej wartości historycznej i zdjęciami współczesnych Indian. Na końcu książki znajduje się, opracowana przez męża autorki, Normana Boehma, tabela nazw współczesnych stanów amerykańskich mających swoją etymologię w językach indiańskich oraz spis najważniejszych muzeów amerykańskich z kolekcjami indiańskimi, stanowiący rodzaj mini-przewodnika dla turystów odwiedzających Amerykę i chcących dowiedzieć się czegoś więcej o Indianach. (…) Jednak „Otwarta rana Ameryki” nie jest tylko wynikiem zwykłej ciekawości „świata indiańskiego”, ale próbą głębszego wniknięcia w problemy, z jakimi borykają się dzisiejsi Indianie. Co więcej, autorka nie zatrzymuje się tylko na krytyce istniejącej sytuacji, ale stara się także szukać recept i rozwiązań. Szczególnie widać to w drugiej części książki, gdzie zamieszczone są rozmowy autorki z naukowcami zajmującymi się sprawami Indian, jak też z samymi Indianami z plemion Szejenów (Czejenów), Apaczów, Kiowa i Chickasaw. To oddanie głosu Indianom, czyli „bezpośrednio zainteresowanym”, jest niewątpliwym atutem tej książki.
Autorka na konkretnych przykładach pokazuje jak polityka rządu amerykańskiego w przeszłości doprowadziła do opłakanej sytuacji społecznej i ekonomicznej, w jakiej znajduje się dzisiaj wiele plemion indiańskich. Zepchnięcie Indian do rezerwatów, grabież ich ziem, złamane traktaty, robienie na siłę farmerów z dawnych koczowników i myśliwych, szkoły z internatem, w których indiańskie dzieci trzymane były przymusowo z dala od rodziców i którym zabraniano mówić ich własnym językiem to tylko kilka przykładów, jakie autorka przytoczyła m.in. w rozdziałach „Smutek rezerwatów” i „Gorzkie wspomnienia z indiańskich szkół”.
Nie umniejszając negatywnej roli władz amerykańskich autorka nie obwinia jednak za obecną sytuację tylko polityki Amerykanów (jak to często jest praktykowane wśród autorów piszących o Indianach), ale pokazuje także, że od drugiej połowy XX wieku ta polityka zmienia się na korzyść Indian. Wskazuje również, przy całym szacunku i sympatii dla tubylczych mieszkańców kontynentu amerykańskiego, że wina za „marazm i smutek rezerwatów” leży także po stronie Indian, ich braku chęci do podjęcia stanowczych działań i wyjścia z tego kryzysu. To oczywiście zmusza do myślenia i burzy pewien stereotyp mówiący, że wszystkiemu winni są tylko biali.
To nie jedyny stereotyp, z jakim mierzy się ta książka. Autorka, oprócz przykładów rezerwatów indiańskich, takich jak rezerwat Siuksów Pine Ridge w Dakocie Południowej, gdzie większość domów nie ma bieżącej wody i kanalizacji i gdzie na każdym kroku widać ogromną biedę, opisuje także rezerwaty indiańskie w Teksasie lub Kalifornii, gdzie niektóre plemiona wykorzystując możliwości, jakie daje im współczesne ustawodawstwo amerykańskie osiągają ogromne dochody np. budując kasyna, które na terenie rezerwatu są zwolnione z podatków. Kasyna finansują później wiele ambitnych przedsięwzięć, jak budowa szkół, szpitali, centrów kultury. Z jednej strony mówi autorka o szerzącym się alkoholiźmie, przestępczości i bezrobociu wśród Indian, a z drugiej strony przytacza postacie naukowców, artystów i biznesmenów pochodzenia indiańskiego.
Pokazanie tych kontrastów to wielka zaleta książki, w której postawione są naprzeciw siebie różne oblicza indiańskiej Ameryki. To także próba wskazania na różnorodność plemion indiańskich, których obecnie w Ameryce Północnej jest kilkaset, a które bardzo różnią się między sobą zwyczajami, językami, wierzeniami.
Autorka pokazuje także, że Indianie mają wymierny wpływ na budowę społeczeństwa amerykańskiego, a nie są tylko „rasą odchodzącą w przeszłość”. Na przykład konstytucja amerykańska w dużym stopniu skorzystała z reguł i praw konfederacji Irokezów. Z kolei jeden z rozdziałów dotyczy spopularyzowanej w Polsce kilka lat temu filmem „Szyfry wojny” (Windtalkers), sprawy indiańskich szyfrantów, którzy w ogromnym stopniu przyczynili się do zwycięstwa Amerykanów na Pacyfiku podczas II wojny światowej. Szyfru, opartego głównie na językach Nawahów i Komanczów, Japończycy nie zdołali złamać do końca wojny.
Indianie, jak zdaje się wskazywać autorka, balansują dzisiaj niejako na krawędzi dwóch światów: świata dawnych tradycji, wierzeń i obyczajów i świata współczesnego, ze wszystkimi jego dobrodziejstwami i wadami. W tym kontekście autorka porusza problem tożsamości plemion indiańskich, na przykładzie negatywnego zjawiska zanikania tubylczych języków oraz samego określenia „Indianie”. Dzisiaj, polityczna poprawność w Stanach Zjednoczonych wymaga nazywania ich mianem Native Americans (tubylczy Amerykanie) lub American Indians (Indianie amerykańscy). Tymczasem sami Indianie wolą nazywać się nazwami swoich plemion, na przykład, gdy ktoś pochodzi z plemienia Apaczów mówi po prostu, że jest Apaczem, a nie tubylczym Amerykaninem. Dodatkowo, Indianie uważają się obecnie często za suwerenne narody, a nie plemiona.
„Kłopoty z tożsamością”, na które zwraca uwagę autorka, są także widoczne w gorąco dyskutowanej ostatnio sprawie zwrotu przez amerykańskie muzea i placówki naukowo-badawcze szczątków Indian oraz przedmiotów, które stanowiły wyposażenie grobowe lub miały specjalne znaczenie dla tradycyjnych obrzędów indiańskich, a które były pozyskiwane przez archeologów i antropologów od XIX wieku. Ta sprawa budzi wiele emocji, ale zaznaczyć należy, że dzisiejsze prawo amerykańskie stoi po stronie Indian i ich starań o zwrot tych rzeczy.(…)
Podsumowując, należy podkreślić, że autorka zdołała klarownym i obrazowym językiem opowiedzieć czytelnikowi o sprawach bardzo trudnych dla społeczeństwa amerykańskiego, które wciąż żyje z „otwartą raną” nieprawości wyrządzonych Indianom. Wydaje się jednak, że autorce nie zależy na jej rozdrapywaniu, ale raczej na szukaniu recept na polepszenie sytuacji współczesnych Indian, nie zapominając przy tym o historii. Przecież biali i Indianie tworzą teraz jedno państwo, a okładka książki, przedstawiająca Indianina w pióropuszu na tle powiewającej flagi amerykańskiej jest wymownym symbolem koegzystencji tych dwóch światów. Od obydwu stron zależy, w którą stronę pójdą ich wzajemne relacje.”
Radosław Palonka, Pióropusz i flaga, NOWE KSIAZKI, styczeń 2008, str. 9-10


„Na książkę składają się reportaże i wywiady, a także aneksy, a w nich tabele, wykazy, spisy. Integralną jej częścią są rozmowy przeprowadzane z Indianami. To szczególne świadectwa i próby analizy sytuacji współczesnych Indian (…)Otwarta rana Ameryka”, na co wskazuje tytuł, to rzecz o dramacie Indian, tym, który rozegrał się w historii i który, w rozmaitych formach, trwa współcześnie”.
Anna Bernat, Szelest lisci i szum wiatru, NOWE KSIAZKI, styczen 2008, str. 4-9


„Ksiazka jest gleboko osadzona w amerykanskiej problematyce”
Joanna Sokolowska-Gwizdka, GAZETA, LIST OCEANICZNY, Toronto, Rozmowa,

Otwarta rana Ameryki- najnowsza ksiazka Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm, listopad 2007, str 1-2
Fragment: Wlasna gora do przekucia [W:], TYGIEL KULTURY, Lodz, Nr 1/3 2008


“An impressive book on American Indians by one of Poland’s most prolific practitioners of “gaweda” genre”.
SARMATIAN REVIEW, Houston, January 2008


„Nie sposób jednak pisać o współczesności Indian bez nawiązań do historii. "Od początku byli na straconej pozycji" - podkreśla Ziółkowska pokazując, jak handlowano ziemią z plemionami, które nie znały pojęcia własności ziemi, jak zmuszano plemiona koczownicze do osiedlania się, jak odbierano dzieci rodzicom "dla ich własnego dobra".
Autorka opisuje szkoły indiańskie, przedstawia losy kobiet i dzieci, pisze o nędzy i alkoholizmie mieszkańców rezerwatów, ale pokazuje też te nieliczne społeczności indiańskie, którym udało się przystosować do warunków życia we współczesnym świecie dzięki ustawie przyznającej im prawo do organizowania na swoich terenach kasyn gry. Ziółkowska przywołuje postacie Indian zasłużonych dla Ameryki - aktorów, pisarzy, żołnierzy. Przypomina też mało znany epizod z czasów II wojny światowej. Indianie zatrudniani byli wówczas jako szyfranci komunikatów wojskowych, które nadawane i odbierane były w mało znanych indiańskich językach.
Ziółkowska pokazuje też, jak wielką rolę odegrali Irokezi w tworzeniu podwalin amerykańskiej konstytucji. Irokezi tworzyli konfederację plemion i wiele rozwiązań zaczerpniętych zostało właśnie z tradycji indiańskiej. Książka zawiera rozmowy, m.in. przedstawicielami plemion Szejenów, Apaczów, Kiowa, Chiskasaw.
Aleksandra Ziółkowska-Boehm, doktor nauk humanistycznych UW, jest autorką kilkunastu książek m.in. poświęconych życiu i twórczości Melchiora Wańkowicza, którego asystentką była przez 2,5 roku pod koniec życia pisarza. Pisała też książki oparte na współczesnej polskiej historii, takie jak "Kaja od Radosława, czyli historia Hubalowego Krzyża". Kilka innych tytułów wiąże się z Ameryką, gdzie pisarka od kilkunastu lat mieszka na stałe jak "Amerykanie z wyboru i inni", "Nie tylko Ameryka", "Kanada, Kanada...", "Kanadyjski senator". Jest też autorką bardzo poczytnej książki "Podróże z moją kotką" i autobiograficznej opowieści "Ulica Żółwiego Strumienia". Książkę "Otwarta rana Ameryki" opublikowało wydawnictwo Debit”.
Agata Szwedowicz , Ziółkowska-Boehm pisze o życiu współczesnych Indian,PAP – NAUKA W POLSCE, 2007-11-28


„Ziółkowska-Boehm po raz kolejny udowadnia, że ma szczególny talent do odszukiwania niezwykłych miejsc i ludzi. Kieruje dyskretny reflektor pióra, by prowadzić swoich bohaterów przez zwycięstwa, wstrząsy, ale i szarą codzienność. Powstaje obraz, który ocenić ma sam czytelnik. Nie ma bowiem miejsca na pouczenia czy tani morał. Tak jest też w wypadku Otwartej rany Ameryki. Główny bohater ma tu jednak wiele twarzy; nie można jego właściwości określić kilkoma, nawet najostrzejszymi, pociągnięciami reporterskiego pędzla.
Otwarta rana Ameryki wykluwała się w planach i zamierzeniach autorki przez wiele lat. Bezpośrednią inspiracją była postać krewnego jej ojca, Korczaka Ziółkowskiego, rzeźbiarza z Dakoty Południowej, którego rodzice wyemigrowali do Stanów i wkrótce po narodzinach syna zginęli tragicznie. Lata przygotowań, a od 1990 r. – czasu stałego pobytu w USA, obserwacja z bliska – liczne wyprawy do rezerwatów Indian w Dakocie Południowej, w Teksasie, Montanie, Wisconsin, Oklahomie powodowały, że temat rozrastał się i coraz bardziej wciągał. Powstała książka będąca swoistym diariuszem spotkań, przemyśleń, poszukiwań i rozmów autorki z tymi, którzy temat mają we krwi. Doskonałe uzupełnienie całości stanowi jej druga część – szereg wywiadów, m.in. z naukowcami i znawcami kultury i tradycji Indian, ale też i samymi Indianami, m.in. z plemienia Szejenów, Kiowa, Apaczów, Chickasaw, będącymi dyrektorami finansowymi, menadżerami, nauczycielami, ale też szamanami i uzdrawiaczami.
W efekcie Ziółkowska-Boehm wkracza na teren złożonej i różnorodnej historii i tożsamości rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Konsekwentnie zwalcza związane z nimi stereotypy, opisuje ich dramatyczne problemy wyobcowania oraz próby asymilacji ze współczesnym społeczeństwem amerykańskim. Przedstawia szereg bezcennych informacji – z bezpośredniej obserwacji – o standardach życia, nastrojach, planach i obawach swoich bohaterów.
Pine Ridge nie jest wyjątkowym rezerwatem. Nie licząc kilku plemion, które osiągają ogromne dochody dzięki kasynom gry, rezerwaty indiańskie są przykładem niewyobrażalnej biedy i stagnacji, czytamy na s. 47 książki. A problemy Indian są tak skomplikowane, że prościej jest przyznać dziesiątki milionów zapomóg, niż próbować je rozwiązać. I choć może trudno w to uwierzyć, to prywatny biznes tu w ogóle nie funkcjonuje. Prawdą jest, że Oscar dla Kevina Costnera za film Tańczący z wilkami po raz kolejny zwrócił uwagę Amerykanów na sprawy Indian. Jednak całe zainteresowanie, jak zwykle w takich razach, było chwilowe. Statystki – jak podaje autorka – na terenach rezerwatów wciąż pozostają tragiczne. Średni dochód – 5 tys. dol. (w USA wynosi 18 tys.), przeciętna długość życia mężczyzn w rezerwatach – 60 lat; samobójstwa wśród młodzieży z rezerwatów trzykrotnie przewyższają średnią w kraju; zaledwie 4 proc. młodzieży indiańskiej kończy wyższe uczelnie. Trwające w ostatnich trzech stuleciach ludobójstwo, wymazywanie kultury i języka, rozproszenie, zmuszanie Indian do wtapiania się w społeczność białych, spowodowały, że w życiu ich rozpacz i odebrana nadzieja wciąż owocują życiową stagnacją i apatią. Jeden z wodzów tak scharakteryzował panującą wśród swoich braci sytuację: Kiedy bizony zniknęły, serca moich ludzi zapadły w ziemię i nie mogły już się podnieść.
Wiele szczegółowych informacji zawiera rozdział Dobrobyt płynący z kasyn gry. Autorka przybliża temat prowadzonych przez Indian w 30 stanach kasyn gry. Ich obecność miała podnieść ogólny poziom życia społeczności indiańskich. I rzeczywiście, dochody z kasyn wspomagają programy społeczne, finansują szpitale, szkoły, osiedla mieszkaniowe, likwidują bezrobocie. Jednak w ogólnym bilansie całe przedsięwzięcie wymknęło się spod kontroli. 75 proc. zatrudnionych w kasynach to nie-Indianie. Hazard zaś nieodmiennie przyciąga mafię, jest siedliskiem przestępczości, wywołuje złe emocje i czyny – zauważa pisarka.
Czytelnik, który ma nadzieję znaleźć w tej książce odpowiedź na pytanie: Czy Indianie są mędrcami new age czy wojownikami, którzy przeżyli holocaust Dzikiego Zachodu?, postawione przez amerykańskiego dokumentalistę Kena Burnsa, nie znajdzie jej łatwo. Ziółkowska, opisując historię i teraźniejszość Indian Ameryki Północnej, spotykając się z nimi, przedstawia nam – jakby mimochodem – kawał obrazu współczesnej Ameryki. I dlatego, odpowiedź na pytanie o samą Amerykę, o to, jaka będzie dalej, jest ważniejsze od wszystkich innych sporów. Mnie po lekturze książki nasunęła się w formie pytań inna refleksja: Jak wiele narodów obecnie czeka jeszcze los Indian? I po której stronie tej walki znajduje się dziś Ameryka?
Hanna Karp, OPCJA NA PRAWO, Nr 4, 2008


„Aleksandra Ziółkowska-Boehm posiada szczególny magnetyzm slowa.(…) Fragmenty KSIAZKI zostaną z nami długo po zakończeniu lektury. (…) Jest to książka niezwykle pouczająca, jest wartość edukacyjna jest ogromna. Pokazuje różne obrazy rezerwatów, kasyn, nie stawia gotowych wniosków. Pokazuje - jak kamera – biedę, radzenie sobie. Doskonały jest styl: czysty, równy, przejrzysty. Potrafi o sprawach trudnych powiedzieć przystępnie. I z zaangażowaniem. Jest to mądra, przenikliwa książka.

Norbert Dakowski, Książka o współczesnych Indianach, 2 TYGODNIK POLONIJNY, New Jersey, 18 marca 2008, Nr 5 (79), str 44, 61


„Autorka zaprenumerowala dwa czasopisma poswiecone tematyce indianskiej i zaczela glebiej drazyc problematyke Indian. Przestudiowala ogromna ilosc ksiazek, pojechala do rodziny krewnych, ale Korczak Ziolkowski nie zyl już wtedy od kilku lat. Zachecona przez meza, udala się kilkakrotnie do rezerwatow zamieszkalych przez Indian i nawiazala z nimi osobiste kontakty.
Ksiazka jest zbiorem opowiesci reportazowych poswieconych wspolczesnemu zyciu amerykanskich Indian i ich sytuacji, która jest trudna, zarówno dla nich jak i dla Ameryki.
Ich los jest ukazany również w aspekcie historycznym. W ksiazce sa zawarte m.in. wywiady i rozmowy z przedstawicielami niektórych plemion- Apaczow Szejenow i innych. Dowiadujemy się z nich co robia obecnie, z czego zyja. Ilu ich zostalo i jaka jest ich perspektywa na przyszlosc. (…)Ksiazka jest wyjatkowo pieknie wydana.

Janina Kosciow, Polka o Indianach, PANORAMA POWIATU BRZESKIEGO, 23 stycznia 2008, Nr 3/2008 str 14


„Zderzenie czasu obecnego z wyidealizowanym swiatem Indian wyniesionym z mlodzienczych lektur stalo się bakcylem (…) Ksiazka jest zbiorem opowiesci reportazowych poswieconych wspolczesnemu zyciu, sytuacji amerykanskich Indian. Ksiazka jest napisana prostym jezykiem, w sposób przystepny przybliza nam swiat pierwotnych mieszkancow Ameryki, ich bolaczki, radosci, jak i szara rzeczywistosc rezerwatowa. Opisuje miedzy innymi szkoly indianskie, losy kobiet, mowi o szyfrantach z okresu II wojny swiatowej, zapomnianych bohaterach Ameryki. Porusza również drazliwe tematy, np. ubostwo rezerwatow, gdzie szerzy się narkomania, bezrobocie, pijanstwo. Opowiada tez o ludziach, którzy zmieniaja swoje wlasny swiat na lepszy, szerzac oswiate, starajac się o inwestycje. Jest to lektura o fortunach wyroslych na kasynach gry, otwieranych w kazdym prawie rezerwacie, o dumie z wlasnej przynaleznosci plemiennej.
(…)Warto siegnac po te pozycje. Latwy, przystepny jezyk porwie czytelnikow w zawile tematy koegzystencji bialych i Indian, mozliwosci zgodnego zycia w jednym przeciez panstwie”.
Marek Gorka, Pierwsi Amerykanie, LAMELLI, Krakow, Nr 5/55/, 2008


“Good reading not only for lovers of books on Indians. It describes the history and rich culture of the indigenous peoples of America against their current situation in the American society. The author tries to eradicate stereotypes, makes the readers aware of Indians contribution to the history of the United States and, at the same time, emphasizes difficulties they are forced to cope with in order to preserve their autonomy and cultivate old traditions. What plays a significant role is the autobiographical aspect which explains the authors personal commitment in Indians lives”.

DEBIT, May 2008


„Otwarta rana Ameryki” to zbior reportazy, w ktorych autorka opisuje m.in indianskie szkoly i losy tzw. ïndianskich ksiezniczek”, rezerwaty i kasyna gry. W ksiazce zamieszczone sa również wywiady, jakie pisarka przeprowadzila z przedstawicielami roznych plemion”.
XR, Pisarka o Ameryce, GAZETA WYBORCZA, Nr 125, Lodz, 30 maja 2008


„Autorka zauwaza dobre, a jak mowi, jest ich ostatnimi laty naprawde niemalo, posuniecia rzadu amerykanskiego na rzecz Indian. Jednakze nie stroni i od przedstawienia ciemnych stron „problemu Indian”, w tym rezerwatow.”(…)
Janusz M. Paluch, Indianie nie z westernu, DZIENNIK POLSKI, Nr 107, Krakow, 8 maja 2008

„Zainteresowanie Indianami odziedziczyla po stryju, rzezbiarzu Korczaku Ziolkowskim”.
Anna Pawlowska, Polska, DZIENNIK LODZKI, 4 czerwca 2008, str 23


„Ksiazka nie mowi o naszych popularnych wyobrazeniach o Indianach jako o wojownikach pomalowanych w barwy wojenne i polujacych na bizony”.
KRAKOW, Nr 2-3 (40-41), 2008



„Rdzenni mieszkańcy Ameryki, zawsze cieszyli się sympatią w Polsce, choć wiedzę o Apaczach i Komanczach czerpaliśmy najczęściej z przygód opisywanych w powieściach Maya, Coopera, Szklarskiego czy Wernica. Popularnością cieszyły się także amerykańskie westerny, których komunistyczna propaganda, ku uciesze widzów, nie zabraniała wyświetlać w kinach i telewizji. Tymczasem wiedza o dziejach i kulturze Indian nigdy nie przedarła się szerzej do czytelników, choć jest nie mniej pasjonująca niż wyczyny Winnetou i Old Shatterhanda. Próbą zapełnienia tej luki jest wydana w 2007 r. „Otwarta rana Ameryki” Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm, książka poświęcona życiu i problemom współczesnych Indian, z wieloma nawiązaniami do historii.
Siłą warsztatu autorki jest to, że materiały do publikacji zbierane były przez lat dziesięć, a poszczególne rozdziały powstawały na przestrzeni długiego okresu. Dzięki temu nie jest to zwykła książka reportażowa czy podróżnicza, w której autor opisywałby swoje wrażenia z jednorazowej, czasem nawet długotrwalej eskapady. A.Ziółkowska-Boehm gromadzi materiały do książki przez lata, skrzętnie zebrane spostrzeżenia i zapiski mają czas dojrzeć, zsumować się w czasie i złożyć na bardziej refleksyjny obraz rzeczywistości. Autorka odchodzi od wspomnień z dzieciństwa, lektur i westernów. Opisuje współczesne życie Indian konsekwentnie omijając ryzyko stworzenia kolejnej „wersji białego człowieka”. Chce dzisiejszych Indian poznać i zrozumieć, a jednocześnie pozostać obiektywną. Trzeba się zgodzić, że takie podejście do sprawy było nie lada wyzwaniem, a upór z jakim A.Ziółkowska-Boehm „drąży skałę”, jest godny podziwu. W rozmowie z Billy’m Evansem Horse’m wyznaje: „Tak wiele rzeczy nie rozumiem...”, w innym miejscu przyznaje, że formy własności ziemi w rezerwatach są trudne do pojęcia. Autorka nie przyjmuje tu kreacji wszystkowiedzącego narratora, podchodzi do tematu z pokorą i wytrwałą chęcią wyjaśnienia tyle, ile można.
Odkrywamy wraz z nią złożoność tego świata, towarzysząc jej w podróżach i rozmowach. Wyłania się z nich bogaty obraz indiańskiej kultury, wierzeń i zwyczajów, ale też piętno biedy i nałogów. Poznajemy specyfikę indiańskich szkół i muzeów, widzimy piękno tradycji wyrażającej się w szacunku dla dawnych wierzeń i w podtrzymywaniu jasnych ról w rodzinie. Poszczególne rozdziały układają się w barwną ale i poniekąd zagadkową mozaikę. Pytania, ktore nurtują autorkę, zostają zawieszone w powietrzu, bez jednoznacznych odpowiedzi. Bo też są to dylematy, które od lat gnębią Amerykę i samych Indian. Najważniejszy z nich brzmi: co dalej z indiańską kulturą, wierzeniami, losem rezerwatów, materialnym bytem Indian i ich dzieci. Co należy zrobić? Czy poprawa stanu posiadania nie będzie oznaczać zaniku tożsamości? W tym kontekscie bardzo ważny jest rozdział „Smutek rezerwatow”, obrazujący indiańską biedę przechodzącą z pokolenia na pokolenie. Nie ma łatwych odpowiedzi na te pytania.
Pozostaje niedosyt, bo są rozdziały, które potrafią zauroczyć i zdają się za krótkie. Chciałoby się więcej poczytać o indiańskich wierzeniach (rozdział „Wsłuchiwanie się w ciszę”), walce ze streotypami (rozdział o „Indiańskich księżniczkach” wykreowanych przez Disneya), specyficznym podejściu do świata („Walka ze stereotypami i dzień anty-Dziękczynienia”). Są też obrazki, które mocno się zapamiętuje, jak choćby indiańskie wytłumaczenie, dlaczego dziecko, któremu jest smutno, wchodzi na drzewo. Piękny jest rozdział o rzeźbiarzu Korczaku-Ziołkowskim. „Pisarz rzeźbiący w kamieniu” nazywa swojego krewnego autorka. Nieżyjący już Korczak-Ziółkowski w 1948 r. rozpoczął pracę nad rzeźbą w skale wodza Indian Crazy Horse’a. Dzieło kontynuuje jego rodzina, a efekt końcowy ma przyćmić rozmiarami słynne głowy prezydentów w Mount Rushmore. Samo wyciągnięte ramię pędzącego na koniu wojownika ma mieć sto metrów długości. Ziółkowska-Boehm przyznaje się do fascynacji krewniakiem, do zauroczenia jego ideą i pasją. Jest w jej atencji dla rzeźbiarza jakiś rodzaj magnetyzmu, który potrafiliby być może odczytać opisywani w innym rozdziale indiańscy szamani.
„Otwartą ranę Ameryki” kończą wywiady z Indianami, którzy prezentują wspólne cechy charakterów: wyrazistość i bezkompromisowość poglądów. Opowiadają bardzo ciekawe historie, a czytelnik otrzymuje na koniec, ufundowany mu przez autorkę, niemal namacalny kontakt z żywymi bohaterami książki. Mając w głowie spory zasób wiedzy z poprzednich rozdziałów, można się pokusić o próbę zrozumienia indiańskich ścieżek przez życie. Fascynacja światem dzisiejszych Indian gwarantowana”.

Krzysztof Zajączkowski, Indiańskie losy dzisiaj, NOWY KURIER, Toronto, 15-31 sierpnia 2008, Nr 16 (958)




„Pisarka postawila sobie za cel ukazanie prawdy o Indianach zyjacych w USA”. (...).
Grzegorz Tylec, KURIER POLUDNIOWY, Piaseczno. 4 grudnia 2008



W setną rocznicę urodzin rzeźbiarza Korczaka Ziółkowskiego, która przypada w tym roku, ukazała się książka „Otwarta rana Ameryka”. Jest to hołd złożony stryjowi przez dr Aleksandrę Ziołkowską i kontynuacją jego działań na rzecz rdzennych mieszkańców Ameryki. Korczak Ziółkowski był współtwórcą rzeźb głów amerykańskich prezydentów w Mount Rushmore Black Hills, a także popiersia Ignacego Paderewskiego, za ktorą został nagrodzony w 1939 roku na wielkiej wystawie światowej w Nowym Jorku. Okazuje się, że oprócz rzeźby potrafił poświęcić się i plemieniu Siuksów. To własnie z Siuksami zwiazane jest też najważniejsze wydarzenie w życiu Korczaka, którym było przyjęcie niezwykłej oferty od wodza Siuksów Henry’ego Standing Bear (Stojącego Niedźwiedzia) i wyrzeźbienie w Black Hills podobizny Crazy Horse (Szalonego Konia), ostatniego wielkiego wodza Indian. Stał się od tego momentu rzecznikiem ich interesów i wspierał ich dążenia do dokumentowania własnej historii
W audycji „Człowiek i nauka” spotkanie z dr Aleksandrą Ziółkowską - Boehm - Polką od kilkunastu lat mieszkającą w USA, autorką ostatnio wydanej książki pt. „Otwarta rana Ameryki” poświęconej trudnym losom współczesnych Indian.
POSŁUCHAJ - RZEZBIARZ PREZYDENTOW, 20 CZERWCA, CZLOWIEK I NAUKA - POLSKIE RADIO PROGRAM 1 (12,69 MB)



INTERNET

„Polka mieszkająca w USA napisała książkę o… Indianach Ameryki Północnej. Ale nie jest to kolejna przygodowa bajka, a smutna i bolesna prawda o wielkiej krzywdzie i trudnej egzystencji jedynych mieszkańców Ameryki, którzy mogą powiedzieć o sobie, że ich korzenie od niepamiętnych czasów wrastają w tę ziemię. Warto pamiętać, że my Europejczycy, niby cywilizowani i z piękną historią, odpowiadamy za bestialstwo i ludobójstwo na Indianach obu Ameryk. Emisariusze władz świeckich i kościelnych, emigranci z Europy przybyli, wyrżnęli, oszukali, okradli i tam, gdzie uznali za dogodne zawłaszczając cudze ziemie założyli sobie kolonie, potem przekształcone w państwa. W USA Indian zepchnięto do rezerwatów i poddano rządowej polityce, która drastycznie pogłębiała ich ubóstwo i pogarszała pozycję społeczną. Jeden przykład: przymusowo indiańskie dzieci wysyłano do szkół z dala od rodzin, gdzie zabraniano im używania własnego języka. Mimo zmiany poniżającej i idiotycznej polityki Indianie wciąż mozolnie dźwigają się z marazmu i upodlenia. Plemiona ongiś pełne myśliwych, wojowników, ludzi aktywnych i żyjących w harmonii z naturą i tradycją w dzisiejszych czasach muszą zachować swoją tożsamość w zupełnie innych warunkach. Niektórzy nadal nie potrafią się „dostosować” i odnaleźć. Ich wspaniałą kulturę zniszczono, a oni sami żyją na pograniczu świata tradycji i współczesności. W niektórych rezerwatach wiele domów nie ma nawet bieżącej wody, szerzy się bieda, przestępczość i alkoholizm, ale są i takie, gdzie buduje się szkoły i centra kultury za spore pieniądze, bo na przykład kasyna na terenie rezerwatów przyjazne Indianom prawo zwalnia z podatków.Może się nam wydawać, że Indianie to relikt, że znikną niedługo w amerykańskim społeczeństwie. Nieprawda – ich duma, tradycja i tożsamość jest ciągle żywa, a populacja się rozrasta. W 1920 r. było ich 340 tys., obecnie – 4 miliony. Mało kto wie o wpływie Irokezów na amerykańską konstytucję, o ich tajnej misji podczas II wojny światowej, mało kto zna wnikliwie tradycję i współczesność Indian.Książka powstawała 10 lat, sama autorka kilkakrotnie przerywała nad nią pracę w obawie, że nie udźwignie problematyki i ogromu odpowiedzialności. Duch reporterski i rzetelność, stare a także współczesne fotografie, wnikliwość ujęcia problemu i próby znalezienia odpowiedzi na pytania o przyszłość stanowią o wartości książki. Nie pierwszy raz polski autor pisze o Indianach – wydaje się, że w naszej historii jest tyle cierpienia, że łatwiej nam zrozumieć ich losy”.
Adam Gawęda: Ocalic od ignorancji. Czytelnia, Onet.pl 3 stycznia 2008

http://czytelnia.onet.pl/0,79528,0,28800,0,0,ocalic_od_ignorancji,recenzje.html




„(…)Aleksandra Ziółkowska-Boehm opowiada ona o swoim przodku, który wyrzeźbił w skale portrety czterech prezydentów Stanów Zjednoczonych. Indianie zwrócili się do niego z prośbą o wyrzeźbienie w skale monumentalnego pomnika ich wodza - Szalonego Konia. Korczak Ziółkowski już nie żyje, ale to jego ostatnie dzieło jest kontynuowane przez rodzinę. Niemały wkład w to dzieło ma Aleksandra Ziółkowska - Boehm i jej mąż Norman. Oboje wspomagają fundację, która powstała w celu zrealizowania szlachetnej misji Korczaka - Ziółkowskiego. Taka jest ich filozofia życia, aby dzielić się tym, co mamy z ludźmi potrzebującymi wsparcia. Na pewno godną wsparcia inicjatywą jest niesamowity projekt parku popularyzującego kulturę indiańską w miejscu, gdzie powstaje pomnik Wodza. Powstał już nawet film dokumentalny poświęcony postaci słynnego za Oceanem autora monumentu i jego pozostałym dziełom.
Autorka wychodzi poza krąg spraw rodzinnych, prowadząc rozmowy z Indianami, a także autorom innych książek poświęconych plemionom zamieszkującym pierwotnie kontynent amerykański. Nie ogranicza się do wspomnień o wspaniałym przodku, wiele miejsca w książce poświęca analizie szans, jakie daje Indianom współczesna cywilizacja. Wiedziałem, że mają oni pewne przywileje, żyją w rezerwatach, ale nie miałem pojęcia, że prowadzone tam kasyno może wspomagać szkoły, przedszkola i inne instytucje publiczne. To tylko jeden z faktów i opinii przytoczonych przez autorkę niezwykle barwnej monografii. Niezwykle ciekawie przedstawione kulisy historii pokazują, jak zakłamywano ją, gloryfikując np postać gen. Custera.Pisarka z werwą reportażystki prezentuje bitwy przybyszów, najemników i pionierów z perspektywy Indian. To całkiem inna historia. Jest też sporo nieznanych epizodów i tematów poświęconych mnie osobiście nieznanym, Indiańskim "księżniczkom". Warto sięgnąć po tę książkę, choćby z tej przyczyny, że do tej pory tkwi w nas stereotyp biednych Indian, którzy upojeni "wodą ognistą" wywijają tomahawkami, tańcząc w rezerwacie wokół ogniska. Jest to obraz sprzed kilkudziesięciu lat i na życzenie turystów inscenizuje się takie sytuacje.A przecież dopiero od niedawna ujawniono ściśle okryty tajemnicą fakt szyfrowania przez Indian meldunków i rozkazów przesyłanych w armii amerykańskiej podczas drugiej wojny światowej. Zapewne też niewielu wie o "czerwonoskórym kosmonaucie". Są to oczywiście wybrane, wyraziste przykłady nietuzinkowego uczestnictwa Indian w historii Stanów Zjednoczonych. Nazwa większości stanów jest pochodzenia indiańskiego. Kto wie na przykład, że Texas oznacza w miejscowym narzeczu "przyjaciele", zaś Dakota - "sprzymierzeńcy"? To są dowody pokojowego nastawienia Indian do otaczającego ich świata. Jakże się zawiedli...Gloryfikowani w westernach pionierzy przynieśli im zagładę. Owszem, wraz z nimi pojawiła się na tych ziemiach cywilizacja, ale za jaką cenę?... Wszystko to przykrywa ogromną hańbę białych ludzi, którzy dokonali na ludności tubylczej potwornej zbrodni. Cisną się tu na usta najgorsze słowa. Nie użyję ich, bo po drugiej wojnie światowej wszelkie naukowe terminy dotyczące eksterminacji zdewaluowały się emocjonalnie. W każdym razie jest to wielkie, zbiorowe poczucie winy.Współczesna Ameryka jest ogromnym tyglem ras, narodów i plemion. Ich cywilizacyjny awans został okupiony daniną potu, łez i krwi. Hekatomba ofiar tkwi w pamięci obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i jest prawdziwie przez nich odczuwaną, zbiorową winą. Bardzo dobrze się stało, że w końcu zostało to w amerykańskim społeczeństwie odkryte, uświadomione i rozpowszechnione. Zanim do tego doszło był to poważny, wstydliwy kompleks, który przeszkadzał Amerykanom razem spokojnie żyć. Brzmi to dokładnie tak, jak zatytułowała swoją książkę autorka: "Otwarta rana Ameryki".Ta niezwykle barwna monografia nie zamyka jednak kwestii amerykańskich Indian. Przeciwnie, ten temat otwiera perspektywy szans potomków Szalonego Konia i generała Custera w tym wspaniałym kraju, gdzie wspólnie żyją i pracują ludzie chyba wszystkich ras i nacji współczesnego świata.
Zbigniew Kowalewski, Otwarta rana Ameryki - ku przestrodze i pamieci pokolen, WIADOMOSCI 24, 28 marca 2008

Kim woleliście być w dzieciństwie: kowbojami czy Indianami? Zawsze "fajniej" było być tym dobrym - bohaterem, zwycięzcą - jak w filmie, prawda? Potwierdza to pewien Indianin, z którym wywiad autorka zamieściła w książce: "(...) żadne dziecko nie chciało, i dalej nie chce, być Indianinem. Bo w filmach zawsze zwyciężali kowboje, a Indianie zawsze przegrywali". Obraz krwiożerczego dzikusa, napadającego na pociągi i atakującego białych osadników, powielany przez dziesięciolecia w Stanach, trafił i do naszych polskich domów dzięki westernom. A jaka jest nasza wiedza o rdzennych mieszkańcach Ameryki Północnej? O ich losach z początków kolonizacji, w czasach brutalnej ekspansji na Zachód kontynentu, czy o ich współczesnym życiu? W większości oparta jest na tym, co serwuje telewizja i kino, a i tak są to szczątkowe informacje, bo temat Indian nie należy do popularnych. Jednak chcąc dowiedzieć się czegoś więcej, pełni dobrych chęci, łatwo możemy popaść w tendencyjność, stworzyć w głowie obraz Indian na kształt naszej Cepelii, poddać się emocjom, patrzeć bez obiektywizmu. Dlatego książka pani Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm jest tak ważna i wyjątkowa. Autorka podeszła do zagadnienia nie tylko z pasją i ciekawością podróżnika, ale i z dziennikarskim profesjonalizmem, dzięki czemu jej praca pozwala spojrzeć na Indian bez ślepego zachwytu przesłaniającego błędy popełnione przez nich samych. Ich życie analizowane jest z kilku perspektyw - ich własnej, białych, a także z historycznego, ekonomicznego, kulturowego punktu widzenia. Pani Ziółkowska-Boehm nie zadowala się jedną odpowiedzią, jak ognia unika uproszczeń dla niedzielnych turystów, drąży temat, przeprowadza wywiady, z których część w całości znajdziemy w książce, a część w postaci anegdot i parafraz. Daje nam szansę wejścia w świat rezerwatów, kasyn, indiańskich księżniczek, wielkich wodzów i zwykłych ludzi. Obala mity, demaskuje zbrodnie, omawia kulisy bitew, np. opowiada o indiańskich szyfrantach walczących w czasie II wojny światowej, o których Ameryka tak naprawdę dopiero niedawno się dowiedziała. Uświadamia czytelnikowi, jak wielki był i jest udział Indian w tworzeniu amerykańskiego państwa i jakim kosztem odbył się cywilizacyjny postęp. Dla Polaków pozycja ta z pewnością będzie tym ciekawsza, że są tu także opisane losy naszego rodaka - Korczaka Ziółkowskiego, który brał udział w tworzeniu rzeźby czterech amerykańskich prezydentów, lecz którego największym dziełem jest pomnik Wodza Crazy Horse'a (jego budowę kontynuuje rodzina artysty). A uważni czytelnicy z pewnością nie przeoczą interesującej informacji o tym, co łączy polskich smolarzy, Pocahontas i pierwszy strajk w historii amerykańskich związków zawodowych. Trudno będzie zamknąć "Otwartą ranę Ameryki" i odłożyć ją ot tak na półkę - Indianie to wciąż żywa historia, teraźniejszość i przyszłość Stanów Zjednoczonych. Nasza też - jako potomków europejskich kolonizatorów (a następnie imigrantów) i jako ludzkości.
Blazej Bierczynski, Tanczaca z Indianami, MERLIN. com.pl


„Czytam aktualnie książkę "Otwarta rana Ameryki" jestem pod ogromnym wrażeniem i podziwem dla autorki za włożony wkład i pracę, Książka jest naprawdę wspaniała i dostarczyła mi wiele cennych informacji o współczesnych problemach i życiu Indian Północno Amerykańskich”. Michał Kempinski (Szalony Wilk)

„Do znudzenia mozna przytaczac proceder uzywania okreslenia: "polskie obozy koncentracyjne" w duzych gazetach polnocnoamerykanskich. Interesujacego przykladu ekspansji tego zjawiska dostarcza Aleksandra Ziolkowska-Boehm w wydanej wlasnie w Polsce ksiazce pt. "Otwarta rana Ameryki". Okazuje sie, ze byly tez "polskie obozy pracy". Na str. 115 pisze ona o informacji zamieszczonej w Timie z okazji smierci zolnierza-Indianina:"86-letni Indianin Meskwaki, ostatni z osmiu zolnierzy z tego plemienia, ktorzy w czasie II wojny swiatowej uzywali swego narzecza do szyfrowania tajnych komunikatow wojennych. Przy okazji podano krotki zyciorys bohatera. Pisano, ze Frank Sanache jako zolnierz "marines" (piechoty morskiej) zostal wyslany do Tunezji, tamze schwytany przez Niemcow i kolejne 29 miesiecy spedzil, jak okreslil miesiecznik "Time", w "polskim obozie pracy"".Maz Aleksandry Ziolkowskiej, Norman, oczywiscie napisal list ze sprostowaniem. On, Amerykanin, zna dobrze problematyke zydowska i izraelska. Przez wiele lat pracowal jako prawnik dla duzych kompanii naftowych. Przez wiele lat w Arabii Saudyjskiej.To Amerykanin, to historyk z Chicago, to prof. Iwo Pogonowski z USA sluza Polsce. A Polak z Polski, komu wlasciwie sluzy?”
Edward Soltys, Porazajace, Mississauga, Canada, 12 stycznia 2008


GLOSY
“As always, it is very well written”.
Zbigniew Brzezinski, November 27, 2007

ENDORSEMENT (1)

Aleksandra Ziolkowska-Boehm takes us across the United States, visiting Indian Country, with insight and compassion, raising many issues along the way with the eye of a traveler from overseas (the book first appeared in Poland). Few people in this country probably know that the first craftsmen at Jamestown were from Poland, or that family of Polish ancestry (relatives of hers) are carving a huge memorial to Crazy Horse in South Dakota. The book includes a number of wide-ranging interviews with people who are well known in Indian Country. This book provides fascinating reading from fresh perspectives
The Interview with Rod Trahan is one of the most enlightening slices of reservations reality I have read in a long time”.
Bruce E. Johansen, P.h.D., Omaha, Nebraska, March 3, 2008
Endorsement (2)
I was intrigued by Aleksandra Ziolkowska-Boehm observations of American history, Native Americans, and Indian country. The fact that they are the views of a well-educated European with a well-developed interest in such subjects, rather than of a scholarly expert or an American insider, Indian or not, adds another dimension of interest to them.
John R. Alley, P.h.D., Utah


„Ambitna ksiazka o wydziedziczonych pra-ojcach indianskich Ameryki. Temat - Indianie, a jednoczesnie tak osobisty, powiedzialbym, polski ton”.
Jacek Trznadel, Warszawa, 29 grudnia 2007


„Jest ladna edytorsko - bardzo dobre pomysly z tymi mapami na wyklejkach okladki! Mam niedosyt zdjeciowy, ale w sensie wydawniczym rozumiem te ograniczenia. Swietne sa rozmowy na koncu, bardzo interesujace i zroznicowane. Szczegolnie w glowie utkwil mi rozdzial, ktory pochodzi z Twego wystapienia w Krakowie o suwerennosci - bez taniego sentymentalizmu, ale emocjonalnie i bardzo konkretnie, z casusami.. z ciekawej i waznej perspektywy odpowiedzialnosci obywatelskiej.
To co mi sie podoba, ze ta ksiazka nie daje gotowych schematow i odpowiedzi,ale otwiera "wiele ran" czyli pokazuje mnostwo nierozwiazanych problemow Indian i mnostwo stojacych za tym uwarunkowan, ktore uplywajacy czas chyba jeszcze bardziej komplikuje...
Zastanawiam sie, czy jakikolwiek inny kraj ma podobne wewnetrzne "minority" z takim ciezarem problemow? Nie tylko spolecznych i ekonomicznych, takze moralnych... Czy mozna byloby skorzystac z doswiadczen innych krajow w "kwestii Indian". Chyba nikt inny, nie ma takiego problemu, bo wiekszosc "mniejszosci" dorobila sie wlasnych panstwowowsci gdzie indziej lub o nia wlaczy - Zydzi, Macedonczycy, Albanczycy w Kosowie, Baskowie... itd. Tymczasem Indianie o te odrebna panstwowosc (w rozumieniu wspolczesnym "panstwa" jako okreslonej struktury )jakby nie walcza, jednoczesnie nie chca tez poddac sie i wcielic w amerykanska strukturze... ale z drugiej strony sa amerykanskimi patriotami... Bardzo to skomplikowane!” .
Renata Durda, Warszawa, 8 grudnia 2007


„Jestem pelna podziwu dla skrupulatnosci, dla bibliografii, dla spokojnego rzeczowego przedstawienia problemu, dla znalezienia bardzo przekonywujacej formy – bo choc ksiazka jest trudna, bardzo dobrze się ja czyta”.
Xenia Popowicz, Katowice, 22 luty 2008


„Najwieksza zaleta ksiazki jest pasja do tematu i sprawy. Udalo ci sie uniknac tych zasadzek, o ktorych wspominalas we wstepie: sentymentalizmu, protekcjonalnosci, epatowania egzotyka. Jest moc bardzo ciekawych informacji, w dziedzinie niemal zupelnie nie znanej, a wiec wartosc edukacyjna. Starasz sie byc obiektywna – co tu ogromnie trudne – i mysle, ze ci sie to udalo”.
Joanna Clark, Princeton, New Jersey, 24 luty 2008

Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm nowa ksiazka to piekna, interesujaca, wzruszajaca, poruszajaca serce "OTWARTA RANA AMERYKI" opowiadajaca o tych najslabszych, niechcianych, niewygodnych , zapomnianych ... i zyjacych na krawedzi przepasci i zatracenia amerykanskich INDIAN. Prawda o indianach jest okrutna i smutna.Ksiazka jest ogromnie ksztalcaca i wzbogacajaca wiedze o Indianach. Rowniez pieknie wydan. Wieloletnie trudy i znoje Autorki, podroze i przemierzanie USA, odwiedzanie rezerwatow, zbieranie i gromadzenie materialow rzeczowych oraz dokumentacji itp daly znakomity rezultat. Ksiazke czyta sie blyskawicznie -nie mozna jej bylo odkladac "na jutro". BRYLIANT.Magda Sachalinsky, Szwecja, 23 marca 2008



„Przeczytalem „Otwarta rane Ameryki”

Wielka sila ksiazki jest to, ze zbierala Pani do niej przez tyle lat materialy, ze te teksty powstawaly na przestrzeni kilkunastu lat. Dzieki temu nie jest to zwykla ksiazka reportazowa, podroznicza, w ktorej autor opisuje swoje wrazenia z jednorazowej, czasem nawet dlugotrwalej eskapady. U Pani cale to doswiadczenie wynikajace z podrozy i rozmow, te wszystkie skrzetnie gromadzone z roznych zrodel spostrzezenia i relacje, mialy czas dojrzec, sumowac sie w czasie i skladac na pewien obraz rzeczywistosci. Widziany szerzej, glebiej – bo z perspektywy lat kilkunastu. Do tego dochodza pieknie opisane wspomnienie z dziecinstwa, z lektur, westernow... Co poglebia te perspektywe, o ktorej wspominam.
Wyznanie, ze o ksiazce, ktora to wszystko zbierze, zaczela Pani myslec pozniej, na poczatku bez silnego o tym przekonania, dodaje tekstom dodakowego obiektywizmu.

Co ciekawe, mimo że poszczegolne rozdzialy powstawaly przez lat kilka, pisane dla pism o roznych profilach, to zachowuje Pani jednosc stylu. Zastanawiajace dlaczego. Sa pewne wyrozniki stylistyczne, ktore rozpoznaje, ale najbardziej wyroznia Pani eseje podejscie do tematu.

Jest w tym wszystkim serce i pokora.

„Tak wiele rzeczy nie rozumiem...” – mowi Pani do Billy'ego Evansa Horse’a, gdzie indziej przyznajac, że formy wlasnosci ziemi w rezerwatach, sa trudne do pojecia.
Mimo to daje Pani czytelnikom od siebie, ile tylko moze materialu opisujacego dzisiejszy swiat Indian, w calej jego zlozonosci. Tu nie bede wymienial na czym polega bogactwo tego obrazu, bo musialbym poszczegolne rozdzialy scharakteryzowac. Sklada sie to na mozaike bardzo ciekawa i dajaca do myslenia. Pojawia sie szereg pytan, ktore Pani stawia, z ktorych najwazniejsze brzmi: co dalej z indianska kultura, wierzeniami, losem rezerwatow, materialnym bytem tych ludzi i ich dzieci. W tym konteksie bardzo wazny rozdzial „Smutek rezerwatow”. Kazdy sobie moze samemu probowac odpowiedziec na te pytania, ale jesli przyjac podobne do Pani podejscie do tych spraw, to latwych odpowiedzi nie ma.

Jest za to niedosyt, bo rozdzialy ktore mi sie podobaly byly za krotkie. Wiecej bym chcial poczytac o indianskich wierzeniach (Wsluchiwanie sie w cisze), walce ze streotypami („ksiezniczki” wykreowane przez Disneya, zadziwiajca specyfika indianskich „miss”), roznicach w patrzeniu na swiat miedzy Indianami i bialymi. Zdaje sie, ze juz zna zawsze zapamietam, dlaczego jak dziecku jest smutno, to wchodzi na drzewo...

Moze ktos kiedys wyda te ksiazki, o ktorych Pani wspomina.

Piekny rozdzial o Korczaku-Ziolkowskim. „Pisarz rzezbiacy w kamieniu” pisal, ze ma zaszczyt rzezbic wodza Indian. Pani zapisala, czy to nie zaszczyt pisac o Indianach. Jest cos niesamowitego w tym rozdziale, w tej wiezi, ktora Pani czuje do niego. Jakis rodzaj magnetyzmu. Ciekawe, co by Indianie na to powiedzieli?

Warte podkreslenia sa jeszcze dwa wyznaczniki. Szacunek i wyrozumialosc. Dla ludzi, ich przezyc i pogladow. To sie czuje w kazdym akapicie. Od takiego humanistycznego podejscia nie odstepuje Pani na krok. (rowniez podziekowania i wdziecznosc dla Normana w to sie wpisuja)

Bardzo wzbogacaja ksiazke koncowe wywiady, bo rozmowcy sa ludzmi interesujacymi, o wyrazistych sadach. Opowiadaja bardzo ciekawie. To taki prawie namacalny kontakt z zywymi Indianami, ktory funduje Pani na koniec czytelnikom, uzupelniajac tresc poprzenich rozdzialow. A czytelnik przystepuje do tego kontaktu majac juz spory zapas wiedzy w glowie.

Na koniec: podobal mi sie ogromnie wstep. Jako pokazanie inspiracji i jasne okreslenie celow, jakie sobie Pani zalozyla. Takze jako czytelna dokumentacja wieloletnich zainteresowan. No i ... jak Pani odnajduje tyle pasujacych bon motow i odwolan, nadajacych calosci bogactwa znaczen i wartosci?

Slusznie, ze nazwiska Indian pozostawione zostaly w angielskim brzmieniu. Do tego uzasadnienia, ktore Pani podaje, ja bym dodal jeszcze jedno: to bardzo amerykanska ksiazka. Czuc w niej cos, co ja na swoj sposob okreslam amerykanskim duchem (tak na wlasny uzytek, bo przeciez nie mam o tym pojecia). Uzywanie polskich imion typu : Siedzacy Byk, Szalony Kon, byloby nie tylko dziecinne i odwolujace sie do wspomnien z dzieciecych lektur i zabaw. Byloby tez zakloceniem przekazu ze wzgledu na bogactwo amerykanskich zrodel i jezyka angielskiego, ktory dominuje (w nazwiskach autorow, tytulach ksiazek i artykulow, cytatach) po angielsku, a tu nagle: Czarna Chmura.
Krzysztof Zajaczkowski, Czeladz, 18 czerwca 2008

Czytam książkę " Otwarta rana Ameryki" - jest bardzo ciekawa , napisana z sercem. Dowiaduję się bardzo dużo o życiu Indian w Stanach Zjednoczonych, a także z zainteresowaniem czytam opisy z podróży Pani do miejsc pobytu Indian. Podziwiam pasję z jaką napisała Pani tę książkę. Czytając książkę studiowałam mapę USA / i to jest dodatkowa korzyść.
Krystyna Koniecka, Gliwice, 4 pazdziernika 2008


Szanowna Pani!Serdecznie Pania pozdrawiam z Bozym Narodzeniem i nadchodzacym NowymRokiem! Zycze napisac jeszcze jedna, czy nawet jeszcze nie jedna:-)ciekawa ksiazke o indianach.Mam nadzieje, ze Pani mnie pamieta, jestem uczniem 5 klasy z Warszawy,mam na imie Lubomir, rozmawialem z Pania na warszawskich targachksiazki o "Otwartej ranie Ameryki", wtedy otrzymalem Pani wizytowke.Pani ksiazke przeczytalem z ogromnym zainteresowaniem. Przyzmam sie,ze moje zainteresowanie indianami pomoglo mi w tym roku dostac sie dopopularnego teleternieju "Czy jestes madrzejszy o 5klasisty?"(wystepowalem w jesiennych odcinkach). Zainteresowalem organizatorowtego programu swoim hobby, mowilem im tez, ze poznalem osobiscieautorke tak znanej ksiazki. Wlasnie w tym programie specjalizowalemsie z historii.Obecnie czytam rosyjska "Encyklopedie sztuki walki indian DzikiegoZachodu". Autor - Jurij Stukalin. Ksiazka wydana Moskwie w tym roku.Dostalem ja od Mikolaja.Niestety moje zainteresowanie jest tak specyficzne, ze nie zawsze mamz kim porozmawiac o tym, co tak lubie. Moj tata lubi historie, aleindianami tak jak ja sie nie interesuje.pozdrawiam serdecznie,
Lubomir Kramar, Warszawa, 25 grudnia 2008
.

Jestem pod duzym wrazeniem informacji i perspektyw, ktore uruchamia Pani w tej arcyciekawej pracy!

Pani ksiazka znakomicie spelnila moje oczekiwania. Bije z niej i fascynacja Autorki, i jej wieloletnie zmudne drazenie tematow, i zarazem nadrzedna idea nowoczesnej humanistyki - docierania do rejonow zapomnianych, odrzuconych, zepchnietych na margines, wyrzucanych poza ramy tzw. dyskursow centralnych. Los wspolczesnych Indian przedstawila Pani sugestywnie i z sila osobistego przekonania. Wiele znalezionych w Pani ksiazce rzeczy przeczuwalem, ale tez wiele mnie zaskoczylo - za wszystko jestem w kazdym razie bardzo wdzieczny.Krzysztof Zajas, Krakow, 2 wrzesnia 2009


.

Spending part of my life growing up on the Cass Lake Indian reservation myself along with being part Cree, I can appreciate the message and the plight of our people contained in this book. My grandmother who was a Native Medicine Woman taught me many things growing up and now I am working on my PHD in Herbal Medicine not only to carry on my grandmother’s legacy, but also gain the credentials necessary for recognition in the white man’s world. Many things have been lost in our culture, which I have tried to hang on to in order to teach my grandchildren, but I am also painfully aware of the stigma that goes along with claiming our heritage. My hope is that one day books like this will assist in peoples understanding of the hardships that the Indian people have faced in the past as well as present day, so that we many all live together with compassion towards one another. That would be a perfect world, but in today’s society very unrealistic.

Angie Baldwin , South Dakota .Nemsi Books

.

Po przeczytaniu "Otwartej rany Ameryki" Pani autorstwa stwierdzam, ze zrobila Pani wielka rzecz dla Indian i dla samej Ameryki takze. Brak dialogu i zrozumienia prowadzi do nieufnosci i konfliktu. Sa w Pani ksiazce rózne punkty widzenia /to dobrze/, które prowadza wylacznie do porozumienia i szacunku dla innosci. Ja tez wychowalam sie na ksiazkach K.Maya, dla mnie Indianin to czlowiek pelen szlachetnosci i zasad! Czlowiek przez lata upokorzany i jeszcze do dzis niezrozumiany, jakby gorszy. A to bolesna pomylka i zal! Kiedykolwiek przejezdzalam przez mosty na Delaware River, czy na mniejszych rzekach w pustawej Pensylwanii, zawsze mialam przedziwne odczucie, ze to JA JESTEM INTRUZEM; NASZ SAMOCHÓD I MY, ze przez rzeke przechodzic powinni Indianie na koniach w ciszy zachodzacego dnia! Mialam prawie takie wizje, jakbym ogladala ten obraz na zywo! Bardzo bliski jest mi ten naród przez swoja szlachetnosc, szacunek dla natury, z która najpelniej sie rozumie i liczy! Bliski mi przez lata walki o resztki swojej niezaleznosci, o zachowanie kultury i jêzyka! Czytajac Pani ksiazke wchodze powoli w sens ich zyci, odkrywam nowe swiaty, prawdziwe, niezniszczalne madrosci i szlachetna dume czlowieka zyjacego chwile na tej ziemi, ale z jakim szacunkiem! Wiele ucze sie z tej ksiazki madrosci o zyciu, o wgladzie w psychike czlowieka! Przytocze zaskakujacy cytat indianskiej psychologii /czy psychoterapii?/: "Jezeli choruje twoja prawa strona, to znaczy, ze skrzywdzil cie mezczyzna". Indianie wiedza wiecej o nas, ale niewielu ich slucha. Gdzies na dnie duszy tli sie malenka iskierka nadziei, aby tam jeszcze raz pojechac, dotknac chociaz czastki zjawiska, o którym Pani pisze z wielkim sercem i zrozumieniem, porozmawiac z szamanem, podac Indianinowi dlon na znak szacunku! Ciagle wracam do tej "Otwartej rany Ameryki", gdzie widac, ze Pani jest po stronie pokrzywdzonych, oddaje Pani nalezny honor ich przodkom, ich wodzom, zna Pani nazwy plemion i miejsca gdzie kiedys zyli na bezkresnej ziemi amerykanskiej. Mysle, ze WIELKI KTOS odwdzieczy sie Pani za te ksiazke, pelna szlachetnego zamyslu, prawdy, historii skrzywdzonego narodu. Ksiazka starannie wydana z wieloma unikalnymi mapami i zdjeciami. Bardzo serdecznie dziekuje za te potrzebna pozycje w jezyku polskim takze wydana po angielsku. Jak dobrze, ze kiedys szlachetny "Ptak czerwony" pozwolil mi poznac Pania. Zdzislawa Górska, Strzyzów, Polska, 9 grudnia 2009.

.

Dla mnie "Otwarta rana Ameryki" jest swietna ksiazka z kilku powodów : 1. Bardzo obszernie i o ile to mozliwie doglebnie przedstawiony problem kondycji wspolczesnych Indian z Ameryki Polnocnej. Pierwszy raz poznalem tak szeroka analize tego tematu. Czytalem kilka artykulow o tych problemach bedac w Kanadzie, szczegolnie w czasie protestu Irokezow w okolicach miejscowosci Oka, nieopodal Montrealu, chyba w 1990 r. Jednak nigdy nie spotkalem tak kompleksowego opracowania. Znowu musze wyrazic mój podziw za to, ze zdolala Pani zapanowac nad zlozonoscia opisywanej materii i mnogoscia tematow. Musze przyznac, ze poczatkowo, przy pierwszym czytaniu, odnioslem wrazenie, ze ksiazka jest troche chaotyczna. Gdy zaczalem czytac ponownie, wybierajac interesujace mnie tematy, okazalo siê, ze tylko mi sie wydawalo. 2. Dzieki ksiazce i wywiadom z zaprzyja¼nionymi z Pani± Indianami, moglem poznac bezposrednio ich punkt widzenia. Wywiady sa dla mnie bardzo wazna czescia ksiazki i czasami, wyrywkowo, wracam do nich. 3. Dzieki ksiazce wzbogacilem swoja wiedze o wpolczesnych Indianach ( szczegolnie rozdzialy "Indianskie ksiazniczki" i "Jim thorpe i inni" ). 4. Wzbogacilem tez swoja wiedze historyczna. Chociaz troche interesowalem sie historia Indian i wiem o wiele wiecej niz przecietny czlowiek, znalazlem kilka nowych informacji i nieznanych mi faktow. 5. Dzieki ksiazce moglem kilka razy zablysnac elokwencja w czasie roznych dyskusji. Juz kilka razy opowiadalem przy roznych okazjach przypowiesc o karmieniu w sobie dwoch wilkow. Czasami dyskutujac o empatii lub tolerancji wobec innej kultury daje jako przyklad niezrozumienie przez Indian naszego obsesyjnego koszenia trawy przed domami. Gdy rozmawiam z kims o manipulacjach historycznych moge podeprzec swoje tezy Pani arcyciekawym wywiadem z Alanem Smithem. Tomasz Wojtkowski, Warszawa, 16 grudnia 2009

.

„Pani ksiazka o Indianach swietna, swietna i bardzo potrzebna rzecz”.

Prof.Jerzy Krzyzanowski. Columbus, Ohio, 29 lipca 2010

.


Pozwolilam sobie napisac do Pani kilka slów, poniewaz chcialam
podziekowaz za Pani ksiazkê "Otwarta rana Ameryki".
Znalazlam ja w zeszlym roku, gdy szperalam w ksiegarniach internetowych
i az mnie "zatchnelo" z radosci, ze pozycjê o takiej tematyce mozna
przeczytac po polsku. Radosc moja wzrosla, gdy przyjrzalam sie autorce
:) - "Podróze z kotka" i rozmowy z M.Wañkowiczem!
Bardzo dziekujê zatem - za obiektywizm, pasje, pieczolowitosc.
Czytam wlasnie tê ksiazkê drugi raz, zeby odswiezyc sobie kilka rzeczy
po przeczytaniu "Siedzacego Byka" R. Utley'a i jest równie ciekawa co za
pierwszym razem ;)
Dziêkujê i pozdrawiam!
Kamila Korzeniewska, Wroclaw, styczeń 2011

*
Polka mieszkająca u USA napisała książkę o… Indianach Ameryki Północnej. Ale nie jest to kolejna przygodowa bajka, a smutna i bolesna prawda o wielkiej krzywdzie i trudnej egzystencji jedynych mieszkańców Ameryki, którzy mogą powiedzieć o sobie, że ich korzenie od niepamiętnych czasów wrastają w tę ziemię. Warto pamiętać, że my Europejczycy, niby cywilizowani i z piękną historią, odpowiadamy za bestialstwo i ludobójstwo na Indianach obu Ameryk. Emisariusze władz świeckich i kościelnych, emigranci z Europy przybyli, wyrżnęli, oszukali, okradli i tam, gdzie uznali za dogodne zawłaszczając cudze ziemie założyli sobie kolonie, potem przekształcone w państwa. W USA Indian zepchnięto do rezerwatów i poddano rządowej polityce, która drastycznie pogłębiała ich ubóstwo i pogarszała pozycję społeczną. Jeden przykład: przymusowo indiańskie dzieci wysyłano do szkół z dala od rodzin, gdzie zabraniano im używania własnego języka. Mimo zmiany poniżającej i idiotycznej polityki Indianie wciąż mozolnie dźwigają się z marazmu i upodlenia. Plemiona ongiś pełne myśliwych, wojowników, ludzi aktywnych i żyjących w harmonii z naturą i tradycją w dzisiejszych czasach muszą zachować swoją tożsamość w zupełnie innych warunkach. Niektórzy nadal nie potrafią się „dostosować” i odnaleźć. Ich wspaniałą kulturę zniszczono, a oni sami żyją na pograniczu świata tradycji i współczesności. W niektórych rezerwatach wiele domów nie ma nawet bieżącej wody, szerzy się bieda, przestępczość i alkoholizm, ale są i takie, gdzie buduje się szkoły i centra kultury za spore pieniądze, bo na przykład kasyna na terenie rezerwatów przyjazne Indianom prawo zwalnia z podatków.

Może się nam wydawać, że Indianie to relikt, że znikną niedługo w amerykańskim społeczeństwie. Nieprawda – ich duma, tradycja i tożsamość jest ciągle żywa, a populacja się rozrasta. W 1920 r. było ich 340 tys., obecnie – 4 miliony. Mało kto wie o wpływie Irokezów na amerykańską konstytucję, o ich tajnej misji podczas II wojny światowej, mało kto zna wnikliwie tradycję i współczesność Indian.

Książka powstawała 10 lat, sama autorka kilkakrotnie przerywała nad nią pracę w obawie, że nie udźwignie problematyki i ogromu odpowiedzialności. Duch reporterski i rzetelność, stare a także współczesne fotografie, wnikliwość ujęcia problemu i próby znalezienia odpowiedzi na pytania o przyszłość stanowią o wartości książki. Nie pierwszy raz polski autor pisze o Indianach – wydaje się, że w naszej historii jest tyle cierpienia, że łatwiej nam zrozumieć ich losy.

Adam Gawęd, OCALIC OD IGNORANCJI

źródło: Słowem.onet.pl
2008-01-03




.


Audycję przygotowała Ewa Stocka-Kalinowska.

.

Miedzynarodowa Konferencja Naukowa, Rzesow 25-27 wrzesnia 2013

Internationale Wissenschaftliche Konferenz, Przyjemnosc i cierpienia czyli czlowiek w swiecie doznan. Genuss und Qual oder Der Mensch der Welt der sinnlichen Erfahrungen


26 wrzesnia 2013: dr Marcin Lutomierski, Uniwersytet Mikolaja Kopernika,
Cierpienia (i radosci) wspolczesnych Indian w „Otwartej ranie Ameryki” Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm”
.

Musze przyznac, ze moje wystapienie wywolalo zywa dyskusjê. Zacznê od tego, ze prawie nikt z naszej sekcji nie wiedzial o istnieniu Pani ksiazki. Posypaly siê pytania, uwagi, sugestie - na temat sytuacji
Indian, Pani inspiracji, dorobku w tej tematyce, stosunku do tematu (czy nie ulegla Pani wplywom kultury masowej), gatunkowosci, stylu i adresatów "Otwartej rany". Niektórzy niedowierzali, ze polska pisarka
mogla tak wnikliwie i przejmujaco opisac problemy wspólczesnych Indian. Wszyscy dyskutanci stwierdzili, ze moje wystapienie bylo bardzo potrzebne (zwlaszcza prowadzacy obrady prof. Fieguth
podziêkowal za przedstawienie interesujacej ksiazki) i jeszcze nastêpnego dnia wracali do tematu Indian. I jeszcze jedno: grono dyskutujacych zarzekalo siê, ze koniecznie musi przeczytac tê ksiazkê.
Oczywiscie, wzialem ja ze soba i pokazywalem zainteresowanym.
Dr Marcin Lutomierski, Torun, 30 wrzesnia 2013
.

Pozwolilam sobie napisaæ do Pani kilka slów, poniewaz chcialam podziekowac za Pani ksi±¿kê "Otwarta rana Ameryki". Znalazlam ja w zeszlym roku, gdy szperalam w ksiegarniach internetowych
i az mnie "zatchnelo" z radosci, ze pozycjê o takiej tematyce można przeczytaæcpo polsku. Radosc moja wzrosla, gdy przyjrzalam siê autorce :) - "Podróze z kotka" i rozmowy z M.Wañkowiczem!
Bardzo dziekuje zatem - za obiektywizm, pasje, pieczo³owitoscia. Czytam wlasnie te ksiazke drugi raz, zeby odswiezyc sobie kilka rzeczy po przeczytaniu "Siedzacego Byka" R. Utley'a i jest równie ciekawa co za pierwszym razem ;)
Dziekujê i pozdrawiam!
Kamila Korzeniewska, Wroclaw
.
Dla mnie "Otwarta rana Ameryki" jest swietna ksiazka z kilku powodów :

1. Bardzo obszernie i o ile to mozliwie doglebnie przedstawiony problem kondycji wspolczesnych Indian z Ameryki Polnocnej. Pierwszy raz poznalem tak szeroka analize tego tematu. Czytalem kilka artykulow o tych problemach bedac w Kanadzie, szczegolnie w czasie protestu Irokezow w okolicach miejscowosci Oka, nieopodal Montrealu, chyba w 1990 r. Jednak nigdy nie spotkalem tak kompleksowego opracowania. Znowu musze wyrazic mój podziw za to, ze zdolala Pani zapanowac nad zlozonoscia opisywanej materii i mnogoscia tematow. Musze przyznac, ze poczatkowo, przy pierwszym czytaniu, odnioslem wrazenie, ze ksiazka jest troche chaotyczna. Gdy zaczalem czytac ponownie, wybierajac interesujace mnie tematy, okazalo siê, ze tylko mi sie wydawalo.

2. Dzieki ksiazce i wywiadom z zaprzyjaznionymi z Pania Indianami, moglem poznac bezposrednio ich punkt widzenia. Wywiady sa dla mnie bardzo wazna czescia ksiazki i czasami, wyrywkowo, wracam do nich.

3. Dzieki ksiazce wzbogacilem swoja wiedze o wpolczesnych Indianach ( szczegolnie rozdzialy "Indianskie ksiazniczki" i "Jim thorpe i inni" ).

4. Wzbogacilem tez swoja wiedze historyczna. Chociaz troche interesowalem sie historia Indian i wiem o wiele wiecej niz przecietny czlowiek, znalazlem kilka nowych informacji i nieznanych mi faktow.

5. Dzieki ksiazce moglem kilka razy zablysnac elokwencja w czasie roznych dyskusji. Juz kilka razy opowiadalem przy roznych okazjach przypowiesc o karmieniu w sobie dwoch wilkow. Czasami dyskutujac o empatii lub tolerancji wobec innej kultury daje jako przyklad niezrozumienie przez Indian naszego obsesyjnego koszenia trawy przed domami. Gdy rozmawiam z kims o manipulacjach historycznych moge podeprzec swoje tezy Pani arcyciekawym wywiadem z Alanem Smithem.

Tomasz Wojtkowski, Warszawa
*
Fragmenty drukowane byly w:
WETERAN, Nowy Jork, luty 2008, str. 16-21
RZECZPOSPOLITA, Plus Minus, 28-29 lipca 2007
a takze w POLITYKA, ODRA, PRZEGLAD POWSZECHNY, ARKUSZ, AMERYKA, HORIZON (NEW YORK), PRZEGLADZIE POLSKIM (NOWY JORK), NOWYM KURIERZE (TORONTO), TERAZ (FILADELFIA).
Radio TOK FM Rozmowa, prowadzenie Cezary Lasiczka, godz 11:03-12:00, 22
Łasiczki z Aleksandrą Ziółkowską-Boehm, autorką książki ''Otwarta rana Ameryki''



Inspiracja foklorem w kulturze i edukacji, w 200 rocznice urodzin Oskara Kolberga, Rozdzial: Marcin Lutomierski (Uniw M.Kopernika w Toruniu), Folklor indianski w „Otwartej ranie Ameryki” Aleksandry Ziolkowskiej-Boehm. Str 81-94, Warszawa 2014. ISBN 978-83-936462-2-7




EDUCATION:
 
Politechnic of Warsaw, Architecture 1988-1990,

Bachelor of Architecture University of Arkansas, Fayetteville, Arkansas, 1993,

Masters Degree in Journalism, University of Missouri, Columbia, Missouri, 2002.
 
Worked as an ARCHITECT: Dore & Whittier Architects, Burlington, Vermont;


Consulting for Architects Inc.; Gruzen Samton Architects, New York, New York.; Gensler; HKS Architects; James Pratt Architecture, Dallas, Texas; Fisher Friedman Associates, San Francisco; Project Coordinator for Christmas in April organization with responsibility for coordinating and supervising over 90 volunteers involved in a renovation of a San Francisco Mental Crisis Clinic. 2002: Prepared a master plan and designed a dormitory building for Los Chavalitos, a non profit organization running an orphanage and school in Camoapa, Nicaragua. 1999/2000: University od Missouri Graduate

TEACHING ASSISTANT for Environmental Design Class with professor Benjamin Shwartz. September 1995 - June 1996: PHOTOGRAPHING WHILE TRAVELING overland through Asia: Turkey, Iran, Afghanistan, Pakistan, India, Sri Lanka, Nepal, Tibet, China and Japan. FREELANCED PHOTOSTORIES AND ARTICLES requiring extended length of stay in: Albania, Cuba, Egypt, Georgia, Poland, Sudan, Somaliland, India, Eritrea. 2000 - Worked as a photojournalist at "El Mercurio", Santiago, Chile.

AUTHOR:

ROATAN MAGIC Hidden Jewel of the Western Caribbean, Bay Islands Voice, 2010, ISBN 0-9829714-0-0

articles and photos: in "Northwest Arkansas Time", "Nowy Dziennik", "Polityka", "Rzeczpospolita", "Gazeta Wyborcza","Twoj Styl", "IPI Global Journalist," "World & I", "Lapis," "Missouri Life", "The Bay Islands Voice". EDITORIAL CARTOONS in "Columbia Missourian".

MANAGING EDITOR AND PUBLISHER "The Bay Islans Voice", Roatan, Honduras (2003-2012), MOTMOT MAGAZINE, Granada, Nicaragua (2014-).

HONORS and AWARDS: 2000 Edom Photojournalism Award, University of Missouri- Columbia, Missouri; 2000 American Institute of Polish Culture Journalism Scholarship, AIPC- Miami, Florida; 2000 Kosciuszko Foundation Journalism Scholarship, Kosciuszko Foundation- New York, New York; 1993 Larry Obsitnik Photojournalism Award, University of Arkansas - Fayetteville, Arkansas.

==Sources==




* ''Who is Who in Polish America'' (ed. Boleslaw Wierzbianski). New York: Bicentennial Publ. Corp., 1996; ISBN 0-7818-0010-1
.*''Wielka Encyklopedia Polonii Swiata'' (Red. Prof. dr Zbigniew Piasek), Instytut Edukacji i Rozwoju w Częstochowie oraz Wydawnictwo Akademii Polonijnej Educator, Częstochowa, 2014, ISBN 978-83-7542-116-3.


LINKS


http://www.worldcat.org/title/rebuilding-of-the-massawa-asmara-railway/oclc/731030365&referer=brief_results

http://archiwum.polityka.pl/autor/tomasz-tomczyk,0,10625.html


http://www.bayislandsvoice.com/author/thomas